Trump i technologia
Donald Trump podważa konstytucję, porządek międzynarodowy i buduje oligarchię pod wodzą szefów Big Tech. Wszystko to wcześniej zapowiadał. Trudno więc uciec od pytania, czy wybór Donalda Trumpa był dla Amerykanów wyborem świadomym, czy podyktowanym algorytmami? Z dziennikarką technologiczną Sylwią Czubkowską rozmawiamy o tym, jak technologia demonstruje swoją moc w polityce.Podcastu „Wolna Amerykanka” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.
I kwestia ceł, taka saga, nad którą nikt już nie panuje, bo co, są nakładane, odwoływane, wstrzymywane, nakładane, no dzień wyzwolenia albo dzień... Dzień absurdu. No i są jeszcze wojny. Wojny, które miały się zakończyć, ale jakoś wciąż trwają, a na niektórych z terenów, na których toczą się walki, prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiada, że będzie tam niebawem Rywiera. Czyli to jest zupełnie nowy świat. Podcast wciąż będzie o władzy, bo ten świat... To jest świat kreowany pewnym wyobrażeniem, no i mechanizmami władzy.
Chińczycy trzymają nas mocno, bo ten wątek rywalizacji amerykańsko-chińskiej Czy też rywalizację całego świata i Chin, to jest wątek bardzo aktualny, i nowej książki, która już za chwilę, która już no niemalże schodzi z pras drukarskich, mam nadzieję, że nie w Chinach, a mianowicie... Buktehy. Buktehy, tak jest. Sylwia, witam cię. Z tymi Chinami, z tym drukowaniem ja się uśmiechnęłam, bo to wcale nie jest taki żart. Wiesz, jak kończyłam, Chińczycy trzymają nas mocno. To jedną z ostatnich rozmów przeprowadzałam z profesorem Hamiltonem, politologiem z Australii, który przez lata specjalizował się rzeczywiście w takiej polityce wewnętrznej australijskiej, ale tam kontakty, relacje i wpływy chińskie są bardzo silne również ze względu na położenie Australii, na silną diasporę chińską.
I faktycznie wpływy te polityczne, te na poziomie służb, te gospodarcze, Chin w Australii były na tyle znaczące, że Hamilton zabrał się do pisania książki właśnie o tych relacjach chińsko-australijskich. I to była książka bardzo mocna, wskazująca konkretne osoby, które mocno mieszają w polityce wewnętrznej Australii na rzecz Chin. I poszedł z tą książką do swojego wydawcy wieloletniego, który tam wydał mu kilkanaście tytułów i ten wydawca się przestraszył. Zrezygnował z wydania tej książki. Jednym z argumentów było to, że oni drukują w Chinach. I wydrukowanie takiej książki mogłoby im totalnie rozwalić proces produkcyjny. To znaczy mogliby po prostu wypaść na jakąś czarną listę, wpaść w Chinach, a tam jest tańszy papier, tańsze drukarnie, tańsza siła robocza.
Tego nam wszystkim życzymy, bo od czasu do czasu zdarza nam się wydawać jakąś książkę, a państwu pewnie zdarza się jej czytać. No to z drugiej strony ja nie wiem, czy warto tak wycinać te drzewa z tego regionu, w którym się mieszka. Swoją drogą też dużo wysyłamy drzew do Chin, dużo drewna. Dużo drewna, ale sprawy technologiczne zostawmy. Natomiast zaintrygowało mnie to, bo na okładce twojej nowej książki Jest ten motyw z Michała Anioła ze stworzenia Adama. I to jest tak w wersji oryginalnej, że stwarzający Pan Bóg przekazuje tę iskrę życia Adamowi. Czyli to tchnienie takie, które zakłada, że tenże człowiek obdarzony tym tchnieniem zaraz wstąpi w niego moc, zaraz będzie sprawczość.
Zastanawiam się, kto jest kim w tej analogii. To znaczy, czy to jest tak, że te bukteky... My już nie możemy bez nich żyć, więc czekamy tylko na to tchnienie technologii, żeby wprawić w nas ruch. Czy to trochę jest tak, że to wciąż są te siły nadprzyrodzone, natomiast one tę boską moc w jakiś sposób podzieliły się z firmami technologicznymi, z technologią? Prawdy mówiąc, mam wrażenie, że tutaj ta relacja jest znacznie bardziej taka obustronna. Nie byłoby technologii, nie byłoby wielkich korporacji cyfrowych, czyli big techów, book techów, bez człowieka, bez nas.
To my im dajemy moc. To jest tak jak w klasycznych religiach, to wyznawcy, wierzący dają moc religii i już abstrahując w co wierzymy, ale możemy zakładać, że wszystkie inne religie, w które nie wierzymy, Nie byłyby możliwe, gdyby nie ta właśnie wiara, tak? To znaczy, bogowie są tworzeni przez ludzi, przez nasze potrzeby. I tak też jest trochę z tymi bogami technologii, że my ich kreujemy, my ich karmimy. Oni się na nas paszą, oni z nas żyją, ale też nasze emocje, nasza wiara, nasze przekonania w ich taką wielką siłę, sprawczość, w to, że mają potencjał zmieniać nasze życia, powoduje, że są takie, a nie inne.
Ale z drugiej strony, System technologiczny, taki system naprawdę bardzo silnie połączonych naczyń i globalnie jak na nie patrzymy i na poziomie technicznym i na poziomie takim społeczno-politycznym powoduje, że faktycznie my dzisiaj bez technologii i co więcej bez technologii dostarczanych przez Big Techy nie jesteśmy w stanie Wygodnie żyć. Normalnie żyć. To nie o to chodzi, żeby... Bo takie eksperymenty są co chwilę robione, tak? A to ja sobie media społecznościowe na dwa tygodnie skasuję, zrobię sobie detoks cyfrowy. Raz, że te detoksy to tak średnio działają. W pojedynczych przypadkach oczywiście mogą mieć jakieś dobre efekty, ale ogólnie ludzie się tak nadetoksowali, a są i tak coraz bardziej wciągnięci w ten świat.
Dwa, big techy to nie są tylko media społecznościowe. Ten system, w którym funkcjonujemy, jest znacznie bardziej oblepiający nas. To jest chmura, z której wszyscy korzystamy, bo na chmurze postawione są wszystkie praktycznie usługi. I w większości chmura dzisiaj na świecie należy do trzech największych hyperskalerów tak zwanych, czyli Amazona, Microsoftu i Google. I czwartego hyperskalera właśnie chińskiego, czyli Alibaby. Mówię trzech, bo Alibaba rzeczywiście głównie funkcjonuje w tym świecie chińskim i Azji południowo-wschodniej. To są platformy. Platformy nie tylko społecznościowe, też platformy streamingowe, platformy rozrywkowe. Platformy e-commerce'owe. Platformy, które też służą nam do komunikacji.
Pamiętasz, co się działo, jak przyszła pandemia 5 lat temu, jak wszystkie dzieci i wszyscy pracownicy biurowi trafili z godziny na godzinę do pracy zdalnej, do nauki zdalnej. Najłatwiejszym wyborem było sięgnięcie po usługę jednego z dwóch wielkich podmiotów. Teamsy czy Google Meetsy. To nie znaczy, że nic więcej nie było na rynku. Tylko my już trochę byliśmy tacy wdrukowani, zaprogramowani. Bierzmy to, co jest duże. No ale kontynuując analogię religijną, to jest władza wielkich kościołów. To jest dokładnie, bo mówisz tak, że ludzie tworzą potęgę wyobrażeń i trochę tu chciałbym wrócić na podwórko amerykańskie. I historycznie, kiedy się temu przyjrzymy, to w istocie jest tak, że to wielcy i możni mówili ludziom, że jest jakiś Bóg.
A ja mam do Ciebie pytanie, tu Ci przerwę. Ciebie to zaskoczyło, jak obserwowałaś właśnie kampanię wyborczą potem już po wyborach tak naprawdę rosnącą tą pozycję Donalda Trumpa w rosnącą w sensie tego otoczenia ekonomiczno Inauguracje, te słynne zdjęcia, które wszyscy oglądaliśmy. Naprawdę z wianuszkiem najważniejszych prezesów spółek technologicznych. Czy ciebie to zaskakiwało? Nie zaskakiwało mnie dlatego, że ja przyglądam się Trumpowi od dekady przynajmniej, a w innym kontekście przyglądałam mu się jeszcze wcześniej, więc ja mam pewne wyobrażenie dotyczące tego, jakie on wyznaje mechanizmy działania i tam w istocie chodzi o pieniądze.
Tam to wyobrażenie służby publicznej, które zwykliśmy przykładać do roli politycznej, szczególnie roli prezydenta, tam zupełnie tego nie ma. I nie było tego wyobrażenia ani w pierwszej kadencji Trumpa. Ani też rozwija się teraz ta historia. Ona trwa w tej chwili około 100 dni. To już jest czas na podsumowania. To już trochę wiemy o tym, jaka to jest prezydentura. Nie jaka będzie, ale jaka to jest prezydentura. Więc to jest prezydentura cyniczna. To jest prezydentura nastawiona na partykularne zyski. To jest prezydentura nastawiona na to, żeby ci ludzie, którzy zainwestowali W to, żeby ten człowiek uzyskał zwycięstwo, mieli stworzone warunki, żeby uzyskać zwrot z tychże inwestycji.
I zobacz, i bardzo podobnie jest u mnie, bo ja obserwując którąś tam już dekadę Doliny Akrzemowej, rozwój tych firm technologicznych, też nie byłam zaskoczona tym, jak bardzo szybko te firmy, które jeszcze niedawno prezentowały na przykład inne oblicze ideologiczne, przestawiły swoją pozycję, tak żeby zbliżyć się. To świetną metaforę użyłaś właśnie z Z tronem i z ołtarzem de facto, bo zawsze mówiliśmy w Polsce, szczególnie w naszym takim dyskursie politycznym, jak blisko tron do ołtarzu, ołtarz do tronu. Jak patrzymy dzisiaj na tą sytuację tej kolaboracji, kooperacji wielkich spółek technologicznych, ich prezesów, Donalda Trumpa i jego administracji, też mamy takie zbliżenie tronu do ołtarzu, ołtarzu do tronu. Przy czym tym rzeczywiście, tym ołtarzem jest technologia.
I to jest metafora, ta boska metafora, religijna metafora związana z wiarą jest naprawdę coraz częściej używana w stosunku do technologii, wielkich technologii, wielkich firm technologicznych. I tu jest wiele różnych podstaw. Po pierwsze mamy kryzys wiary na świecie, w świecie zachodnim. Ale to nie jest tak, że przy kryzysie wiary ludzie nie potrzebują czegoś. Ciągle coś potrzebują. I nam to coś boskie, mistyczne, Społecznie zaczęła zastępować technologia. I zaczęła ją to zastępować kilkadziesiąt lat temu. Różnie badacze wskazują, ale bardzo często wskazują rzeczywiście na ten okres końcówki lat sześćdziesiątych, rozwój ruchu hipisowskiego i takiej silnej sekularyzacji, a z drugiej strony potrzeby jakiegoś mistycyzmu takiego, nie?
I wtedy się bardzo silnie rozwijała już Dolina Krzymowa. Zresztą wyrastała z takiej mieszanki właśnie tego hipisowskiego ruchu, trochę technokratycznego. Tam się różne ideologie pojawiały już. Już się wchodziły, wplątywały. Wiesz, jak się czyta o Jobsie, tym młodym. To już widać, że on tam... To wtedy jeszcze nie było tylko myślenie o wzrostach i o pieniądzach. O inwestorach. Tam jeszcze były te wyższe różne cele. Więc zaczęła się ta technologia objawiać ludziom jako coś, co nas zbawi. Zapewni nam lepsze życie. Pod wieloma względami. Nie tylko łatwiejsze życie, ale dłuższe, zdrowsze, pokój na świecie. Pamiętasz arabską wiosnę?
Twitterowe rewolucje? Normalnie technologia wyzwolenia, nie? Można by powiedzieć. No, ale ludzie się z tym rozczarowali. To już arabska wiosna... Rozczarowują się, ale potem Czyli sztuczna inteligencja. I mamy znowu wiarę, że to jest ten next big thing i ono dopiero nam zmieni życie i będzie lepiej. Więc to zastępowanie tradycyjnych mechanizmów religijnych wiarą w potężną moc technologii, a za tym idzie też wiara wielu ludzi. Nie zawsze nazywana wiarą. To mogą być przekonania też takie gospodarcze, że te spółki technologiczne to one nam mogą zapewnić te wielkie firmy, bo one mają potencjał, mają ludzi, mają wielkie budżety. One nas pchną w inny zupełnie świat. One nas na Marsa zawiozą, nie? Jak zniszczymy Ziemię. Podobno. Taka zapowiedź padła 20 stycznia 2025 roku, drodzy Państwo.
Ale ja to trochę widzę inaczej, bo wiesz, siłą napędową rozwoju była, przynajmniej po rewolucji przemysłowej, była zawsze gospodarka. Od jakiegoś czasu tym głównym motorem napędzającym gospodarki i te gospodarki skupione na wzroście, czyli te, które funkcjonują według takiej strategii, niektórzy twierdzą, nowotworowej, nie? Ważne jest, żeby rosnąć, rosnąć, rosnąć, rosnąć. Jak w Alicji w Krainie Czarów cały czas trzeba biec, bo jak staniesz w miejscu, to po prostu Wszyscy inni cię przegonią, tak? Tak. I to oznacza, że tak naprawdę się cofasz. I to jest ideologia między innymi bardzo amerykańska i taka, która rdzennie jest związana z Doliną Krzemową. Jest z Doliną Krzemową, ale nie tylko. Wspominałaś też dzisiaj tą religijność amerykańską.
To jest takie ulubione w ogóle wyrażenie Gen Z teraz, że musimy mieć experience, odczucie, coś. I to faktycznie, jak kreowana i kształtowana jest idea Doliny Krzemowej jako takiego serca tych technologii i amerykańskich, i światowych de facto, to jest ta mieszanka. To jest mieszanka oczywiście gospodarcza, polityczna, technologiczna, Służb i armii. Nie ma co się oszukiwać. Bez DARP-y nie byłoby współczesnego Internetu w takim kształcie, w jakim go znamy. Na pewno nie tak szybko. Ale też właśnie tych ideologii. Dolina jest bardzo Tam ludzie bardzo potrzebują celu. I tym celem nie tylko jest wynik giełdowy. Co jest super ważne, bo widać to też w zachowaniu Ilona Muska.
Tam nie ma żadnych recept na to, żeby jak poradzić sobie z kryzysem klimatycznym, chociażby. Jak ty mówisz o długoterminowości, to masz na myśli, nie wiem, 10 lat, 20 lat, a tam jest myślenie 1000 lat, 500 lat. To nie jest długoterminowość, to jest właśnie ideologia, gdzie zakładamy, że skoro w przyszłości ludzi będzie więcej niż dzisiaj jest ich na świecie, to o nich powinniśmy dbać. I nie mówimy, że o tych, pokolenie naszych dzieci. Nie. Nie mówimy, że o pokolenie naszych wnuków, tylko o przyszłość Dokładniej niewskazaną. I stąd chociażby się pojawia ten zamysł Elona Muska. Dobrze, może i teraz kryzys klimatyczny czeka Ziemię, szczególnie jak będziemy tak ekstensywnie inwestować również bardzo na przykład energożerne technologie. Ale jak tą Ziemię zniszczymy, to możemy na Marsa.
Dla tych przyszłych pokoleń. I to jest trochę science fiction, ale to nie jest ważne. Ważne jest oczywiście, ale to nie jest ważne w tej ideologii, bo się musi udać, bo technologia się cały czas rozwija, bo technologia jest wyzwoleniem, bo technologia jest zbawieniem. I ta mieszanka, dlatego możemy mówić spokojnie tutaj o tym ołtarzu, ta mieszanka, czyli ludzi naprawdę wpływowych, potrafiących się komunikować z szerokim społeczeństwem, niosących nadzieję, My się możemy rozczarowywać technologiami, ale uwierz mi, dla większości ludzi raczej są źródłem nadziei niż tylko lęków. Bardzo doskonale znających mechanizmy socjotechniczne, bo przecież pracują na socjotechnice.
Robert Mardock. Tylko znowuż, to były media, które funkcjonowały na trzech rękach de facto. Brytyjskim, australijskim i amerykańskim. W amerykańskim mniej. Więc mogła być rzeczywiście realizowana polityka, pomysły, zamierzenia, potrzeby Ruperta Mardocka na tych trzech, bardzo ważnych, ale trzech rękach. I na innym stanowczo mniej oddziaływać. Kiedy masz, tak jak Mark Zuckerberg, platformy społecznościowe, z których korzysta 3 miliardy 200 milionów ludzi i świetnie znasz tych ludzi, bo jesteś właścicielem całej wiedzy na ich temat, to masz trochę inną jednak skalę oddziaływania. To bezwzględnie, jeżeli chodzi o skalę, tutaj jest racja, bo ja myślałam o tym mechanizmie wpływu, o tym, że ludzie, którzy mieli ze sobą wizję, bo to trochę jest tak, że to jest taka samonapędzająca się struktura, że dochodzisz do jakichś rezultatów i potem...
I to było lato 2024. Ale wiesz, oni mają policję ubezpieczeniową. To nie była policja ubezpieczeniowa. Oni po prostu wiedzieli, kto wygra. Oni po prostu już wiedzieli, kto wygra. Oni wiedzieli, w którą stronę wieje wiatr. A wiedzieli, bo ci ludzie po prostu siedzą na Facebooku, na Instagramie, korzystają z Whatsappa i stretchów. Podaj mi przykład lepszego badania opinii publicznej. Nie, nie ma lepszego. Oni już wiedzieli. Mark Zuckerberg wiedział, z której strony wieje wiatr. Mark Zuckerberg z... Liberalno-lewicowego, otwartościowego prezesa firmy, w której day było niezwykle ważne, momentalnie zmienił się w człowieka, który wyschodzi i mówi publicznie, że potrzebujemy więcej męskości w biznesie. No on ma zdaje się teraz szefa public affairs, takiego konserwaty... Joe Kaplan.
Tak, on ma, który jest znanym konserwatywnym tam wiceszefem... Doradcą. On był szefem Szefem staffu w Białym Domu za czasów George'a Busha. A wcześniej Kaplan zastąpił na tym samym stanowisku Nicka Clegg'a, czyli biłego wicepremiera Wielkiej Brytanii z rządów liberała. Więc ewidentnie po prostu przestawiono... Wiatr powiał z innej strony. I mówicie, że oni to wiedzieli wcześniej po prostu. Dobrze, ale oni nie muszą się... Tak naprawdę, gdybyśmy podeszli do tego... Według prawideł ideologii ekonomii liberalnej czy neoliberalnej...
Nie? To znaczy biznesem biznesu jest biznes, więc oni dobrem publicznym się nie muszą zajmować i chodzi o skuteczność. Tak się myślało i to jest też koncept bardzo amerykański i w Ameryce popierany, pomimo faktu, że Dolina Krzemowa przecież finansowana była ze środków publicznych. I wciąż jest. I to był koncept, który... To tak naprawdę stworzyło państwo. I to zadziałało. I to zadziałało genialnie, bo przecież były przeróżne próby powtórzenia tego fenomenu i to się właściwie nikomu w takiej skali nie udało. Shenzhen i Chiny. De facto tak, z wioski rybackiej w latach 80-tych wybudowana Dolina Krzemowa Chińska. Też oczywiście przy potężnym udziale, wsparciu finansowym, organizacyjnym.
Wsparciu też służb chińskich, bo Shenzhen kiedy powstawało, rzeczywiście to była taka wioska, no miasteczko rybackie, to chińska partia komunistyczna dała takie specjalne pozwolenia ponad 80 firmom chińskim, technologicznym, takim świeżo wykluwającym się, na działanie w takim innym rygorze prawnym, na przykład na tworzenie nowej struktury właścicielskiej, czegoś w rodzaju spółek pracowniczych, tak jak ma Huawei. Co jest też jednym z powodów dużego takiego braku zaufania ze strony służb zachodnich co do tej firmy. No bo to jest tak, że tam są niby właścicielem pracownicy, tylko że w Chinach wiesz, związki zawodowe są nielegalne.
Nad wszystkim wolne związki zawodowe, takie w rozumieniu zachodnim. To są ci wybrani pracownicy. Wszystkie związki zawodowe są sankcjonowane, są więc partyjne, więc skoro pracownicy partyjnie związkowi są współwłaścicielami wielkiej firmy technologicznej, no to kto jest właścicielem? Partia. A więc rzeczywiście to było bardzo duże wsparcie ze strony partii komunistycznej Deng Xiaopinga, który wyprowadzał Chinę z czasów Mao Zedonga, czyli tej rewolucji kulturalnej, zamknięcia gospodarczego i tak dalej. I ta budowa Shenzhen była odpowiedzią Chin na budowę Doliny Krzemowej. I szły też wsparcie ze strony Armii Wyzwolenia Ludowego, ze strony służb chińskich, więc bardzo podobnie. Tak, ale to jest model, który jest typowy dla modelu chińskiego. To jest typowy, wiesz co, dla modelu imperialnego.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Donald Trump podważa konstytucję, porządek międzynarodowy i buduje oligarchię pod wodzą szefów Big Tech. Wszystko to wcześniej zapowiadał. Trudno więc uciec od pytania, czy wybór Donalda Trumpa był dla Amerykanów wyborem świadomym, czy podyktowanym algorytmami? Z dziennikarką technologiczną Sylwią Czubkowską rozmawiamy o tym, jak technologia demonstruje swoją moc w polityce.
Podcastu „Wolna Amerykanka” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.