Jak Chiny przetwarzają nasze dane
Duża popularność chińskich aplikacji zakupowych, mediów społecznościowych czy urządzeń elektrycznych każe postawić sobie pytanie: jak Chiny wykorzystują pozyskane dzięki nim dane? Miliony użytkowników Tiktoka czy popularnych aplikacji dają możliwość zebrania chińskim podmiotom wielu informacji na temat ich użytkowników. O tym, jakie to niesie ze sobą niebezpieczeństwa, w rozmowie z Sarą Nowacką, opowiada Marcin Przychodniak. Jakie dane i skąd zbierają chińskie firmy? Jak mogą je wykorzystywać? Czy dane użytkowników zebranych dzięki aplikacjom, mediom społecznościowym czy urządzeniom są bezpieczne w chińskich rękach? Czy naprawdę posiadanie naszych danych przez Chiny jest bardziej niebezpieczne od posiadania ich przez zachodnie firmy? Jak państwa zachodnie mogą bronić się przez zagrożeniami płynącymi z Chin? Przeczytajcie także Policy Paper Marcina Przychodniaka poświęcony zagrożeniom związanym z przetwarzaniem zagranicznych danych przez Chiny.
Mamy w tej chwili dużą debatę pomiędzy Unią Europejską a Chinami w kontekście CEU, ale to jest jakby odprysk większej dyskusji w ogóle na temat konkurencyjności chińskich produktów, tych bardziej, i to już nie tych małych, niezaawansowanych, tylko tych zaawansowanych technologicznie, tańszych z różnych powodów, często nieuczciwej konkurencji chińskiej. I tu jakby w tej debacie, w której rządy europejskie próbują przekonywać społeczeństwa do tego, że należy podjąć pewne kroki wobec tych chińskich produktów, co może oznaczać, że dostępne na rynku będą ich droższe odpowiedniki, no to Chińczycy mają narzędzia, żeby na tę debatę wpływać i przekonywać już nie premiera, nie wiem, panią premier Włoch czy premiera Holandii, tylko tego Holendra czy tego Włocha do tego, żeby on...
żeby on tego wpływał poprzez proces demokratyczny na decyzję. Ja oczywiście opisuję ten proces, który jest jakimś modelem. On nie wszędzie jeszcze występuje, nie jest tak efektywny. To jest pewne dążenie, pewien cel, ale to temu ma służyć i to temu może służyć. Ujmijmy to tak, że to może temu służyć, że fakt, iż tyle danych sami tak naprawdę przekazujemy i chińskie władze mają do tego dostęp, co też Unia Europejska próbuje na przykład ograniczać, to być może o tym porozmawiamy za chwilę i ma do tego narzędzia pewne, ale to ma w pewnym sensie dawać wiedzę. I to nie tylko dotyczy tych aplikacji czy TikToka, ale na przykład tych pojazdów elektrycznych, o których wspomniałem.
a nie informowania rzetelnego. Więc tu nie ma wątpliwości co do tego, że nie powiem, że mechanizm jest ten sam, ale jest podobny sposób patrzenia na tego użytkownika, który jednak jest źródłem danych. które potem z punktu widzenia Facebooka, czy Mety, czy Googla, czy tych zachodnich mediów społecznościowych, czy firm pozyskujących te dane, ja bym powiedział, że jest jednak, być może słuchacze się nie zgodzą, ale jest jednak źródłem danych, które są do wykorzystania z punktu widzenia biznesowego. Czyli żeby zarobić na tych danych pieniądze. Ale Unia jednak zakazuje korzystania z TikToka, a z Facebooka nie. Znaczy swoim użytkownikom. Nie o tym ta dyskusja konkretnie o Facebooku, ale nie, no to też przejdziemy.
Unia Europejska stosuje narzędzia, jakie ma w ramach akt o usługach cyfrowych, czy akt o rynku cyfrowym, próbując ograniczać działalność firm zarówno z jednej części świata, jak i z drugiej. Czyli tych amerykańskich i chińskich, bo głównie o nich mówimy, bo innych nie ma tak naprawdę. Jakieś pojedyncze przypadki by się znalazły. Pewnie. Więc tu jest pewna symetria, pewne podejście i nie jednostronne, tylko wielostronne. Ale kontynuując jeszcze, czym to się różni? Dlaczego uważam, że to jednak jest pewna różnica i dlaczego większą uwagę powinniśmy przywiązywać do tego, co robią naszymi danymi Chińczycy niż Amerykanie? Pomijając te oczywistości, które mogą wydawać się dość naiwne i ludziom, że jedni są naszymi sojusznikami, a drudzy nie.
I jakby z jednymi łączą nas pewne wartości dotyczące, nie wiem, swobody wypowiedzi ogólnie rozumiane jako demokratyczne, a z drugimi nie. Ale zostawiając to na boku, bo to pewnie jest temat na wielogodzinną dyskusję i I pewnie wiele argumentów przeciwko by się znalazło, że ci Amerykanie to aż tacy demokratyczni też nie są. Natomiast jest jeden istotny, to specyfika... a może dwa nawet. Po pierwsze to specyfika chińskiego systemu, która możliwość kontroli użytkownika nad danymi, które on tym Chińczykom, chińskim firmom przekazuje, ogranicza do stopnia minimalnego tak naprawdę, ale nie tylko tego użytkownika, ale też organizacji jak Unia Europejska czy państw. Oczywiście możemy blokować tę działalność na rynku unijnym, czyli ograniczać, ale nie mamy dużego wpływu już na to, co się dzieje w Chinach.
Nie widzimy, nie mamy Tak jak to się dzieje w przypadku spółek amerykańskich, nie mamy przesłuchań prezesów chińskich firm technologicznych przed chińskim parlamentem, odnosząc już, robiąc to porównanie do Kongresu Amerykańskiego. Nie mamy mechanizmów jednak mediów, czy ekspertów, czy analityków, czy ogólnie nazywając to pewnej debaty publicznej, uczestników debaty publicznej, NGO-sów, które sprawują dodatkową kontrolę które wymuszają na państwach czy na organizacjach międzynarodowych jak Unia dodatkowe elementy działania. W Chinach tego nie ma i wobec Chińczyków tego typu działanie jest praktycznie niemożliwe ze względu na pewną specyfikę.
Do tego podmiotu, które w optyce nazwijmy to już ogólnie globalnego południa, jakkolwiek bardzo zróżnicowanego, ale zastosujmy to określenie, może coś zaoferować, jednocześnie nie wymagając zbyt wiele w sensie politycznym. Unia Europejska jest tu na drugim biegunie, ze swoimi regulacjami dość zaawansowanymi i jeśli chodzi o RODO, chińskie spółki były już kilkakrotnie technologiczne, chyba TikTok dokładniej rzecz mówiąc, ale chyba też i któraś z tych aplikacji zakupowych. Karane za łamanie RODO przez państwa, bo to jest domena państwowa, nie każdy państwo decyduje to samodzielnie. Więc Unia Europejska jest na tym drugim biegunie jako bardzo silny regulator i w kwestii ochrony samych danych osobowych, ale i w kwestii działania firm technologicznych i danych, jakie pozyskują, czy to za pomocą już tych aktów, które istnieją, czy w ogóle dyskusji.
która się toczy i która pewnie będzie szła dalej jeszcze, bo problemy nie znikają. Więc oczywiście jest tu pewien ten element, ale to raczej chyba retoryczny, raczej pewien argument dyskusji dotyczący, co jest korzystniejsze z punktu widzenia gospodarczego, znaczy rozwoju wzrostu, prawda? Czy ten regulacji, onizm nazwijmy to, nie hamuje jednak rozwoju usług cyfrowych? który w Unii Europejskiej jest... Nie, nie mamy podmiotów tego typu. Rozmawiamy jednak cała ta nasza rozmowa, ale część z niej opiera się na tej pewnej dychotomii. Odpowiadałem Ci na pytanie, co jest lepsze, Stany czy Chiny. Nie ma nic pomiędzy. Albo chcemy być częścią rynku cyfrowego i dla konsumentów to jest fajne, bo miło, przyjemnie, wygodnie, ale to ma też znaczenie ekonomiczne, prawda?
Bo... duża część biznesu funkcjonuje w tym rynku cyfrowym. Mamy przecież ludzi, którzy żyją z Instagrama, zarabiają na tym, utrzymują się dzięki temu. Mamy firmy, które tylko tak funkcjonują. No i stąd ten argument, czy ten regulacjonizm nie zabija troszkę tego ducha, nie jest jednym z powodów, dla którego Unia Europejska ma taki problem, żeby takiego typu czepiony... powstały. Jakbym miał krótko odpowiedzieć na to pytanie, mi się wydaje, że nie. Znaczy, że problemy są dużo ważniejsze i głębsze. Już nie, w ogóle zostawiając nawet te problemy dotyczące bezpieczeństwa i chińskiego zagrożenia, to w ogóle problemy związane z monopolem firm technologicznych, także amerykańskich, ale i rosnącą rolą chińskich, no są dużo poważniejsze niż ewentualne negatywny wpływ, jaki to może mieć na rynek europejski, na firmy tego typu europejskie.
Koniec końców Unia jednak dba powiedzmy w jakimś sensie o nasze bezpieczeństwo tymi regulacjami, nawet jeżeli one potrafią powodować dużo spowolnień czy gdzieś tam problemów. One już powodują. Niestety my to zobaczymy za pewnie 10-20 lat. Pewnie to jeszcze można zatrzymać, natomiast świat, w którym funkcjonujemy w tej chwili, a może i bardziej funkcjonują ludzie, nie wiem, 10 lat od nas młodsi, czyli rozpoczynający dorosłe funkcjonowanie. jest definiowany przez te platformy cyfrowe. I to jakby ma znaczenie w tym, żeby po pierwsze regulować ich działalność, a po drugie, żeby uświadamiać ludziom, z czym to się dokładnie wiąże.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Duża popularność chińskich aplikacji zakupowych, mediów społecznościowych czy urządzeń elektrycznych każe postawić sobie pytanie: jak Chiny wykorzystują pozyskane dzięki nim dane? Miliony użytkowników Tiktoka czy popularnych aplikacji dają możliwość zebrania chińskim podmiotom wielu informacji na temat ich użytkowników. O tym, jakie to niesie ze sobą niebezpieczeństwa, w rozmowie z Sarą Nowacką, opowiada Marcin Przychodniak.
Jakie dane i skąd zbierają chińskie firmy? Jak mogą je wykorzystywać? Czy dane użytkowników zebranych dzięki aplikacjom, mediom społecznościowym czy urządzeniom są bezpieczne w chińskich rękach? Czy naprawdę posiadanie naszych danych przez Chiny jest bardziej niebezpieczne od posiadania ich przez zachodnie firmy? Jak państwa zachodnie mogą bronić się przez zagrożeniami płynącymi z Chin?Przeczytajcie także Policy Paper Marcina Przychodniaka poświęcony zagrożeniom związanym z przetwarzaniem zagranicznych danych przez Chiny.