S04E01: "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1968) -- CLASSIC
Opowiadam o filmie "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1968) Sergia Leone, najsłynniejszym spaghetti-westernie w dziejach kina.
Przygoda trwa przede wszystkim dzięki wam, słuchaczkom, słuchaczom, a najbardziej dzięki patronkom i patronom, bo to dzięki ich wsparciu jestem w stanie pracować i nagrywać ten podcast dalej. Dziękuję wam za to bardzo serdecznie. No i cóż, pora rozpocząć czwarty rok wspólnej przygody, wspólnej opowieści o kinie. Dzisiaj w odcinku SpoilerMaster Classic opowiem Wam o filmie Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Filmie w reżyserii Sergio Leone. Sergio Leone jest włoskim reżyserem. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie to western. A zatem spaghetti western. Włoski western, właściwie włosko-amerykański, najsłynniejszy film w tym bardzo szczególnym gatunku i dla wielu najwybitniejszy film, jaki Sergio Leone w ogóle wyreżyserował.
Opowiem Wam dzisiaj o tym wielkim, epickim, prawie trzygodzinnym filmie o bardzo interesującej genezie powstania. Opowiem także o tym, kim był Sergio Leone, jak wymyślił western na nowo i w jaki sposób wpisał absolutnie całego z siebie, całe serce, całą duszę, całą swoją pasję dla westernu i dla kina właśnie w film Once Upon a Time in the West. Jak zawsze w przygotowaniu do odcinka pomogły mi materiały źródłowe. Tym razem były one nawet bardziej obszerne niż zazwyczaj, ponieważ Sergio Leone to postać większa niż życie i większa niż kino, chciałoby się powiedzieć. A zatem zerknąłem do kilku pozycji książkowych.
To książka Roberta C. Campbella, The Films of Sergio Leone, książka Christophera Freylinga pt. Sergio Leone, Something to do with Death, druga książka z Christophera Freylinga pt. Sergio Leone, Once upon a time in Italy, całkowicie poświęcona westernom, Sergio Leone, a także trzecia książka Christophera Freylinga pt. Once upon a time in the West, shooting a masterpiece. Gigantyczny, ponad 300-stronicowy album z przepięknymi fotografiami i obszernym tekstem, całkowicie poświęcony temu jednemu filmowi, czyli Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Ponadto sięgnąłem do książek Enrico Giacovelliego pt. All About Sergio Leone, The Ultimate Compendium, do książki fotograficznej Dino Giarracha pt. Sergio Leone, Backstage of a Genius, a także do autobiografii Mickey'ego Noxa.
Kim był Mickey Nox dla Sergio Leone powiemy trochę później. Książka ma intrygujący tytuł The Good, The Bad and The Dolce Vita, The Adventures of an Actor in Hollywood, Paris and Rome. Została wydana w Nowym Jorku w roku 2004. Ponadto oczywiście korzystałem ze źródeł internetowych i z wydania Blu-ray filmu Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, które dosyć łatwo można nabyć w brytyjskim Amazonie, ale warto także podkreślić, że polska edycja dwupłytowa DVD z filmem Pewnego razu na Dzikim Zachodzie także się ukazała. Chcę jeszcze przy tej bibliografii na chwilę się zatrzymać i powiedzieć jedną rzecz, że nie byłoby współczesnej Leonologii, jeżeli mogę tak powiedzieć, gdyby nie Sir Christopher Freyling, mianowicie ów trzykrotnie wspomniany przeze mnie biograf Sergio Leone.
Jest to postać absolutnie o światowej renomie, jeżeli chodzi nie tylko o biografię Sergio Leone, ponieważ nikt Tak obszernie o Leone nie pisał, nikt tak dogłębnie nie przebadał jego życia i kina, ale co także istotne, Christopher Frayling, Sir Christopher Frayling, jest właścicielem największej na świecie kolekcji Leonianów. To znaczy plakatów, scenariuszy, wszelkich dokumentów promocyjnych i prywatnych, częściowo także ofiarowanych mu przez samego Sergio Leone, częściowo przez wdowę po Sergio Leone, Nikt nie ma tak dużej kolekcji jak właśnie Sir Christopher Freyling. Zresztą w ramach rozmaitych wystaw poświęconych Sergiowi Leone, między innymi takiej dużej wystawie, która odbyła się kilka lat temu w Turynie, niestety nie miałem okazji jej widzieć, właśnie pokazywane są eksponaty z tej gigantycznej kolekcji Christophera Freylinga.
Jeżeli zainwestujecie w którąkolwiek z tych książek, o których powiedziałem, to jeszcze ostatni mały przypis, to książka Something to do with Death Freylinga to jest faktycznie książkowa biografia, taka pięciusetstronicowa, niesłychanie szczegółowa biografia Sergio Leone. Ta książka Once upon a time in Italy to jest album poświęcony wszystkim westernom Leone i są tam przepiękne reprodukcje plakatów. Ale najpiękniejszą wizualnie, najbogatszą, jeżeli chodzi o tę warstwę plastyczną, ilustracyjną, zdjęciową, zdecydowanie najbogatszą z tych książek jest właśnie ta poświęcona pewnego razu na Dzikim Zachodzie, to znaczy Once Upon a Time in the West, Shooting a Masterpiece. Obecnie już skończył się nakład, można kupować ją na eBayu i używane egzemplarze krążą po Amazonie, ale jeżeli lubicie piękne obiekty książkowe i to na dodatek poświęcone pięknym i wspaniałym filmom i z ogromnym wsadem wiedzy, bo tam jest ponad 200 stron tekstu poza pięknymi ilustracjami,
To naprawdę nie da się lepiej zainwestować niż kupić właśnie tę książkę pod tytułem Shooting a Masterpiece Christophera Freylinga. To tyle jeżeli chodzi o same materiały, a teraz już przejdźmy do naszej opowieści o tym niezwykłym spaghetti westernie. Zacznijmy od postaci reżysera. Sergio Leone pojawił się już w Spoilermasterze, mianowicie w odcinku o złodziejach rowerów Vittorio De Sici. Wspomniałem tam, że w tamtym arcydziele włoskiego neorealizmu można zobaczyć m.in. scenę, w której grupka księży chowa się pod gzymsem przed spadającym z nieba deszczem. Jednym z tych księży jest właśnie młody, wówczas niespełna dwudziestoletni Sergio Leone. Sergio Leone był od bardzo młodych lat wplątany, chciałoby się powiedzieć, w włoski przemysł filmowy.
Przede wszystkim dlatego, że jego ojciec Vincenzo Leone, kręcący często pod pseudonimem Roberto Roberti, był aktywnym reżyserem i uczestnikiem włoskiej branży filmowej. Młody Sergio postawił po raz pierwszy stopę w studiu Cinecitta w roku 1941 na planie filmu reżyserowanego przez jego ojca, A zatem miał 12 lat, albowiem Sergio Leone urodził się 3 stycznia roku 1929 w Rzymie. I od razu zaznaczę, że zmarł dosyć młodo, bo w wieku zaledwie 60 lat, 30 kwietnia 1989 roku także w Rzymie.
Leone żył stosunkowo krótko, bardzo intensywnie. Zostawił po sobie w zasadzie 6-7 filmów, z czego jeden jest rzadko uznawany za jego film autorski, ale pozostałych 6 nosi to piękno autorskie bardzo mocno. I tak jak wspomniałem, dorastał razem z kinem. Kino było w jego krwi, kino było profesją jego ojca, a także jego matka, Edwigę Walkarengi, na scenie znana i na ekranie jako Bicze Valerian, była aktorką, a zatem wyrastał w wybitnie artystycznym Jego ojciec był na dodatek aktywnym socjalistą, co także uformowało poglądy młodego Serdzia, który zawsze był bliższy poglądom lewicowym, aczkolwiek po latach będzie oskarżany przez niektórych krytyków o rzekome ciągoty faszystowskie.
Co jest absurdalne w kontekście jego wychowania i tego, że obserwował na żywo działania często bardzo brutalne włoskich faszystów, ale jego stosunek do przemocy będzie problematyczny i będzie takim ciągłym źródłem kontrowersji. Mianowicie to, czy przemoc w filmach Leone jest ukazywana z odpowiednią dozą od razy, czy jednak jest tam rodzaj pewnej fascynacji przemocą. O tym jeszcze zdążymy porozmawiać. Sergio Leone dorastał przy Viale Glorioso w Rzymie. Mieszkał tam od 1931 do 1951 roku życia, a zatem właściwie całą swoją młodość. I Viale Glorioso to był także tytuł projektu filmowego, który bardzo chciał
Zrealizować mianowicie projektu poświęconego swojej młodości, właśnie takiemu dorastaniu trochę w cieniu kina, w cieniu wielkiej fascynacji filmem i w takiej chęci odciśnięcia swojego piętna także na tej sztuce filmowej. Ten film nigdy nie powstał, ale można powiedzieć, że cała twórczość Sergio Leone jest przesycona kinem. Sam mówił o swoich filmach jako o cinema cinema, czyli dosłownie o kinie kinowym, o filmie filmowym, o takim filmie, o takim kinie, które jest zbudowane z filmu i kina, bardziej niż z rzeczywistości, z wyobrażeń, mitu, intensywności scen, bardziej niż z realizmu i nawet z neorealizmu, czyli z tego, z czego kino włoskie było zwłaszcza w tej epoce powojennej znane przede wszystkim.
Ale jeżeli szukać źródeł tych soków twórczych, które pulsują w kinie Leone, to przecież nie wskażemy na neorealizm, nie wskażemy na owych złodziei rowerów, przy których zresztą odegrał pewną rolę. Nie wskażemy tych soków także w kinie włoskim lat 30. i wczesnych 40., czyli tym tzw. kinie białych telefonów, Kinie, które przede wszystkim było uwikłane w rozmaite konwencje komedii obyczajowej i komedii ludycznej. To nie tam bije filmowe serce Sergio Leone. Zdecydowanie to serce bije w Hollywood. W Hollywood takim, jakim chłonął je w epoce tuż powojennej młody Sergio.
Pamiętajmy, że jego młodość przypada na lata II wojny światowej. 10 lat ma młody Sergio, kiedy wybucha II wojna światowa. Włochy wówczas są faszystowskie i są po stronie hitlerowskich Niemiec, ale już wkrótce zostają wyzwolone tudzież przejęte przez Amerykańskie oddziały przez amerykańskich żołnierzy, którzy pojawili się na włoskiej ziemi i którzy byli pierwszymi Amerykanami, jakich oglądał młody Sergio na żywo. Tuż po wojnie Sergio Leone oglądał ogromne ilości amerykańskich filmów. Pamiętajmy, że przez pewien moment było embargo na amerykańskie filmy we Włoszech Mussoliniego.
Ale już w momencie, kiedy ci prawdziwi Amerykanie jako właśnie amerykańscy żołnierze pojawili się w życiu Sergio Leone, był on wystarczająco naoglądany amerykańskiego kina, żeby odczuć pewne rozczarowanie prawdziwymi Amerykanami. Miał przed oczyma Obrazy z hollywoodzkich filmów, a tymczasem zobaczył normalnych młodych amerykańskich żołnierzy z wszystkimi ich przywarami i także wadami ludzkimi, a nie tych idealnych wyzwolicieli, których mógł sobie wymarzyć na podstawie wizerunków Gary'ego Coopera, Johna Wayna czy innych wybitnych amerykańskich aktorów. A zatem Sergio Leone chłonął Amerykę, ale chłonął ją właśnie przez kino amerykańskie, a nie koniecznie przez Amerykę sensu stricto, to znaczy nie przez samych Amerykanów.
Sam Sergio Leone wspomina, że w młodości zaczytywał się literaturą amerykańską, oglądał tyle, ile mógł kino amerykańskie, na czele oczywiście z westernami i ta fascynacja amerykańską kulturą była dla niego czymś, Można powiedzieć, że Sergio Leone miał duże szczęście, albowiem jak pamiętamy także z odcinka o złodziejach rowerów, po II wojnie światowej, też po tym okresie pewnych napięć, kiedy nie było wiadomo, czy Włochy skręcą bardziej w lewo, czy bardziej w prawo, czy wpadną w orbitę wpływów komunistycznych, sowieckich bardziej niż amerykańskich, okazało się, że w tej ruletce z pomocą CIA zdecydowanie
Tych filmów było bardzo dużo. Hollywood kręciło w Włoszech przede wszystkim filmy tak zwanego peplum albo filmy kostiumowe osadzone w czasach rzymskich, w czasach antycznych, w czasach bardzo odległych, filmy tak zwane sandałowe. Ale przede wszystkim filmy, które miały powalać swoją wystawnością, przy czym było wiadomo, że w samej Ameryce ze względu na wyższe ceny i po prostu droższą siłę roboczą, te same efekty byłyby o wiele, wiele, wiele droższe. To wszystko było bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności dla Sergio Leone, który dzięki temu faktowi, że wielu Amerykanów zjeżdżało właśnie do Rzymu i okolic, żeby kręcić tam te ogromne, spektakularne filmy, takie jak chociażby Helena Trojańska, Roberta Wise'a, czy Ben Hur, Williama Weilera, czy wcześniej jeszcze Quo Vadis, Mervina LeRoya,
To wszystko sprawiło, że Sergio Leone, także dzięki koneksjom swojego ojca, dosyć szybko zaczął trafiać na plany tych właśnie amerykańskich filmów i mógł podpatrywać amerykańskich reżyserów przy pracy. Szczególnie interesowały go metody pracy Raula Walsha, Na którego planie między innymi wtedy pracował, ale także zahaczył właśnie o Roberta Wise'a, pracującego nad Heleną Trojańską, czy o Freda Zinnemana, który właśnie we Włoszech realizował film pt. Historia zakonnicy. Można się domyślać, że zwłaszcza spotkanie z Zinnemanem było dla niego ekscytujące, albowiem to właśnie Zinneman, urodzony w Rzeszowie, odsyłam do odpowiedniego odcinka Spoilermastera,
Otóż Zinnemann, autor filmu w samo południe kultowego westernu z 1952 roku, musiał być faktycznie personą niesłychanie interesującą dla młodego Sergio Leone. Pracował także z Robertem Aldrichem na planie filmu Sodoma i Gomora i wszystkie te współprace były dla niego tyleż fascynujące, co Trochę, jak przyznawał po latach, rozczarowujące, albowiem młody Sergio Leone bardzo chciał rozmawiać z tymi kultowymi dla niego reżyserami o jego najbardziej ukochanym gatunku, jakim był western. Tymczasem ci reżyserzy, często wówczas już w zaawansowanym wieku średnim i często z poczuciem, że najlepsze lata
Twórcze już mają za sobą i teraz robią tak zwane kosztowne fuchy dla pieniędzy, a niekoniecznie kręcą filmy, które są dla nich najważniejszymi osiągnięciami. Otóż ci reżyserzy nie bardzo chcieli o tych westernach rozmawiać, a przynajmniej nie mieli o nich wiele do powiedzenia. Tutaj istotny wtręt. Western filmowy, tak bardzo ukochany przez Sergio Leone, zwłaszcza w tym wydaniu Westernu z lat 40-tych i tego Westernu Fordowskiego, czyli związanego z nazwiskiem Johna Forda , ten Western miał się stosunkowo źle pod koniec lat 50-tych i na początku lat 60-tych. W pewnym sensie przeżywał swoją agonię.
W tym czasie faktycznie western amerykański wchodził w pewną taką fazę zmierzchu. Natomiast zaczął się rodzić western europejski. Oczywiście westerny europejskie nie były niczym nowym, bo nawet matka Sergio Leone grała w roku 1913 w takiej włoskiej wariacji na temat Spaghetti Western, matka Leonego grała tam indiankę. Ale dokonywał się jakiś taki ciekawy transfer, że to właśnie we Włoszech było więcej chęci kręcenia westernów, W samych Stanach Zjednoczonych, gdzie western powoli przestał już reprezentować to, co w amerykańskim kinie najbardziej żywotne.
Tarantino oczywiście jest ogromnym fanem Sergio Leone i celowo nie wspominam o filmie pewnego razu Hollywood, swoją drogą omówionym tutaj przeze mnie w Spoilermasterze, ale właśnie opowieści znakomitej, w której wręcz są takie części eseistyczne, gdzie Tarantino wyjaśnia, na czym polegał ów fenomen spaghetti westernów. A zatem Sergio Leone, podsumujmy, naoglądany amerykańskiego kina, napompowany amerykańską mitologią, przekonany o tym, że gdzieś tam w tym wspaniałym filmowym Hollywood bije jakieś mityczne serce wszystkich cudownych opowieści świata. Otóż ten, że Sergio Leone pod koniec lat 50. już ma nabitą rękę jako asystent reżysera, jako ktoś, kto wykonywał wszelkie możliwe prace na włoskoamerykańskich także planach
I jest już kimś, kto porozmawiał przynajmniej z kilkoma istotnymi amerykańskimi reżyserami i w pewnym momencie dostaje swój pierwszy film do wyreżyserowania samodzielnego. Dosyć dużo reżyserskiej pracy wykonał przy filmie z roku 1959 pod tytułem Ostatnie dni Pompeji. Podobno jego rękę także widać w Ben Hurze Williama Weilera, gdzie także miał swój udział. Ale jego pierwszym filmem podpisanym nazwiskiem Sergio Leone jest film włosko-amerykański pod tytułem Kolos z Rodos. To jest rok 1961. Jest to bardzo interesujący film, który parę lat temu wyszedł na Blu-rayu w Stanach Zjednoczonych. Z jednej strony typowy właśnie film kostiumowy,
Film, w którym można gdzieś tam opłatkami dostrzegać powoli rodzący się styl Sergio Leone. Ale zdecydowanie najważniejszym momentem w karierze Sergio Leone jest rok 1964, kiedy to realizuje swój pierwszy prawdziwy film. To znaczy film, w którym ta pieczeń stylu Sergio Leone jest już niesłychanie wyraźna. To jest film za garść dolarów. Zagarść dolarów, rok 1964, otwiera tak zwaną trylogię dolara. Trylogię dolara podpisaną przez Sergio Leone, która składa się z trzech filmów i tutaj po kolei. Rok 1964, zagarść dolarów.
To jest nie do końca prawda, bo w drugim filmie nazywa się Manko, ale nie wchodźmy teraz w ten temat. Ten odcinek nie jest poświęcony trylogii dolara. Ważne jest to, że w tych trzech filmach zrealizowanych przez Sergio Leone z wydatnym udziałem scenografa i kostiumografa w jednej osobie, to znaczy Carlo Simiego, a także kompozytora, to znaczy Ennio Morricone, udało się wykuć Sergio Leone absolutnie Własny styl. Ten styl nie przypominał niczego, co wcześniej powstało w westernie i nie przypominał niczego w ogóle, co powstało w światowym kinie popularnym. Był to styl brutalny, komiksowy, styl w zasadzie wyzuty z psychologii postaci, styl oparty na kolejnych popisowych sekwencjach, opartych na znakomitym montażu, operowaniu szerokim ekranem, dowcipach wizualnych i dźwiękowych,
Które pomagały snuć opowieść łotrzykowską, dosyć cyniczną, podszytą, dosyć brutalną wizją świata, w której liczy się tylko przetrwanie i zysk, a na sentymenty w zasadzie nie ma miejsca. Ewentualnie jest miejsce na jakieś pozostałości podstawowej moralności, która mówi, żeby nie krzywdzić słabszych od siebie. Otóż te trzy filmy, każdy coraz lepszy, każdy coraz droższy, każdy coraz bardziej rozbudowany, pokazały światu, do czego jest zdolny Sergio Leone. Ta wizja była niebywale związana z muzyką Ennio Morricone, bardzo eksperymentalną, stosującą elementy muzyki konkretnej, dźwięków, które nie miały prawa wcześniej znaleźć się na ścieżkach dźwiękowych filmów kina światowego, ale ten styl okazał się niebywale uwodzicielski.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.