#148 Jacqueline du Pré. Tragedia i mit
W lutym 1973 roku Jacqueline du Pré miała zagrać w Nowym Jorku czterokrotnie koncert podwójny Brahmsa, występując wspólnie z Pinchasem Zukermanem. Z dnia na dzień sprawność jej palców pogorszyła się tak bardzo, że czwarty koncert musiała odwołać. Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, dlaczego tak się stało. Krytycy dziwili się wyraźnemu spadkowi formy 28-letniej wiolonczelistki, która grała, „jakby zapomniała poćwiczyć”. Leonard Bernstein zachęcał ją, by po prostu wzięła się w garść. To nie było już możliwe. Tamtego wieczoru Jackie zagrała po raz ostatni. Przez kolejne lata stopniowo wycofywała się w cień, aż zupełnie zniknęła. To nagłe załamanie, nieoczekiwana katastrofa, stała się kamieniem węgielnym mitu genialnej artystki, której okrutny los odebrał najcenniejsze, co miała. Jednak budowa tego mitu zaczęła się dużo wcześniej i trwa do dziś. W drugiej części opowieści o Jacqueline du Pré, której 80-lecie urodzin przypada w tym roku, prześledzimy, jak ten mit się tworzył. Opowiadam, jak Jackie osiągnęła światowy rozgłos, jaka była w tym rola Daniela Barenboima, jakie kontrowersje temu towarzyszyły, a także jak po jej przedwczesnej śmierci te kontrowersje starano się kapitalizować. Podcast powstał dzięki Mecenasom Szafy Melomana. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie Patronite.pl.Nagrania:1. Jacqueline du Pré w duecie ze swoim nauczycielem Williamem Pleethem gra Couperina.2. Gabriel Faurè, Elegia (z Geraldem Moorem).3. Koncert wiolonczelowy Georga Matthiasa Monna.4. "Kol Nidrei" Brucha z Danielem Barenboimem i Izraelską Orkiestrą Symfoniczną.5. Sonata wiolonczelowa Chopina z Danielem Barenboimem.6. Trio a-moll Piotra Czajkowskiego z Zukermanem i Barenboimem.Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie Ruch Muzyczny. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.
A co może być bardziej szalone niż spontaniczny wyjazd do państwa, które znalazło się na progu wojny i wzięcie tam ślubu tuż po jej zaskakująco prędkim zwycięskim zakończeniu. Jak do tego doszło? Cofnijmy się o kilka miesięcy, do początku roku 1967. Przyniósł on zarówno Danielowi Barenboimowi, jak i jego nowo poznanej, ukochanej Jacqueline du Pré, mnóstwo pracy. Barenboim wspominał, że żyli w muzycznym wirze, koncertując, nagrywając i pracując jak szaleni. Dla niej ten rok rozpoczął się od trasy koncertowej, którą razem z BBC Symphony Orchestra i Johnem Barbyrolim
Odbywali w krajach demokracji ludowej i w Związku Radzieckim. Pierwszy koncert tej trasy dali razem w Pradze, następny w Warszawie. Swoją drogą menadżer tej trasy Antony Philips został zatrzymany na czesko-polskiej granicy, ponieważ owszem zadbał o 120 paszportów dla muzyków i personelu, ale nie o swój własny. Podobno Pocieszeniem dla niego miała być butelka koniaku, którą zdołali nieszczęśnikowi na dworcu podać muzycy przez okno pociągu. Jackie podczas tej trasy była w znakomitym nastroju. Płatała figle, ciągle się śmiała, ciągle mówiła o wspaniałym denim, czyli o Danielu Barenboimie.
Można było się w nim zakochać, bez wątpienia. Zamira Menuhin, córka Jehudiego Menuhina, wspominała Niektórzy uważali, że przesadzał z nadmierną pewnością siebie. Ja uważam, że nie. Był raczej ogromnie entuzjastyczny, ekstrawertyczny, miał mnóstwo przyjaciół, ciągle bywał w restauracjach, noce spędzał poza domem. Wyglądał świetnie i był czarujący, zawsze żywy, zawsze pobudzony. Sprawiał wrażenie, jakby nigdy nie kładł się spać, a przy tym nigdy nie był zestresowany. Był świetnym kumplem i potrafił zarażać swoim optymizmem. W sensie muzycznym Daniel Barenboim robił na Jacqueline du Pré z pewnością ogromne wrażenie.
Może właśnie dlatego tak dobrze się ze sobą rozumieli, choć jako pianista Daniel Barenboim nigdy wcześniej nie występował z wiolonczelą. Ale to on potrafił przy fortepianie stworzyć solidny grunt, ramę, w którą ona wpisywała swój samorodny talent, fenomenalną intuicję i przepełniony emocjami, quasiimprowizacyjny styl gry. Ale było coś jeszcze. Jacqueline du Pré Nie miała wtedy praktycznej życiowej wiedzy. Dotychczas jej kontrakty pomagała załatwiać Iris. To ona pisała do EMI z pretensjami, jeśli honoraria za koncert Elgara okazywały się zbyt niskie. Teraz pomagał Daniel. To razem z nim wynegocjowała z tą wytwórnią nowy dwuletni kontrakt na wyłączność na lata 67-69.
Z uwagą wysłuchała orkiestrowego wstępu i sama ruszyła do akcji. Wspaniale. Dźwięk, liryzm, pewność zarówno palcowania jak i smyczkowania. Jej gesty i ruch ciała ściśle łączyły się z instrumentem. Pani du Pré jest wiolonczelistką w nowoczesnym stylu. Jest w jej grze mnóstwo siły i trochę romantycznej maniery, w stosowanych portamenti i szybkim, szerokim vibrato. Podczas tej samej trasy amerykańskiej w wypowiedzi dla Newsweeka odnajdujemy coś jeszcze, co tworzyło ten muzyczny wir i co obecność Barenboima w jej życiu przyniosła. Poczucie przynależności. Jacqueline mówi tak.
Należy do grupy młodych muzyków, podzielających tego samego ducha gry. To wspaniałe. Tworzymy pewien klan. Vladimir Ashkenazi, John Williams, Itzhak Perlman, Fut Song, Stephen Bishop i Daniel Barenboim. Trzymamy się razem, chodzimy na swoje koncerty i gramy razem, gdy tylko mamy okazję. Pomijając muzykę, spędzanie czasu z takimi przyjaciółmi uważam za najważniejszą rzecz w moim życiu. Ten muzyczny czas był tak intensywny, że ślub, którego oboje z Danem pragnęli, planowali na wrzesień, bowiem dopiero wtedy mieli kilka dni wolnego w tym samym czasie. Gdy ich nieoficjalne jeszcze zamiary przeciekły do agencji oraz do JMAJ, eksperci od marketingu doskonale wyczuli, jak ogromne, głośne i opłacalne to będzie wydarzenie.
Barenboim wykonywał jako solista trzeci koncert fortepianowy Beethovena, a jako dyrygent prowadził w drugiej części koncert wiolonczelowy Elgara, który grała Jacqueline. Na koncertach granych niemal każdego wieczora były tłumy. Ponieważ od przeszło tygodnia trwała mobilizacja, na widowni zasiadali ludzie w mundurach. Niedługo później do Izraela dotarł także Zubin Mehta, który, choć nie był Żydem, chciał wesprzeć swoich przyjaciół. Wojska izraelskie bardzo prędko uporały się z przeciwnikiem. Przede wszystkim za ogromny sukces odpowiadał błyskawiczny atak z powietrza, który stronę arabską niemal kompletnie pozbawił lotnictwa. 6 czerwca izraelska brygada spadochronowa wkroczyła do Jerozolimy
Radość z prędkiego zwycięstwa odczuwało się na każdym kroku. Na prędce zmieniono program koncertu Izraelskiej Orkiestry Symfonicznej. Miano grać rekwiem Verdiego, ale w tym czasie byłoby to zupełnie niestosowne. Izraelczycy pod batutą Zubina Mety grali więc koncert cesarski Beethovena z Barenboimem przy fortepianie i koncert wiolonczelowy Elgara z Jacqueline du Pré. Cały dochód z wydarzenia przeznaczono na wsparcie sił zbrojnych Izraela. Entuzjazm był tak szalony, że Daniel i Jackie postanowili pobrać się w nowo zdobytym mieście w Jerozolimie. Kłopot był tylko jeden, Jacqueline musiała przejść na judaizm, a było na to za mało czasu.
Rabbi Friedlander, który miał tego ślubu udzielić, wspominał spór, w jaki wszedł młody Barenboim ze starszymi rabinami, uważającymi, że Jackie powinna poświęcić więcej czasu na studiowanie Talmudu, poznać tajniki wiary, jej zasady. Odparł na to, czy większym grzechem jest prędko pozwolić jej na konwersję, czy też pozwolić na to, by oboje będąc razem trwali w grzechu. Ślub odbył się 15 czerwca w Jerozolimie. Oto jak wspominała go sama Jacqueline du Pré. Udałam się do centrum konwersyjnego, gdzie musiałam wziąć kąpiel. Następnie zupełnie naga zostałam zanurzona, jakby w wielkim basenie. Rabin odmówił modlitwę po hebrajsku i nadał mi żydowskie imię – Salome.
Do tych obrażonych należeli między innymi Yehudi Menuhin oraz Benjamin Britten. W obu przypadkach Jackie w ostatniej chwili nie wzięła udziału w zaplanowanych od dawna koncertach. Nie zmienia to jednak faktu, że szersza część opinii publicznej była po prostu zafascynowana sensacyjnym orzenkiem i stworzeniem nowej pary w muzycznym świecie. Pary złotych, młodych, utalentowanych artystów. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się zaskakujące, że w całości kariera Jacqueline du Pré trwała zaledwie sześć lat. Z tych sześciu lat aż cztery obejmowało okres wspólnego życia z Danielem Barenboimem, który na tę karierę miał ogromny wpływ pod każdym względem.
Oprócz tego, że występowali razem i razem nagrywali, byli w zasadzie nierozłączni. Co jest zaskakujące, gdy się śledzi miesiąc po miesiącu ich aktywności. Barenboim nazywał to muzycznym virem, który pewnie każdy solista robiący światową karierę zna bardzo dobrze. Ciągłe podróże po Europie i Stanach, co rusz nowe projekty, nowe nagrania, nowe znajomości i współprace. Daniel miał talent organizacyjny. Potrafił w taki sposób układać harmonogram ich przedsięwzięć, że osobno spędzali, jak mówiła Jacqueline du Pré w jednym z wywiadów, nie więcej niż dwa dni w miesiącu. Zadbał o jej management w taki sposób, by nie kolidował z jego własnymi planami. Ona oddała mu zarządzanie interesem w całości.
W ciągu raptem dwóch lat od początku roku 1970 Barenboim w Londynie, gdzie razem mieszkali, dosłużył się przydomka Mr. Music. Równolegle ciągnął karierę pianisty jak i dyrygenta, choć wahał się, w którą z tych dyscyplin powinien się całkowicie zaangażować. Mimo wszystko spraw było tak wiele, że oboje, ona i on potrzebowali pomocy, choćby w zakresie obsługi gigantycznej ilości korespondencji. Początkowo zajmowała się tym żona Christophera Nupena, Diana Bejki, później Sylwia Southkambi, która była dla Jackie także wsparciem w czasie jej choroby. Wspominała, że bałagan w dokumentach był niebywały.
Niezapłacone rachunki, listy, umowy od organizatorów festiwali czy wydawnictw płytowych, prywatne wiadomości od innych muzyków czy słuchaczy. Mimo to Barenboim zdołał przez dwa lata w tym wszystkim kierować jeszcze festiwalem Southbank, nagrywać, zajmować się karierą Jackie i jeszcze organizować im przeprowadzkę do nowego domu w Edynburgu. W ciągu tych lat szalenie intensywnych powstały najlepsze nagrania du Pré. Zagrała ona swoje najbardziej legendarne koncerty. Jeden z takich koncertów miał również wymiar polityczny. Tak się bowiem składało, że Barenboim do tych politycznych spraw zawsze miał nosa. Otóż w 1968 roku wojska Układu Warszawskiego najechały Czechosłowację.
Wzbudziło to protest na Zachodzie. Co ciekawe, dokładnie w czasie tej interwencji, w sierpniu, Rostropowicz z jedną z rosyjskich orkiestr miał występować w Londynie. I tu ciekawa analogia z naszymi czasami. Spodziewano się, że wobec oburzenia opinii międzynarodowej i rosnących protestów, Odbywały się przed radzieckimi placówkami dyplomatycznymi. Te koncerty zostaną odwołane. Nic takiego jednak się nie stało. Było podobnie jak z Anną Nietrybko. Część politycznie zaangażowanej publiczności protestowała przed salą koncertową, ale koncert przebiegł normalnie. Tym bardziej, że o ironio Rostropowicz grał koncert biolonczelowy Dworzaka. We wrześniu jednak ten sam koncert wykonać mieli już na znak solidarności z napadniętym krajem artyści w cudzysłowie brytyjscy, czyli ówczesne gwiazdy, du Pré i Barenboim, prowadzący wówczas London Symphony Orchestra.
Zakochała się ona w muzykowaniu kameralnym. Ponieważ Daniel miał dużą sieć znajomości, kontaktów, tworzyły się gwiazdorskie obsady, które dzisiaj należą do fonograficznego kanonu. Jedną z takich obsad było trio, które stworzyli razem z Pinchasem Zuckermanem. Wykonywali między innymi z ogromnym sukcesem tria Beethovena. Historia ich poznania się dobrze obrazuje, jaka atmosfera towarzyszyła im w latach szalonej kariery. Mówi Barenboim, wspominając ostatni z serii koncertów w Filadelfii, gdzie z Eugene Ormondim wykonywał koncert cesarski Beethovena w grudniu 1967. Cała sala pełna była skrzypków. Przyszli Oistrach, Stern, Ricci i Milstein.
Za kulisy, do sal prób, do mieszkań muzyków. Oczywiście nie po to, aby ich obnażać, ale by nieco skrócić dystans, by pokazać ich jako żywych ludzi, a nie Posągi na scenie czy estradzie. I w ten sposób osiągnąć ten sam cel co Bernstein czy Gould, czyli popularyzować. W tym przedsięwzięciu Jacqueline du Pré i Daniel Barenboim byli znakomitymi partnerami. Jak sam Nupen wspominał, wiedzieliśmy, że to był dobry pomysł, ale nie mieliśmy świadomości, że telewizja da Jackie i Danielowi sławę w wieku 25 lat, tak wielką, Jaką Rubinstein czy Heifetz zdobyli po czterdziestce? Nupen świadomie wykorzystywał wynalazki techniczne jak mała, przenośna i uwaga cicha kamera.
Mógł wejść z nią do sal prób, do studia nagraniowego czy do mieszkania i nie zakłócając normalnej pracy artystów filmować ich W naturalnych sytuacjach z bliska. Mógł wsiąść z Jackie do pociągu. Tak powstała słynna pierwsza scena filmu Jacqueline, w której Jackie gra sobie w przedziale pociągu. Coś, co dzisiaj nie budziłoby pewnie większego zdziwienia. W tamtych latach musiało być dla starszych widzów szokiem, a dla młodych czymś fascynującym. Podobne wrażenie w filmie Obstrągu musiały robić wygłupy wybitnych artystów. Mety, Perlmana, Barenboima, Dupré, Zuckermana, którzy wymieniają się instrumentami i usiłują grać fragment koncertu Mendelssohna. Posłuchajmy tego.
Powstała od początku z myślą o Jackie i Barenboimie jako zamówienie festiwalu w Brighton. Jego założycielem i inicjatorem był menadżer Barenboima Harold Holt. Miał to być festiwal młody, dynamiczny, tworzący fuzję różnych idei. Oczywiście fuzję z topowymi nazwiskami świata klasycznego, jakimi bez wątpienia było małżeństwo Barenboimów. Ger był częścią tzw. szkoły manchesterskiej, luźnej grupy twórców, która uformowała się w latach studiów na Royal Manchester College of Music, a należał do nich m.in. zmarły niedawno Harrison Beltwistle, John Ogden czy Peter Maxwell Davies. Ani Barenboim, ani du Pré nie byli specjalistami od muzyki współczesnej, jednak serdecznie odnieśli się do tego pomysłu, a Ger z kolei nie miał zamiaru piętrzyć przed nimi trudności.
Ger skończył je pisać w lutym 1968 roku i w napiętym harmonogramie Jackie dostała zaledwie dwa miesiące na nauczenie się tej nowej kompozycji. Do czego zresztą zabierała się podobno bardzo niechętnie. Nie tylko przeszkadzał jej brak czasu z powodu wielu zobowiązań, Ale i sposób jej pracy nad nowymi utworami. Jak sama wspominała, lubiła rzucać się na nie w całości, grać prosto z nut. Cały utwór z pełnym skupieniem, całkowitym zaangażowaniem, a następnie powracać do jego szczegółów i je dopracowywać. Była to metoda wymagająca i czasochłonna. Jednak do premiery w zaplanowanym czasie doszło. 28 kwietnia 1968 roku podczas festiwalu Brighton Jackie zagrała romancę, a towarzyszyli jej Daniel Barenboim i New Philharmonia Orchestra.
Daniel Barenboim. Było dla nas oczywiste, że to nie kwestia wyłącznie fizycznego zmęczenia. Nie wiedziałem też, czy problemy Jackie mają charakter psychiczny. Nikt z nas wtedy nie wiedział, że cierpi na konkretną chorobę. Miała wcześniej różne objawy. Odrętwienie zdarzało jej się już w 69. Ale zajęło to 4,5 roku zanim diagnoza została postawiona i nim dowiedzieliśmy się, że Jackie choruje na stwardnienie rozsiane.
Reżyser Anand Thakur w samym centrum postawił ten właśnie wątek. Oto Jackie przybywa do siostry poszukując pomocy. Stawia jej w pewnej chwili nierealne wydawałoby się żądanie, by skoro przez całe życie wszystkim się z nią dzieliła, podzieliła się z nią także swoim mężem, Kiefferem. Hillary, choć początkowo sceptyczna, w końcu namawia swego bogu ducha winnego małżonka, by poszedł z Jackie do łóżka. W ramach terapii i pomocy w wychodzeniu z depresji. Barenboim po tym jak ten film zobaczył miał powiedzieć, że żałuje iż nie zaczekali z kręceniem i emisją do jego śmierci. Elizabeth Wilson w swojej biografii opisuje zupełnie inny bieg zdarzeń. Moim zdaniem bardziej prawdopodobny.
Cytowany przez Wilson Peter Diamant, dawny wieloletni dyrektor festiwalu w Edynburgu, zmarły w 1998 roku, mówił tak. Ludzie na obrzeżach kręgu Barenboima, ale nie ci faktycznie do niego należący, twierdzili zanim zdiagnozowano chorobę, że Daniel wciągnął Jackie w zbyt prędki dla niej rytm życia. Że to wszystko była jego wina. Ja jednak nie miałem poczucia, by ją do czegokolwiek zmuszał. Raczej odnosiłem wrażenie, że ona chciała być partnerką we wszystkim co robił i cieszyła się ze swojego udziału w tych przedsięwzięciach. Powtórzę, nie wiemy jak było naprawdę. Wilson pisała swoją biografię intensywnie konsultując się z Barenboimem. Z drugiej strony Pierce i Hillary odmówili jej szerszego komentarza i nie udostępnili znajdujących się w ich posiadaniu rodzinnych archiwów.
Ponieważ mówimy tu o sprawach bardzo delikatnych, rozgrywających się w przestrzeni życia prywatnego, trudno o jednoznaczne wyroki. Jakby nie było, pewnego grudniowego poranka roku 1971, Jackie obudziła się w dobrej formie. Jakby nic, oznajmiła Danielowi, że chce grać, na początku razem z nim, w domu. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Korzystając z polepszenia, Barenboim zaproponował, by niezobowiązująco spróbowali wejść do studia nagraniowego i coś zarejestrować. Wyczuwał, że powrót na scenę do życia koncertowego może okazać się zbyt dużym wyzwaniem. Na 10 i 11 grudnia udało się załatwić studio przy Abbey Road. Początkowo plan był taki, by nagrali trzy utwory Chopina, w których wykorzystał on wiolonczelę.
Przypominam, są to Polonez C-dur op. 3, Grand Duo Concertante i Sonata G-mul op. 65. Ponieważ Jackie nie miała czasu nauczyć się wszystkich tych utworów, stanęło tylko na sonacie. Do tego dołożyli sonatę Franka. Co ciekawe, sonata Chopina została zagrana z innego wydania niż narodowe, więc jest ciekawie porównać ją z nagraniami kanonicznymi. Są pewne różnice. Aż to już zadanie dla dociekliwych. Słuchając tego nagrania trudno wprost uwierzyć, że gra tutaj wiolonczelistka, która przez prawie rok nie dotykała instrumentu, która przeszła załamanie nerwowe, zmagała się nieświadomie jeszcze z pierwszymi poważnymi objawami stwardnienia rozsianego. Co więcej, wydaje się, że jest to jedno z najlepszych nagrań duetu Barenboim du Pré.
Tu właśnie do takiego dobrego połączenia doszło. Jak wspominał Savvy Group, producent z EMI, Jackie grała fantastycznie. W dwa dni udało się materiał skompletować, a gdy skończyli, ona chciała grać dalej. Chciała grać sonaty Beethovena. On i Daniel Barenboim byli tym zdziwieni, ale się zgodzili. Zagrali pierwszą część sonaty op. 5, a gdy skończyli, Jackie powiedziała, to by było na tyle. Schowała wiolonczelę do futerału i wyszła, nie chcąc słuchać żadnego z nagrań. To był ostatni raz, gdy była w studiu. Wydawało się jednak z początkiem roku 1972, że Jackie w pełni wróciła do zdrowia i może nie tylko dalej nagrywać, ale wręcz zacząć znów występować publicznie.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Mówca podziękowuje sponsorom i podaje informację o sposobie wesparcia Szafy.
Rozpoczyna się opowieść o zakochaniu się Jacqueline du Pré w muzykowaniu kameralnym i jej poznaniu z Danieliem Barenboimem. Opisane są ich wspólnie wykonane tria Beethovena oraz kwintet Pstrąg Schuberta.
Opisane są problemy zdrowotne Jackie du Pré, jej zerwania z Danieliem i romans z Kiefferem, a także próba powrotu do muzyki po urlopie.
To była Szafa Melomana.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„To była Szafa Melomana."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W lutym 1973 roku Jacqueline du Pré miała zagrać w Nowym Jorku czterokrotnie koncert podwójny Brahmsa, występując wspólnie z Pinchasem Zukermanem. Z dnia na dzień sprawność jej palców pogorszyła się tak bardzo, że czwarty koncert musiała odwołać. Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, dlaczego tak się stało. Krytycy dziwili się wyraźnemu spadkowi formy 28-letniej wiolonczelistki, która grała, „jakby zapomniała poćwiczyć”. Leonard Bernstein zachęcał ją, by po prostu wzięła się w garść. To nie było już możliwe. Tamtego wieczoru Jackie zagrała po raz ostatni. Przez kolejne lata stopniowo wycofywała się w cień, aż zupełnie zniknęła. To nagłe załamanie, nieoczekiwana katastrofa, stała się kamieniem węgielnym mitu genialnej artystki, której okrutny los odebrał najcenniejsze, co miała. Jednak budowa tego mitu zaczęła się dużo wcześniej i trwa do dziś.
W drugiej części opowieści o Jacqueline du Pré, której 80-lecie urodzin przypada w tym roku, prześledzimy, jak ten mit się tworzył. Opowiadam, jak Jackie osiągnęła światowy rozgłos, jaka była w tym rola Daniela Barenboima, jakie kontrowersje temu towarzyszyły, a także jak po jej przedwczesnej śmierci te kontrowersje starano się kapitalizować.
Podcast powstał dzięki Mecenasom Szafy Melomana. Jeśli chcesz stać się jednym z nich i wspierać pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, odwiedź mój profil w serwisie Patronite.pl.
Nagrania:
1. Jacqueline du Pré w duecie ze swoim nauczycielem Williamem Pleethem gra Couperina.
2. Gabriel Faurè, Elegia (z Geraldem Moorem).
3. Koncert wiolonczelowy Georga Matthiasa Monna.
4. "Kol Nidrei" Brucha z Danielem Barenboimem i Izraelską Orkiestrą Symfoniczną.
5. Sonata wiolonczelowa Chopina z Danielem Barenboimem.
6. Trio a-moll Piotra Czajkowskiego z Zukermanem i Barenboimem.
Szafa Melomana to pierwszy polski podcast o muzyce klasycznej, tworzony przez dziennikarza Mateusza Ciupkę. To fascynujące historie kompozytorów, wykonawców i utworów, zawsze wzbogacone o liczne konteksty historyczne i kulturowe. Nowe odcinki w co drugi piątek na popularnych platformach podcastowych.
Mateusz Ciupka – publicysta muzyczny, autor Szafy Melomana, pierwszego polskiego niezależnego podcastu o muzyce klasycznej, redaktor w magazynie Ruch Muzyczny. Pracował w Operze Krakowskiej, współpracował m.in. z Krakowskim Biurem Festiwalowym, Filharmonią Narodową i Filharmonią Śląską, publikował w „Ruchu Muzycznym”, „Dwutygodniku” i magazynie „Glissando”. Przeprowadził rozmowy m.in. z Garrickiem Ohlssonem, Masaakim Suzukim, Ermonelą Jaho i Giovannim Antoninim. Jest autorem Małej Monografii Romualda Twardowskiego, wydanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2023 roku. Mieszka i pracuje w Pradze, w Czechach.