S04E01: "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1968) -- CLASSIC
Opowiadam o filmie "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1968) Sergia Leone, najsłynniejszym spaghetti-westernie w dziejach kina.
To książka Roberta C. Campbella, The Films of Sergio Leone, książka Christophera Freylinga pt. Sergio Leone, Something to do with Death, druga książka z Christophera Freylinga pt. Sergio Leone, Once upon a time in Italy, całkowicie poświęcona westernom, Sergio Leone, a także trzecia książka Christophera Freylinga pt. Once upon a time in the West, shooting a masterpiece. Gigantyczny, ponad 300-stronicowy album z przepięknymi fotografiami i obszernym tekstem, całkowicie poświęcony temu jednemu filmowi, czyli Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Ponadto sięgnąłem do książek Enrico Giacovelliego pt. All About Sergio Leone, The Ultimate Compendium, do książki fotograficznej Dino Giarracha pt. Sergio Leone, Backstage of a Genius, a także do autobiografii Mickey'ego Noxa.
Przede wszystkim dlatego, że jego ojciec Vincenzo Leone, kręcący często pod pseudonimem Roberto Roberti, był aktywnym reżyserem i uczestnikiem włoskiej branży filmowej. Młody Sergio postawił po raz pierwszy stopę w studiu Cinecitta w roku 1941 na planie filmu reżyserowanego przez jego ojca, A zatem miał 12 lat, albowiem Sergio Leone urodził się 3 stycznia roku 1929 w Rzymie. I od razu zaznaczę, że zmarł dosyć młodo, bo w wieku zaledwie 60 lat, 30 kwietnia 1989 roku także w Rzymie.
Tych filmów było bardzo dużo. Hollywood kręciło w Włoszech przede wszystkim filmy tak zwanego peplum albo filmy kostiumowe osadzone w czasach rzymskich, w czasach antycznych, w czasach bardzo odległych, filmy tak zwane sandałowe. Ale przede wszystkim filmy, które miały powalać swoją wystawnością, przy czym było wiadomo, że w samej Ameryce ze względu na wyższe ceny i po prostu droższą siłę roboczą, te same efekty byłyby o wiele, wiele, wiele droższe. To wszystko było bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności dla Sergio Leone, który dzięki temu faktowi, że wielu Amerykanów zjeżdżało właśnie do Rzymu i okolic, żeby kręcić tam te ogromne, spektakularne filmy, takie jak chociażby Helena Trojańska, Roberta Wise'a, czy Ben Hur, Williama Weilera, czy wcześniej jeszcze Quo Vadis, Mervina LeRoya,
To wszystko sprawiło, że Sergio Leone, także dzięki koneksjom swojego ojca, dosyć szybko zaczął trafiać na plany tych właśnie amerykańskich filmów i mógł podpatrywać amerykańskich reżyserów przy pracy. Szczególnie interesowały go metody pracy Raula Walsha, Na którego planie między innymi wtedy pracował, ale także zahaczył właśnie o Roberta Wise'a, pracującego nad Heleną Trojańską, czy o Freda Zinnemana, który właśnie we Włoszech realizował film pt. Historia zakonnicy. Można się domyślać, że zwłaszcza spotkanie z Zinnemanem było dla niego ekscytujące, albowiem to właśnie Zinneman, urodzony w Rzeszowie, odsyłam do odpowiedniego odcinka Spoilermastera,
Otóż Zinnemann, autor filmu w samo południe kultowego westernu z 1952 roku, musiał być faktycznie personą niesłychanie interesującą dla młodego Sergio Leone. Pracował także z Robertem Aldrichem na planie filmu Sodoma i Gomora i wszystkie te współprace były dla niego tyleż fascynujące, co Trochę, jak przyznawał po latach, rozczarowujące, albowiem młody Sergio Leone bardzo chciał rozmawiać z tymi kultowymi dla niego reżyserami o jego najbardziej ukochanym gatunku, jakim był western. Tymczasem ci reżyserzy, często wówczas już w zaawansowanym wieku średnim i często z poczuciem, że najlepsze lata
Ten film ogłosił światu, że pojawił się nowy reżyser na scenie światowej, mianowicie niejaki Bob Robertson. Dlatego, że tak właśnie ten film był podpisany. Bob Robertson. To był pseudonim Sergio Leone, trochę ukłon w stronę ojca, który podpisywał swoje filmy, niektóre Roberto Roberti. Ale szybko oczywiście rozniosła się wiadomość, że to nie żaden Bob Robertson, tylko po prostu Sergio Leone jest autorem tych filmów. I co ciekawe, o ile inne europejskie westerny nie za bardzo sobie rodziły na rynku amerykańskim, także przez to, że Amerykanie byli bardzo wrażliwi na dubbing i go nie lubili, a tutaj dubbing jednak był stosunkowo widoczny, z aktorami mówiącymi po hiszpańsku i po włosku, później zdubbingowanymi po angielsku, to jednak styl tego filmu był tak niezwykły, że trochę nie dało się go zignorować.
Wyjęty spod prawa rewolwerowiec o złotym sercu, czyli postać Cheyenne'a, potem zagrana przez Jasona Robertsa. Bezwzględny kapitalista, to jest pan Morton, właściciel linii kolejowej. I bezwzględny morderca, czyli zagrany przez Henry'ego Fonda, czyli zagrany przez Henry'ego Fonda, Frank. I tych pięć bardzo typowych dla westernu postaci w ramach tej opowieści wchodzi ze sobą w rozmaite interakcje. Postacią centralną, i to był pomysł Bertolucci'ego, była kobieta, mianowicie Jill. Ona jest centrum tego wszechświata. Wokół są ci różni, destrukcyjni na różne sposoby mężczyźni. Jill jest prostytutką z domu publicznego w Nowym Orleanie, która przyjeżdża do poślubionego sobie mężczyzny nazwiskiem McBain, Irlandczyka, który zostaje tuż przed jej przyjazdem zamordowany przez grupę rewolwerowców.
Jest absolutnie szokującym momentem. To jest moment, w którym, jak sam Leone mówił, chciał, żeby publiczność właśnie otwarła szeroko buzię i powiedziała, o Boże, to Henry Fonda jest tym najgorszym. To właśnie chodziło o tworzenie takich silnych momentów w kinie Sergio Leone. Jason Roberts, przede wszystkim aktor sceniczny, znany wtedy ze znakomitej adaptacji filmowej sztuki Kres Długiego Dnia, Eugena O'Neill'a, Claudia Cardinale, już po występie i we wspaniałym Lamparcie Lucino Viscontiego, z którym zresztą dawno temu na Dzikim Zachodzie łączą pewne cechy, ale także po swojej roli amerykańskiej w filmie Zawodowcy Richarda Brooksa, Charles Bronson w roli harmonijki, polsko-litewski Tatar z pochodzenia, który tutaj gra Indianina z harmonijką, który właściwie wypowiada się i wyraża to, co ma do powiedzenia głównie przez kilkunotową melodię Morriconego właśnie odgrywaną na
Referencje westernowe wystąpił między innymi w filmie W samopołudnie, o którym już wspomniałem, ale także między innymi w Veracruz i w filmie Rancho w dolinie Delmera Davesa, a także w Ostatnim zachodzie słońca Roberta Aldricha. Drugi z tych mężczyzn to Woody Strode, czarny aktor, jeden z najważniejszych czarnych aktorów, który pojawiał się w westernach, i także Johna Forda, między innymi w filmie Sierżant Rutledge. A trzecim z nich jest niejaki Al Maloc, postać o tyle tragiczna, że popełnił samobójstwo bardzo krótko po nakręceniu tej sekwencji, jeszcze na planie filmu.
Finałowy pojedynek harmonijki z Frankiem jest wyraźnie wzorowany na Ostatnim Zachodzie Słońca Roberta Aldricha i tak dalej i tak dalej. Tych filmów wylicza Frejling ogromnie, ogromnie dużo. Co ważne, integralną częścią tej wizji jest oczywiście nie tylko western jako budulec, ale także muzyka Morricone, która była napisana z wyprzedzeniem i która, co ważne, była grana na planie tego filmu, po to, żeby wprowadzić aktorów i ekipę w odpowiedni nastrój. I to jest też związane z faktem, że Morricone był tak bliskim współpracownikiem Sergio Leone, że później już sobie Leone w ogóle nie wyobrażał nawet, żeby kręcić filmy bez tej muzyki.
Trwała wojna w Wietnamie, Stany Zjednoczone wchodziły w solidny, duży kryzys, starcie kulturowe, kontkulturę. Nagle kraj właściwie łamał się na dwie części. Trochę o tym mówiłem w odcinku o swobodnym jeźdźcu. Dobrym barometrem tego, jak bardzo był to napięty polityczny czas, był fakt, że W trakcie realizacji filmu doszła do ekipy wiadomość o śmierci Roberta Kennedy'ego, który został zamordowany w kwietniu 1968 roku. I ten Mickey Knox, o którym wspomniałem wcześniej, który spisał swoje wspomnienia w filmie The Good, The Bad and The Dolce Vita, był oczywiście na planie, bo on konsultował każdy dialog angielski, który był wypowiadany przed kamerami,
I on napisał w tych swoich wspomnieniach coś takiego. Kiedy dotarła do nas wiadomość o zabójstwie Bobby'ego Kennedy'ego, kręciliśmy akurat nieopodal Almerii. Tego dnia grali Fonda, Roberts i kardynale. W miarę jak posłaniec upierał się, że przekazywane przez nie wieści są prawdziwe, Fonda nagle wykrzyknął gniewnie. Mam dość. Wyprowadzam się z Ameryki. To za dużo. John Kennedy? Martin Luther King? Teraz Bobby Kennedy? Co się stało z naszym krajem? Kilka stron później Knox dodaje, że rozmawiał z Fonda o polityce na planie i, tu cytat, Fonda nie do końca aprobował podróże swojej córki Jane Fondy do Hanoi, ale podziwiał jej odwagę. To był czas, kiedy Jane Fonda działała bardzo mocno w ruchu przeciwko wojnie w Wietnamie.
I właśnie dlatego, zamiast napisu koniec, na ekranie po raz pierwszy zobaczymy tytuł filmu, Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Tak brzmią ostatnie strony scenariusza Sergia Donatiego, ostatnie strony tego 420-stronicowego dokumentu. I zanim sam je skomentuję, fragment książki The Films of Sergio Leone Roberta C. Campbell, znowu w moim tłumaczeniu. Jill jest jedyną postacią obdarzoną imieniem, która przetrwała. Nie znamy przecież imienia harmonijki. Ci, którzy kopią i układają tory, pozostają masą bez twarzy. Jeśli nowy świat, narodzony na końcu pewnego razu na Dzikim Zachodzie, nie jest ani odważny, ani godzien podziwu, przesłanie filmu zdaje się powiadać, że mimo wszystko jest to nasz świat i że uczynki zrodzone z prywatnych pobudek miewają bardzo publiczne rezultaty.
Oczywiście nie miałem czasu już o tym wspomnieć, ale jego wizja wywarła ogromny wpływ na innych twórców, od Quentina Tarantino po Roberto Rodriguez'a, ale na tym tutaj stawiam kropkę. Mam nadzieję, że opowieść Wam się spodobała, a na następnego Spoilermastera zapraszam już za tydzień.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.