Mentionsy Mentionsy
Śniadanie z Mistrzem 2020 - 2026
Śniadanie z Mistrzem 2020 - 2026

Krzysztof Rutkowski 13.02.2026

13.02.2026 ·28 min 29 s

Teatr Telewizji miał swoją premierę, to przedstawienie pana profesora Mistrz, miał swoją premierę w kwietniu 1997 roku, czyli rok po publikacji książki 29 lat temu. Zostało 2 lata temu przypomniane, odtwórcą głównej roli Adama Mickiewicza jest Janusz Gajos. Więc my mamy nadzieję, że sztuka zostanie przypomniana w teatrze telewizji, wtedy nasi słuchacze będą mogli się z nią zapoznać, ale tak jak pan profesor powiedział, nie jest ona przedstawiona w taki sposób, w jaki pan profesor ją napisał. Ale wśród sylwetek osób, bohaterów tej sztuki pojawia się osoba i o to zawsze się chciałem pana profesora spytać. Uwaga, pojawia się Teodor Ernest Rutkowski.

Panie profesorze Rutkowski, jak to jest z pana literacką... Sylwetą osoby, która była nauczycielem kaligrafii. Jak to z tymi Rutkowskimi w kontaktach i twórczych i bezpośrednich z Adamem Mickiewiczem i w czasie teraźniejszym i w czasie przeszłym bywało? Rutkowskich było kilku i wszyscy okropni, którzy się pojawiali w orbicie Adama Mickiewicza. Na różne sposoby. Wszyscy to ladaco, pijacy, dziewczynnicy, oszuści i osoby bardzo podejrzane i dlatego jakoś mi bliskie, tylko że ja oczywiście mogę się obwiniać o to, że ja przesadzam z rolą Rutkowskich w życiu Adama Mickiewicza, bo tak jest zabawnie.

W powstaniu listopadowym na emigrację się znalazł po jego upadku. Tylko historia Teodora Ernesta Rutkowskiego i jego rola w życiu Adama Mickiewicza, chociaż wydaje się podrzędna, wcale podrzędna nie jest. Dlatego, że Teodor Ernest Rutkowski związał się, to znaczy po prostu mówiąc szczerze, zakochał się pewnej Francuzce. Krzysztof Rutkowski, Krzysztof Rutkowski.

Bo nie można tego powiedzieć, że został przyjęty, bo do koła sprawy bożej nie przyjmuje się, tak jak do harcerstwa, czy do innej organizacji tego typu, ani też nie wstąpił, tak jak wstępowało się do ZMS-u albo do innej organizacji tego typu, ani też nie został wybrany. Wskazany przez innych tak jak do masonerii, tylko znalazł się w kręgu Mickiewicza blisko. Okazując coraz większy zapał, został przyjęty, jak powiadam, do pierwszego kręgu. Otrzymał medalik Koła Sprawy Bożej dość wcześnie. Zresztą ten medalik zgubił. Potem drugi dostał. Wszystko jedno.

Nie zadaje. Zadawała się z Rutkowskim, bo się spotykało wkrótce, ale doszło do ślubu i Rutkowski doprowadził do tego, że Marie Leblanc została nie tylko jego żoną i mogli już oficjalnie się unosić cieleśnie, ale też oficjalnie się unosili duchowo z błogosławieństwem i mistrza i Adama Mickiewicza, że to było takie obcowanie. Najwyższego rodzaju, jakie można było sobie obradzić na Ziemi, obcowanie kosmiczne. Nie tylko łóżkowe, ale kosmiczne. I prawdziwie z ducha. Potem się okazało, schracam całą historię, że Ernest Rutkowski różnych używał zabiegów jeszcze.

Wobec Mickiewicza i różne nadrobne intrygi sobie pozwalał, ale ważne jest to, że w końcu Marie Lemoine, żona Rutkowskiego, po dwóch latach w 1846 roku przyznała, że ona osłukiwała. Że ona wcale nie chciała, znaczy że owszem robiła różne manifestacje, podrygiwała, skakała, klękała, płakała, udawała uwznieślenia i wzloty ducha w najrozmaitszy sposób, ale ona chciała z Rutkowskim. I ona chciała do tego koła po to, żeby móc z Rutkowskim ale się zadawać, żeby nikt nie miał do niej pretensji, że oni tam się zadają gdzieś po kątach, po jakichś alkowach albo po jakichś komórkach.

O to jej chodziło i ona swego dopięła, ale ja was bracia wykiwałam. Powiedziała Maria Rutkowska otwarcie i jej spowiedź jest dostępna, można ją przeczytać, jak to wszystko wyłożyła kawę na ławę. Ale Mickiewicz się z tym niespecjalnie nie przejął. Znaczy przejął się, ale z drugiej strony pomyślał sobie tak, znaczy ja rekonstruuję jego myślenie. Dobrze, może ty udawałaś coś, ale tobie się wydaje, że ty udawałaś. Dalsze historie...

To są sceny z tej komedii, które może nie zostały napisane już w tej komedii, która została wydrukowana, a potem wystawiona, wydobyte, ale to dla mnie jest ważne, bo na tym również polega rzeczywista rzeczywistość i żywe życie Koła Sprawy Bożej i żywe życie Mickiewicza z tamtego okresu i tego nie można przemyśleć, tego nie można pominąć. A drugi Rutkowski... To Ludwik Rutkowski, też w powstaniec listopadowym, podporucznik chyba jazdy wołyńskiej. Znalazł się na emigracji i on zaczął rozrabiać później, bo on znalazł się w Legionie Mickiewicza, to znaczy w 1848 roku we Włoszech, kiedy Mickiewicz zorganizował z przyjaciółmi

Zorganizował i zorganizował tzw. Legion Włoski i ten Ludwik Rutkowski to była postać okropniejsza od Teodora Erresta Rutkowskiego, ponieważ on okazuje się i tak wynika z listów pisanych do Mickiewicza przez innych legionistów Przyjaciół Mickiewicza dopuścił się rzeczy strasznej. To nie była rzecz erotycznie napęczniała czy też jakoś dwuznaczna, tylko on się dopuścił świętokradztwa prawdziwego. Ponieważ na mundurach legionistów był przyszyty, na kurtkach mundurowych był przyszywany biały krzyż.

I trzeba pamiętać o tym, jak Krasiński był przerażony Wyglądem Mickiewicza, jak Mickiewicz do niego wtedy Krasiński w Rzymie mieszkał w 1848 roku. Na wiosnę zjawił się Mickiewicz u Krasińskiego. I Mickiewicz, i Krasiński potem pisał przerażony, to diabeł, diabeł prawdziwy w tym Mickiewiczu mieszka. I on chce tych swoich żołnierzy przerobić w żołnierzy sprawy świętych, on chce przerobić świętych żołdaków, którzy jednym słowem, nie karabinem, tylko jednym, jedno słowo wypowiedzą i carskim jegrom wypadną sztychy i karabiny z ręki.

No, więc to byli legioniści Miskiewicza, to byli żołnierze świętej sprawy, którzy posiadają ogromną moc ducha w sobie, tak wielką moc ducha, że potrafią jednym słowem sprawić, że żołnierzom carskim nie grał upadnąć tych z ręki. I co ten Rutkowski robił? On tam dowodził jedną z kompanii. Otóż pewnego dnia się upił, bo ci wszyscy Rutkowscy to byli pijacy, jak mówiłem, I zaczął zrywać białe krzyże z kurtek mundurowych i te mało że zrywać, to jeszcze topić je w resztoku i przygniatać w kamienie. Więc z punktu widzenia Mickiewicza, w opinii Mickiewicza i w opinii zresztą tych przyjaciół legionistów, którzy Mickiewiczowi o tym pisali, no to większego świętokradztwa

Rutkowski rozpustnik i pijak, a ten drugi Rutkowski świętokratka i pijak. Jeszcze był trzeci Rutkowski, ale ten najmniejszą rolę odgrywał, ale za to pozytywną. Wiele o nim nie wiadomo, ale wiadomo tyle, że on przemycał z Francji do Galicji książki. I w różnych wydaniach przemycał książki Mickiewicza, ale nie tylko książki Mickiewicza. Okulną drogą przez Tatr, czyli był ten trzeci Rutkowski, był kimś w rodzaju pierwszego taternika przed taternikami, którzy przemycali w 1967 roku wydawnictwa Kultury Paryskiej.

To niesamowite opowieści. Kiedy czytałem pana sztukę, to przypomniał mi się mój podręcznik z języka polskiego w szkole podstawowej, a potem w szkole średniej. I nigdy tylu skojarzeń i tylu odniesień do życia Adama Mickiewicza nie mógłbym się spodziewać odkryć, gdyby nie książki pana profesora. Więc za to jestem bardzo wdzięczny. Myślę, że nie ja jedyny. Panie profesorze, ostatnie pytanie, pozostając w Paryżu, gdzie z panem profesorem rozmawiamy. Scena piąta pana sztuki, Mistrz, kończy się, że ktoś odbiera list i w tym liście jest powiedziane coś niezwykłego. Dla każdego laika, tak jak powiedziałem, odkrywanie Mickiewicza, takie nie podręcznikowe, jest niezwykłą przygodą intelektualną i dla każdego, kto przenosi się do Paryża, to ma takie

Lapidarne, proste, trochę turystyczno-kulturalne skojarzenie to jest Katedra Notre Dame. I ten list, który pojawia się w piątej scenie zapowiada, że coś się w tej katedrze wydarzy. Jak bardzo my nie potrafimy połączyć i o to połączenie na końcu naszej rozmowy chciałbym pana profesora poprosić. Adam Mickiewicz, Katedra Notre Dame. Tak, tak. To jest ta historia z listem, Jest ciekawa z różnych powodów, bo ja pisząc tę scenę, zawsze jak robi się literatura, ale to ma być nie tylko literatura, tylko to ma być, jak to niektórzy złośliwcy powiadają, dzieło sztuki, to każda fraza, jeśli jest to proza czy...

Tłem z taką poświatą, z taką harmonią czy dysharmonią odniesień staram się, żeby wszystkie moje książki pracowały w takich widmach, w takich powidokach, w takich światłach. Ale wracając do Mickiewicza i do Katedry Loterdamy. To była historia taka, że 27 września 1841 roku Została odprawiona w katedrze Notre Dame Mistrza Święta, na której pojawił się Mickiewicz Itowiański i zaproszenia zostały wysłane pocztą. Do wszystkich emigrantów, prawie wszystkich emigrantów paryskich, a w każdym razie do znacznej części polskiej emigracji, żeby uczestniczyli w tej mszy świętej, ponieważ tam ona będzie miała szczególny charakter.

I mówił do imigrantów, że oto nadszedł czas przełomu i że zaczyna się nowa era, nowa epoka i że kochani wielkie rzeczy się dzieją. Więc to był jeden raz, jeden, jedyny raz, kiedy Towiański przemówił. Potem już nikt, ani Towiański, ani nikt inny w katedrze tego typu osób, to znaczy laików niemających prawa, nie przemawiał. Ale wynika z tego niezbicie, że Tobiański był jedyną osobą, która w tej katedrze, choć nie mając prawa przemawiać, przemawiała. Co prawda z boku i przy wyjściu, ale jednak. Po uroczystości, po celebracji Mszy Świętej, w której on sam uczestniczył, uczestniczył Mickiewicz i uczestniczyło wielu emigrantów, którzy zostali zaproszeni na piśmie na tę uroczystość, która miała być przełomowa w dziejach Polski, Francji i całego świata.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.