Mentionsy Mentionsy
W mroku historii
W mroku historii

Gilles de Rais - pobożny heretyk | W mroku historii #41

07.08.2022 ·41 min 28 s · 2 rozdziały

Był jednym z najbogatszych ludzi w średniowiecznej Francji. Zasłynął swoim bohaterstwem, męstwem i odwagą, walcząc u boku Joanny D’Arc. A mimo to Gilles De Rais zapisał się w historii jako jeden z najokrutniejszych morderców w historii. Został oskarżony o czyny tak straszne, że ich opis szokuje nawet dziś. Miał się dopuścić herezji, sodomii, uprawiania czarnej magii. Ale czy faktycznie był on potworem w ludzkiej skórze? Kim tak naprawdę był ten francuski arystokrata, który po swojej śmierci stał się symbolem nieopisanego okrucieństwa. Rozpustnikiem i sadystą? A może tylko przedstawicielem potężnego rodu, którego władza i bogactwo bardzo komuś przeszkadzała? Ile prawdy jest w legendzie o człowieku, który choć żarliwie wierzył w Boga – to za wszelką cenę próbował zawrzeć pakt z samym diabłem? Kontakt/Współpraca: [email protected]

2:25 · Gilles de Rais - pobożny heretyk 16

Gdy jesienią 1405 roku w rodzinnym zamku Chantosse nad Loire przyszedł na świat Gilles de Rais, Francja od blisko 70 lat prowadziła przeciw Anglii przerywane rozejmami działania zbrojne, nazwane później Królestwo, w którym dorastał, było wówczas wrzącym siedliskiem politycznych intryg i spisków. Lojalność każdego możnowładcy łatwo można było kupić, a sojusze zrywano szybciej niż je zawierano. Wszechobecne były przemoc i okrucieństwo. Poddanych francuskiego króla Karola VI, zwanego Szalonym, dziesiątkowały kolejne zarazy. Bogate i wpływowe rody konkurowały ze sobą, próbując zawrzeć jak najkorzystniejsze dla siebie małżeństwa.

Na jej śmierć czekał nie tylko on. Ogromnym majątkiem bogatej wdowy zainteresowany był także Jean de Cron, człowiek słynący w całej Brytanii nie tylko z powodu swoich ogromnych wpływów, ale i jeszcze większej niegodziwości. Na książęcych dworach od dawna plotkowano, że jeśli nie mógł on osiągnąć jakiegoś celu poprzez pokojowe negocjacje, nie wahał się używać siły. Poza tym przypisywano mu liczne porwania dla okupu, zastraszania oraz groźby wysyłane pod adresem swoich politycznych konkurentów. Nie wiadomo dokładnie, jak osiągnął swój kolejny cel, ale faktem jest, że ostatecznie to właśnie jemu Jeanne Chabot przepisała cały majątek, łamiąc tym samym swoją wcześniejszą obietnicę złożoną kuzynowi.

Niedługo później swoje ostatnie tchnienie wydał także ojciec chłopca. Historycy spierają się o to, co było prawdziwą przyczyną jego śmierci. Jedni twierdzą, że podczas polowania został zaatakowany przez dzika, a rany jakie odniósł okazały się śmiertelne. Inni sugerują malarię, która zbierała wówczas swoje krwawe żniwa w Brytanii. Nie mogło również zabraknąć plotek, że za tą śmiercią stał jego teść. Przebiegły i wyrafinowany Jean de Croix. Wiedział on doskonale, że obejmując opiekę nad swoimi wnukami, przejmie także ich rodzinny majątek. Takiej okazji nie mógł więc zmarnować. Tym bardziej, że miał jeszcze inny powód, aby jak najszybciej usunąć z tego świata własnego zięcia.

Jean de Crombe uważał, że zwłaszcza moralność, do której Guy de Rais przywiązywał największą wagę, była cechą ludzi słabych i stanowiła dla prawdziwego mężczyzny największą przeszkodę na drodze do osiągnięcia własnych celów. Ostatnie dni swojego życia umierający Guy de Rais spędził we własnym łożu. Zanim pożegnał się z tym światem, zdążył jeszcze zmienić swój testament. Przeczuwając złe zamiary własnego teścia i wiedząc, jak zepsutym był on człowiekiem, wskazał, aby Gilles oraz Renée trafili pod opiekę jego kuzyna, Jeanne de la Inodée. Jednocześnie zażądał, aby pod żadnym pozorem Jean de Grand nie mógł brać udziału w wychowaniu jego synów. Dziadek chłopców nie przejął się jednak ostatnią wolą zmarłego.

Bez surowej opiekunki i niekończących się zakazów, których wcześniej nieustannie doświadczali. Bracia mogli robić to, na co tylko mieli ochotę, tak długo, jak tylko będą posłuszni dziadkowi. Gdy Gilles skończył 13 lat, nadszedł czas na zmianę sposobu kształcenia. Praktyka zamieniła teorię. W najdroższej zbroi z Mediolanu młody Dyrre, jako giermek, zaczął brać udział w prawdziwych bitwach. Jean de Croix uznał, że tylko w taki sposób chłopiec posiądzie odpowiednie umiejętności. W międzyczasie szukał mu odpowiedniej żony. Znalazł ją dwa lata później w osobie Catherine de Touar, dziedziczki rozległych ziem w Poitou.

W ich trakcie smarł nagle ojciec Catherine de Troyes. Oficjalnie z powodu wysokiej gorączki, ale nie można wykluczyć, że nieco pomógł mu Jean de Cron. Dopiero po jego śmierci legat papieski zgodził się rozgrzeszyć młodych małżonków Nałożył na nich symboliczną pokutę oraz uznał ich małżeństwo za w pełni legalne. Aby zachować wszelkie pozory, zorganizowano drugi ślub, tym razem w parafii, do której należała panna młoda. Jednak dopiero 11 lat później na świat przyszło ich jedyne dziecko, córka Marie Dure. 21 października 1422 roku zmarł pogrążony w obłędzie król Francji Karol VI, zwany Szalonym.

Wcześniej, poprzez podpisanie z Anglikami traktatu z Troyes, wydziedziczył on swojego syna, Delfina Karola. Zamiast niego następcą francuskiego tronu ogłosił angielskiego monarchę Henryka V. Gdy ten umarł, królem Francji ogłoszono jego syna, niespełna dziewięciomiesięcznego Henryka VI. Francuzcy możnowładcy sprzeciwili się tej decyzji. Stanęli po stronie odsuniętego od sukcesji Karola Walezjusza. Wśród nich był Jean de Croix oraz jego wnuk Gilles de Rais, który bohatersko walczył u boku księcia. 10 marca 1429 roku Gilles przebywał razem z Carolem na zamku w Chinon, gdy pojawiła się tam nieznana nikomu młoda kobieta.

Będąc jednym z najbogatszych ludzi w całej Brytanii, prowadził życie pełne przepychu. Na swoim dworze utrzymywał ponad 200 rycerzy, kilkudziesięciu duchownych oraz liczną służbę i giermków. Wydawał ogromne sumy na sprowadzenie do swojego zamku aktorów i błaznów. O wielkich ucztach, które wydawał, mówiono w całej Francji. Ta rozrzutność sprawiła, że Gilles popadł w ostry konflikt z własnym dziadkiem. Schorowany Jean de Grand nie mógł znieść myśli, że jego wnuk tak bezmyślnie wydawał swój rodzinny majątek. Umierając, przyznał, że Gilles został przez niego źle wychowany. Jednocześnie wyraził wyrzuty sumienia z powodu własnych niegodziwych czynów, które, jak uważał, przyczyniły się do zepsucia jego najstarszego wnuka.

W roku 1435 odszedł z armii, aby jeszcze bardziej skupić się na własnych przyjemnościach. Im więcej wydawał, w tym większe wpadał długi. Wkrótce rozpoczął wyprzedawanie swojego rodzinnego majątku. Jednak zamiast spłacać finansowe zobowiązania, Gilles wydawał coraz huczniejsze bale i przedstawienia teatralne. W tym czasie wybudował także okazałą kaplicę, którą bogato wyposażył. Nauki jakie otrzymał w młodości od dziadka sprawiły, że bardzo się do niego upodobnił. Stał się chciwy, przebiegły i bezlitosny. Uważał, że taki bohater wojenny jak on może sobie pozwolić na wszystko czego tylko zapragnie. Że stał ponad prawem i cokolwiek by zrobił nie poniesie za to żadnych konsekwencji.

Jednocześnie do księcia zgłosili się wierzyciele domagający się spłaty długów. Jan VI wyznaczył skarbnika, którego zadaniem było zajęcie niektórych posiadłości dyre na poczet spłaty zobowiązań dłużnika. On także był jednym z wierzycieli. Na wieść o tym, Gilles wpadł we wściekłość. Zaczął działać tak, jak nauczył go jego dziadek, Jean de Croix. Postanowił osobiście odbić każdy odebrany mu zamek. Rozpoczął od znajdującego się najbliżej zamku Sainte-Étienne de Mermorte. 15 maja 1440 roku przybył tam na czele własnej armii. Podczas zbrojnego ataku na zamek jego żołnierze splądrowali i zniszczyli znajdującą się na jego terenie kaplicę.

Kiedy Gilles de Rais dowiedział się, że tamtejszy ksiądz jest rodzonym bratem skarbnika, skatował duchownego, a następnie porwał i uwięził w lochach Mashkul. Dopuścił się w ten sposób świętokradztwa, a Jan VI po interwencji samego biskupa Nong uznał, że Gilles de Rais tym razem posunął się za daleko. Zbrojny oddział księcia Bretanii przybył do zamku Mashkul 24 sierpnia. Ich zadaniem było oswobodzenie uwięzionego księdza oraz aresztowanie gospodarza wraz ze wszystkimi towarzyszącymi mu osobami. Gdy żołnierze wyprowadzali z lochów ciężko rannego duchownego, dokonali przerażającego odkrycia. Natrafili na stertę ludzkich kości, zbyt małych, aby można je było uznać za szczątki dorosłych więźniów.

Rozmiary czaszek wskazywały, że ofiarami były dzieci. Łącznie naliczono ich ponad 40. Książę Bretanii nakazał przeprowadzenie śledztwa. Dwa tygodnie później Jan VI został poinformowany, że Gilles de Rais dopuścił się zamordowania dzieci w liczbie tak wielkiej, że niemożliwe było jej określenie. Po aresztowaniu, Gilles został przewieziony do Nantes. Tam został postawiony przed sądem, aby odpowiedzieć na zarzuty dotyczące jego ataku na kaplicę i księdza. Co ciekawe, transkrypcja jego przesłuchania nie zawiera ani jednego pytania związanego z porywaniem i mordowaniem wiejskich chłopców i dziewczynek. Trzy dni później, śledztwo przeciwko niemu ruszyło pełną parą.

Dzień później przesłuchano służących oskarżonego. Każdy z nich zeznał, że ich pan mordował dzieci, aby przypodobać się samemu diabłu, któremu zamierzał oddać duszę. Najwięcej do powiedzenia miał jednak najmłodszy służący, Poitou. Będąc już po pierwszych torturach, z łzami w oczach opowiedział, jak jego pan wieszał swoje ofiary na haku, a następnie patrząc na ich zakrwawione ciała, popełniał sam ze sobą najgorsze zbrodnie przeciw Bogu. Później odcinał nieprzytomne dzieci i powtarzał obrażanie Boga, tym razem spółkując z ofiarami. Gdy się już zmęczył swoją sodomią, zabijał je, śmiejąc się przy tym głośno i rubasznie.

Głęboko wierząc w ich zasadność, postanowili poddać oskarżonego podobnym mękom. Liczyli, że zdolności Katta skłonią oskarżonego do większej szczerości i otwartości. Nie pomylili się. Jak tylko Gilles de Rais zobaczył narzędzia tortur, poprosił o spowiedź i kolejne przesłuchanie. Tym razem potwierdził, że ofiar jego zbrodni było tyle, że sam nie potrafił ich zliczyć. Przyznał także, że faktycznie dopuścił się wobec dzieci czynów, o których opowiedział Bois Tout. Stwierdził, że wszystkie zbrodnie popełnił tak, jak sobie je wcześniej wyobraził. Nikt go do tego nie skłonił, nikt go do niczego nie namawiał. Jednocześnie kolejny raz zaprzeczył, że ich śmierć miała cokolwiek wspólnego z przywoływaniem diabła, bo zabijał wyłącznie dla własnej przyjemności i cielesnej rozkoszy.

Skłamał, zaprzeczając swoim zamiarom zawarcia paktu z diabłem i miał w tym jak najbardziej racjonalny powód. W XV wieku jakiekolwiek zbrodnie dokonane na przedstawicielach stanu chłopskiego, bez względu na to jak liczne i okrutne, nie były w oczach ówczesnego wymiaru sprawiedliwości tak poważne jak zbrodnia herezji. Jeśli Gilles de Rais przyznałby się do składania ofiar diabłu, jego los byłby już wtedy przesądzony. A tak wciąż istniała duża szansa, że z racji swojego szlachetnego pochodzenia i wojennych zasług zostanie on przez sędziów potraktowany dość łagodnie, A już na pewno zachowa własne życie. Chcąc potwierdzić słowa oskarżonego, postanowiono przesłuchać Francesco Prelattiego.

Potwierdził prawdziwość zeznań prelatiego, dodając, że z własnej woli czynił wszystko to, czego tylko zapragnął i cieszył się z każdego swojego niegodziwego uczynku. Na koniec poprosił, żeby świadkami jego egzekucji było jak najwięcej osób. Chciał, aby jego śmierć stała się przestrogą dla innych heretyków, którzy znaleźli przyjemność w obrażaniu wszechmogącego Boga. Biskup Nantes ponownie uznał go za heretyka i kolejny raz ekskomunikował. Wtedy Gilles de Rais upadł na ziemię i zaczął błagać biskupa o litość. Powołując się na Boże miłosierdzie, prosił o zdjęcie z niego tej okrutnej anatemy. Zaznaczył, że tylko wtedy mógłby przed śmiercią otrzymać rozgrzeszenie i później spocząć na poświęconej ziemi.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.