I żałuję, że tamtej jesieni nie zasadził ani jednej płonki. Nie wiedział, że to jego ostatnia jesień. Pomogę wam, dziadku. Czekaj, Józusiu. Nie wiesz jak. Co, jak jabłka nosić? Dziadku. Widzisz, to musi być po dawnemu, po Jakubowemu.
A no... Pokażecie mi, Dziadku, stryja? Cóż Ty, Józef. Wieczne odpoczywanie radz młode. Czego tak stoisz? Módl się za stryja. Zbaw duszę jego, Panie. No Józef. Zbaw duszę Jego Panie. Pod ognia piekielnego wybaw. I przyjmij Go do Królestwa swego niebieskiego. Amen. I przyjmij Go do Królestwa swego niebieskiego. Amen. Widzisz, Józus, po śmierci dusza człowiecza też musi mieć swój rodzinny dom, żeby miała dokąd wracać, żeby... Miała gdzie czekać z duszami innych zmarłych z rodziny na Wigilię i zasiąść z żywymi do stołu na pozostawionym dla nich pustym miejscu.
I jak się już taki skowronek napatrzy i ziemi dalekiej i słońcu bliskiemu, wstula skrzydełka i spada jak kamień do swojego zimowego dołka. Co to mu je Matka Boska Gromiczna dała. Ludzie mówią, że to Na pamiątkę. Do czego się tak śmiejesz głupo? Starzy ludzie wiedzą, co mówią. Wiedzą. A jastrzębie to... Dziadku, dobrze być ptakiem, co? Józuś, głupoty ci tylko wełbię. No jak to? Nie chcielibyście tak sobie polapać, tak pofruwać, dziadku? Jakbyś, Józuś, jakbyś spotkał dzisiaj
W wigilijną noc zbąkanego psa Burego, Bury musi być podpalany. Czemu? Czemu Bury, dziadku? Jak pies będzie podpalany, nie dawaj sobace w dniu świętym wigilijnym żadnego jadła. No przecież zwierzęta się nad dzieciątkiem w wigilię ulitowały. Nie dawaj takiemu psu żadnego jadła, pamiętaj. A dlaczego, dziadku? A bo widzisz, Józuś... To było... Bogaty dziedzic, możny pan, w wigilijny wieczór wstał od stołu, choć nie wolno tego czynić nikomu, żeby nie ściągnąć na siebie nieszczęścia. Nawet dziedzicowi nie wolno. Ale on odszedł od wigilijnego stołu zaraz po zupie z grzybami, bo ktoś się tłukł.
Poszedł potem dziedzic do obory o północy podsłuchiwać bydło gadające ludzkim głosem. I słyszał, jak krowy litowały się nad wdową i źle, bardzo źle, nieprzychylnie o nim między sobą pogadywały. Domagały się od dzieciątka, które już się narodziło, Kary dla niego surowej, okrutnej. O Jezus. No nie bój się głupi. No ale przecież dziadku, dzieciątko ma dobre serce, co? A no ma, ale wzbraniało się, tłumaczyło krowom. Jakże to dzisiaj w samą Wigilię? Ale widzisz. Krowy uparły się, żeby dziedzica w psa przemienić i żeby się daremnie musiał o żarcie dopominać.
Wigilia Dziadka Domagały. Północ już. Dzieciątko się rodzi, Józuś. To stryj Jakub teraz? Przestań. O umarłych trzeba pamiętać, ale nie można o nich tak wciąż.
No to chwała Bogu, mówi Jakub i śpiewa dalej. Dziadku, to oni tak sobie w niebie pogważają? Śpiewa Jakub dalej. Ale już jest niespokojny, bo chciałby Bogu należną mu chwałę pośpiewać i na nas popatrzeć i na jabłka. Co to moje babka na stole położyła? Nie martw się, Józuś, stryj przybyk już do ciągłego niepokojenia. Babka mu spokoju w modlitwach swoich nie daje. To modlić się za umarłych dziadku nie trzeba? Trzeba! Jak żeby nie? No to czego mówicie? Nic nie rozumiesz. Skocz do chałupy, przynieś opłatek krowy nim obdarować trzeba, bo już północ.
Dobre było z niego chłopisko. Nie powiem. Stryjowi trzeba odrobinę, za progiem wiśniuszki, pocieszycielki. Nie myśl, że pije. Nie, Józuś, skosztowałem tylko ociupinkę. O tyle. Widzisz? Musiałem popróbować trzy dobra. Byle czym zmarłego częstować się nie godzi. Skocz, Józuś, do chałupy korzuch weź, bo mróz. Eee, dziadku, nie zimno mi. Idź, skoro mówię. No, poszedł.
Dobra Michał, ta twoja wiśniówka grzeje jak die... Bóg ustrzegł przed złym niedobrym słowem. Muszę wypić zanim Józuś wróci, bo widzisz Michał, młodzi teraz nie rozumieją naszych dobrych, starych, wigilijnych zwyczajów. Dziękuję Ci Michał, żeś mnie poczęstował wiśniówką. Ty jeden pamiętałeś o starym ojcu Wigilię.
Co, może nie posadzę? Jak zechce? Moja ziemia? Nikt mi nie zabroni. Nawet... Nawet babka. No dobrze, dziadku, posadzicie, no. Stryj Michał był. Jakub był. A Kaziuka nie było. Kaziuk nic nie dostał na Wigilię. Znaczy się dostał, ale nie to, co by pewnie chciał. Widzisz, Józusie. Kaziuk najbardziej ze wszystkiego lubił baby. No nie mogłem przecie posadzić przy rodzinnym wigilijnym stole w Dniu Świętym obcej baby.
Którą? Tyle ich było. Nie mogłem żadnej, bo jej babka nawymyślała. Boga w noc świętą nienawiścią do niewinnego człowieka obraziła. Wybacz Kaziuk. Wiesz, jaka matka jest. Józuś, a krowy? Czego nic nie mówisz, żeśmy jeszcze krowom opłatka nie dali, dobrym słowem nie obdarowali? Co krowom po ludzkim gadaniu? Widzisz, Józuś, bo po najlepszym nawet jadle człowiek głodnieje. A dobre słowo syci. Z dobrym słowem i człowiekowi, i zwierzęciu, i ptakowi dobrze.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.