Droga modlitwy (Rozmowy o Katechizmie #6)
W ramach serii „Rozmów o Katechizmie” chcielibyśmy razem z Wami prześledzić, co o modlitwie mówi nam sam Kościół. Punktem odniesienia jest dla nas Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r. W kolejnych miesiącach będziemy czytać i komentować kolejne artykuły czwartej jego części, w całości poświęconej tematyce modlitwy.W kolejnym odcinku przyglądamy się temu, jakie znaczenie dla naszej modlitwy ma odniesienie do każdej z trzech Osób Trójcy Świętej, co jest ostatecznym celem modlitwy, a także jaką rolę odgrywa w niej Maryja.—Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:Smak Karmelu na Patronite
Może po prostu przeczytam to zdanie, żeby było wiadomo, do czego się odnosimy. Zgodnie z kontekstem historycznym, społecznym i kulturowym każdy kościół w żywej tradycji modlitwy proponuje swoim wiernym język modlitwy. Słowa, melodie, gesty, ikonografie. Do urzędu nauczycielskiego należy rozeznawanie, czy te drogi modlitwy są wierne tradycji wiary apostolskiej, a obowiązkiem duszpasterzy i katechetów jest wyjaśnianie ich znaczenia zawsze w odniesieniu do Jezusa Chrystusa. Pierwszy wniosek jest oczywiście taki, że nie wszystkie nowe sposoby modlitwy będą czerpały z tej żywej tradycji modlitwy i nie jest tak, że każda jakaś rzeczywistość modlitwy, która się pojawia w różnych wspólnotach tylko i wyłącznie dlatego, że jest tworzona
I to wydaje się całkowicie uzasadnione, no bo skoro modlitwa ma wypływać z serca danego człowieka, no to on musi wyrażać to wszystko, co w tym sercu znajduje przez te środki wyrazu całkowicie naturalne dla niego. Chociażby to odnosi się i do języka, ale również i do gestów, do jakiejś ekspresji niewerbalnej. Muzyki i szeroko pojętej w ogóle sztuki czy jakiejś graficznej. Przecież wiemy, że obrazy Jezusa różnią się w Afryce od tych, które są w Azji i od tych, które są w Europie. Ja pamiętam, taka moja pierwsza, pierwsze zderzenie się z tym było. Kiedy studiowałem w Danii i tam Pan Jezus na krzyżu w katedrze w Kopenhadze to był taki Pan Jezus, który bardzo, bardzo przypominał wikinga.
Przekształcony po prostu. To jest też ważne w kontekście innych kultur. Kiedy mówimy o kościele w Ameryce Południowej, o kościele w Chinach, o kościele w Indiach, też co z tej kultury można zaczerpnąć? Co może zostać włączone? Ja myślę, że sam ten punkt daje nam, no właśnie punkt odniesienia i kryterium. Wiadomo, że Urząd Nauczycielski to rozeznaje, No i tą postacią centralną jest Jezus Chrystus. Czy czerpie ten konkretny wyraz pobożności z tradycji apostolskiej? Niekoniecznie przez formy i treści, ale przez to, do czego bezpośrednio prowadzi. Jeśli prowadzi bezpośrednio do relacji z Jezusem Chrystusem, to jest już przesłanka za tym, że jest to sposób wyrazu i modlitwa bezpieczna po prostu.
No i właśnie pytanie, jak daleko można inkulturować, jak wiele z tych tradycji miejscowych można włączyć. No, ale tak, to co w tym punkcie jest istotne, to że nie jest to też kwestia opinii pojedynczego, poszczególnego człowieka. No i ta część, na którą warto jeszcze zwrócić uwagę. Obowiązkiem duszpasterzy i katechetów jest wyjaśnianie ich znaczenia zawsze w odniesieniu do Jezusa Chrystusa. I tu z kolei widzę wskazanie na to, że są pewne formy pobożności, które mają jakieś swoje umiejscowienie, które zostały rozpoznane jako mogące zostać włączone w ten nurt chrześcijańskiej tradycji. Ale jednocześnie cały czas pozostaje ryzyko, że one jakby wtórnie będą poganieć.
I to cały czas wymaga rozeznawania, oczyszczania i odnoszenia do Chrystusa. Tutaj jeden z przykładów, który mi się nasuwa. Mam wrażenie, że cały czas wraca nam w Kościele taki pewien rys czy pewien instynkt politeistyczny. Od tego są specjaliści. I czym innym jest relacja ze świętymi, obcowanie świętych, które jest w tym rdzeniu chrześcijańskiej tradycji obecne, czym innym jest już traktowanie właśnie czy całego zastępu aniołów, czy grona świętych, czy różnych upostaciowień Pana Jezusa czy Matki Bożej w różnych obrazach, jako takich pomniejszych bóstw, które zajmują się jakimiś poszczególnymi przestrzeniami rzeczywistości, jako tym, co im jakoś szczególnie przynależy.
Tak, no myślę, że zgadzamy się co do tego, że sam fakt takiego przeporządkowania nie jest niczym zdrożnym, natomiast później już sposób jego realizacji może zbaczać na manowce. Tutaj swoją drogą myślę, że bardzo nas to prosto prowadzi do kolejnego punktu, kolejnego tematu. Dokładnie. Gdzie Katechizm mówi o modlitwie do Ojca, znowu pozwolę sobie przeczytać ten punkt, to w zasadzie cały ten fragment do jednego punktu się streszcza. Jedynie Chrystus jest drogą modlitwy chrześcijańskiej. Czy nasza modlitwa będzie wspólnotowa czy osobista, słowna czy wewnętrzna, dostęp do Ojca ma tylko wtedy, gdy modlimy się w imię Jezusa. Święte Człowieczeństwo Jezusa jest więc drogą, przez którą Duch Święty uczy nas modlić się do Boga, naszego Ojca.
To znaczy ojciec w przypadku poszczególnych chorób albo poszczególnych spraw wysłuchuje tylko tego. Akurat tutaj myślę, że bardziej chodzi o taki instynkt, że on jest kimś tak wielkim, tak odległym, tak niedostępnym, że ja tam sam dostępu nie mam. Że lepiej poprosić kogoś innego, kto już ma doświadczenie. Tak, tak, czy kto stoi wyżej w tej hierarchii. No i tutaj akurat to oczyszczenie przechodzi w sposób bardzo czytelny, bo Jezus sam mówi w Ewangelii, że mamy przystęp do Ojca. że on jest jedynym pośrednikiem, ale też nie jako ktoś, kto stoi pomiędzy i oddziela, jako taki ochroniarz, który stoi w drzwiach gabinetu ojca i wszystko, co do ojca przychodzi, musi przejść przez niego, a my sami do tego gabinetu nie mamy wstępu, ale właśnie jako ktoś, kto nas wprowadza i w nim, w zjednoczeniu z nim, do samego tego gabinetu ojca, do biurka ojca mamy dostęp.
No i tutaj oczywiście jako karmelici bosi chyba musimy podkreślić, że to Człowieczeństwo Chrystusa też dla św. Teresy od Jezusa było bardzo ważną... Nie tylko musimy, ale i chcemy. I chcemy oczywiście. No Teresa, czy w czasach św. Teresy Istniały takie nurty, ale wydaje mi się, że to nie jest tylko w czasach Teresy. Nie, nie, nie, to u Augustyna chociażby. Tak, to jest właściwie chyba od samego początku, bo właściwie większość tych chrystologicznych herezji w ten czy w inny sposób miało problem z wścieleniem Chrystusa. Okej, to najpierw wyjaśnij o czym mówimy. Okej, dobrze. No dobra, to wracając do Teresy. Ten problem za czasów Teresy polegał na tym, że uważano, że w pewnym momencie naszej relacji z Bogiem, kiedy właśnie już jesteśmy wystarczająco zaawansowani, możemy porzucić rozmyślanie i w ogóle kontakt z człowieczeństwem Chrystusa, z Chrystusem jako człowiekiem.
Uzasadniano to tak biblijnie sformułowaniem Jezusa z Wieczernika. Pożyteczne jest dla was moje odejście. No właśnie uzasadniając to tymi słowami, że powinniśmy zrezygnować już całkowicie z kontaktu i wyobrażeniowego i takiego intelektualnego z tym człowieczeństwem Chrystusa. Teraz już jesteśmy od pewnego momentu właśnie zaangażowania i zaawansowania w życiu modlitwy już jesteśmy zobligowani tylko do kontaktu Z Bogiem właśnie pozbawionym ciała jako duchem, no bo to miałby być wyższy sposób modlitwy, który będzie prowadził do właśnie takiego bezpośredniego zjednoczenia z Bogiem. I tutaj jest ciekawy kontekst, czy pewien taki fundament tej myśli, który się pojawia, to znaczy przekonanie faktycznie obecne od początku chrześcijaństwa, ale jeszcze na długo przed chrześcijaństwem obecne i w ten sposób od chrześcijaństwa niezależne, że ciało
Dzień dobry. To człowieczeństwo jest czymś, co nas trochę uwiera. I wolelibyśmy na samym bóstwie się skupić. No i właśnie jeśli już do odpowiedniego momentu, etapu życia duchowego dojdziemy, wtedy to człowieczeństwo Jezusa jako coś niższego, coś gorszego, coś uwikłanego w ciało możemy zostawić nad sobą i wzbić się już w kontemplację tej Jego niematerialnej boskości. Oczywiście to jest jeden z aspektów tego problemu z wcieleniem Chrystusa, bo w historii Kościoła tych aspektów było naprawdę bardzo, bardzo wiele.
I tu w życiu modlitwy to człowieczeństwo Chrystusa też jest właściwie kluczowe, bo Jan od Krzyża mówi, że żeby naśladować w pełni Chrystusa, my musimy rozmyślać nad Jego życiem, my musimy wiedzieć, jak to Jego życie wyglądało. I nie ma właściwie innej opcji do tego, żeby stać się podobnym do Chrystusa i zjednoczyć się z Nim, jak to, żeby właśnie naśladować Go w Jego człowieczeństwie. I w ten sposób dochodzimy do kolejnej części naszego artykułu, która mówi właśnie o Jezusie. Ciekawe, że w tej części o Ojcu w zasadzie jedyne, co zostało powiedziane, to to, że mamy do Niego dostęp w imię Jezusa, przez Jezusa w zjednoczeniu z Nim. Samemu Jezusowi już trochę więcej miejsca jest poświęcone.
To jest aż 5 punktów. No i tutaj jest mowa przede wszystkim o tej modlitwie do Jezusa. To znaczy jest mowa o tym, że modlitwa jest do Ojca, ale w każdej modlitwie do Ojca właśnie te modlitwy i tak są skierowane do Chrystusa. I wymienione są różne imiona, które Jezusowi zostają przypisane i które Kościół, czerpiąc z tradycji, z Pisma Świętego również Jemu przypisuje i do Niego kieruje. Natomiast podkreślone jest jeszcze raz właśnie to, że to imię, które Chrystus otrzymał w momencie swoich narodzin,
Czyli Jezus, to imię świadczące o wcieleniu, o tym, że jest w pełni człowiekiem, jest uprzywilejowane spośród wszystkich, bo w Nim zawierają się wszystkie inne imiona. Zresztą św. Paweł mówi, że na to imię zegnie się każde kolano. Tutaj też jest ciekawy aspekt, troszeczkę może poboczny w stosunku do samego tekstu Katechizmu, ale wydaje mi się też warty zaznaczenia. Ostatnio było dla mnie takim odkryciem usłyszenia na konferencji Marcina i Moniki Gajdów takiego spostrzeżenia, że św. Paweł w sumie nigdzie nie modli się do Pana Jezusa. W Nowym Testamencie, owszem, znajdziemy Szczepan w dziejach apostolskich, który mówi, Panie Jezu, przyjmij ducha mego, czy zwroty do Chrystusa w Apokalipsie.
Natomiast ciekawe, że u św. Pawła, który tyle pisze o modlitwie chrześcijańskiej, nie ma właśnie tekstów, gdzie Paweł do Jezusa by się zwracał, jako do tego drugiego jest mowa o życiu w Chrystusie. I wydaje mi się, że to jest bardzo ważna perspektywa. Bo z jednej strony często mówimy o modlitwie jako o tej relacji z drugim, że jestem ja, jest on, do którego się zwracam i tak sobie rozmawiamy jak dwie osoby, które są naprzeciwko siebie, ale faktycznie myślę, że czymś ważnym i wartym zaznaczenia, przypominania jest to,
Natomiast tak patrząc też z perspektywy naszych świętych, jest to rzeczywistość właściwie całkowicie oczywista i dla Teresy i dla Jana. I być może w związku z tym, że aż tak oczywista, zbyt często o niej tak eksplicit właśnie nie mówią. Ale faktycznie celem modlitwy jest zjednoczenie. Jest takie zespolenie dwóch, mojej i jego woli, żeby stały się jedną. No i jeszcze wracając do tematu imienia Jezus. Katechizm jako jedną z tych form modlitwy przypomina praktykę, zwłaszcza w Kościele Wschodnim, bardzo obecną, że wezywanie świętego imienia Jezus jest najprostszą drogą nieustannej modlitwy.
Tutaj ten akcent wschodni jest bardzo wyraźnie wyczuwalny. I patrząc z perspektywy samej modlitwy, widzę tutaj zwrócenie uwagi na to, że z jednej strony modlitwa znowu dokonuje się przez Chrystusa i w Nim, z drugiej strony, że wcale nie trzeba wysilać się na jakieś bardzo elokwentne wyrażenia i skomplikowane formuły, że nie chodzi o to, żeby ta modlitwa była jak najpiękniejsza od takiej strony konstrukcji literackiej, Ale może być czymś zupełnie prostym, tak jak samym tylko powtarzaniem imienia Jezus, które w zasadzie nie robi nic więcej, jak cały czas koncentruje mnie, odnosi mnie do Jego osoby, do Jego obecności. No niejako zatapia mnie w Nim.
Paradoksalnie nie robi nic więcej, a tak naprawdę robi wszystko, co jest esencją modlitwy. No tak, tylko że ja nie muszę na modlitwie wyjaśnić Panu Jezusowi, jak świat działa i co On ma w nim zrobić. On akurat to wie doskonale. No tak, tylko czasem jakbyśmy my nie wiedzieli, że On wie. No Teresa też o tym przypomina, nie? Wracając znowu do Teresy oczywiście. Nie żądam od was wielkich o nim rozmyślań, nie żądam pięknie ułożonych słów, żądam tylko byście na niego patrzyły, nie? Jeśli to spojrzenie może być podtrzymane, a wydaje się, że potrzebujemy słów, znaczy nie wydaje się, tylko to jest oczywiste, że my potrzebujemy słów, no to Faktycznie przez to największe słowo, przez Jego imię, to spojrzenie może być bardzo jasno podtrzymywane na Nim, koncentrowane na Nim. Zresztą ta tradycja modlitwy Jezusowej i tych aktów, tego ciągłego powtarzania słowa czy Jezus, czy tych słów w tradycji Jezusowej, Jezu Chryste zmiłuj się nade mną grzesznikiem.
One jakoś tak bardzo korespondują też z tym, co w naszej tradycji nazywamy trwanie w Bożej obecności. Oczywiście inne może metody, inna droga, ale właśnie do takiej ciągłej świadomości bycia z Chrystusem prowadzą. I ta świadomość bycia z Chrystusem później jest szansa, że będzie zmieniać tą naszą codzienność no i sprawiać, że ta codzienność wypełni się Jego obecnością i wtedy dzięki temu możemy zacząć wypełniać też tą codzienność Ewangelią i Jego nauczaniem. Muszę też zwrócić na to uwagę, bo jestem w zakonie od serca Jezusa, więc ten punkt, który koncentruje na tajemnicy serca Jezusa i dla mnie to jest tajemnica miłości, no też jest ważny, bo Kościół jakoś naturalnie do tego nas kieruje.
No i bardzo ciekawe, że papież Franciszek dość chyba niespodziewanie ostatnio ten aspekt wydobył w swojej ostatniej encyklice Dileksitnos. Wydawało się może, że kult serca Jezusa jest już czymś takim trochę trącącym naftaliną, a tutaj papież całą obszerną encyklikę sercu Jezusa poświęcił i jednocześnie mam wrażenie, że w tym swoim ujęciu Odwołuję się do tej sfery w nas związanej z przeżyciami.
Tu jest ten słynny fragment, kiedy Franciszek w ramach encykliki Magisterium Kościoła pisze o tym, jak lepił pierożki z babcią. Piękny obraz. Tak i to też jest fenomenalne, że to też weszło właśnie do Magisterium Kościoła. Sam podtytuł tej encykliki, czyli o miłości ludzkiej i boskiej serca Jezusa, znowu podkreśla tą prawdę wcielenia i to jego człowieczeństwo i to jego bóstwo. I że to nasze doświadczenie serca, w jakiś sposób tego ludzkiego serca, oczywiście nie anatomiczny, rozumianego tylko tak metaforycznie, tego co dla nas w tej zachodniej kulturze serce oznacza, też w jakiś sposób możemy odnieść do i opisać charakterystykę
Mówimy o sercu ludzkim Chrystusa, bo wiemy, że jako człowiek ma serce, ale też traktujemy to w sposób metaforyczny, czyli tą całą sferę emocji, tego przeżywania, przywiązania i woli, ale również serce Jezusa jako serce Boga, czyli ten drugi aspekt Jego miłości, miłości boskiej. I zarówno jeden, jak i drugi jest w tej relacji do Chrystusa obecny. No i właśnie ta tajemnica tego spotkania tych dwóch miłości, to jest dla mnie osobiście i od zawsze była właśnie tajemnicą serca Jezusa. I to jest coś, co mnie też zawsze fascynowało właśnie w tej tajemnicy. To, że te dwie miłości w jednej osobie mogły się spotkać i tak bardzo nas sobą obdarować.
Zawsze jako trzy działające osoby, że to nie jest oddzielone. Tutaj mamy relacje z Ojcem, gdzieś tam indziej mamy relacje z Chrystusem i gdzieś tam jeszcze jest Duch Święty, z którym trochę nie wiadomo co zrobić, bo jest jakiś taki nieokiełznany i trudny do przewidzenia. Ale właśnie kiedy jest mowa o Ojcu, jest mowa o tym, że do Ojca mamy przystęp w Chrystusie. Chrystus, który nas do Ojca prowadzi. No i tutaj ten fragment o Duchu Świętym, gdzie jest chociażby powiedziane, ilekroć zaczynamy modlić się do Jezusa, Duch Święty swoją uprzedzającą łaską wprowadza nas na drogę modlitwy. Czyli w zasadzie nie da się wejść w relację z którąkolwiek osobą Trójcy Świętej, żeby nie wejść w relację z wszystkimi trzema. I tylko dlatego modlitwa jest możliwa i jest właśnie modlitwą chrześcijańską, że jeden Bóg w trzech osobach jest cały w tą relację ze mną zaangażowany.
I tak jak w przypadku Chrystusa podkreślone jest to Jego człowieczeństwo w kontekście właśnie modlitwy i w kontekście naszego zjednoczenia z Nim, tak w przypadku Ducha Świętego podkreślone jest, że On od wewnątrz jest naszym nauczycielem, wprowadza nas w te nowe formy, w te nowe sposoby tej relacji no właśnie z Jezusem. Jest napisane Duch Święty, którego namaszczenie przenika całą naszą istotę. To też jest bardzo interesujące, że Duch Święty jest w stanie przeniknąć wszystkie nasze pokłady człowieczeństwa i wszystkie nasze pokłady człowieczeństwa w modlitwie i w relacji z Jezusem biorą udział. I nie tylko nasz Duch. Nasza psychika również, wszystko co jest w tej sferze psychicznej, ale również nasze ciało, to wszystko jest dotknięte łaską Ducha Świętego, poprzez co On nas uczy tej relacji, relacji z Jezusem.
I kiedy go prosimy, tak naprawdę otwieramy się wtedy na jego obecność i na te wszystkie łaski, których chce nam udzielić. Bo jest w naszym sercu. Dla mnie ta modlitwa przyjdź Duchu Święty jest takim naszym paradoksalnie. Taką naszą próbą od zewnątrz otwarcia naszego serca i odkrycia, że ta Jego obecność już w sercu jest obecna. To jest takie niesamowite, no bo przecież przyszedł. Czyli bardziej wypuszczenie tej gołębicy z klatki. Dokładnie. Przejść Duchu Święty to znaczy spójrz, otwieram to moje serce, wyjdź z Niego, bo przecież wierzę, że w Nim jesteś. No to mi się trochę kojarzy z tym obrazem, który znowu papież Franciszek kiedyś użył, że Jezus puka do drzwi kościoła, ale często bardziej po to, żeby go z tego kościoła wypuścić na zewnątrz, niż żeby on mógł z zewnątrz do kościoła wejść.
No z kolei idąc za tym obrazem orkiestry, no to już porównanie pewnie bardziej takie się narzucające, naturalne, też w chociażby symfonii mamy różne partie poszczególnych instrumentów i każda z tych partii brzmi inaczej, często zupełnie inaczej. Słysząc jakąś partię waltorni i fagotu, to nawet może byśmy się nie spodziewali, że to jest z jednego utworu, no a jednak one razem tworzą jedną całość, jedną harmonię. Właśnie dlatego że są różne i gdyby wszystkie instrumenty grały tą samą melodię, to nie mielibyśmy symfonii, mielibyśmy w zasadzie jakiś taki jeden wielki zgiełk i motyw melodyczny, który nie tyle się przewija, co narzuca. Teraz mi się skojarzyło dla mnie takim pięknym odkryciem, kiedy właśnie miałem zajęcia z egzegrezy Nowego Testamentu, było to, że moment, w którym Jezus prosi o to byśmy, znaczy nie tyle prosi, co mówi, że jeśli będziemy wspólnie się modlić o coś,
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W ramach serii „Rozmów o Katechizmie” chcielibyśmy razem z Wami prześledzić, co o modlitwie mówi nam sam Kościół. Punktem odniesienia jest dla nas Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r. W kolejnych miesiącach będziemy czytać i komentować kolejne artykuły czwartej jego części, w całości poświęconej tematyce modlitwy.
W kolejnym odcinku przyglądamy się temu, jakie znaczenie dla naszej modlitwy ma odniesienie do każdej z trzech Osób Trójcy Świętej, co jest ostatecznym celem modlitwy, a także jaką rolę odgrywa w niej Maryja.
—
Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
Smak Karmelu na Patronite