Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Dzieci z Bullerbyn. Cz. 5

08.10.2025 ·21 min 42 s

To już piąta część książeczki "Dzieci z Bullerbyn" - zgodnie z wynikami ankiety wygrała wersja "czytam po kolei nie zważając na czas książki". Proszę więc nie mruczeć, że w historyjce zima akurat i Święta Bożego Narodzenia😉 Chociaż...może to i dobrze - trzeba pomału prezenty kupować, żeby nie było tak na ostatnią chwilę 😉 albo już sobie włączyć "czas oczekiwania"😉 Miłego słuchania! I do posłuchania... w niedzielę😉😎😊

Z pewnością myślały, że to już wieczór wigilijny. Jakże pięknie było z tymi snopkami, śniegiem i wszystkim wokoło. Wieczorem siedziałyśmy z Brytą i Anną u dziadziusia i kleiłyśmy koszyczki na choinkę. Chłopcy też przyszli. Z początku nie chcieli nam wcale pomóc przy tej robocie, ale po chwili nabrali większej ochoty. Siedzieliśmy sobie wokół dużego, okrągłego stołu u dziadziusia. I zrobiliśmy pięćdziesiąt cztery koszyczki, które podzieliliśmy równo, tak by wypadło osiemnaście dla zagrody północnej, osiemnaście dla zagrody środkowej i osiemnaście dla południowej. Dziadziuś poczęstował nas jabłkami i cukierkami ślazowymi.

Przez cały czas, gdy siedzieliśmy tam, myślałam, że na zajutrz będziemy piec pierniki. Było to niemal równie przyjemne, jak wieczór wigilijny. Gdy tak w najlepsze kleiliśmy koszyczki, las se wybiegł do ogrodu i zapalił świeczkę, którą wstawiliśmy do latarni ze śniegu. Jakże pięknie świeciła w ciemności latarnia. Gdy patrzyłam, jak stoi w ogrodzie i świeci, musiałam cały czas myśleć o tej piosence wigilijnej. Stoi gwiazdka u zaśnieżonych wrót, kołacze i mruga. Wprost widziałam, jak stoi tam i mruga. Zupełnie jak nasza latarnia ze śniegu. — Biedny jesteś, Dziadziusiu, że nie możesz zobaczyć naszej latarni — powiedziała Anna.

— Może chcesz, żebyśmy ci coś zaśpiewali? — spytała. — Dziadziuś szalenie lubi, gdy mu śpiewamy, więc zaśpiewaliśmy. Zaśpiewaliśmy właśnie tę samą piosenkę, o której myślałam. Stoi gwiazdka u zaśnieżonych wrót. — Czy nie uważasz, że to strasznie przyjemna rzecz, gwiazdka? — szepnęła Anna. Powiedziałam, że tak, bo tak uważam. Jest to najprzyjemniejsze ze wszystkiego, co znam. Jest nam wtedy wszystkim dzieciom w Bullerbyn tak wesoło. Wesoło jest nam zresztą często. I latem, i w zimie, i na wiosnę, i na jesieni. O, jak nam jest wesoło! Tom drugi.

Jest już nas siedmioro w Bullerbyn. Dzieci z Bullerbyn, jak sobie przypominacie, to Lasse, Bosse i ja. I Olle i Britta i Anna. To my jesteśmy dziećmi z Bullerbyn. Lasse, Bosse i ja mieszkamy w Zagrodzie Środkowej, Olle mieszka w Zagrodzie Południowej, a Britta i Anna w Zagrodzie Północnej. W Zagrodzie Północnej mieszka również dziadziuś. Jasne, że tam mieszka, skoro jest dziadziusiem brytyjanny. Lecz my wszyscy w Bullerbyn nazywamy go dziadziusiem, bo jest on jedynym dziadziusiem jakiego mamy. Mamuś i tatusiów mamy więcej. Chcę przez to powiedzieć, że jest jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Północnej i jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Środkowej i jedna mamusia i jeden tatuś w Zagrodzie Południowej.

Och, jakże mu się spieszyło, żeby nas dogonić z pieczeniem. Gdy już ukończyliśmy pieczenie, zgnieśliśmy razem wszystkie obrzynki ciasta i upiekliśmy z tego ciastko, które miało być nagrodą w konkursie urządzanym przez nas co roku. Po południu, gdy już wszystkie pierniki były wyjęte z pieca, włożyliśmy trzysta dwadzieścia dwa ziarnka grochu do butelki i obeszliśmy z nią wszystkie zagrody w Bullerbyn. I wszyscy musieli zgadywać, ile ziarnek grochu jest w butelce. Ten, kto odgadnie najlepiej, miał dostać ciastko w nagrodę. Lasse niósł butelkę, Bosse ciastko, ja zaś notesik, w którym notowałam, ile kto zgadł. Ciastko wygrał dziadziuś, z czego okropnie się ucieszyłam.

Dziadziuś nie widzi, co wieszamy na choince, ponieważ jest prawie niewidomy. Opowiadamy mu jednak wszystko, a wtedy mówi, że widzi to doskonale w głowie. Gdy szliśmy do Christine z Zagajnika, była przecudna pogoda. Taka właśnie, jak powinna być na wieczór wigilijny. Do domku Christine prowadzi mała dróżka, ale nie mogliśmy jej prawie dojrzeć, tyle było śniegu. Lasse niósł koszyk, a Posse i Ole malutką choinkę. Britta, Anna i ja nie miałyśmy już nic do niesienia. Och, co to była za niespodzianka dla Christine, że przyszliśmy. Chociaż z pewnością udawała tylko, bo wie przecież, że przychodzimy co roku.

Dziadziuś też przyszedł, chociaż nie mógł tańczyć. Zdaje się, że tańczyliśmy i znowu jest gwiazdka i koś-koś-owies, co najmniej dwadzieścia razy. Potem ułożyłam wszystkie prezenty na stole koło mego łóżka, bym je mogła zobaczyć od razu, jak się obudzę. Ech, jak przyjemnie jest, gdy jest gwiazdka. Właściwie szkoda, że nie bywa ona trochę częściej. Cz. 5.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.