Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Dzieci z Bullerbyn. Cz. 2

15.06.2025 ·31 min 33 s

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, dzisiaj druga część "Dzieci z Bullerbyn"😎 A jako, że książki tej nie trzeba szczegółowo przedstawiać (przynajmniej tak myślę) to ja po prostu zapraszam "do posłuchania" i subskrybowania kanału 😎

Lasse próbował klnąć po cichu, sam dla siebie, ale widocznie mu nie szło, bo wkrótce przestał. Najweselniej było plewić pierwszego dnia. Potem stało się to już trochę nudne, lecz mimo to musieliśmy plewić dalej, bo wszystkie zagony trzeba było oczyścić z chwastów. Pewnego dnia, zaledwie zapraliśmy się do roboty, Lasse powiedział do Olego. Petruska saldo bum bum. A Oli odpowiedział. Kolifing, kolifing. A Bosse? Moje situacje filibom ararat. Zapytaliśmy ich, co to ma znaczyć, a Lasse odpowiedział, że jest to specjalny język, który tylko chłopcy rozumieją.

Język chłopców jest o wiele lepszy, gdyż jest zbliżony do rosyjskiego, twierdził Lasse. Kolifing, kolifing, powiedział znów Olle. Tylko tyle nauczyłyśmy się z języka chłopców, że wiedziałyśmy, iż oznacza to oczywiście, oczywiście. Od tego też czasu Britta, Anna i ja nigdy nie nazywamy Olego inaczej jak Olle Kolifing. Pewnego popołudnia, właśnie gdy przerwaliśmy plewienie i usiedliśmy na stosie kamieni, by zjeść podwieczorek składający się z kanapki i kakao, niebo zrobiło się zupełnie ciemne i zaczęła się straszna burza. Grad padał tak gęsty, że utworzyły się prawdziwe zaspy, zupełnie jak w zimie.

Christine powiedziała, że możemy, oczywiście, lecz nie była pewna, co powiedzą nasze mamy, gdy wrócimy do domu z kociętami. Wszyscy ludzie chyba lubią kocięta, powiedziała Britta. Prosiliśmy więc i błagali, żeby przynajmniej wolno nam było wziąć je na próbę. Kociąt wystarczyło akurat, by jeden mógł być w zagrodzie północnej i jeden w środkowej i jeden w południowej. Kociątko dla nas wybrał lasę. Było całe w cętki z białą plamką na czole. Britta i Anna dostały zupełnie białego kotka, a kot Olego był cały czarny. Gdy nasze ubrania wyschły, poszliśmy z naszymi kociętami do domu. Cieszę się, że mamie kotków został choć jeden kotek.

Olle musiał wiele razy chodzić i pytać o swoje buty, które wciąż nie były gotowe. Za każdym też razem zabierał ze sobą coś dobrego dla Swipa. Aż do pewnego pięknego dnia, wyobraźcie sobie, Swip nie warczał już na Olego. Szczekał tylko tak, jak psy szczekają, gdy zobaczą kogoś, kogo lubią. Wówczas Ole podszedł i pogłaskał Swipa, a Swip polizał go w rękę. Któregoś dnia szewc przewrócił się i zwichnął nogę. Wówczas przestał zupełnie troszczyć się o to, czy Swip ma coś do jedzenia. Ollemu tak żal było Swipa, że wszedł do szewca i zapytał, czy nie mógłby zaopiekować się Swipem przez ten czas, gdy Grzecznego boli noga.

Co dzień, przez cały czas, gdy Grzecznego bolała noga, Ole chodził do Swipa i biegał z nim po odworze. My też biegaliśmy ze Swipem, ale Swip najwięcej lubił Olego. I nikt inny nie mógł go trzymać na smyczy, bo wtedy Swip warczał. Gdy szewca przestała boleć noga, powiedział do Olego. – Teraz już koniec tych głupstw. Pies ma pilnować domu i siedzieć w budzie. Swip myślał, że będzie mógł już zawsze iść z Ollem na spacer, więc skakał i piszczał, gdy jednak Ole odszedł nie zabierając go ze sobą, Swip skomlił i był bardzo smutny. Opowiadał Olle. Olle też był smutny przez wiele dni. Aż w końcu jego tatuś nie chciał już dłużej patrzeć na to, że Olle chodzi smutny i poszedł do Grzecznego.

I kupił Ollemu Swipa. My, wszystkie dzieci z Bullerbym, poszliśmy do domu Ollego, żeby popatrzeć, jak Olle kąpie Swipa w ich pralni. Pomagaliśmy mu też trochę. Gdy Swip był wykąpany, wytarty i uczesany, wyglądał jak zupełnie inny pies. Teraz Swip nigdy nie bywa zły i nie musi już chodzić na smyczy. W nocy śpi u Olego pod łóżkiem, a gdy my, wszystkie dzieci z Bullerbyn, wracamy ze szkoły, Swip spotyka Olego w połowie drogi i niesie mu tornister. Nigdy jednak nie dochodzi do chaty Grzecznego. Boi się może, że Grzeczny wyjdzie i zabierze go z powrotem. Przyjemnie jest mieć własne zwierzę, lecz dziadziuś też jest dobrą rzeczą.

Bardzo przyjemnie jest mieć takie zupełnie swoje własne zwierzę. Ja też chciałabym mieć psa, ale nie mam. Mamy bardzo wiele zwierząt tutaj w Bullerbyn. Konie, krowy i cielęta i prosiaczki i owce, a mama ma moc kur. To się nazywa kurza ferma w Bullerbyn. A mama wysyła jaja w różne strony ludziom, którzy chcą mieć kurczęta. Jeden z naszych koni nazywa się Ajax i trochę jest mój własny, chociaż nie zupełnie tak samo jak Swip, jest Olego. Mam za to zupełnie własne króliki. Mieszkają w klatce, którą zrobił tatuś i co dzień muszę im dawać trawę i mlecze.

W końcu las se powiedział. Możecie równie dobrze przestać szukać, bo i tak nigdy nie znajdziecie tej mapy. Przestałyśmy więc w końcu szukać. Następnego dnia miałam się spytać Olego, czy może mi pożyczyć tysiąc i jedną noc. Bo padał deszcz i chciałam posiedzieć w domu i poczytać. Lasse i Bosse byli na dworze. Weszłam do ich pokoju, żeby po lipie przeleźć do Olego. Na lipie mieszkał kiedyś mały ptaszek, a w pniu jej była mała dziurka, w której miał swoje dniastko. Teraz już tam nie mieszkał. Przełażąc obok gniazdka, zauważyłam, iż z dziupli zwisa kawałek sznurka.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.