Mentionsy Mentionsy
WYWIADOWCY
WYWIADOWCY

prof. Bogdan Góralczyk – „Czy Chiny nas zdominują?” – #115

12.11.2025 ·1 godz 42 min

Prof. Bogdan Góralczyk, jeden z najbardziej znanych polskich sinologów tłumaczy jak funkcjonuje system władzy w Chinach pod rządami Xi Jinpinga oraz dlaczego jest o wiele bardziej autokratyczny od modelu zarządzania, który wprowadził Deng Xiaoping, dzięki któremu Chiny otworzyły się na świat i dokonały wielkiego skoku cywilizacyjnego. Zdaniem naszego gościa Xi dysponuje obecnie władzą iście cesarską, co w dłuższej perspektywie okaże się dla Państwa Środka destrukcyjne. Prof. Góralczyka pytamy także o to, jaką ideologią kieruje się dzisiaj Komunistyczna Partia Chin i czy przeciętny Chińczyk wciąż wierzy w komunizm. A jeśli nie w Marksa i Lenina to w co wierzą zwykli Chińczycy? W tym kontekście nasz gość wskazuje na wszechobecny w Państwie Środka kult pieniądza. Oczywiście w naszej rozmowie nie brakuje również wątków rywalizacji chińsko-amerykańskiej. Profesor Góralczyk komentuje niedawne osobiste spotkanie Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem, po którym stosunki na linii Waszyngton-Pekin delikatnie deeskalowały. Ale wszyscy możemy być pewni, że starcie gigantów trwa, a jego wyniku nie da się przewidzieć. Pytany o to, jak wyglądałby świat pod chińską dominacją, prof. Góralczyk uspokaja, że Chiny nigdy nie będą mocarstwem uniwersalnym, ponieważ ich język oraz kultura są wsobne i jako takie nie mają potencjału do ekspansji. Nie będzie więc Pax Sinica. Ponieważ nasz gość jest także znawcą spraw Węgierskich, w tym podkaście nie brak również kilku pytań o Viktora Orbana. Prof. Góralczyk nie wyklucza scenariusza, w którym w nadchodzących wyborach Fidesz przegrywa. Ale czy porażka wyborcza będzie oznaczała koniec władzy Orbana? Tego już nasz gość pewien wcale nie jest.

Ja w Chinach byłem po raz pierwszy w 1976 roku, więc dobijam pięćdziesiątki. My jesteśmy rocznik 75, czyli mieliśmy rocze. Całe wasze życie, już z Chinami byłem i jestem jakoś tam związany. No i to niewątpliwie wyróżnia mnie tym, że mam pamięć. Instytucjonalną, która jest w Polsce zrywana przy każdej ekipie rządzącej. I z tymi Chinami się tak zaczęło, że kiedy ja zacząłem się uczyć chińskiego, to moi koleżanki i koledzy Podejrzewali, że jestem nieszczęsna fajtłapa, używając teraz popularnego terminu, ponieważ nie mam albo powodzenia u dziewczyn, albo jestem coś nie tak.

I ta partia jest hierarchiczna, rządzi nią Komitet Centralny. Około 400 osób, ale ostatnio było posiedzenie 10 dni przed naszą rozmową i było tylko 315 towarzyszy, czyli około setki poleciało. Nad tym jest, kto pamięta jeszcze PRL, to łatwo mu to zrozumieć, jest biuro polityczne, 24 osobowe, sami mężczyźni. I nad tym jeszcze chiński wynalazek jest stały Komitet Biura Politycznego, 7 osób, które faktycznie Chinami rządzą. I teraz...

No i otóż dla wszystkich jest oczywiste, dla mnie też, że nie będzie żadnego renesansu narodu chińskiego, bo to tak się nazywa CHUNG HUA MIN ZU WEI TA FU XIN. To hasło codziennie słyszycie w chińskich mediach. I nie będzie tego wielkiego renesansu, jeżeli są po obu stronach cieśniny tajwańskiej organizmy z Chinami w nazwie. Bo po jednej jest HRL, Chiny Komunistyczne Ludowe, a po drugiej Republika Chińska na Tajwanie. Republika Chińska, przedłużenie rządów republikańskich, jakie były również w Chinach lądowych do 1949 roku. Oczywiście Tajwan zdobył teraz tożsamość, chce już od tego chińskiego bagażu się oderwać, ale w Chinach jest stale konsekwentnie prowadzona polityka jednych Chin.

Czyli potrzebny jest lingua franca i potrzebne są uniwersalne wartości. A chińskie wartości są chińskie, a nie uniwersalne. Przecież w Chinach, jak może panowie słyszeli w mojej którejś wypowiedzi, nie ma czterech kierunków jak u nas. Wschód, zachód, północ, południe. Jest pięć. A w środku są Chiny, a nad Chinami jest hien, niebo. A pomiędzy niebem a ziemią, czy taj chinami jest Tianzi, syn niebios, czyli cesarz dzisiejsi Xi Jinping z komunistycznego nadania. O tak to wygląda. No jak my to przyjmiemy? Nigdy. Nie da rady. Nie da rady. Nie przystajemy do siebie mentalnie, strukturalnie, więc nie będzie paks z cynika, proszę się nie obawiać.

Ja mam takie pytanie jeszcze z dziedziny dyplomacji. Jak na takim szczeblu dyplomatycznym, oficjalnym, jak należy rozmawiać z Chinami? Jest taki Widziajgo Kale, Hindus. Ja również w ostatnich latach dosyć dużo jeżdżę do Indii z wykładami. I uważam, że stanowczo za mało mówimy o Indiach, a Indie są teraz najdynamiczniej rozwijającą się gospodarką Azji w tempie 6,5 do 8,5% wzrostu PKB rocznie. To widać i czuć. I ten Widzia i Gokhale był ambasadorem Indii w Chinach i łącznie chyba na trzech placówkach zanim jeszcze, a potem doszedł aż do ministra spraw zagranicznych.

I półtora roku temu, niespełna dwa, zakończył karierę dyplomatyczną i zaczął pisać książki. Jedną z nich wydał o negocjacjach z Chińczykami. Chyba muszę zadziałać, żeby to się jednak ukazało po polsku. To nie jest długa książka, a hindusiny mają z Chinami najdłuższą niewytyczoną granicę, ponad 3,5 tysiąca kilometrów. Więc mają o czym negocjować. To jest fascynująca książka, którą bym polecił każdemu, że chińskie podejście do negocjacji jest po pierwsze konsekwentne, po drugie bardzo sprytne, chytre i zawsze podszyte narodowym interesem.

Skoro przy tym jesteśmy, to ja mam tu całe półstronę o pańskim bracie Zdzisławie. Może byśmy trochę o tym porozmawiali. Zabrzmiało niebezpiecznie. Spraw rodzinnych bardzo nie poruszam, ale proszę. Ja chciałem spytać, bo pan się zainteresował Chinami dzięki bratu, prawda? Brat już był w Chinach, kiedy pan się urodził. No właśnie. My się urodziliśmy pod Siedlcami, a tam zresztą do dzisiaj rezyduję. I brat w wieku 17 lat ukończył liceum w Siedlcach.

Pojechałem, zaraziłem się. I tak zostało. To jest tak, że Pański brat spędził w Chinach 25 lat? Tak mniej więcej wyliczyłem? Na pewno tyle będzie, bo były pełne studia, łącznie 6 lat i potem kilka różnych placówek, nawet ja sam nie liczyłem, ale bardzo dużo. No i oni w domu po chińsku rozmawiali, tak jak ja w domu rozmawiałem, już teraz nie, póki córka była z nami po węgiersku. Czyli to, bo pan ma i bratanka i bratanicę. Mam. Tak, i oni po chińsku też się porozumiewają. No, oczywiście. No, czyli pan jest rodzinnie z Chinami.

Klan, proszę, klan. Jak pan mówił, jak pan mówił. Tak jest, to wszystko tutaj też jest. Tak, tak, no dobrze, to my byśmy chcieli... Do Węgier. Tak. Czyli przechodzimy zgodnie z sezonem na Węgierki. Przechodzimy na Węgierki, tylko no szkoda, bo nie mamy... Tylko panowie, ja zawsze Węgierki, żadne ręklody czy lubaszki. Tylko Węgierki. Ja mam takie pytanie otwierające w ogóle, jakie są w tej chwili stosunki... Nie ma. Dyplomatyczne nie, nie, ale między Chinami a Węgrami. A znakomite. Między Polską a Węgrami nie ma. Nie mamy swojego ambasadora i do wyborów nie będziemy mieli. To już pewne. Natomiast między Chinami a Wiktorem Orbanem stosunki są znakomite do tego stopnia, że są największe w tej chwili inwestycje na całym kontynencie europejskim chińskie na Węgrzech.

Czyli teraz jakby odwracając trochę pytanie, nasze stosunki dyplomatyczne są lepsze z Chinami niż z Węgrami w tej chwili? No mamy ambasadora przynajmniej. Przynajmniej funkcjonuje. No tak, ale nasze z Chinami są letnie. Czyli trochę lepsze. Na pewno nasi ministrowie spraw zagranicznych codziennie czy co trzeci dzień na Twitterze się nie okładają cepami. A to mamy z Węgrami, a nawet premierzy. To w ogóle jest dziwna dla mnie jako dla dyplomaty rasowego sytuacja, bo tego się nie robi publicznie. To się wszystko zmieniło, wszystko się przeniosło. Ale z Chinami tego nie ma. Natomiast z Chinami mamy jeden potężny, ogromny problem strukturalny, tzn.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.