Dzieci z Bullerbyn. Cz. 5
To już piąta część książeczki "Dzieci z Bullerbyn" - zgodnie z wynikami ankiety wygrała wersja "czytam po kolei nie zważając na czas książki". Proszę więc nie mruczeć, że w historyjce zima akurat i Święta Bożego Narodzenia😉 Chociaż...może to i dobrze - trzeba pomału prezenty kupować, żeby nie było tak na ostatnią chwilę 😉 albo już sobie włączyć "czas oczekiwania"😉 Miłego słuchania! I do posłuchania... w niedzielę😉😎😊
Z pewnością myślały, że to już wieczór wigilijny. Jakże pięknie było z tymi snopkami, śniegiem i wszystkim wokoło. Wieczorem siedziałyśmy z Brytą i Anną u dziadziusia i kleiłyśmy koszyczki na choinkę. Chłopcy też przyszli. Z początku nie chcieli nam wcale pomóc przy tej robocie, ale po chwili nabrali większej ochoty. Siedzieliśmy sobie wokół dużego, okrągłego stołu u dziadziusia. I zrobiliśmy pięćdziesiąt cztery koszyczki, które podzieliliśmy równo, tak by wypadło osiemnaście dla zagrody północnej, osiemnaście dla zagrody środkowej i osiemnaście dla południowej. Dziadziuś poczęstował nas jabłkami i cukierkami ślazowymi.
Przez cały czas, gdy siedzieliśmy tam, myślałam, że na zajutrz będziemy piec pierniki. Było to niemal równie przyjemne, jak wieczór wigilijny. Gdy tak w najlepsze kleiliśmy koszyczki, las se wybiegł do ogrodu i zapalił świeczkę, którą wstawiliśmy do latarni ze śniegu. Jakże pięknie świeciła w ciemności latarnia. Gdy patrzyłam, jak stoi w ogrodzie i świeci, musiałam cały czas myśleć o tej piosence wigilijnej. Stoi gwiazdka u zaśnieżonych wrót, kołacze i mruga. Wprost widziałam, jak stoi tam i mruga. Zupełnie jak nasza latarnia ze śniegu. — Biedny jesteś, Dziadziusiu, że nie możesz zobaczyć naszej latarni — powiedziała Anna.
— Może chcesz, żebyśmy ci coś zaśpiewali? — spytała. — Dziadziuś szalenie lubi, gdy mu śpiewamy, więc zaśpiewaliśmy. Zaśpiewaliśmy właśnie tę samą piosenkę, o której myślałam. Stoi gwiazdka u zaśnieżonych wrót. — Czy nie uważasz, że to strasznie przyjemna rzecz, gwiazdka? — szepnęła Anna. Powiedziałam, że tak, bo tak uważam. Jest to najprzyjemniejsze ze wszystkiego, co znam. Jest nam wtedy wszystkim dzieciom w Bullerbyn tak wesoło. Wesoło jest nam zresztą często. I latem, i w zimie, i na wiosnę, i na jesieni. O, jak nam jest wesoło! Tom drugi.
Jest już nas siedmioro w Bullerbyn. Dzieci z Bullerbyn, jak sobie przypominacie, to Lasse, Bosse i ja. I Olle i Britta i Anna. To my jesteśmy dziećmi z Bullerbyn. Lasse, Bosse i ja mieszkamy w Zagrodzie Środkowej, Olle mieszka w Zagrodzie Południowej, a Britta i Anna w Zagrodzie Północnej. W Zagrodzie Północnej mieszka również dziadziuś. Jasne, że tam mieszka, skoro jest dziadziusiem brytyjanny. Lecz my wszyscy w Bullerbyn nazywamy go dziadziusiem, bo jest on jedynym dziadziusiem jakiego mamy. Mamuś i tatusiów mamy więcej. Chcę przez to powiedzieć, że jest jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Północnej i jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Środkowej i jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Południowej.
Och, jakże mu się spieszyło, żeby nas dogonić z pieczeniem. Gdy już ukończyliśmy pieczenie, zgnieśliśmy razem wszystkie obrzynki ciasta i upiekliśmy z tego ciastko, które miało być nagrodą w konkursie urządzanym przez nas co roku. Po południu, gdy już wszystkie pierniki były wyjęte z pieca, włożyliśmy trzysta dwadzieścia dwa ziarnka grochu do butelki i obeszliśmy z nią wszystkie zagrody w Bullerbyn. I wszyscy musieli zgadywać, ile ziarnek grochu jest w butelce. Ten, kto odgadnie najlepiej, miał dostać ciastko w nagrodę. Lasse niósł butelkę, Bosse ciastko, ja zaś notesik, w którym notowałam, ile kto zgadł. Ciastko wygrał dziadziuś, z czego okropnie się ucieszyłam.
Śmiali się i rozmawiali tak samo jak i my na sankach. W lesie było tyle śniegu, że musieliśmy strząsać go z choinek, żeby zobaczyć, czy są ładne, czy nie. Ścięliśmy trzy duże świerki. Jeden dla zagrody środkowej, jeden dla północnej i jeden dla południowej. Ścięliśmy również mały, maluśki świerczek, który miał stać w pokoju dziadziusia i drugi malutki, który mieliśmy zanieść do Christine z Zagajnika. Rankiem, w dzień wigilijny, obudziłam się bardzo wcześnie i pobiegłam do kuchni, tylko w koszuli. I oj, jak tam było pięknie! Na podłodze leżały nowe gałgankowe chodniki. Poręcz wokół pieca owinięta była białą, zieloną i czerwoną karbowaną bibułą.
Wielki, rozsuwany stół zasłany był świątecznym obrusem, a wszystkie miedziane rondle były świeżo wyczyszczone. Ucieszyłam się tak ogromnie, że uściskałam mamusię. Lasse i Bosse wpadli do kuchni zaraz po mnie, a Lasse powiedział, iż poczuł się jakoś świątecznie, gdy zobaczył nowe chodniczki. Po południu w dzień wigilijny idziemy zwykle do Christine z Zagajnika z całym koszykiem smakołyków włożonych tam przez wszystkie mamy. Naprzód jednak idziemy do dziadziusia, tzn. do dziadziusia Britty i Anny i życzymy mu wesołych świąt i przyglądamy się jak Britta i Anna ubierają mu jego małą choinkę. Pomagamy im też trochę przy tym, chociaż Bryta i Anna najbardziej lubią robić to same.
Dziadziuś nie widzi, co wieszamy na choince, ponieważ jest prawie niewidomy. Opowiadamy mu jednak wszystko, a wtedy mówi, że widzi to doskonale w głowie. Gdy szliśmy do Christine z Zagajnika, była przecudna pogoda. Taka właśnie, jak powinna być na wieczór wigilijny. Do domku Christine prowadzi mała dróżka, ale nie mogliśmy jej prawie dojrzeć, tyle było śniegu. Lasse niósł koszyk, a Posse i Ole malutką choinkę. Britta, Anna i ja nie miałyśmy już nic do niesienia. Och, co to była za niespodzianka dla Christine, że przyszliśmy. Chociaż z pewnością udawała tylko, bo wie przecież, że przychodzimy co roku.
Tatuś też nam pomagał. Na strychu mieliśmy odłożone czerwone jabłka na choinkę. Wzięliśmy też sporo pierniczków, które upiekliśmy sami. Do koszyczków, które kleiliśmy u dziadziusia, włożyliśmy rodzynków i orzechów. Aniołki z waty, które mama miała na swojej choince, gdy była mała, poprzyczepialiśmy również. No i oczywiście moc chorągiewek, świeczek i cukierków. Ach, jakże była piękna nasza choinka! Potem poszliśmy do kuchni i maczaliśmy sobie kawałki chleba w wielkim rondlu, w którym gotowała się kiełbasa i szynka. O, jakie to było doskonałe! A potem nie pozostawało nam już nic innego jak czekać.
Dziadziuś też przyszedł, chociaż nie mógł tańczyć. Zdaje się, że tańczyliśmy i znowu jest gwiazdka i koś-koś-owies, co najmniej dwadzieścia razy. Potem ułożyłam wszystkie prezenty na stole koło mego łóżka, bym je mogła zobaczyć od razu, jak się obudzę. Ech, jak przyjemnie jest, gdy jest gwiazdka. Właściwie szkoda, że nie bywa ona trochę częściej. Cz. 5.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To już piąta część książeczki "Dzieci z Bullerbyn" - zgodnie z wynikami ankiety wygrała wersja "czytam po kolei nie zważając na czas książki".
Proszę więc nie mruczeć, że w historyjce zima akurat i Święta Bożego Narodzenia😉
Chociaż...może to i dobrze - trzeba pomału prezenty kupować, żeby nie było tak na ostatnią chwilę 😉 albo już sobie włączyć "czas oczekiwania"😉
Miłego słuchania! I do posłuchania... w niedzielę😉😎😊