Mentionsy Mentionsy
TeamPlutt Podcast
TeamPlutt Podcast

TP#20.6 - Backyard Ultra First & Original - Podsumowanie

17.04.2026 ·15 min 27 s · 4 rozdziały

Ostatnia część mojej przygody z Backyard Ultra First & Original, w której niespełnieni analitycy i miłośnicy aspektów technicznych będą mogli przeanalizować gramy, metry, kilometry na godzinę i całą resztę wdzięcznych cyferek, które potrafią rozgrzać serce każdego tabelkowego romantyka. Omówię parametry, które z pozoru wydają się nudne i nikogo nie interesują, a jednak każdy chciałby wiedzieć, ile wynosiły w trakcie całej tej ultra‑odysei, żeby potem móc pukać się w głowę i niedowierzaniem dopytywać się: „Ile?!?”Będzie też trochę moich przemyśleń, podsumowań i planów na przyszłość, czyli bonusowy dodatek dla wszystkich, którzy uznali, że moja relacja jest niewystarczająco długa i wciąż im mało. W końcu w każdym epilogu warto dorzucić kilka słów, zanim ostatecznie opadnie kurtyna.Posłuchajcie!

0:08 · Wprowadzenie i wyżywienie 1

Cześć! Witam Was serdecznie w podcaście TeamPlutt. Ja jestem Daniel i zapraszam Was do wysłuchania moich ultra historii. Dzisiaj zaprezentuję Wam techniczną stronę biegu pod kątem żywienia, sprzętu i statystyk. Będzie też ogólne podsumowanie Backyard Ultra oraz kilka dodatkowych przemyśleń z mojej strony. Posłuchajcie! Wyżywienie Rosół z makaronem, 4 kubki. Zupa rybna z ziemniakami, 4 kubki. Żurek z jajkiem i kielbasą, 4 kubki. Zupka meksykańska, 3 kubki. Pomidorówka z ryżem, 1 kubek. Klepsiki drobiowe z kaszą, około 500 gram.

2:32 · Sprzęt i technika 4

Zwyciężyłem z czasem 14 godzin i 35 minut. Przemek ukończył z czasem 14 godzin i 58 minut. Ostatni zawodnik, który ukończył 24 pętle, spędził na trasie 20 godzin i 28 minut. W biegu wystartowało 8 kobiet, a jedna z nich ukończyła 24 pętle. Każdy zawodnik pokonał średnio 12,5 pętli, co tylko pokazuje, jak bardzo Backyard Ultra przemielił zawodników w Hotomowie. To nie był bieg. To była selekcja naturalna w wersji sportowej. Czy mogłem to zrobić lepiej? Każde dokręcenie śruby powyżej pełnego zazębienia gwintu ma swój koszt. Nie da się je wkręcać w nieskończoność. Powstają ponadprogramowe naprężenia, a dalsza eksploatacja może jedynie doprowadzić do zerwania gwintu.

W 1961 roku George Stigler opublikował na łamach Journal of Political Economy artykuł traktujący o ekonomii informacji, tłumacząc, że nikt nie szuka jej w nieskończoność, ponieważ w pewnym momencie krańcowy koszt dalszego poszukiwania przewyższa oczekiwaną korzyść. Z Ultra jest podobnie. Nie da się w nieskończoność dorzucać do pieca. Każdy kolejny krok powyżej pewnej granicy znajdującej się już hen daleko poza strefą komfortu wiąże się z ryzykiem przeholewania czy choćby kontuzji. Trzeba się pilnować, bo ciało to nie Microsoft Excel i nie ma przycisku Undo. Ja na Backyard Ultra wymierzyłem idealnie. Ten bieg był dla mnie na granicy wytrzymałości, a zrywy Przemka na ostatnich 50 metrach przed metą były wykańczające. Dałem z siebie wszystko co mogłem i uważam, że bardzo trudno byłoby ten wynik poprawić.

Przynajmniej w moim wykonaniu. Oczywiście można by gdybać co by było gdybym założył wcześniej raczki, gdybym wcześniej zaatakował, gdybym odpuścił pogoń za Przemkiem i zostawił więcej sił na końcowe okrążenie. Jednak każdy z tych elementów to trochę wybór między dżumą a cholerą. Z tego co mieliśmy z Danidą w dyspozycji ukręciliśmy najlepszy bicz jaki się dało i rozgoniliśmy towarzystwa wygrywając z dużą przewagą. Według mnie nie mogliśmy tego zrobić lepiej przy zaistniamych warunkach i przy naszym prawie zerowym doświadczeniu w Backyard Ultra. Jeszcze raz. Zawsze powtarzałem, że nie wchodzę dwa razy na tę samą trasę. Za dużo jest biegów, na których mnie jeszcze nie było, żeby klepać w kółko to samo. Tymczasem tutaj przebiegłem ten sam szlak 24 razy. Z jednej strony trauma na całe życie.

Ta pętla będzie mi się śnić po nocach. Z drugiej strony formuła Backyard Ultra ma w sobie to pragnienie zrobienia jeszcze jednego dodatkowego kroku. Jeszcze jednej pętli. Ta żądza pokonania samego siebie, która nieuchronnie prowadzi do autodestrukcji, jest niczym nałóg, który zawsze wygrywa. Ultras mimowolnie sunie w stronę, od której powinien się oddalać. Rozsądek każe mu zatrzymać się, ale jego głos jest wytłumiony przez serce rwięce się do walki. Jestem strasznie ciekaw, ile pętli mógłbym pokonać bez limitu czasowego. Wiem, że to absurd. Wiem, że to droga donikąd. Próba zabłóśnięcia w zawodach o pietruszkę, a mimo to nogi same się zbierają, żeby zrobić krok do przodu. Tutaj pożądanie jest zdecydowanie głośniejsze niż logika i rozsądek. Zupełnie jakbym słuchał tego amerykańskiego rapera Drake'a nawołującego w demotto.

7:43 · Statystyki i wyniki 3

You only live once. That's demotto, nigga. YOLO. Każdego roku po ukończeniu Maratonu Warszawskiego dostaję od jego organizatora, Fundacji Maraton Warszawski, wiadomość zawierającą popularny już dzisiaj slogan, nie zatrzymuj się w połowie drogi, mający na celu zachęcić mnie do zapisów na zbliżający się Maraton Warszawski. To hasło doskonale wpisuje się w moje odczucia po ulgowej wersji Backyard Ultra. Pierwszy raz w życiu kończę zawody i już teraz wiem, że to nie jest moje ostatnie słowo. To nie jest kwestia czy ja chcę tutaj wrócić. Ja muszę tutaj wrócić i sprawdzić się w pełnej formule. Może niekoniecznie tutaj do hot-mowa, ale koniecznie na backyard. Stay tuned. To dopiero początek tej absurdalnej przygody. Koszt. Wpisowe 350 zł.

Wchodziły doskonale. Eko. Jest dobrze. Papierowa torba z pakietem startowym, a w niej ani jednej bezsensownej ulotki czy reklamy. Minusy. Oznaczenie trasy. Można było lepiej. Białe wstążki i białe tabliczki na białym tle trochę za bardzo zalewały się z otoczeniem. Na pierwszych dwóch okrążeniach kilka osób pogubiło trasę. Najwyraźniej nie jestem jedyną osobą, która nie spodziewała się śniegu. Podsumowanie Jechałem na Backyard Ultra z dużymi wątpliwościami. Przede wszystkim przerażała mnie formuła tłuczenia tego samego kółka przez całą dobę oraz tego, że bieg pokona mnie po raz kolejny. Trauma po 8 razy Babia Góra jakoś jeszcze w pełni się nie zabliźniła. W skrócie, nie byłem pewien czy odnajdę przyjemność w takiej formule.

Być może kiedyś nadarzy się okazja, żeby to sprawdzić. Na szczęście na razie to pieśń przyszłości. Na ten moment raduję się biegowym jackpotem. To była fantastyczna przygoda, poznałem wspaniałych ludzi, schęcałem się do granic możliwości, wygrałem całą imprezę i wróciłem do domu w jednym kawałku. Czego chcieć więcej? Mogę teraz dumnie wypiąć pierś, odzianą w żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej Gaminate Polish Backyard Ultra League. Fajne odczucie. Wprawdzie ciężko będzie ją utrzymać, koszulkę rzecz jasna, z wypiątą pierwszą nie będę mieć problemu, ale w sumie można by spróbować. Od autora. Oczywiście dr Prakasz Hallenberg to postać zmyślona, celowo przeniesiona w czasie lat 50., czysta na potrzeby tego wpisu.

12:45 · Refleksje i refleksje 1

Wszak jak się powiedziało a... Niestety nie istnieją żadne dowody potwierdzające reinkarnację Lazarusa Lake'a. Dlatego dopóki takowe się nie pojawią, fragment ten należy traktować jako fikcję iteracką. Cała reszta tak było. Nie kłamie. I to już koniec mojej przygody z Backyard Ultra First and Original. Przynajmniej z jego zimową edycją, ponieważ już w kwietniu wezmę udział w klasycznej edycji bez limitu czasu. Trzymajcie kciuki. A jeśli podobało Wam się to nagranie, będę wdzięczny za komentarz lub dobrosłowo. W sumie konstruktywna krytyka też jest jak najbardziej mile widziana. Chętnie się dowiem, czy jest sens nagrywać dalej kolejne odcinki. Pozdrawiam Was serdecznie.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.