Sedno modlitwy (Rozmowy o Małej Teresie #13)
Teresa od Dzieciątka Jezus została kanonizowana dokładnie 100 lat temu. Czy jej przykład wciąż jest dzisiaj świeży i aktualny?Każdy ze Świętych opisuje modlitwę nieco inaczej, rozkładając akcenty zgodnie z własną wrażliwością. Co było najistotniejsze dla św. Teresy od Dzieciątka Jezus? Jak radziła sobie z masą polecanych jej intencji? Prostota i autentyczność Świętej prowadzą prosto do tego, co jest samym sednem.„Rozmowy o Małej Teresie” to seria Smaku Karmelu, w której chcemy zmierzyć się z kluczowymi fragmentami tekstów Świętej z Lisieux i spróbować osadzić je we współczesnym kontekście.—Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:Smak Karmelu na Patronite
Dlatego Teresa tam później pod koniec właśnie pisała, że jeżeli już, to modliła się na przykład modlitwą Ojcze Nasz, ale dużo wolniej, bardzo powoli, z przeżywaniem jej i dla niej to było o wiele lepsze i dawało więcej owoców niż odmówienie na przykład całego różańca. Miała taki sposób akurat w takim momencie była duchowym. Ale to, co mnie właśnie uderzyło, to ona mówiła, że po prostu prosto z serca czasem wystarczy jedno zdanie, jedno westchnienie, tak jak czuje, bo mówi do Boga, który go zna, który ją słyszy i którego kocha, jak do przyjaciela. W zasadzie jedna i druga Teresa robią coś podobnego.
A to, co jest istotne, to właśnie to wzniesienie serca, proste wejrzenie ku niebu. To jest coś bardzo podobnego, ta koncepcja jest bardzo podobna do tej, o której pisze święta Teresa od Jezusa w Drodzy Doskonałości, kiedy mówi nie żądam od was wielkich, o Nim rozmyślam, starania się o piękne sformułowania, piękne myśli i uczucia, żądam tylko byście na Niego patrzyły. Czyli coś takiego bardzo automatycznie wypływającego z nas, spontanicznego. Dla Teresy właśnie ten zachwyt, wzniesienie serca, proste wejrzenie ku Bogu, To jest coś całkowicie naturalnego właśnie w... można powiedzieć w pewnej... W pewnym kontraście do tych modlitw, które są zaproponowane w modlitewniku, nawet najpiękniejsze formuły nigdy nie były dla niej tak dobre i tak naturalne i mówiła nawet, że pisała, że nie była w stanie ich odmawiać.
No a jednocześnie, myślę, że warto to w kontekście innego tekstu naświetlić, gdzie Teresa pisze, że w zasadzie to podczas modlitwy nie myśli o tych poszczególnych osobach, poszczególnych intencjach, nie przegląda. Listy tych wszystkich potrzeb, które mogłaby do Boga zanosić, tylko skupia się przede wszystkim na dążeniu do Niego. I wierzy, że te wszystkie osoby i te wszystkie intencje pociąga za sobą. Ale też, że nie skupia się w czasie modlitwy na roztrząsaniu tak punkt po punkcie wszystkich intencji, które są jej powierzone, czy które są dla niej ważne. No bo to też może stać się czymś, co od modlitwy mnie odciąga de facto. Kiedy skupiam się na całej tej masie powiedzmy kilkudziesięciu intencji, które są mi przedstawione, zamiast po prostu być przed Jezusem.
Znika mi to, co jest istotą modlitwy, czyli spotkanie z Jezusem. Zresztą to jest też chyba, nie wiem czy w Drodze na Górę Karmel albo w Nocy Ciemnej Jan odkrywa, o tym pisze, mówiąc o oczyszczeniu pamięci, że to oczyszczenie pamięci działa między innymi tak, że osoba bliska Panu Bogu czy zjednoczona z Nim, dążąca do zjednoczenia z Nim, Nie pamięta intencji modlitw, nie dlatego, że one są dla niej nieważne, tylko dlatego, że właśnie jest tak skoncentrowana na byciu z Jezusem, a jednocześnie Pan Bóg czasem, jeśli sam Pan Bóg chce, by coś konkretnego było ofiarowanego właśnie, czy jakiś czas ofiarowany w jakiejś konkretnej intencji, to u osoby z oczyszczoną pamięcią sam Pan Bóg
To są te słowa po prostu z Ewangelii, kiedy Jezus powiedział, że Bóg wie co nam potrzeba, zanim Go o to poprosimy i tylko mamy się starać o Królestwo Boże. To jest dokładnie to. Przychodzisz na modlitwę, zajmujesz się Nim, jesteś z Nim po prostu. Z pewnością myślenie o tych intencjach ma też wartość po prostu budowania wspólnoty, przeżywania solidarności z tymi osobami, które czegoś potrzebują, ale myślę, że też warto to powiedzieć wprost, że w ogóle nie trzeba przypominać o takiej czy innej potrzebie, bo On wie o niej doskonale i dużo lepiej niż ja. No i dla mnie też jest bardzo uwalniające uświadomienie sobie na modlitwie, że jeśli ktoś jest dla mnie ważny, no to tym bardziej jest ważny dla Boga i jeśli mi zależy, to jemu zależy jeszcze bardziej.
Więc jakby zwalnia mnie to z takiej odpowiedzialności, że ja muszę teraz Pan Boga przekonać, żeby On się zlitował, no bo ja tutaj komuś współczuję, więc teraz muszę Pana Boga również nakłonić do tego współczucia. To jest zupełnie odwrotna dynamika. Jednocześnie zawsze się, kiedy właśnie nad tym się zastanawiam, to też warto, myślę, poruszyć taki temat obiecanej modlitwy. To znaczy, kiedy obiecam komuś modlitwę, ktoś mi opowiada jakiejś trudnej sytuacji, jakiejś trudności, którą przeżywa. Często się to zdarza. Często się to zdarza i ktoś prosi spontanicznie, proszę Cię o modlitwę, pomódl się za mnie. Jak, no i jeśli się na to zgadzamy oczywiście, powiem, no dobrze, pomodlę się za Ciebie, tak, to teraz w jaki sposób to pomodlę się za Ciebie, tak, zsynchronizować z tym, o czym mówimy tutaj w kontekście Teresy, która pokazuje, że takie wzbudzanie tych intencji, takie bardzo świadome, nie jest wcale jej istotą.
Ja myślę, że w pierwszym takim momencie, jak ktoś prosi o modlitwę, to tak jak Teresa mówiła, że od Dzieciątka Jezus, że ona woliła po prostu proste, spontaniczne, jakieś nawet krótkie zdania. Widzisz osobę, która cierpi, przed chwilą z nią rozmawiałaś, nawet westchnienie do Pana Boga w jej intencji. Ja też, no nie wiem jaką wy macie praktykę, ja oddaję Panu Bogu wszystkie te osoby, które proszą. Bóg wie, co im potrzeba. Ja nie wiem i nigdy też nie proszę wprost o to, o to, o to. Panie Boże, Ty wiesz. Ja oddaję te osoby i ufam, że Bóg po błogosławie udzieli takich łas, jakie są potrzebne.
I wcale nie potrzeba wtedy dużo mówić. Oddajesz Panu Bogu te osoby, proste zdanie i trwasz cały czas przy Nim. Nie rozmyślasz, że nie wiem, co się stanie, czy może Pan mu pomógł, czy nie. Zostawiasz to Mu. To jest też taka wolność, uczenie się wolności, zostawianie Mu Jego. Nie jest to łatwe, ale... A dla Kazimierza to, a dla Józefy to, a dla Sebastiana tamto. Aczkolwiek też, żeby była jasność, żeby też nie deprecjonować tego doświadczenia, jednak wydaje mi się, że taki obraz tego, że jeśli ja jestem tak serce przy sercu z Jezusem i On po prostu widzi, kto jest dla mnie ważny, kto jest dla mnie istotny,
I mnie kocha, to na pewno sam będzie odkrywał, że bez przymusu to błogosławieństwo i łaskę zlać właśnie dlatego, że jest dla mnie ta osoba bliska, a jeśli dla mnie jest bliska, to co powiedziałeś, to dla niego tym bardziej. No i dla mnie też jakimś punktem odniesienia, czy jednym z punktów odniesienia jest cały czas ta świadomość, że nie jest moim zadaniem przekonywanie Pana Boga, żeby miał dla kogoś miłosierdzie, czy żeby ten ktoś stał się dla niego ważny. Stanowczo wolę się za kogoś pomodlić, nie mówiąc mu o tym, niż tutaj na lewo i prawo obiecować modlitwę i po prostu traktować to jako rodzaj pewnej formuły grzecznościowej.
To znaczy, ja mogę naprawdę 17 minut wspaniałych inwokacji do Pana Boga strzelić, wyuczonych, pięknych formułek, które zupełnie nie będą wypływać z mojego serca. Mogę 17 minut do Niego mówić, a nie powiedzieć ani jednego słowa tak naprawdę. A mogę po prostu przy nim być i nie wypowiedzieć żadnego słowa, a jednocześnie wypowiedzieć ich tysiące. Więc to jest takie piękne doświadczenie, które też w tym opisie tak bardzo ładnie Teresa Teresa od Dzieciątka Jezus pokazuje tę kwintesencję doświadczenia Teresy od Jezusa.
Tego prostego spojrzenia na tego, który mnie kocha i budowania relacji, przyjaźni, która jest oparta na szczerości i na prawdziwości tej relacji. W kontekście tej spontaniczności Teresy i tego fragmentu, że jest okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu jak i w radości. To co zwykle też podkreślam komentując ten fragment to, że modlitwa faktycznie wchłania czy obejmuje sobą wszystkie te wewnętrzne przeżycia i te pozytywne i te negatywne i dla mnie najlepszym punktem odniesienia jest tutaj Księga Psalmów, która zawiera i psalmy uwielbienia i dziękczynienia i złożyczenia i trudne pytania do Boga, które pozostają bez odpowiedzi i wyrzuty robione Bogu i to wszystko tam jest.
I wyrzuty robione sobie. Tak, i wyrzuty robione sobie jak najbardziej. No mówię o tym w kontekście tych znowu pięknych form, z których tam lubimy, czy czujemy się zobowiązani korzystać. Tak jakbyśmy mieli w czasie modlitwy powiedzieć Bogu to, co On chce usłyszeć. Tak jakby On potrzebował z naszej strony jakiegoś dowartościowania, że jest właśnie taki piękny, wspaniały i że Go kochamy. No i to jakoś tam nie czuję tego, czy nie bardzo w tym momencie to jest to, co przeżywam, ale skoro On chce to usłyszeć, no to mogę Mu to powiedzieć. No i swoją drogą, jeśli to jest wyraz takiej szczerej miłości do Niego, to jak najbardziej, czemu nie? Byleby to nie była forma ucieczki od tego, co dzieje się we mnie i schowania się za tym bezpiecznym wizerunkiem, że tutaj Panie Boże, teraz ja będę Ci mówił, jak bardzo Cię kocham, chociaż we mnie po prostu aż kipi gniew na Boga i jakiś bunt wobec Niego, bo przeżywam coś trudnego, z czym sobie nie radzę.
Ale to nie ma wstępu na modlitwę, bo na modlitwie trzeba powiedzieć Panu Bogu jakieś miłe rzeczy. Pan Bóg i tak wie, co się we mnie dzieje, więc nie ma sensu jakoś się z tym kryć. To jest nawet antyskuteczne. Tak, dokładnie, bo wtedy sama modlitwa staje się jakąś formą iluzji, teatru. Teatru, tak. Jest też taka bariera i ta łaska nie przenika, bo człowiek jest zamknięty. Czy to przez to zranienie, czy z różnych powodów, jakiejś sytuacji, nie otworzysz się. Tu jest jeszcze ta niezwykle urocza historia z Jonaszem. Modlitwa Jonasza, gdzie Jonasz już obrażony na cały świat i na Boga zwłaszcza siedzi pod krzewem Janowca czy Rydzanusu. No i w każdym razie Bóg przychodzi do niego, to tak można sobie go wyobrazić z takim nawet może nieco ironicznym uśmiechem i pyta Jonaszu, czy słusznie jesteś zagniewany?
No i Jonasz mówi, tak, jestem zagniewany słusznie, śmiertelnie jestem zagniewany. To jest właśnie jego szczera modlitwa w tym momencie. I w zasadzie nawet tam nie ma żadnej puenty w tej księdze. Znaczy jest właśnie ta, że Bóg Jonaszowi mówi, że widzisz, no ty tutaj cierpisz z powodu tego, że krzak Usechu. Usechu, a nie masz zupełnie współczucia dla tego miasta. Ale nie ma żadnej informacji o tym, żeby w Jonaszu coś się zmieniło. Bo Pan Bóg wchodzi w dialog i Pan Bóg wchodzi w tą rzeczywistość tego, jakie jest serce Jonasza. No i myślę, że może też wchodzić. Wchodzi na pewno. Na tyle, na ile Mu pozwalamy też w doświadczenie nasze. I dziękujemy. To może tylko jeszcze tego Janasza spuentuję, bo chodzi mi o to, że to też może być jak najbardziej dobra modlitwa, kiedy mówię, Panie Boże, po prostu w tym momencie śmiertelnie jestem zagniewany i jestem zagniewany słusznie i to jest to, co w tym momencie przeżywam.
Bez narzucania sobie, że ja nie mam prawa w ogóle być zagniewany na Boga. Ale intelekt mi mówi, że to jest niesłuszne, więc jakoś staram się samego siebie do tego przekonać. No ale to właśnie jak najbardziej może być modlitwa, te słowa Jonasza. To jest bardzo ważne Marcin, to co mówisz, bo wiele osób po prostu się boi w taki sposób mówić do Boga. No bo jeszcze się zagniewa. Zagniewa i strzeli piorunek. Tak, że jak można do Boga, nie wiem, powiedzieć jakieś ostre słowo, że nie wiem, że ja mam pretensje o coś, no mogę. Bo to jest mój przyjaciel, skoro ja wchodzę w taką z nim relację, to on nie zna. I mogę mu o tym powiedzieć i wcale się nie obrazi. Teresa od Jezusa też, kiedy jej się wóz wykoleił, powiedziała, że nie dziwi się, że ma tak mało przyjaciół.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Teresa od Dzieciątka Jezus została kanonizowana dokładnie 100 lat temu. Czy jej przykład wciąż jest dzisiaj świeży i aktualny?
Każdy ze Świętych opisuje modlitwę nieco inaczej, rozkładając akcenty zgodnie z własną wrażliwością. Co było najistotniejsze dla św. Teresy od Dzieciątka Jezus? Jak radziła sobie z masą polecanych jej intencji? Prostota i autentyczność Świętej prowadzą prosto do tego, co jest samym sednem.
„Rozmowy o Małej Teresie” to seria Smaku Karmelu, w której chcemy zmierzyć się z kluczowymi fragmentami tekstów Świętej z Lisieux i spróbować osadzić je we współczesnym kontekście.
—
Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
Smak Karmelu na Patronite