Mentionsy Mentionsy
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami
Strefa Rodzica – Rozmowy z Ekspertami

Strefa Rodzica - Rozmowy z Ekspertami - 26 - Co robić, gdy mamy dość dzieci?

10.08.2024 ·1 godz 18 min · 8 rozdziałów

W codzienności z dziećmi każda chwila pełna jest ich potrzeb i wymagań, a rodzice często zapominają o własnym zdrowiu emocjonalnym. Może warto więc czasem uznać uczucie przytłoczenia, które zdaniem psycholożki Anity Janeczek-Romanowska, nie jest oznaką słabości, lecz realistycznym podejściem do rzeczywistości. Ważne jest, aby pozwolić sobie na chwilę oddechu, zrozumieć, że potrzeba przestrzeni dla siebie jest naturalna i nie odbiera miłości do dzieci. Równocześnie, uznając własne granice, można lepiej dbać o relacje rodzinne, wprowadzając małe, ale istotne zmiany w codziennym życiu, które przywracają równowagę i zdrowie psychiczne. Polskie Radio Dzieciom zaprasza na podcast. Rozmowę prowadził Marcin Perfuński.

0:00 · Wprowadzenie i opis problemu 8

Strefa Rodzica. Podcast Polskiego Radia Dzieciom. Zaprasza Marcin Perfuński. Moi drodzy, weszliśmy już w drugą połowę wakacji. Być może poczuliście już ten odpoczynek od szkoły, ale czy poczuliście odpoczynek od dzieci? Bo czasem jest odwrotnie. Kiedy zaczynają się wakacje, to my sobie myślimy, co my teraz będziemy robić, żeby nie mieć dzieci na głowie? No bo czasem oczywiście się uda zorganizować obóz czy jakieś kolonie, ale większość wakacji często jest tak, że mamy dzieci obok siebie. I być może bywa taki moment, kiedy już mamy tego wszystkiego dość. Mamy tego za dużo, już ten czajnik naprawdę się gotuje i za chwilę woda wykipi. I co z tym zrobić? Czy to jest taki moment, w którym możemy powiedzieć, że mamy dość dzieci?

Jeżeli tak, to jeżeli się czujemy z tym źle, to dobrze? Czy to właściwie jest coś, co jest na przykład powszechne? Może tutaj słuchając tego wstępu wszyscy kiwacie głowami albo wzdychacie dwuznacznie albo jednoznacznie, że no tak, rzeczywiście ja tak mam, u mnie jest tak samo. Jest to taka wspólnota doświadczeń rodzicielskich, o której się czasem nie mówi, no bo czy wypada się przyznać do tego, że mam dość swojego dziecka? Ale jeżeli takie uczucia macie, ja tutaj uderzam się w swoje piersi, że jak najbardziej się mi zdarza mieć dość dzieci. Nawet doświadczyłem tego na ostatnim urlopie, który miałem, no dosłownie zakończyłem go tydzień temu. Pamiętam taki moment, w którym po kilku dniach bycia z dziećmi w różnych aktywnościach, bardzo fajnych, z których sam zresztą korzystałem, w pewnym momencie musiałem odejść na bok i pobyć ze sobą kilka godzin.

Jak to rozmontować emocjonalnie, psychologicznie albo relacyjnie? Poszukamy też źródeł, przyczynę takiej sytuacji razem z Anita Janeczek-Romanowską, psycholożką dziecięcą. Dobry wieczór. Dobry wieczór. Czy psycholożka dziecięca też czasem ma dość dzieci? Ach, nie spodziewałam się, że tak zaczniemy. Powiem ci tak Marcinie, znam ten stan i myślę, że dobrze jest o tym mówić głośno, w którym możemy mieć takie poczucie, że chciałoby się posiedzieć długo w toalecie, prawda? Albo nie wiem, zamknąć się gdzieś w ogródku. Ja staram się tak jakoś myśleć o takich sytuacjach, że dla mnie to są zwykle takie sytuacje, w których konfrontuję się z tym, że mam za mało siebie, swojego czasu, jakiejś, nie wiem, prywatności, intymności, nawet takiej sytuacji, w której wybieram pod siebie, tak, co zjemy, jak spędzę czas i tak dalej.

Więc ja lubię raczej używać takiego sformułowania, że kiedy pojawia mi się taka myśl, że mam Dosyć dziecka, nie wiem, własnego, dzieci, z którymi pracuję, to dosyć szybko mi przychodzi taka redefinicja, że to jednak pokazuje, że coś u mnie jest za mało, nie? Czyli, że nie dzieci mam za dużo, ale siebie po prostu za mało. Staram się tak o tym myśleć, to mi trochę zmienia perspektywę też potem działania. No właśnie w stories, które dzisiaj opublikowałaś dokładnie takie zdanie padło, że to może o to chodzi, że nas jest za mało. W nas, czy w naszym dniu tych naszych potrzeb zaspokojonych i tak dalej. Będziemy szukać tej przyczyny oczywiście. Pytałem ciebie jako psycholożkę, no bo spotykasz się z dziećmi, spotykasz się z rodzicami tych dzieci. To jest taki stan, który rzeczywiście jest taki bardzo uniwersalny, że każdego rodzica dotyka.

To jest dobre pytanie, bo ja myślę, że dotyka pewnie każdego albo przynajmniej większości, ale wciąż wielu z nas ma trudność, żeby się do tego przyznać, bo myślę, że jak popatrzymy sobie nawet na takie głosy wokół tego stanu takiego zmęczenia w internecie, to powiedziałabym, że albo mamy te takie skrajne, które mówią wyłącznie o zmęczeniu, O takiej trudnej części rodzicielstwa. O takim, wiesz, powiedziałabym wręcz umorusaniu tymi dziećmi, nie? Że tak naprawdę bywa bardzo trudno. Czasem dosłownie. Tak. I te stany, te opisy tak nam trochę mówią, że jest bardzo źle. I dobrze, że tak jest. Trochę używamy tego sformułowania, że to normalizuje, prawda? Ale ja mam poczucie, że część z tych opisów tak naprawdę wiąże się tylko z tym, że sobie jakoś narzekamy i nic poza tym. Tak? Myślę, że takim drugim krańcem takiego continuum, jakbyśmy mieli to doświadczenie tak

I ja znowu tutaj, wiesz, nie bez powodu używam tego, że nie bywa nam trudno, bo nawet jak tutaj jechałam do was, taki pan mnie przywoził, wasz kierowca i trochę porozmawialiśmy na temat tej audycji. I on użył jakiegoś takiego sformułowania, nie przytoczę dokładnie, a wiem, że nas słucha, więc przepraszam za Złamanie tutaj cytatu, że dzieci nie są winne tym różnym sytuacjom. I ja jakoś myślę, że to bardzo oddaje to, jak ja widzę ten problem, o którym rozmawiamy, że bywa tak, że my nie chcemy się przyznać, że jest nam trudno, bo pojawia nam się jakieś poczucie winy, bo jak to na przykład powiedzieć, prawda? Jest mi trudno jak, nie wiem, to jest moje ukochane, upragnione dziecko albo dzieci, ale właśnie z drugiej strony czasem popadamy w skrajności, że widzimy tylko trudno, trudno, trudno i nagle ten cały trud jest tak, wiesz, ulokowany w dziecku, bo gdyby nie, to byłoby być może łatwiej.

Bo te kropki się tak trochę łączą, nie na pierwszy rzut oka. Trochę tak jest, no trochę tak jest. Ja sobie, wiesz, myślę nawet o takiej sytuacji, wiem, że tutaj jakby dostałam prawo do cytowania od mojej osobistej córki, chociaż staram się nigdy tutaj prywatnie wpuszczać, że ja sama parę dni temu powiedziałam mojej córce, że czuję, że jestem już W takim momencie, że bardzo potrzebuję chociaż jednego popołudnia wieczoru sama. Nie dlatego, że mam dosyć jej, tylko dlatego, że właśnie mam za mało swoich spraw. I myślę, że to co powiedziałeś Marcinie na początku w tym wejściu, jest bardzo takie ważne, że my mówimy o tym 7 sierpnia. Czyli w momencie, w którym spora część rodziców tak naprawdę od około 40 dni jest ze swoimi dziećmi, jak mówimy o szkoleniakach. Albo jak mówimy o przedszkolakach, które na przykład, nie wiem, mają dyżur, albo z niego nie korzystają, że to jest dla wielu rodziców 40 dni, wokół których wydarzył się jakiś urlop, wyjazd, nie wiem, półkolonie, ale to jest raczej 40 dni podporządkowanych pod potrzeby dziecięce.

Od tego, że wstajemy i myślimy, co mogę zrobić, żeby pracować, a ten człowiek, żeby czymś się zajął, prawda? Po to, że właśnie planujemy aktywności pod dzieci, planujemy posiłki i wszystko tak naprawdę jest na takim dostrojaniu się. No i rzeczywiście w tym jest bardzo łatwo zgubić siebie, tak? Zgubić nawet w sobie taką myśl, że no właśnie dzisiaj chciałabym coś porobić sama, sam. Ale może to jest już jeden z sposobów, żeby sobie z tym poradzić, czyli powiedzieć dziecku otwarcie, że słuchaj, no już pewne granice są przekroczone, albo już czuję, że naprawdę jestem blisko tego, żeby np. wybuchnąć, tak? Ja czasem tak komunikuję to otwarcie swoim córkom. I to rzeczywiście czasem działa, ale też działa w ten sposób, że one się boją wtedy, tak, że już naprawdę nacisną za mocno i wtedy będzie źle.

7:13 · Analiza przyczyn uczuć 4

Czyli dokładnie to, o czym mówisz. To nie musi być tak, że ja w takiej sytuacji, w której czuję zmęczenie, pakuję walizki i uciekam w Bieszczady, czy nie wiem, gdzie się teraz ucieka. Tylko, że właśnie na przykład daję znać swojej rodzinie, że potrzebuję wyjść sama do kina, tak? Pojechać sam do Lidla, nie wiem, porobić takie rzeczy, wiesz, które jakoś sprawiają, że ja w danym momencie w umyśle mam tylko siebie. Ewentualnie listę zakupów albo bohaterów filmu. A nie jeszcze to, żeby kogoś nie zgubić, prawda, że ktoś mnie prosi o loda, że tutaj mam jeszcze bardzo dużo do poogarniania. I znowu jest ważne, żebyśmy wracali do tego clou, że to nie chodzi o to, że problemem są dzieci, tylko o to, że po prostu taka rzeczywistość, w której znajdujemy się my jako rodzice, Taka 24 na dobę bywa po prostu obciążająca i taka, mam wrażenie, momentami nadludzka, żeby to wykonać w taki sposób, że to się zawsze robi z entuzjazmem, zawsze z energią i zawsze z zadowoleniem dla wszystkich.

Powiedziałaś o tej rzeczywistości. Ja tak sobie myślę, że właśnie trochę o niej też warto porozmawiać i to niedługo zrobimy, bo rzeczywistość nasza, jako rodziców, No tak obstawiam, że urodzonych w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych jest jednak trochę inna niż na przykład rodziców naszych, którzy się radzili w latach tam, moja akurat mama w latach trzydziestych, czy czterdziestych, czy pięćdziesiątych. No to my byliśmy dla nich dziećmi w takim etapie, w takim momencie może historii, kiedy jednak otoczka wyglądała zupełnie inaczej. Nasze ulice wyglądały inaczej, nasze media wyglądały inaczej. I to wszystko jest bardzo ważne. I o tym wątku też chciałbym porozmawiać, za chwilę do niego wrócimy. Ja tak sobie pomyślałem, że to jest bardzo paradoksalna sytuacja, bo myślę, że większość z nas się podpisze pod tym, że jednak swoje dzieci kochamy, a jednocześnie są te momenty, kiedy, biorę to w cudzysłów, nienawidzimy, bo tu nie o nienawiść chodzi, tak myślę, tylko o jakąś taką skrajną emocję, która się gdzieś tam pojawia, ona czasem trwa chwilę, no ale jest tak na tyle silna, że możemy powiedzieć, że naprawdę się znaleźliśmy po drugiej stronie.

Da się takie ambiwalentne uczucie pomieścić w rodzicu? Strasznie to jest trudne psychicznie, tak sobie myślę, to udźwignąć. Oczywiście, że tak, ale wiesz co Marcin, ja myślę, że to jest bardzo ważne, żebyśmy my pamiętali, że my w rodzinie zawsze będziemy tak krążyć pomiędzy bliskością a odrębnością. I żeby tego nie gubić, bo jak ty powiedziałeś o tym, czy mogę czuć się aż tak bardzo, źle ty użyłeś słowa, że można aż nienawidzić, ale za chwilę powiedziałeś, że to jest mocne, to ja myślę, że pewnie wielu z nas chciałoby swoim dzieciom dać prawo do tego, żeby one miały nas czasami dość. Prawda? I one nie mają w ogóle z tego powodu jakiegoś, wiesz, trudu, żeby nam powiedzieć, że mają dość, nie chcą z nami spędzać czasu, że chcą coś tam robić same. I myślę, że odwrócenie tej perspektywy pokazuje nam to, że my wiemy, że to nie oznacza nie kocham cię, mamo, tato. Prawda?

Albo nie wiem, jesteś beznadziejnym rodzicem. Tylko naprawdę często oznacza, że chce porobić coś sama sam. Prawda? Chce na przykład, nie wiem, wejść na jakieś zajęcia sama, no bo po prostu tam wchodzą same dzieci. I jak patrzymy na tę perspektywę w ten sposób, to mniej jest łatwiej jako rodzicowi widzieć odrębność mojego dziecka, niż pozwolić sobie na odrębność własną. A jednak w każdej relacji to jest taki taniec pomiędzy bliskością a odrębnością. Jak jest za dużo jednego, prawda, no to prawdopodobieństwo, że zrobi się za duszno albo za luźno zawsze jakieś jest. To dzisiaj miałem taką sytuację, teraz mi otworzyłaś klapkę w głowie, kiedy w pewnym momencie w domu się zrobiło cicho. Naszej najmłodszej sześciolatki akurat nie słyszałem. I ja się poczułem zaniepokojony, że coś się dzieje. Gdzie ona jest?

11:50 · Przykłady sytuacji 6

Ona się po prostu bawiła i wymyśliła sobie historię, znaczy historię, wymyśliła sobie budowanie z takich klocków, nie takich klasycznych, tylko z takich, nie wiem, pałeczki, które się tak łączy, takimi łącznikami, że robiła z tych klocków ludziki. I tak ją to pochłonęło, że ona nagle zniknęła nam z radarów jako rodzica. I zamiast powiedzieć sobie, jest okej, no albo zobaczyć co robi i tyle, i dać jej tę przestrzeń do bycia samodzielną, to my zaczęliśmy, nie wiem czy odruchowo, no ale jakoś tak Też jesteśmy, zobacz córeczko, chociaż de facto potrzebowaliśmy tej ciszy, więc czasem może jest tak, że to dziecko daje nam sygnał, daj mi spokój, przepraszam, wiecie o co chodzi, wiadomo, że za tym się nie kryje do końca to, co dziecko mówi, tylko jakaś taka emocja chwilowa.

Ale, że może to jest tak, że właśnie my powinniśmy sobie... Dziecko nam pozwala na to, żebyśmy byli odrębni, ale my nie chcemy być odrębni, bo może się nagle czujemy źle jako rodzice, tak? Hej, jesteśmy odrzucani. No, albo jesteśmy odrzucani, albo pojawia nam się taka myśl, że jest jakoś tak, nie wiem, może mało jakościowo, prawda? Że może to tak... O coś nie zadbaliśmy. Różne myśli się mogą uruchamiać. Tak, na przykład mogą się bardzo różne myśli uruchamiać. Natomiast myślę, że to jest szalenie ważne, żeby pamiętać, jakkolwiek jest to trudne, że głównym zadaniem rozwojowym naszych dzieci jest to, żeby się od nas wyodrębnić. Prawda? Żeby z tej bliskości i jakiejś takiej zależności jak najbardziej pójść w stronę niezależności, ale nie takiej, żeby nas nie potrzebowały, tylko właśnie w takiej, żeby wiedziały, że mogą sobie te pałeczki czy tam jakieś klocuszki, prawda,

To raczej jest taka informacja o tym, że jest bezpiecznie, że mogę sobie potworzyć, pokreować. Słyszałem takie zdanie, bardzo mi się ono podoba, że my dzieci dostajemy w leasing. Że one nie są nasze na zawsze. To znaczy, są oczywiście, zawsze będziemy rodzicami. Ale celem takim ostatecznym jest jednak usamodzielnienie się. I to się zaczyna już od pierwszych miesięcy nawet życia. No może miesięcy nie, ale tak może myślę, że kiedy przychodzi ten taki pierwszy moment, że dziecko teoretycznie mogłoby od nas odraczkować, prawda? No to jest też ten moment, w którym się pojawia pierwszy lęk separacyjny, więc natura jest mądra, bo mówi idź człowieku, fizycznie, ale emocjonalnie trzymaj się stada, która ci zagwarantuje przetrwanie.

Ale rzeczywiście jest tak i jest to szalenie trudne, że jak popatrzymy sobie na codzienność z dzieckiem, na jego złość, na jego potrzeby, na to, że w pewnym momencie zaczyna mówić językiem rówieśników, no to trudno nie widzieć w tym wszystkim dążenia do zbudowania ja, prawda? A ja wyrasta z tego wszystkiego, co my daliśmy dzieciom, no ale jednak ja oznacza też odrębność. I dlatego o tym mówimy, że odrębność dziecka dużo łatwiej jest przyjąć, niż pozwolić sobie na pielęgnowanie swojej własnej. Ta rodzicielska oczywiście nie będzie oznaczała, że ja sobie 5 godzin pobuduję z klocuszków, prawda, a dzieci tam, nie wiem, sobie zamówią pizzę. Ale może właśnie będzie oznaczała to, że czasami powiem, słuchajcie, dzisiaj chcę jechać zatankować samochód sam, bo bardzo tego potrzebuję. Bardzo mi pasuje ten opis tego właśnie pojechania gdzieś, bo mam wrażenie, że na przykład w moim przypadku, to się dzielę jakimś swoim protipem, że bardzo dobrze działają spacery po lesie z psami bez telefonu.

Zawsze odkładam telefon, jestem niedostępny wtedy nawet dla swojej rodziny. 15 minut robi bardzo dobrą robotę, a drugi sposób to jest właśnie samochód, który tak oczyszcza głowę, to jest niesamowite. Wystarczy pojechać właśnie zatankować, na myjnię, cokolwiek i nagle się okazuje, że wiele rzeczy, o których się obawiałem, że właśnie przyjdzie ten moment, że dziecko naciśnie o jeden przycisk za daleko we mnie, za bardzo we mnie i wtedy wybuchnę. No to ulatuje, tak? Albo się okazuje nieważne. Coś, co mi się wydawało, że jest niezwykle istotne, że ja tutaj walczę o coś niezwykle ważnego, żebym przypadkiem nie stracił, cudzysłów, autorytetu w oczach dziecka, że ja czemuś się ugnę. Więc może jednym z tych pomysłów, już tak trochę przechodząc do takich rozwiązań, to jest znajdowanie sobie takich mikrooddechów.

One mogą być też tak, Myślę, różne dla każdego z nas, nie? Tak, tak, tak. Tak, no ja bym pociągnęła tą myśl chyba sprzed przerwy, jak mówiliśmy o małych krokach, prawda? Że no właśnie te mikro oddechy to nie muszą być wielkie rzeczy. To nie musi być to, że ja teraz zatrudniam nianie na 8 godzin, która się zajmuje moim dzieckiem, prawda? Tylko właśnie to, że zatankuje. Nie wiem, ty mówisz o spacerze z psem. Ja to widzę jakoś bardzo podobnie. Ja na przykład kocham długie kąpiele w wannie. Tak? I wiem, że to jest taki czas, podczas którego nikt do mnie nie wejdzie. No bo nawet jak moja córka wpadnie na pomysł, że wejdzie pogadać, to za chwilę jej się to nudzi, prawda? Ale chodzi o to, żeby każdy z nas szukał swojego sposobu. Dla kogoś to będzie nawet to, że umówimy się z dzieckiem na zabawę, która jest karmiąca dla obu stron. Tak? Czyli na przykład zamiast kolejnej zabawy figurkami,

16:14 · Rozwiązania i strategie 7

Ale obok siebie, czyli będąc razem, jednocześnie jesteśmy osobno. Tak robimy dwie różne rzeczy, ale bardzo podobne. I wyobraź sobie, że na stole w salonie te kolorowanki już kolejny dzień leżą, bo są w nieustannej obsłudze. I tak sobie pomyślałem, że to jest niezwykle fajne, że można dziecku zaproponować właśnie zabawę, która nie na zasadzie przyjmuje twoje pomysły dziecko, cokolwiek przyniesiesz, ale zobacz, możemy jeszcze zrobić coś takiego, w czym ja się odnajdę jako rodzic. Że to jest też ważny komunikat dla dziecka. Bardzo ważny. Wiesz, to jest w ogóle kolejny z takich punktów, My powiedzieliśmy o takim podpunkcie, w którym odkrywamy, że to nie dziecko jest źródłem wyzwania, ale nasza jakieś takie, prawda, tutaj niezaspokojona odrębność, autonomia.

No i jakoś płynnie przechodzimy do takiego punktu, w którym możemy zauważyć, że być może problemem jest to, że my bardzo dużo mamy takiej elastyczności na pomysły dziecka. Czyli wiesz, bawimy się w to, o co prosi dziecko, spędzamy tak czas, jak prosi dziecko. I oczywiście w pewnych sytuacjach albo w pewnym wieku to jest potrzebne, tak? Ale nie zawsze. I boimy się właśnie zrobić coś takiego, o czym mówisz z tymi kolorowankami, bo może mamy poczucie, że dziecko nie będzie chciało, prawda? Że to dla niego nie jest ciekawe. Ja zachęcam zawsze rodziców, żeby mówić dziecku w takich sytuacjach, poróbmy coś, co lubimy oboje. Tak w niektórych rodzinach nawet sprawdza się taka zabawa w taki słoik pomysłów na rzeczy, które wszyscy lubią. I nagle się okazuje, że prawie wszyscy lubią wspólne wyjście na spacer, wycieczkę rowerową, prawda, pieczenie pizzy.

No pewnie każda rodzina wymieni coś innego, ale to jest bardzo ważne, że jak widzimy ten moment, w którym sobie myślę, Rany, nie mam już ochoty spędzać kolejnego dnia na zabawach. Żeby nie iść tylko i wyłącznie w to, dobra, to ja teraz tutaj, prawda, się zbuntuję, ale żeby sprawdzić, czy można zrobić ten mikrokrok pod tytułem, przemycam dzisiaj moje rzeczy, prawda. Zabieram cię dzisiaj na wystawę, która mnie interesuje, albo tak jak ty mówisz, czytamy książki, teraz mamy godzinę na czytanie książek, ty swoją, ja swoją. Nie, że to też jest jakaś opcja na spędzanie czasu. Możemy się w tym czasie, wiesz, smyrać po pleckach na kanapie, ale każdy jest jednak w swoim świecie wtedy, chociaż na chwilę. Czy możemy w takim razie zaryzykować takie twierdzenie, że jednak to poczucie, że mam dość dziecka, jego źródłem nie jest dziecko?

Wiesz, ja jestem niemal pewna, że jego źródłem nie jest dziecko. Dziecko swoimi różnymi zachowaniami może czasami to podsycać. I czasami wynika to z tego, że to jest jakaś specyfika danego dziecka. Czyli na przykład dziecko jest bardzo intensywne i szybciej się przy nim męczymy. Ale bywa też tak, jak popatrzymy na rodzinę jako na system, że dzieci zaczynają czuć, że my w jakiś sposób się wycofujemy. Że unikamy kontaktu, że jesteśmy w tej toalecie przysłowiowej dłużej. I część dzieci wtedy naturalnie ten magnes jeszcze mocniej prze do rodzica. Tak, bo są jakoś zaniepokojone tym oddalaniem. Więc ja mam takie poczucie w takich swoich doświadczeniach, gdzieś konsultacyjno, warsztatowych, pracowych, ale też życiowych, że to bardzo rzadko jest tak, że naprawdę dziecko jest tym kimś, kto naciska przyciski. To jest taka typowa pułapka takiego myślenia linearnego, wiesz, że jak jest A, to mamy B. A prawda jest taka, że jest dużo więcej zmiennych.

No i zwykle wśród tych zmiennych jest właśnie też między innymi to, że w dziecku bardzo łatwo jest to wszystko ulokować. Ale może być też tak, że to my trochę prowokujemy dziecko do naciskania tych przycisków, właśnie na przykład siedząc dłużej w łazience. Ono nie wie dlaczego, a my próbujemy tam złapać oddech. Tak, albo jesteśmy cały czas zasłonięci ekranem telefonu. I są bardzo różne sposoby, po które dzieci sięgają po to, żeby być z nami w kontakcie. No i część dzieci wybiera sposoby bardzo irytujące, bo one przynoszą efekt. Efektem nie jest to, że ja powiem, ojej, jesteś tak irytujący, że chętnie teraz z tobą spędzę czas, prawda? Tylko efektem jest to, że część rodziców się wtedy zdenerwuje, ale przynajmniej ożyje, tak? Przynajmniej będzie ze mną przez moment w kontakcie. Może nie takiego kontaktu chciałam, ale przynajmniej będzie na przykład w ogóle jakakolwiek energia.

Ja pomyślałam sobie, że jest jakoś ważne, żebyśmy powiedzieli też o tym, że czasami bywa tak, że to nie po naszej stronie jest tak bardzo dużo, prawda, tego, nie wiem, zmęczenia, przeciążenia, niezaspokojonych potrzeb, ale też, że to dziecko ma taki moment, na przykład w rozwoju, czy w życiu, czy nie wiem, są wakacje i ja obserwuję, że bardzo dużo koleżanek mojej córki wyjechało. Tak? I że trochę jest tak, że nawet jakby się chciało spędzić ten czas z kimś innym niż mama i tata, to nie ma z kim. Są też takie dzieci, szczególnie te bardziej wrażliwe czy lękowe, które w ogóle bardzo dużą część swojego poczucia bezpieczeństwa lokują w rodzicach. Są też dzieci, które w pewnym wieku lgną głównie do rodziców. I to będą też takie momenty, które będą nam mogły uzasadniać, że Nam może być tak bardzo trudno, też dlatego, że w tym momencie swojego życia dziecko bardzo dużo w nas umieściło.

Że my bardzo dużo funkcji sprawiamy, prawda? Że jesteśmy nie tylko mamą i tatą, ale też jedynymi osobami, którym można powiedzieć, nie wiem, co ciekawego jest, Nie wiem, w Robloxie, tak? Nowego. Albo jedynymi osobami, którym można pokazać, co się zrobiło przed chwilą, narysowało. Jedynymi, które można zaprosić do zabawy. Albo nawet jak nie jedynymi fizycznie, to jednymi z takich, które dziecko jest pewne, że to będzie ten stały ląd, prawda? Jak w tej piosence. I myślę, że to też jest bardzo ważne, bo jakaś grupa rodziców, którzy być może nas słuchają, albo doświadczają tego zmęczenia dzieckiem, to są też ci rodzice, którzy trochę stoją w takiej kropce, w takim rozkroku. Że może by i chciało się spędzić ten czas samemu, ale dziecko rzeczywiście jest samotne, tak? I ten magnes do rodzica jest związany z jakimś dużym mniej lub bardziej tymczasowym osamotnieniem.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.