Mentionsy Mentionsy
Tłoczone z danych
Tłoczone z danych

Czy żyjemy w merytokracji?

02.08.2025 ·1 godz 12 min

Czy trzeba wierzyć w sprawiedliwość społeczną, żeby miała ona sens ekonomiczny? Na jakich przesłankach opiera się równość? Czy równo znaczy sprawiedliwie? Czy nauka dochodzi do tych samych wniosków co agenda ONZ? Jak budować sprawiedliwość i równość w zglobalizowanym świecie? O tym rozmawiamy z Kamilem Wyszkowskim z UN Global Compact Network Poland. Zapraszają red. Patrycja Maciejewicz, Wyborcza.biz, i Joanna Tyrowicz, GRAPE.Za równą pracę kobieta zarabia średnio 85 gr na każdą złotówkę zarobioną przez mężczyznę. Ta nierówność nie zmieniła się znacząco od lat 90! W tym odcinku przyglądamy się tematowi równości oraz sprawiedliwości w biznesie i społeczeństwie. Zaglądamy w statystyki i konfrontujemy je z wartościami. Rozmawiamy między innymi o tym:✅ Czy trzeba wierzyć w sprawiedliwość albo równość, by dostrzegać w niej ekonomiczną wartość? Jak sprawiać, by to co opłacalne było też “dobre”? ✅ Czy ważne dla nas wartości powinny mieć odzwierciedlenie w polityce gospodarczej i systemie zabezpieczeń społecznych? ✅ Czy samoregulacja biznesu w kontekście wartości działa? ✅ Czy i jak mechanizmy ekonomiczne mogą wspierać podejmowanie równościowych decyzji biznesowych?✅ Skąd się bierze dyskryminacja i jakie są skuteczne mechanizmy zmniejszające nierówności? ✅ Czy istnieje kraj, w którym nie ma dyskryminacji ze względu na płeć? Rozmawiamy o tym, jakie mechanizmy – od prawa międzynarodowego, przez regulacje krajowe, aż po stereotypy i realia rynku pracy – wpływają na to, ile zarabiają kobiety i mężczyźni, wykonując tę samą pracę. Zastanawiamy się, czy dążenie do równości jest opłacalne ekonomicznie i gdzie leży granica między faktyczną równością a iluzją sprawiedliwości. Poruszamy wątki takie jak gender pay gap, parytety w zarządach firm czy wyzwania stojące przed kobietami na rynku pracy – nie tylko w Polsce, ale i na świecie.Nie zabraknie także refleksji nad rolą regulacji, CSR-u, greenwashingu czy wpływu globalnych nierówności na codzienne życie. To odcinek pełen konkretów, liczb i przykładów z życia wziętych. Jakie są konsekwencje tego systemu, w którym żyjemy, dla nas wszystkich. Zapraszamy do 🎧 słuchania! ⏱ CZASÓWKA:0:00 – Intro0:40 – Co to jest sprawiedliwość społeczna?5:47 – Czy sprawiedliwość to znaczy równość?9:10 – Co rozumiemy o pojęciu "Równa praca równapłaca"?17:33 – Maksymalizacja zysku26:06 – Korporacyjne wybielanie32:53 – Szklany sufit40:53 – Stereotypy kobiet w miejscu pracy51:49 – Wpływ kobiet w miejscu pracy na produktywność1:00:23 – Na czym polega mechanizm merytokracji?1:11:09 –  Liczba odcinka Prowadzenie: Patrycja Maciejewicz i Joanna TyrowiczMontaż i postprodukcja: Maximilian NosalOpis odcinka: Marta RogalskaKierownik projektu: Marcin Bojanowski🍇 TŁOCZONE Z DANYCH to cykl podcastów i felietonów, w których dzielimy się wiedzą ze wszystkimi, którzy chcą lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość społeczno-gospodarczą. Badamy, analizujemy i komentujemy kluczowe dane z zakresu ekonomii, socjologii oraz psychologii zachowań.Zapraszamy najlepsze polskie ekonomistki i ekonomistów, by porozmawiać o globalnych trendach, prognozach i kryzysach ekonomicznych, nierównościach, makroekonomii, społeczeństwie, rynku pracy i wielu innych tematach.Wszystkie odcinki 🎧 dostępne są 🟢 Spotify | 🟣 Apple | 🔴 YouTube | 🔵 WWW🗣 POZNAJMY SIĘ! GRAPE – unikatowy w skali kraju ośrodek badań ekonomicznych – tworzy grono ponad 20 ekonomistów i ekonomistek z polskich i zagranicznych uczelni. Więcej o naszych działaniach przeczytasz w zakładce O nas.|| LinkedIn || X || FB || www ||ℹ️ Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznawanych przez Ministerstwo Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.

Mówię od razu tym językiem ezytowskim, bo dla mnie on jest super ważny. Czyli jeżeli myślimy o zrównoważonym rozwoju i o tym, że on ma być równodzielony, czy sprawiedliwie dzielony na różne grupy społeczne, to musimy walczyć o to, żeby jakaś z nich nie była dyskryminowana, żeby jakaś z nich nie była uciskana i prawa, żeby nie były, użyję sformułowania, mocnego gwałcona. Teraz mamy do tego twarde dokumenty. Powszechna deklaracja praw człowieka jest najważniejszym z nich. 1948 rok, przypomnę, zdobycz humanizmu, to jest taki filar dla prawa międzynarodowego. Pod ten dokument podwieszają się inne bardzo ważne zasady, standardy, które właśnie o tą sprawiedliwość społeczną walczą. Walczą na poziomie tym regulacyjnym, bo za nim oczywiście idą postawy społeczne, zachowania społeczne i te wszystkie rzeczy, które są przedmiotem badania socjologów. Natomiast jeszcze mamy, to przypomnę, bo to dużo było przed powszechną deklaracją praw człowieka, mamy regulację Międzynarodowej Organizacji Pracy, czyli ILO.

Ona powstała w ramach Ligi Narodów, jeszcze wcześniej, w 1918 roku. Można powiedzieć, że jest takim pogrobowcem Ligi Narodów, to jak wiadomo nie przetrwała do naszych czasów. Jest najstarszą agendą ONZ, ale dzięki niej mamy standardy pracy, czyli np. prawo do urlopu, prawo do odpoczynku, prawo do tego, żeby nikt w pracy nas do czegoś nie zmuszał. Czyli z tych konwencji MOP-owskich możemy bardzo wiele tych standardów sobie wyinterpretowywać. One też wchodzą, przenikają do prawa krajowego, oczywiście w tych ustrojach, które są wrażliwe na niesprawiedliwość społeczną i nie robią tych polityk deklaratywnie, tylko rzeczywiście na serio. No i wtedy, jeżeli byśmy spojrzeli nad sprawiedliwość społeczną przez pryzmat prawa międzynarodowego, standardów międzynarodowych i tego, że jest grupa krajów, która zależy na tym, no i długa lista krajów, które mają to w nosie, no to robi się jeszcze ciekawiej, no bo te niesprawiedliwości społeczne po prostu są.

Czyli sprawiedliwość społeczna jest to jakaś wartość? Tak, jeżeli byśmy opierali to i mówili o tym językiem wartości, to to jest w ogóle bardzo fajny trop, ponieważ każdy z nas może sobie wyobrazić, jakie wartości chciałby doświadczać od innych osób, z którymi współegzystuje. Czy to w środowisku pracy, w środowisku rodziny, w środowisku szkoły, czy innego miejsca, gdzie przebywa. I byłby też chciał, żeby te wartości życzliwość, empatia, wsparcie... Te emocje, żeby one były tak gwarantowane w jakimś stopniu przez państwo. Czyli jeżeli ja na przykład staję się osobą starszą, zniedołężniałą, to oczekuję empatii społecznej. I oczekuję też tego, że na przykład... Takiej trochę popartej siłą nabywczą. Nie tylko takiej, że Kamil wspieramy cię, ale jeszcze Kamil tu masz na chleb.

Dokładnie. Czyli, że mamy ZUS i że w ramach tego ZUSu ja jakąś emeryturę dostanę. A jeżeli nawet będzie ona marna, to moja sąsiadka, która się mną zajmie, bo będę nie miał na chlebi mleko, to mnie zgłosi do Ośrodka Pomocy Społecznej. Ktoś przyjdzie i mnie wesprze. I to jest ta empatia, której oczekujemy w tej przestrzeni wartości. Ale to, że są tego typu zdobycze cywilizacyjne, na przykład w Polsce, nie oznacza, że są w innych miejscach. Mamy ponad 100 krajów, gdzie nie ma ZUSu. i gdzie ludzie generalnie doświadczają skrajnego ubóstwa, paradoksalnie w tych państwach, gdzie ZUS-u nie ma i gdzie nie ma sprawiedliwości społecznej w tym rozumieniu, o którym sobie rozmawiamy, no to na przykład jest wysoki skali wdzietności. Dlaczego? Bo się na dzieci przerzuca to oczekiwanie, że ktoś o nas zadba jako osobę dorosłą, która wejdzie w przestrzeń starości i będzie zniedomężniała i będzie oczekiwała tej empatii.

Już nie od państwa, bo państwo ma ją w nosie, ale od swoich dzieci, bo one nie powinny mieć mnie w nosie. Czyli jest to jakiś rodzaj sieci bezpieczeństwa. Dobre słowo, tak. I na pewno ta sieć bezpieczeństwa jest bardziej trwała, bardziej taka bym powiedział cementowana w miejscach, gdzie na inne sieci nie ma co liczyć. Czyli jeżeli wiesz, że nikt ci nie pomoże, no to dbasz o rodzinę. Czy w państwach, gdzie są bardzo silne też relacje klanowe, plemienne, no to o plemię. Też jest przecież długa lista takich państw, to my tylko w europejskiej bańce nam się wydaje, że to już dawno było. System kastowy w Indiach przecież to jest bardzo podobna historia, chociaż zniesiony przez konstytucję w Indii w 1947 roku ma się świetnie. I kasty w Indiach opierają się na solidarności wewnątrz kasty i wspieraniu się wzajemnie, no niekiedy poprzez wyzysk innych kast, w szczególności tej najniższej, niedotykalnych zwanych siódlami.

To do poczytania oczywiście, bo dzisiaj nie będziemy o Indiach rozmawiać, ale świat jest po prostu zwyczajnie bardzo skomplikowany i bardzo też niezrównoważony, jeśli chodzi o poziomy rozwoju. I mamy państwa na 193, które są w zgromadzeniu ogólnym, 50 mniej więcej, są państwa wysoko rozwinięte, które mają w lepszym i gąszym stanie demokrację. A ta reszta, czyli około 150, to są różne autokracje, junty wojskowe, państwa niekiedy upadłe albo na granicy tej kategorii. I mamy wreszcie państwa, gdzie rządy prawa, czy na przykład chęć odwołania się do powszechnej deklaracji praw człowieka, nie ma najmniejszego sensu, bo są to po prostu obrzydliwe dyktatury, gdzie dzieje się ta niesprawiedliwość społeczna, o której zaczęliśmy.

Ale zastanawiam się jeszcze, czy sprawiedliwie, jeżeli myślimy o sprawiedliwości, czy sprawiedliwie to znaczy równo? Zależy. Jeżeli byśmy sobie spojrzeli na równość za... Gender pay gap to jest chyba najlepszy akurat odpowiedź na to pytanie. Czyli jeżeli wykonujemy tę samą pracę, to powinniśmy dostać to samo wynagrodzenie, kropka. I tu nie chodzi tylko o kwestię płci, ale niekiedy... Przecież mieliśmy niewolnictwo całkiem niedawno. Przypomnę, że Mauretania była ostatnim krajem, które je zniosła. Wniosła w ogóle penalizację niewolnictwa dopiero w 2007 roku. To nie jest jakaś stara sprawa. Za tę samą pracę niewolnik nic nie dostawał, a ten kto nim nie był, no dostawał wynagrodzenie. Niekiedy w oparciu o wyzysk na niewolniku. Więc niewolnictwo jest w ogóle bardzo dobrym punktem startu, żeby sobie o tym porozmawiać. No a w państwach, które oczywiście niewolnictwa nie uznają, wszystkie nie uznajemy, bo powszechna deklaracja praw człowieka przecież właśnie...

niewolnictwo wskazała, że jest czymś, czego nie powinno być w stosunkach międzynarodowych i tych wewnątrzpaństwowych, no to niestety mamy grupy uciskane, czyli mamy nierówności dochodowe i mamy to, że jest ten wyzysk pracowników w różnych państwach na bardzo wysokim poziomie, w innych, tam gdzie... Jest ten nadzór nad pracownikami, pracodawcami wyższy, to jest w mniejszym stopniu. Ale nawet w dojrzałych demokracjach takich jak państwa europejskie, no mamy jednak lukę płacową. I mamy rzeczywiście tą różnicę pomiędzy ilością pieniędzy, którą dostaje kobieta, mężczyzna za tę samą pracę, którą te dwie płcie wykonują. No i to jest absolutnie niewłaściwe. Co widać w danych na temat tego, jak to wygląda, jeśli porównamy właśnie te płace kobiet i mężczyzn?

Joanna, możesz więcej opowiedzieć o tym, co rozumiemy przez takie pojęcie równa praca, równa płaca? Bo to chyba nie do końca chodzi tylko o to, że ktoś za 8 godzin jakiejś czynności dostaje taką bądź inną pensję i to nie zawsze jest to samo. Tak jest, jak mówisz oczywiście, ale fascynujące dla mnie jest, jak słucham Kamila, czy czytam rzeczy, które Organizacja Narodów Zjednoczonych w tych obszarach, którymi się zajmuję naukowo, publikuje, że są takie miejsca, gdzie ta nauka się super styka z agendą Narodów Zjednoczonych, a są takie miejsca, gdzie ona się nie musi stykać, a i tak jest fajna. Powiedzisz, jak przyjdziesz i powiesz, przyjdzie społeczeństwo i powie, chcemy być równym społeczeństwem. I tak zagłosowało i tak ogłosiło. Albo przyjdzie drugi i powie, w ogóle nam nie przeszkadza jaka jest nierówność.

To ja i tak mogę w jednym i w drugim przypadku usiąść i policzyć, ile to wynosi. I użyć najlepszych metod, jakie są, żeby przyjść i powiedzieć, to jest 84 grosze za złotówkę w Polsce, to jest 60 centów za euro w Estonii. To jest 80 paru, niecałych 80 centów za euro w Niemczech. Podoba wam się to? Nie podoba wam się to? Chcecie, żeby tak zostało? Chcecie coś z tym zrobić? A ta liczba jest tak samo prawdziwa. Niezależnie od tego, czy prezentujesz taki zestaw wartości, o jakich mówił Kamil, czy go nie prezentujesz. Czy patrzysz na to przez pryzmat swojego gospodarstwa domowego, w którym myślisz... kurczę, dlaczego moja żona, jesteś facetem, tak? Dlaczego moja żona nie zarabia tyle, co ja za tę pracę, którą ja wykonuję, a jej kolega obok dostaje te pieniądze? To są pieniądze, których nie dostaje moja rodzina.

Moje gospodarstwo domowe, jakby była równość, to by moja rodzina zarabiała więcej dzięki temu czasowi, który żona spędza. Czyli krótko mówiąc, możesz dojść do tych metod, które my stosujemy i do tych wyników, które przedstawiamy. Nie musisz, żeby do nich dojść, nie musisz wychodzić z postawy na przykład, że jest to prawo człowieka. i że każdy ma prawo do równego traktowania, tylko możesz powiedzieć okej, ale w sensie po prostu ile to wynosi? I dlaczego to jest fajne? Bo na przykład jak zaczynasz mówić o tych nierównościach i pytasz 80, jak myśmy to policzyli? No myśmy to policzyli w taki sposób, że staramy się zawsze wziąć takiego samego pracownika i pracowniczkę na podstawie cech, które jesteśmy w stanie zaobserwować. Co możemy zaobserwować? ile masz lat doświadczenia zawodowego, jakie masz wykształcenie, w jakiej branży pracujesz, jaki zawód wykonujesz, gdzie mieszkasz, jak duży jest twój pracodawca.

No te wszystkie rzeczy, które teraz wymieniłam, powinny mieć wpływ na indywidualną produktywność. Jak ktoś ma mniej doświadczenia, to pewnie może być mniej produktywny niż ktoś, kto ma więcej doświadczenia, więc należy o to skorygować. Ale na przykład to, czy ktoś ma niebieskie oczy, czy brązowe oczy, blond włosy, czy jest brunetem, brunetką, jest wyższy czy niższy, to wielkiego wpływu na produktywność w większości przypadków mieć nie powinno. No i tak samo jest z płcią. Jeśli zaobserwuję, ile godzin jesteś w pracy, ile masz lat doświadczenia zawodowego, jakie masz wykształcenie, w jakiej branży, w jakim zawodzie, w jakim mieście, w jak dużej firmie pracujesz, to co jeszcze powinno mieć wpływ na wynagrodzenie? Więc staramy się porównywać porównywalne, czyli zawsze brać to samo z tym samym. No ale teraz ciłą rzeczy są jakieś takie segmenty rynku pracy, gdzie pracują najlepiej wykształceni ludzie na najwyższych stanowiskach i są takie segmenty rynku pracy, gdzie nie potrzeba aż tak dużo kwalifikacji, nie potrzeba aż tak dużo doświadczenia.

I też płaca jest współmiernie niższa. No i teraz jest pytanie, czy te 80 groszy, 84 grosze za złotówkę, to się bierze z tych najwyższych stanowisk płatnych miliony rocznie, czy ono się bierze z tych pracowników, którzy nie bardzo mają wybór i muszą pracować tam, gdzie muszą pracować. Więc konstruujemy takie metody, które też na to pozwolenia mam odpowiedzieć. W większości krajów jest tak, że nierówności są relatywnie niższe, jak to się nieładnie mówi, w środku rozkładu. czyli tam, gdzie ludzie zarabiają blisko środkowych wynagrodzeń, to tam te różnice między kobietami a mężczyznami są względnie mniejsze, a są dużo większe w przypadku dużo zarabiających pracowników i tam przekraczają te 84 grosze za złotówkę, zaczynają być na przykład 60 groszy za złotówkę, 50 groszy za złotówkę. Jak porównasz sobie prezesów i prezeski firm, to nawet jak weźmiesz bardzo porównywalne firmy, to może się zdarzać, że ona zarabia połowę tego, co on.

No tylko też warto sobie zadać pytanie, czy tak strasznie chcemy ronić łzy nad tym, że on zarabia 5 milionów, a ona tylko 2,5. To chyba nie jest kwestia stawki. To znaczy? Nie ma to znaczenia, czy to jest 2,5 miliona do 5, czy 5 tysięcy do 10 tysięcy. No na to, czy się spina budżet rodziny do pierwszego ma bardzo duży wpływ. Na to, czy mówimy o godnych warunkach pracy ma bardzo duży wpływ. Ale można byłoby zupełnie obok otworzyć dyskusję, czy w ogóle prezesi powinni zarabiać miliony. I to jakby w tym momencie ta dyskusja o tym, czy prezeski i prezesi zarabiają różnie, chyba jest na drugim planie wobec dyskusji, teraz mówię w społecznym odbiorze, o tym, czy prezesi powinni zarabiać te miliony. No ale wracając do pytania, ponieważ te nierówności na górze rozkładu, tam gdzie te wynagrodzenia są najwyższe, są nieco większe.

no to taki pracownik, który nie myśli o sobie w kategoriach prezesa czy dyrektora dużej firmy, no to nie 84 grosze za złotówkę, tylko bliżej 90 groszy za złotówkę. Cały czas nie jest to równa płaca za równą pracę i cały czas ta różnica jest i jest zasadnicza. Natomiast ciekawy jest ten aspekt, dlaczego pracownicy, którzy zarabiają najmniej, mają małe nierówności. I tu to już w ogóle, to nie tak, że tam nie ma dyskryminacji, to nie tak, że tam ktoś jest równościowo nastawiony. Naczytał się wypowiedzi Kamila i dokumentów narodów zjednoczonych, tylko jak wszyscy dostają płacę minimalną, to nie ma jak zróżnicować między kobietami a mężczyznami. Jak wszyscy dostają niedużo więcej niż płaca minimalna, to tej przestrzeni do zróżnicowania między kobietami a mężczyznami jest bardzo nieduże. Jak masz 200 złotych nad płacą minimalną dla mężczyzny i równopłacę minimalną dla kobiety, to to jest tak mała część tego wynagrodzenia, że chociaż i tak dyskryminujesz kobiety i tak z tego tylko powodu, że są kobietami, chcesz im płacić mniej, bo są tak samo...

w tej samej branży, w tym samym mieście i tak dalej, no to to jest jakby mała część, nie możesz już im zapłacić mniej niż płacę minimalnej, bo zaczniesz łamać prawo. Czyli to, że nierówności mamy mniejsze na dole rozkładu, to nie jest przejaw tego, że tam jest większa sprawiedliwość. Możesz mieć takie same bariery i teraz dochodzimy do tego, co jest naprawdę ważne. w awansie, w możliwościach poprawienia swojej sytuacji zawodowej, znalezienia jakiejś fajnej pracy, czy fajniejszej, wyżej płatnej, możesz mieć nawet większe bariery niż na tym szczycie rozkładu, ale ponieważ wszyscy muszą dostawać płacę minimalną, to dużych różnic nie zobaczysz. I właśnie chciałam tutaj wrócić do tego, dlaczego powiedziałam, że ta stawka nie ma znaczenia. Właściwie chodziło mi o to, że o ile na dole rozkładu masz te mechanizmy polityki gospodarczej, społecznej, które w jakiś sposób zapobiegają tym różnicom, to okazuje się, że te mechanizmy, które różnicują pensje kobiet i mężczyzn są tak wysokie, tak silne, że na tym najwyższym poziomie mogą doprowadzać do tak absurdalnych różnic w stawkach.

O to mi chodziło. Tak, ale też trzeba sobie powiedzieć, że o ile w Polsce przez ostatnie 25 lat ta skala nierówności ze względu na płac w wynagrodzeniach praktycznie się nie zmieniła, chociaż minimalnie zmalała, to jedynym powodem, dla którego ona zmalała, to jest to, że coraz więcej pracowników dostaje płacę minimalną. W związku z tym coraz większa grupa osób nie może być dyskryminowana, bo wszyscy dostają płacę blisko minimalnej. Ale to nie jest tak, że nierówności zmalały. To nie jest tak, że jak odejdziesz od płacy minimalnej, jesteś bliżej średniej albo bliżej wyższych wynagrodzeń, to tam jakoś sytuacja się poprawiła i kobiety dostają równiejszą stawkę za tę samą pracę, co mężczyźni. Takiego zjawiska w danych nie obserwujemy. Ta średnia, to że to się robi 80 parę groszy, a kiedyś było 70 parę groszy za złotówkę, to że to się troszeczkę zmniejszyło, to się bierze tylko z tego, że po prostu więcej ludzi dzisiaj dostaje płacę minimalną.

A ta płaca minimalna jest taka sama dla kobiet i mężczyzn, bo tak jest w ustawie. I zrobiło się sprawiedliwiej, bo to też trzeba powiedzieć, choć wciąż ta niesprawiedliwość jest. Ale właśnie chciałam powiedzieć, że ta sprawiedliwość przywodzi nam na myśli jakieś takie mechanizmy PRL-owskie, które byśmy powiedzieli, no to w takim razie może byście chcieli, ktoś mógłby zapytać, czy byście chcieli tej równości PRL-owskiej. A chyba nie o to chodzi w kwestii równości płat, żeby wszyscy zarabiali tyle samo w kwocie, w pieniądzach, tylko żeby zarabiali tyle samo adekwatnie do swoich umiejętności, doświadczenia i kwalifikacji. adekwatnie do wyników, które przybliżamy sobie w modelu za pomocą doświadczenia, kwalifikacji, zawodu, branży itd. Dlaczego mi się spodobało to, co powiedziałeś?

Bo komunizm, jak się czyta Marksa, to jest, co do idei, to jest bardzo ciekawa w ogóle koncepcja, tylko że utopijna. I utopijna też niestety dlatego, że wygrała ekonomia, model ekonomii, który opierał opiera się na maksymalizacji zysku. I w ramach systemu, jak my w ogóle rozmawiamy o ekonomii rozwoju, czyli o tym numercie ekonomii, który ma wspierać zrównoważony rozwój, to z jednej strony mamy Miltona Friedmana, który, przypomnę tylko, miał takie słynną wypowiedź, że biznes jest od maksymalizacji zysku poprzez redukcję kosztów. Nawet jeżeli... Nie, nie, nie zniekształcaj. Powiedział, jedyną odpowiedzialnością biznesu jest maksymalizacja zysku. Może nie był to wierny cytat, ale chodziło mi o oddanie sensu. Że on był też przy okazji wrogiem koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu.

Jako taki, że w ogóle biznes nie powinien się pchać w rzeczy, które nie są związane z jego tym korem działania, jakim jest zarabianie pieniędzy i zarabianie ich jak najwięcej. Tymczasem... tak zwany corporate sustainability, czyli koncepcja tej odpowiedzialności biznesu za produkt, usługę, czy jest zdrowa, bezpieczna dla konsumenta. Odpowiedzialności za swoich pracowników, żeby oni pracowali w właściwie przygotowanym miejscu pracy, które spełnia normy BHP, jest właściwie oświetlone, nie ma przekroczonych norm hałasu. No i przy okazji jeszcze mają wszystkie te zdobycze humanizmu, jakim są konwencje MOP-owskie, czyli prawo do urlopu itd., itd. i do odpoczynku. Z drugiej strony doprowadziło do wypchnięcia tak zwanych brudnych produkcji z krajów, gdzie te wszystkie rzeczy są, do państw Azji Południowo-Wschodniej czy generalnie Globalnego Południa.

Czyli zderzyliśmy się z czymś, co my nazywamy hipokryzją biznesu. Czyli z jednej strony duże korporacje, które u siebie nie chciały mieć tych brudnych produkcji, wypchnęły je gdzie indziej. Tam natomiast te standardy są bardzo często i to w brutalny sposób łamane. Mówię o konwencjach MAP-owskich, ale też standardach ochrony środowiska, bo to też jest jeden z ważniejszych elementów, na które Milton Friedman uznawał, że to nie jest rola biznesu i biznes się nie powinien tym przejmować. Natomiast my w ramach systemu ONZ, w ramach ekonomii rozwoju uważamy, że właśnie powinno być odwrotnie. Czyli ja mogę stanąć trochę w obronie Friedmana. Bo jak ekonomista rozmawia z normalnym człowiekiem, no nie mam opcji, żeby się dogadali. Więc tak spróbuję wytłumaczyć. To nie jest tak, że ekonomia lekceważy prawa człowieka i obywatela albo wartość środowiska.

I to zdanie jest złożone, ale spróbuję je powiedzieć w taki sposób, żeby jakoś klarownie się wyrazić. Ekonomia mówi tak. Spróbujmy znaleźć modele rynkowe, żeby w pełni, trudne słowo, internalizować konsekwencje pewnych wyborów gospodarczych. Czyli jak używamy środowiska i niszczymy środowisko, to każdy kto to robi powinien w całości ponosić koszty tego faktu. I powinien ponosić koszty adekwatne do tej skali zniszczenia, którą robi. I to jest pełen rachunek kosztów. Po drugiej stronie jest rachunek zysków i to optymalizujemy. Jeżeli chcesz przyjść za pomocą regulacji albo bez serwiseryzmu, że ja po prostu wiem, jak powinno być i ty powiesz, ile powinnam zniszczyć środowiska, bo ty wiesz. To tylko przypadkiem zgadniesz właściwą ilość zniszczenia środowiska dla tego społeczeństwa. tylko przypadkiem zgadniesz właściwą ilość naruszeń albo respektowania praw pracowniczych dla tego społeczeństwa, bo nie masz jakiejś magicznej różki ani znaków na niebie, żeby przeczytać ile dane społeczeństwo faktycznie akceptuje z konwencji międzynarodowej organizacji pracy, a ile zostało przyjęte 100 lat temu, bo nikt nie zauważył, ale dzisiaj one nie są dla ludzi aż tak strasznie ważne i wartościowe.

I teraz to co mówi ekonomia to nie jest to, że te aspekty jak środowisko i prawa pracownicze na przykład, są nieważne i nie należy się nimi przejmować. Albo prawa konsumenta są nieważne i nie należy się nimi przejmować. Mówi, spróbujmy znaleźć metody, żeby ceny, które są w świecie, cena pracy, cena zużywania zasobów naturalnych, ceny, po których sprzedajemy produkty i usługi. w pełni odzwierciedlały te koszty dla środowiska, dla społeczeństwa, wytworzenia danego dobra i usługi i wartość tego, co dostarczamy dla obywateli. Jak to nam się uda zrobić, to nie będziemy w cudzysłowie nadmiernie zużywać środowiska. I teraz problem nie jest w tym myśleniu i dlatego staję w obronie Miltona Friedmana, tylko w implementacji. Bo implementacja jest taka, że możesz sobie zanieczyszczać i tam przyjdzie 10 dolarów w karę.

Albo możesz se zanieczyszczać i w ogóle nie przyjdzie kara, bo nikt nie sprawdzi twojego komina i emisji na twoim kominie. I w tym sensie myślenie Friedmana jest równie utopijne, jak przytaczane przez ciebie myślenie Marksa. Ono działa tylko wtedy, gdybyśmy byli w stanie za każdym razem przypisać właściwą cenę, właściwemu zachowaniu, czy właściwemu zużywaniu zasobów. Tylko z tą różnicą, że ja Marksa bronić nie planuję, bo wiadomo, że ta utopia nie sprawdziła i oby się nigdy nie próbowała być wdrażana w wersji, którą opisał. Natomiast będę z tą polemizował dlatego, że Milton Friedman bardzo konsekwentnie przez dekady swojej pracy jako ekonomista... zwalczał koncepcję społecznej odpowiedzialności biznesu. I tu go nie jestem w stanie usprawiedliwić, bo mógł na przykład podejść do tego trochę jak ty mówisz.

Czyli szukać modeli, które byłyby sprawiedliwsze niż ten, który uznał za właściwy dla prowadzenia działalności gospodarczej przez konkretne przedsiębiorstwo. Tylko my nie wiemy, co jest sprawiedliwe w naszej nauce. Ale tylko dwa argumenty podam, żeby to też słuchacze sobie lepiej wyobrazili. No bo sprawiedliwość społeczna to jest, od tego zaczęliśmy, jest wtedy, jeżeli mamy też poczucie, że ktoś o nas dba. Na przykład dba o to, że produkt, który kupuję w sklepie jest dla mnie bezpieczny. Jeżeli ten produkt nie jest bezpieczny dla mojego zdrowia, pomijam niezdrowe jedzenie, każdy sobie tam może zrobić krzywdę, jedząc za dużo czegoś. Natomiast jeżeli też w Polsce mamy kontrolę NIK-u z 2022 roku dotyczącego mięsa drobiowego i nie tylko, gdzie najwyższa biokontrola wykazała z jakich konkretnych powodów ono jest niezdrowe dla konsumenta.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.