Mentionsy Mentionsy
Szafa Melomana
Szafa Melomana

#148 Jacqueline du Pré. Tragedia i mit

23.02.2025 ·1 godz 9 min · 4 rozdziały · 1 sponsor

W lutym 1973 roku Jacqueline du Pré miała zagrać w Nowym Jorku czterokrotnie koncert podwójny Brahmsa, występując wspólnie z Pinchasem Zukermanem. Z dnia na dzień sprawność jej palców pogorszyła się tak bardzo, że czwarty koncert musiała odwołać. Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, dlaczego tak się stało. Krytycy dziwili się wyraźnemu spadkowi formy 28-letniej wiolonczelistki, która grała, „jakby zapomniała poćwiczyć”. Leonard Bernstein zachęcał ją, by po prostu wzięła się w garść. To nie było już możliwe. Tamtego wieczoru Jackie zagrała po raz ostatni. Przez kolejne lata stopniowo wycofywała się w cień, aż zupełnie zniknęła. To nagłe załamanie, nieoczekiwana katastrofa, stała się kamieniem węgielnym mitu genialnej artystki, której okrutny los odebrał najcenniejsze, co miała. Jednak budowa tego mitu zaczęła się dużo wcześniej i trwa do dziś. W drugiej części opowieści o Jacqueline du Pré, której 80-lecie urodzin przypada w tym roku, prześledzimy, jak ten mit się tworzył. Opowiadam, jak Jackie osiągnęła światowy rozgłos, jaka była w tym rola Daniela Barenboima, jakie kontrowersje temu towarzyszyły, a także jak po jej przedwczesnej śmierci te kontrowersje starano się kapitalizować. Podcast powstał dzięki⁠⁠⁠ Mecenasom⁠⁠⁠ Szafy Melomana. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie⁠⁠⁠ Patronite.pl⁠⁠⁠.Nagrania:1. Jacqueline du Pré w duecie ze swoim nauczycielem Williamem Pleethem gra Couperina.2. Gabriel Faurè, Elegia (z Geraldem Moorem).3. Koncert wiolonczelowy Georga Matthiasa Monna.4. "Kol Nidrei" Brucha z Danielem Barenboimem i Izraelską Orkiestrą Symfoniczną.5. Sonata wiolonczelowa Chopina z Danielem Barenboimem.6. Trio a-moll Piotra Czajkowskiego z Zukermanem i Barenboimem.Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie ⁠⁠⁠Ruch Muzyczny⁠⁠⁠. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.

2:01 · Zakochanie się w muzykowaniu kameralnym 21

Leonard Bernstein zachęcał Jacqueline, by po prostu wzięła się w garść. To jednak nie było możliwe. Tamtego wieczoru Jackie zagrała po raz ostatni. Przez kolejne lata stopniowo wycofywała się w cień, aż zupełnie zniknęła. To nagłe załamanie, ta nieoczekiwana katastrofa stały się kamieniem węgielnym budowania romantycznego mitu geniusza, Jednak budowa tego mitu zaczęła się dużo wcześniej i trwa do dziś. W drugiej części opowieści o Jacqueline du Pré, której 80-lecie urodzin przypada w tym roku,

Prześledzimy jak ten mit się tworzył, opowiem jak Jacqueline du Pré osiągnęła światowy rozgłos, jakie kontrowersje temu towarzyszyły, a także jak po jej przedwczesnej śmierci te kontrowersje starano się kapitalizować. Przy mikrofonie Mateusz Ciupka, to jest Szafa Melomana, pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej. Zapraszam bardzo serdecznie.

Odbywali w krajach demokracji ludowej i w Związku Radzieckim. Pierwszy koncert tej trasy dali razem w Pradze, następny w Warszawie. Swoją drogą menadżer tej trasy Antony Philips został zatrzymany na czesko-polskiej granicy, ponieważ owszem zadbał o 120 paszportów dla muzyków i personelu, ale nie o swój własny. Podobno Pocieszeniem dla niego miała być butelka koniaku, którą zdołali nieszczęśnikowi na dworcu podać muzycy przez okno pociągu. Jackie podczas tej trasy była w znakomitym nastroju. Płatała figle, ciągle się śmiała, ciągle mówiła o wspaniałym denim, czyli o Danielu Barenboimie.

On wspominał, że Jackie gubiła się w najprostszych sprawach, jak odległości, czas potrzebny do ich przebycia, np. w trakcie tras koncertowych czy wyjazdów. W kwestii walut nie wiedziała, że jeden lir włoski to nie to samo, co jeden funt brytyjski. Ale to wszystko nie miało większego znaczenia w obliczu tego, jak grała, czego potrafiła dokonać, mając w dłoniach wiolonczelę. Po tym jak w marcu 1967 roku wystąpiła po raz pierwszy z Filharmonią Nowojorską pod batutą Leonarda Bernsteina wykonując koncert wiolonczelowy Schumana, słynny krytyk New York Timesa Harold Schoenberg napisał tak. Wyszła na estradę, wysoka, o blond włosach, w czerwonej sukni, pewna siebie.

Radość z prędkiego zwycięstwa odczuwało się na każdym kroku. Na prędce zmieniono program koncertu Izraelskiej Orkiestry Symfonicznej. Miano grać rekwiem Verdiego, ale w tym czasie byłoby to zupełnie niestosowne. Izraelczycy pod batutą Zubina Mety grali więc koncert cesarski Beethovena z Barenboimem przy fortepianie i koncert wiolonczelowy Elgara z Jacqueline du Pré. Cały dochód z wydarzenia przeznaczono na wsparcie sił zbrojnych Izraela. Entuzjazm był tak szalony, że Daniel i Jackie postanowili pobrać się w nowo zdobytym mieście w Jerozolimie. Kłopot był tylko jeden, Jacqueline musiała przejść na judaizm, a było na to za mało czasu.

Rabbi Friedlander, który miał tego ślubu udzielić, wspominał spór, w jaki wszedł młody Barenboim ze starszymi rabinami, uważającymi, że Jackie powinna poświęcić więcej czasu na studiowanie Talmudu, poznać tajniki wiary, jej zasady. Odparł na to, czy większym grzechem jest prędko pozwolić jej na konwersję, czy też pozwolić na to, by oboje będąc razem trwali w grzechu. Ślub odbył się 15 czerwca w Jerozolimie. Oto jak wspominała go sama Jacqueline du Pré. Udałam się do centrum konwersyjnego, gdzie musiałam wziąć kąpiel. Następnie zupełnie naga zostałam zanurzona, jakby w wielkim basenie. Rabin odmówił modlitwę po hebrajsku i nadał mi żydowskie imię – Salome.

Był zbyt wytrawnym politykiem, aby zignorować znaczenie wizerunkowe, które miał taki akt. Swoje pięć miodowych dni nowożeńcy spędzili w Hiszpanii, w Marbella, w domu Artura Rubinsteina. Wielki pianista był od samego początku zwolennikiem i promotorem Daniela. Uwielbiał też Jacqueline. Często prosił, by dla niego grali. W Anglii powitano parę młodą z mieszanymi uczuciami. Nie wszyscy bowiem popierali Izrael w wojnie sześciodniowej, a ślub w takich warunkach był politycznie jednoznaczną deklaracją. Konwersja Jackie tym bardziej. Dodatkowo część muzyków obraziła się na parę za to, że lekko myślnie odwołała występy, a jednocześnie grała z orkiestrą izraelską.

Do tych obrażonych należeli między innymi Yehudi Menuhin oraz Benjamin Britten. W obu przypadkach Jackie w ostatniej chwili nie wzięła udziału w zaplanowanych od dawna koncertach. Nie zmienia to jednak faktu, że szersza część opinii publicznej była po prostu zafascynowana sensacyjnym orzenkiem i stworzeniem nowej pary w muzycznym świecie. Pary złotych, młodych, utalentowanych artystów. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się zaskakujące, że w całości kariera Jacqueline du Pré trwała zaledwie sześć lat. Z tych sześciu lat aż cztery obejmowało okres wspólnego życia z Danielem Barenboimem, który na tę karierę miał ogromny wpływ pod każdym względem.

W ciągu raptem dwóch lat od początku roku 1970 Barenboim w Londynie, gdzie razem mieszkali, dosłużył się przydomka Mr. Music. Równolegle ciągnął karierę pianisty jak i dyrygenta, choć wahał się, w którą z tych dyscyplin powinien się całkowicie zaangażować. Mimo wszystko spraw było tak wiele, że oboje, ona i on potrzebowali pomocy, choćby w zakresie obsługi gigantycznej ilości korespondencji. Początkowo zajmowała się tym żona Christophera Nupena, Diana Bejki, później Sylwia Southkambi, która była dla Jackie także wsparciem w czasie jej choroby. Wspominała, że bałagan w dokumentach był niebywały.

Niezapłacone rachunki, listy, umowy od organizatorów festiwali czy wydawnictw płytowych, prywatne wiadomości od innych muzyków czy słuchaczy. Mimo to Barenboim zdołał przez dwa lata w tym wszystkim kierować jeszcze festiwalem Southbank, nagrywać, zajmować się karierą Jackie i jeszcze organizować im przeprowadzkę do nowego domu w Edynburgu. W ciągu tych lat szalenie intensywnych powstały najlepsze nagrania du Pré. Zagrała ona swoje najbardziej legendarne koncerty. Jeden z takich koncertów miał również wymiar polityczny. Tak się bowiem składało, że Barenboim do tych politycznych spraw zawsze miał nosa. Otóż w 1968 roku wojska Układu Warszawskiego najechały Czechosłowację.

Jakby nie było, koncert Jackie i Daniela był ogromnym wydarzeniem, które zwiększyło i tak już ogromną sławę tej dwójki muzyków. Gdy prześledzi się kolejne debiuty i koncerty Jacqueline z tamtego czasu, można odnieść wrażenie, że był to jeden wielki pochód sukcesów przez kolejne miasta. Amsterdam, Oslo, Nowy Jork, Toronto, Berlin i tak dalej. Jednak i na tej drodze pojawiały się ciernie. Jej szalenie indywidualny styl spotykał się czasami z krytyką. Oto na przykład Stanley Sadie, wybitny muzykolog i krytyk, redaktor szóstego wydania słynnego Grove'a, Komentował głośny koncert, podczas którego gościnnie przybyła do Londynu Izraelska Orkiestra Symfoniczna prowadzona przez Zubina Mete.

Jackie wykonała Colnit Rejbrucha, którego słuchaliśmy na początku, i koncert Schumana, w obu przypadkach popisowe numery du Pré. Sadie pisał tak. Wspaniały dźwięk, szczerość i zaangażowanie w każdą frazę. Ale było to pełne straszliwego samouwielbienia. Nie było pulsu, żadnych granic, w których można realizować rubato. Z ulgą oddychałem przy każdym orkiestrowym tutti, że wreszcie usłyszę jakiś rytm, a nie ciepłą plastelinę. Cała rapsodia zgnieciona została patosem. Nie ulega wątpliwości, że pani du Pré jest prawdziwym muzykiem, zwrodzonym talentem, ale być muzykiem oznacza także kontrolować utwór intelektualnie i emocjonalnie.

Oczywiście jest to opinia skrajna, pewnie nieco zbyt surowa, skoro całkowicie Sadie odmawia Jackie wyczucia rytmu, w czym akurat była ona znakomita. Ale gdy porówna się studyjne nagrania du Pré z nagraniami live, okazuje się, że coś jednak jest na rzeczy. Choć mikrofon jej nigdy nie peszył, a sam proces nagrywania przypominał koncert na żywo, Names mentioned by Szafa Melomana.

Ormond Dee zagadał do mnie złośliwie. Jak to jest, że pianiści nie przychodzą cię słuchać? W pewnej chwili Isaac Stern przeprowadził za kulisy Pinkasa Zuckermana. Miał wówczas 19 lat, ja 25, więc dla mnie wyglądał jak dziecko. Natychmiast Pinky przed wszystkimi oświadczył. Chcę z tobą grać. Nawet nie wiedziałem kim on był. Pamiętam, że wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Oystrach, który nie zrozumiał, co on powiedział i czekał, aż Stern mu przetłumaczy, w końcu też ryknął, jak się już dowiedział. Jackie i ja następnego dnia mieliśmy lot do Izraela, ale powiedziałem mu, dobra, wpadnij do naszego hotelu wcześniej i zabierz jakieś nuty. W innych gwiazdorskich układach do tego tria dołączyli jeszcze Icak Perlman oraz Zubin Mehta.

Nagrania wywierały ogromny wpływ na innych muzyków. Brytyjski wiolonczelista Alexander Bailey wspominał, że przez nagranie Haydna du Pré postanowił zmienić w szkole instrument, bo początkowo uczył się gry na skrzypcach. Wiolonczelista Stephen Isserlis zakochał się po uszy w nagraniu koncertu Elgara. Jego siostra, altowiolistka Rachel, miała niemal wytapetowaną całą ścianę swojego pokoju zdjęciami Daniela i Jackie. Do tej niemal popowej, Beatlesowskiej sławy przyczyniło się także nowe w tamtych czasach medium – telewizja. Pomysły, by wykorzystać ją do promowania muzyki klasycznej oraz klasycznych artystów pojawiły się już w latach 50.

Za kulisy, do sal prób, do mieszkań muzyków. Oczywiście nie po to, aby ich obnażać, ale by nieco skrócić dystans, by pokazać ich jako żywych ludzi, a nie Posągi na scenie czy estradzie. I w ten sposób osiągnąć ten sam cel co Bernstein czy Gould, czyli popularyzować. W tym przedsięwzięciu Jacqueline du Pré i Daniel Barenboim byli znakomitymi partnerami. Jak sam Nupen wspominał, wiedzieliśmy, że to był dobry pomysł, ale nie mieliśmy świadomości, że telewizja da Jackie i Danielowi sławę w wieku 25 lat, tak wielką, Jaką Rubinstein czy Heifetz zdobyli po czterdziestce? Nupen świadomie wykorzystywał wynalazki techniczne jak mała, przenośna i uwaga cicha kamera.

Mógł wejść z nią do sal prób, do studia nagraniowego czy do mieszkania i nie zakłócając normalnej pracy artystów filmować ich W naturalnych sytuacjach z bliska. Mógł wsiąść z Jackie do pociągu. Tak powstała słynna pierwsza scena filmu Jacqueline, w której Jackie gra sobie w przedziale pociągu. Coś, co dzisiaj nie budziłoby pewnie większego zdziwienia. W tamtych latach musiało być dla starszych widzów szokiem, a dla młodych czymś fascynującym. Podobne wrażenie w filmie Obstrągu musiały robić wygłupy wybitnych artystów. Mety, Perlmana, Barenboima, Dupré, Zuckermana, którzy wymieniają się instrumentami i usiłują grać fragment koncertu Mendelssohna. Posłuchajmy tego.

Chodźmy, zaczynajmy. Filmy Nupena jednak nie tylko budowały popularność Jackie i Daniela. One stworzyły obraz tej artystki, który my dzisiaj mamy w głowach. Podobnie jak filmy Monsageona stworzyły nam obraz Glenna Goulda. Warto jednak pamiętać, że to był tylko wycinek rzeczywistości i czasu. Tylko fragment. Wspominałem, że Jacqueline niechętnie sięgała po muzykę współczesną, nawet w tak mało awangardowym wydaniu jak w przypadku Szostakowicza czy Prokofiewa. Zdarzało się jej jednak wykonywać utwór specjalnie dla niej napisany. Była to romanca Aleksandra Gehra.

Powstała od początku z myślą o Jackie i Barenboimie jako zamówienie festiwalu w Brighton. Jego założycielem i inicjatorem był menadżer Barenboima Harold Holt. Miał to być festiwal młody, dynamiczny, tworzący fuzję różnych idei. Oczywiście fuzję z topowymi nazwiskami świata klasycznego, jakimi bez wątpienia było małżeństwo Barenboimów. Ger był częścią tzw. szkoły manchesterskiej, luźnej grupy twórców, która uformowała się w latach studiów na Royal Manchester College of Music, a należał do nich m.in. zmarły niedawno Harrison Beltwistle, John Ogden czy Peter Maxwell Davies. Ani Barenboim, ani du Pré nie byli specjalistami od muzyki współczesnej, jednak serdecznie odnieśli się do tego pomysłu, a Ger z kolei nie miał zamiaru piętrzyć przed nimi trudności.

Jak sam przyznawał po latach, Rozdziew pomiędzy tym, jaką muzykę chciałem pisać, a co Jackie mogłaby zagrać, był ogromny. Mając świadomość, że dla niej będzie w muzyce ważniejszy gest niż struktury, które mogłem budować, napisałem dzieło deklamacyjne, rodzaj operowej arii instrumentalnej. Dodał także, że świadomie skomponował ten utwór w układzie solista orkiestra, a nie w popularnym wówczas wśród współczesnych twórców egalitarnym, kameralnym dialogu wielu instrumentów. Bo taka była po prostu natura Jackie. Ona była w jego mniemaniu urodzoną solistką. Powstało dzieło sporych rozmiarów, bo jego wykonanie trwa około 25 minut, barwne, bynajmniej nie archaiczne stylistycznie.

Ger skończył je pisać w lutym 1968 roku i w napiętym harmonogramie Jackie dostała zaledwie dwa miesiące na nauczenie się tej nowej kompozycji. Do czego zresztą zabierała się podobno bardzo niechętnie. Nie tylko przeszkadzał jej brak czasu z powodu wielu zobowiązań, Ale i sposób jej pracy nad nowymi utworami. Jak sama wspominała, lubiła rzucać się na nie w całości, grać prosto z nut. Cały utwór z pełnym skupieniem, całkowitym zaangażowaniem, a następnie powracać do jego szczegółów i je dopracowywać. Była to metoda wymagająca i czasochłonna. Jednak do premiery w zaplanowanym czasie doszło. 28 kwietnia 1968 roku podczas festiwalu Brighton Jackie zagrała romancę, a towarzyszyli jej Daniel Barenboim i New Philharmonia Orchestra.

42:20 · Urlop i problemy z grą 4

Szafa Melomana. Pierwsze poważne oznaki kryzysu pojawiły się już w roku 1970, w czasie gdy jeszcze kariera Jackie była rozpędzoną lokomotywą, wydającą się nie zmierzać do żadnej konkretnej stacji docelowej, ale pokonującą coraz większe wzniesienia. Publiczność różnych europejskich i amerykańskich miast zachwycała się jej grą, która, jak pisał jeden z recenzentów, przychodziła jej łatwiej niż innym mowa.

Jednak za kulisami coś zaczęło zgrzytać. A ludzie z najbliższego otoczenia mieli coraz więcej powodów do zmartwień. Wbrew opinii recenzenta wcale granie nie przychodziło tak łatwo. Pewnego razu Jackie powiedziała swojej przyjaciółce Kate Bear, nawet nie wiesz jak trudno jest mi grać na violoncelli. Faktycznie, Jackie generalnie nie musiała zbyt wiele ćwiczyć, miała znakomitą pamięć, po drugie ćwiczyła grając na scenie. Jednak i to zaczęło się zmieniać. Od pewnego czasu musiała coraz dłużej rozgrywać się przed występami. Narzekała, że ma lodowate dłonie i stopy, nawet w bardzo ciepłe dni. Przychodziła kilka godzin przed koncertami i rozgrywała się, by niemal bezpośrednio z garderoby wyjść do publiczności.

Coraz częściej Rezygnowała po koncertach z przyjęć i zabaw, których duszą i motorem napędowym był Daniel. Narzekała na permanentne zmęczenie, zwracała uwagę, że coraz trudniej jej otwierać futerał z wiolonczelą oraz, i to wydawało się szczególnie dziwne, ocenić wagę smyczka. Daniel dziwił się temu wszystkiemu. Mówił, że jego matka jest dwa razy starsza od Jackie, a ma dwa razy więcej energii. Jackie była też coraz częściej rozdrażniona, wydawała się emocjonalnie niestabilna. Potrafiła opuścić próbę w samym środku, kompulsywnie chodzić wokół budynku. Coraz trudniej było się z nią porozumieć. W pewien sposób Daniel to rozumiał. Nie trudno było odgadnąć, że Jackie potrzebuje odpoczynku.

Nie byli na urlopie, odkąd się poznali, czyli od czterech prawie lat. Ciągłe planowanie, trasy, granie, nagrywanie, kolejne przedsięwzięcia. Urlop był zaplanowany. Miał nastąpić tuż po ich amerykańskim turnieju, które przypadało na przełom roku 1970 i 1971. Mieli zarezerwowane trzy miesiące wakacji od końca stycznia. Prócz tego mieli przeprowadzkę na głowie, bowiem także z myślą o Jackie, która lubiła coraz więcej czasu spędzać w domu blisko natury, wynajęli przestronny dom w Hampstead. Bez wątpienia czuła na sobie ogromną presję. Skrzypek Rodney Friend wspominał, że ona sama miała silne wrażenie, że się od niej oczekuje, by zawsze była na topie, a nawet wyżej.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.