Odcinek 1. Brudne miliony w reklamówkach
Anna Sobolewska prowadzi śledztwo wokół prania brudnych pieniędzy w Wólce Kosowskiej. Jej przewodnikiem po największym w tej części Europy azjatyckim centrum handlowym jest były policjant, Jarosław Pieczonka, ps. Majami. Owiany legendą funkcjonariusz, który w latach 90. brał udział w m.in. w rozpracowywaniu "Nikosia", czyli ówczesnego szefa trójmiejskiej mafii, od dawna jest na emeryturze. Ale nie spoczął na laurach. Dostał propozycję pracy od handlujących w Wólce Kosowskiej Wietnamczyków. Jego szefem był człowiek, którego podejrzaną działalność autorka śledziła od dawna, a w swoim reportażu dla "Superwizjera" TVN nazwała bankierem mafii. Jakie zadanie dostał "Majami"? Kim był jego mocodawca i jaki znalazł sposób na transferowanie za granicę gigantycznych sum w gotówce? Posłuchajcie pierwszego odcinka serialu TOK FM, zatytułowanego "Nieświęty".
Wykorzystywał przy tym fakt, że jego żona była kierowniczką agencji jednego z dużych banków. Jednak mimo tego, że wtedy w 2011 roku ABW nie miała wątpliwości co do jego wiodącej roli w całym procederze, postępowanie zostało umorzone. Z powodu braku dowodów. Gdy zaczynałam pracować nad tym wątkiem, minęło już prawie 10 lat, odkąd ABW nagrała FU, jak walczył o kontrolę nad nielegalnym rynkiem w ul. Kosowskiej. Teoretycznie FU mógł już nawet nie mieszkać w Polsce i zajmować się w życiu czymś zupełnie innym. Przełom nastąpił, gdy znalazłam w mediach społecznościowych jego aktualne zdjęcie z Jarosławem Pieczonką, pseudonim Miami. Miami to były policjant na emeryturze, ale nie taki zwykły gliniarz.
Dorobił się statusu gwiazdy, a media ochrzciły go mianem człowieka, który postawił się polskiej mafii. Pistolet do głowy przystawiałem, bo ja wyznawałem jedną zasadę, ja nie wiem, ja to tak śmiem jako fitujcie, że z tymi, z gangsterami nie ma dyskusji, jak się z nimi dyskutuje, to oni to wykorzystują. Z nimi jest dyskusja tylko na podłodze, na glebie z pistoletem przy głowie. Takie to były czasy, tak? Jak oczywiście była ku temu jakaś okazja, tak? Czy zatrzymanie, czy... Tak opowiadał dziennikarzom Onetu w podcaście Gry uliczne o swoich metodach pracy. Ksywkę Miami mieli mu nadać właśnie trójmiejscy przestępcy. Twierdzili, że Pieczonka czasami zachowuje się bardziej jak gangster, a nie policjant. A w telewizji właśnie triumf wyświęcił serial Policjanci z Miami, którego bohaterowie też nie stronili od przemocy.
Dlaczego były policjant znalazł się na jednym zdjęciu z bankierem mafii? To była dla mnie kompletna zagadka. Miałam nadzieję, że sam mi o tym opowie. Zwłaszcza, że Miami nie boi się rozmawiać z dziennikarzami i potrafi wykorzystać medialną popularność. W sieci roi się od wywiadów, w których barwnie opowiada o kulisach swojej pracy. Doskonale wie, jak budować swoją legendę. Czasami nie jest w tym zbyt dyskretny. Jak wtedy, gdy opowiada o pikantnych szczegółach swojego romansu z wdową Ponikosiu, najpotężniejszym trójmiejskim gangsterze, zwanym ojcem chrzestnym polskiej mafii. Ale trzeba mu przyznać, że życiorys ma imponujący. Posłuchajcie choćby tego fragmentu podcastu Onetu. Ja miałem przypadek taki, że mi podłożono bombę.
Dwa razy. tą bombę im podłożono. I to w tym samym dniu to się wydarzyło. Zobaczcie, jaka determinacja to była. A tak naprawdę, jak myślisz, jak to o to robić? No teraz już nie mogę to zrobić. Ja bym mógł zdecydować to. Kobieta. Karierę zaczynał w Trójmieście lat 90. Wychował się w Gdańsku, mieszkał na jednej ulicy ze wspomnianym Nikodemem Skotarczakiem Nikosiem. Gdy w kwietniu 1998 roku Nikoś został zastrzelony w Agencji Towarzyskiej Las Vegas w Gdyni, Miami'ego powołano do specjalnego zespołu, który miał wyjaśnić okoliczności tego zabójstwa.
Kufle są już opróżnione do połowy, mężczyźni wyraźnie są w dobrych nastrojach. Fu, szeroko uśmiechnięty, macha do aparatu, a Miami unosi kciuk do góry. Zbliżyłem się naprawdę, uważam, że jeżeli podejść chodzą Polaka, no to i do samego Fu, gdzie on jest, no to była ta górna poła, najgórniejsza poła. Co ich łączyło? Okazało się, że chodziło o coś znacznie więcej niż jedno wspólne zdjęcie. Wyobraź sobie coś takiego, że Wietnamczyk... Zaprasza mnie do siebie do domu na święta. Wyobrażasz sobie coś takiego czy nie? Bo to jest ciężko sobie wyobrazić. No ciężko, ale to zdarzyło się. Ale to się stało, tak. Ale zapraszał cię fu właśnie? Wpuścił mnie do swojego domu, przedstawił mi swojej rodzinie, swoją żonę, swoich dzieci.
Już w czasie pierwszej rozmowy telefonicznej Miami wspomniał, że pracował w ul. Kosowskiej. Co tam robił? Kto był jego mocodawcą? Jak dobrze poznał fu? Czy wie, gdzie on jest teraz? Wszystkie te pytania zamierzałam zadać Majamiemu na miejscu. W tej podwarszawskiej wsi, gdzie od ponad 20 lat działa największe w Polsce centrum handlowe Azjatów. To on był moim pierwszym przewodnikiem po wulce kosowskiej. Pojechaliśmy tam tylko we dwoje, bez kamer, bo nie chcieliśmy się rzucać w oczy. Chcieliśmy spokojnie pospacerować po wulce i porozmawiać, a kamera nie wszędzie jest tu mile widziana. Musimy zrobić zdjęcie, nie? Tutaj, na wulce. Pewnie.
No i tak, no chodź tutaj Tak mi zrobisz tu, nie? Ładnie mi zrób, ja to zaraz wstawię na fejso, nie? Dobra Czekaj, moment już Jedziemy Jeszcze się oznacza W odróżnieniu od Dona Johnsona, czyli serialowego detektywa-przykrywkowca, Miami nie ma bujnej grzywy i nie nosi białego garnituru ani mokasynów. Ma na sobie kurtkę z demobilu, taką jaką nosili żołnierze w Wietnamie, buty bojowe i plecak, jakiego używają żołnierze służb specjalnych. Twarz chowa za okularami przeciwsłonecznymi. Mimo tego nie udaje mu się zasłonić blizny powstałej w czasie jednej z policyjnych akcji.
Zaczynamy od baru chińskiego, tam, od Chińczyka. Musimy siąść, kurwa, i ja ci muszę zacząć opowiadać. Miami miał mi pokazać miejsca, które poznał podczas swojej współpracy z Wietnamczykami, ale najpierw chcę usiąść w restauracji i chwilę odpocząć od panującego na ulicy upału. Poczekaj, poczekaj, chociaż się zapytam. Halo? Czy restauracja jest czynna? To było takie dobre jedzenie. Ja przychodziłem tutaj często zjeść z Fu i z Haniem. Nie wiem czy pamiętacie. Fu, Wietnamczyka i Hania. Nie, nie, nie. No dobra. To było świetne jedzenie. To pamiętam. Szkoda. No dobrze. Dziękuję. Do widzenia.
Okazuje się, że restauracja jest zamknięta. Ja nawet się cieszę, bo zamiast odpoczywać przy zimnych napojach, od razu wyruszymy w głąb wulki kosowskiej. Chcę, żeby Miami pokazał mi jak najwięcej z tego miejsca. Idziemy główną arterią miejscowości. Mijamy sklepy, witryny z wyłożonym towarem i manekinami. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wulka to jest ta jedna ulica i ciągnące się wzdłuż niej sklepy. Nic bardziej mylnego. Wystarczy wejść do wnętrza jednej z hal, żeby stwierdzić, że to prawdziwy labirynt punktów sprzedaży z ubraniami piętrzącymi się na stołach. Cały ten teren, przypominający rozmiarem lotnisko, jest ogrodzony. Pilnują go nowoczesne kamery i ochroniarze.
Preferowana jest gotówka. Oni eksportują, nie wiem, tira, nałóżmy, torebek i ten tir, torebek, oni przychodzą do nich stoiskarze, czy jak to się nazywa, sklepikarze, czy nie wiem, jak to się nazywa, sprzedawcy i oni to kupują, tak? I tyle, no. Okej, rozumiem. Ale bo sprzedawca, który tutaj ma swoje stoisko, jego nie stać na to, żeby kupić tira, torebek, czy tam, nie wiem... zupek chińskich i nie tutaj sprzedawać, bo byłoby mu to najlepiej. I oni na tej marży tam zarabiali. A ponieważ wulka kosowska nie należy do najbezpieczniejszych miejsc, to handlujący tu Wietnamczycy potrzebowali ochroniarza. Miami był idealny do tej roli. Oni powiedzieli tak, że jak ja będę tutaj razem z nimi się pokazywał, to już oni kurwa żadnej ochrony nie będą potrzebowali.
I tak było. Po zakończeniu służby w policji w 2002 roku Miami przeszedł do sektora prywatnego. Pracował dla najbogatszego Polaka, ochraniając jego firmę i rodzinę. Na Oceanie Indyjskim chronił statki przed atakami somalijskich piratów. Tak opowiadał na swoim profilu w mediach społecznościowych. Jest tutaj właśnie kawał Słowacki i tutaj zaczyna się droga pracy operatorskiej, czyli ochroniarskiej, ochrony przed piratami somalijskimi. Witajcie w moim świecie. Tak, to jest mój świat. Na statku. W 2019 roku na pół roku światem Miami'ego stała się wulka kosowska. Właśnie oni mi wtedy powiedzieli, że szukali takiego człowieka jak ja, z byłego policjanta, z byłych służb.
To jego w 2010 roku nagrali agenci ABW. Phu to jest ten główny, można powiedzieć dzisiaj już tak z perspektywy czasu i wiedzy, główna osobistość, najważniejsza osobistość, która reprezentowała i zajmowała się tymi najważniejszymi interesami, jeżeli chodzi o Wietnamczyków w Polsce. Zanim Miami został zatrudniony, Wietnamczycy go sprawdzali. Oni robili tak zwane flesze, to się nazywa, fleszmany, czyli pokazywanie pieniędzy. Robili to specjalnie i patrzyli na moją reakcję na przykład, jak ja reaguję. Bo ludzie naprawdę różnie reagują. A to ja sobie troszeczkę, w sensie takim, że masz te pieniądze zabezpieczyć, fizycznie. Że masz je przewieźć z punktu A do punktu B, tak? I ja znam przypadki takie, że ludzie, z którym ja pracowałem, no nie przy mnie to robili, ale pieniądze ginęły, prawda?
Z paczek, nie? Jest pokusa taka. No jest, no. Tak działa psychika ludzka i taka jest prawda, tak? Czyli testowali cię. Tak, oczywiście, że tak, nie? Zanim mnie dopuszczali tam. Dla Miami'ego to nie była nowość. Z dużymi sumami miał już do czynienia. Jako przykrywkowiec, gdy przeprowadzał kontrolowane transakcje zakupu narkotyków i broni i po przejściu na emeryturę, gdy działał na rynku prywatnym. Naprawdę włożyłem ogromne ilości pieniędzy na tamte lata. No i później, gdy byłem operatorem w operacjach specjalnych, a później jeszcze pracowałem przecież dla tego najgorszego Polaka. U mnie gotówka się, znaczy pieniądze się przewijały, że tak powiem, no przez naście lat, prawda? I nie robiło na mnie to żadnego wrażenia. Pozytywnie przeszedł testy i z czasem został ochroniarzem gigantycznych konwojów z gotówką.
Ale mówimy o takich dwóch, trzech milionach dolarów w gotówce. Tak. 2-3 miliony dolarów w gotówce, czyli ponad 11 milionów złotych, licząc po aktualnym kursie. Miami opowiadał, że duża część tych pieniędzy trafiała najpierw do biura FU w Wólce Kosowskiej, a potem... To było pakowane wszystko i założone tam do walciarza, przerywane na konto i tak dalej. To był kluczowy moment. Wtedy kropki zaczęły się łączyć. Waluciarz to internetowa platforma płatnicza, o której kilka miesięcy wcześniej stało się głośno w związku z wielkim śledztwem prokuratury. Chodziło o najbardziej spektakularną sprawę na szkodę Skarbu Państwa od trzech dekad. Agenci ze stołecznej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 18 osób działających w zorganizowanej grupie przestępczej, która za pomocą platformy płatniczej wytransferowała blisko 9 miliardów złotych.
Bo ja to nigdy nie widziałam, takich pieniędzy z rozwiązaniami trudno sobie wyobrazić. To jest paczka taka, normalnie paczka. Czyli 2-3 miliony dolarów to jest taka paczka? No to pakujesz 2 paczki albo 3 paczki 2 miliony dolarów. To jest jak walizeczka. Ok. No i pakujesz to w paczkach, nie to, że w jednej paczce. wkładasz do kartonu, tylko po 500 tysięcy dolarów, kilka paczek na przykład, czy po milion dolarów w jednej paczce. To jest walizeczka, jak jest walizka, taka dla SSR. I to było opakowane wszystko i zawożone tam do waluciarza, żeby to było przelewane na konto itd. Miami twierdzi, że mimo swojego doświadczenia w rozpracowywaniu grup przestępczych, nie wiedział, że te pieniądze były nielegalne.
Słuchaj, ja nie powiem ci, że ja wiem, że to robili, bo ja się na tym nie znam. Ale jak państwo wychwyciło, że są gdzieś tam wałki jakieś robione finansowe, ja nie wiem, bo ja się na tym nie znam. Ja ci tego nawet nie wytłumaczę, bo ja, kurwa, to co ja ci mam powiedzieć, że nie chcę być na idiotę tutaj, nie? Że no to zrobiło, no to zrobiło to, co państwo miało zrobić, prawda? Ale co z tego, czy... nie wiem, no. W postępowaniu prokuratorskim dotyczącym spółki waluciarz Miami ma status świadka. Jego mocodawca, czyli Fu o fryzurze Arnolda, usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, prania pieniędzy i unikania należności podatkowych. Trafił też do aresztu i, jak się potem dowiedziałam, spędził tam ponad dwa i pół roku.
Część podejrzanych, tak jak Fu, nadal przebywała w areszcie. Inni uciekli z Polski i byli ścigani listami gończymi. A większość współpracowników Fu, którzy pozostali na wolności, wyjechała za granicę i też była nieuchwytna. Powyjeżdżali, oni wyjechali. Przede wszystkim zostali, że tak powiem, Przestali prowadzić tutaj jakiekolwiek interesy i oni po prostu powyjeżdżali, tak? Oni powyjeżdżali z Polski. Część jest w Wietnamie, część jest tam do Niemiec czy tam do Czech. Tam prowadzą swoje interesy. Miami nie mógł mi więcej pomóc. Nie miałam już nikogo, kto mógłby popchnąć to śledztwo dalej.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jakie zadanie dostał "Majami"? Kim był jego mocodawca i jaki znalazł sposób na transferowanie za granicę gigantycznych sum w gotówce?
Posłuchajcie pierwszego odcinka serialu TOK FM, zatytułowanego "Nieświęty".