Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Dzieci z Bullerbyn. Cz. 11

14.01.2026 ·37 min 17 s

Kolejna część "Dzieci z Bullerbyn" - jedenasta. Nieuchronnie zbliżamy się do końca lekturki. Prawdopodobnie zostaną nam dwie, w najgorszym wypadku - trzy części.😎 Zapraszam do posłuchania i dobrej zabawy!!😎😁

Potrzyma je w narożnej szafce w swoim pokoju i częstuje nas prawie za każdym razem, gdy do niego przychodzimy. To Britta kupowała cukierki ślazowe. Mieliśmy wielką chęć spróbować trochę, lecz wiedzieliśmy, że nie wolno. Britta schowała je do swego tornistra i powiedziała Jeżeli Szóstka zacznie próbować cukierków, to dla Dziadziusia zostanie tylko torebka. To na nic, powiedział Lasse. Najlepiej będzie, jeśli popędzimy do domu, zanim stanie się nieszczęście. Ruszyliśmy w stronę domu. Lecz Bosse jest tak łakomy na cukierki i podobne rzeczy, że powiedział. Gdybym tak miał koronę, kupiłbym cukierków za całą koronę.

Bosse stał z początku i gapił się tylko na koronę tak, jak gdyby myślał, że to nieprawda. Potem podniósł ją i pobiegł pędem z powrotem, by kupić w sklepy cukierków, tak jak powiedział przedtem. Czekaliśmy na rozstaju. Gdy wrócił, poczęstował nas wszystkich cukierkami. – Pomyśl, jak łatwo jest znajdować pieniądze! – powiedział Bosse. – Jakie sumy człowiek już przegapił! – Ach, jak uważnie wpatrywaliśmy się w ziemię od tej chwili! – Alasse powiedział. Gdyby tak mieć koronę. Bo myślał, że może jakiś trol i jemu da koronę. Nie znalazł jednak korony.

Britta wygrała konkurs. Lasse wziął buty Agdy i schował je do swego tornistra. Potem Olle chciał, żebyśmy zrobili konkurs, kto najdłużej potrafi wstrzymać oddech. Urządziliśmy więc taki konkurs. Na wszelki wypadek jednak odczekaliśmy, aż odejdziemy dalej od domku szewca, bo szewc uważałby może za głupie i to, że staje się pośrodku drogi i wstrzymuje oddech. Wstrzymywaliśmy oddech bardzo długo. Powiedziałam mamie potem, że to oczywiście nie dlatego przyszliśmy tak późno do domu, że tak długo wstrzymywaliśmy oddech, ale w każdym razie było to troszkę dlatego. Lasse twierdził, że wygrał, lecz wówczas Olle powiedział.

Nie, Bosse był bardziej niebieski na twarzy niż ty. Później Lasse zaproponował. A może byśmy tak spróbowali, kto najdalej potrafi pluć? Nie ma jednak sensu, żeby dziewczynki próbowały. W pluciu są do niczego. Britta, Anna i ja rozłościłyśmy się okropnie. Umiemy przecież chyba pluć równie dobrze, jak kto inny. Britta powiedziała nawet, że jeżeli nie mamy brać udziału w pluciu, to w takim razie chłopcy wcale nie potrzebują przychodzić na jej urodziny następnego dnia. Wówczas pozwolili nam. Z góry wiadomo było, że Lasse wygra, chociaż Anna pluła doprawdy dalej niż Bosse i Olle. Szewc ma łąkę, która na wiosnę stoi pod wodą.

Wygląda wówczas zupełnie jak małe jeziorko. Na łące tej leży olbrzymi kamień. Na wiosnę wystaje on ponad wodę, zupełnie jak wyspa. Gdy doszliśmy do łąki szewca, stanęliśmy, żeby sobie trochę odpocząć. Chciałbym przedostać się do tego kamienia, powiedział Lasse. Powiedzieliśmy wszyscy, że my też byśmy chcieli. Wówczas Lasse przyniósł kilka żerdzi z płotu, które ułożył jak mostek do kamienia. Przechodziliśmy więc po kolei przez ten pomost. Najprzód Lasse. Pogoda była śliczna i słoneczna i bardzo przyjemnie było siedzieć na kamieniu w blasku słońca.

Hmm, gdybyśmy tak mieli coś do jedzenia, powiedziała Anna. Nie mieliśmy jednak nic do jedzenia. Cukierki się skończyły. Wówczas Lasse zaczął szukać w swoim tornistrze. Były tam buty Agdy i kanapka z serem, której nie zjadł na drugie śniadanie. Bawiliśmy się, że kamień jest okrętem, który błąka się po morzu i że my jesteśmy marynarzami, którzy każdego dnia mogą umrzeć z głodu, jeśli pomoc nie nadejdzie. Lasse podzielił swój chleb z serem na sześć równych kawałków i dał nam mówiąc. Towarzysze, tylko to dzieli nas od śmierci, lecz bądźcie tacy dzielni jak wasz kapitan. To on oczywiście był kapitanem.

Potem powiedział, że najgorsze było to, że nie mieliśmy wody i czekała nas śmierć z pragnienia. Wówczas odezwał się Bosse. Ależ przecież cała łąka szewca jest pełna wody, aż chlupocze. Lasse odpowiedział na to, że Bosse jest głupi. Dookoła naszego okrętu jest słona woda, a Lasse rozstrzela każdego, kto próbowałby napić się jej. – Bo jeśli się wypije słonej wody, to można zwariować – powiedział Lasse. Położył się następnie na kamieniu i udawał, że bradzi z głodu i pragnienia. A Bosse powiedział. – Coś mi się wydaje, że on się napił tej słonej wody. Potem Lasse ukląkł, złożył ręce i krzyczał.

– No pomoc, no pomoc! Tak, że aż się rozlegało i aż ciarki przechodziły po mnie. Gdy tak krzyczał w najlepsze, zobaczyliśmy nagle pędzącego szewca. Myślał, że Lasse naprawdę wzywa pomocy i był zły jak osa. – Skoro żeście tam powłazili, to możecie chyba równie dobrze stamtąd powyłazić, zatracone bachory. Wlazł jednak do wody i przeniósł nas każde z osobna z kamienia na ląd. To jednak było okrzeczne z jego strony, że nas uratował, chociaż cały czas wymyślał i nawet nóg sobie nie zamoczył, bo miał gumowe buty. Właściwie było to zupełnie niepotrzebne. Nie mieliśmy jednak odwagi mu tego powiedzieć.

Umykaliśmy stamtąd czym prędzej, a on krzyczał jeszcze za nami, że nic na świecie mu tak nie obrzydło, jak dzieciaki z Bullerbyn i żebyśmy na drugi raz zostawili jego żercie w spokoju. Gdy już uszliśmy spory kawałek drogi, spojrzałam na tornister Lassego i zawołałam. – A co zrobiłeś z butami Agdy? Lasse miał przerażoną minę. Powiedział, że buty zostały oczywiście na kamieniu. Położył je tam, gdy szukał kanapki. Zawróciliśmy więc wszyscy, bo było nam żal Lassego, że musi iść sam. To jest buty Agdy.

Udawaliśmy też, że na wraku pełno jest innych piratów, którzy też chcą zdobyć skarb, więc biegaliśmy wokoło po wodzie i strzelaliśmy do tamtych piratów. Lasse dowodził nami, gdy wdrapywaliśmy się na wrak z nożami w zębach. To były oczywiście tylko patyki, ale udawaliśmy, że to są noże. W końcu stanęliśmy wszyscy na kamieniu, a Lasse zaczął wymachiwać butami Agnę nad głową i krzyczeć. Głup jest nasz. Śmierć każdemu, kto się do nas zbliży. Wtedy przyszedł Szewc. To właśnie on zbliżał się do nas. Biedny, aż mi go było żal, gdy nas zobaczył, bo teraz zrozumiał, że na próżno nas ratował.

Wytrapywaliśmy się więc po kolei na drzewo i zaglądaliśmy do gniazdka. Leżały w nim cztery jasno-niebieskie jajeczka. Bosse ma już takie jajeczka w swoim zbiorze. Bosse bardzo interesuje się ptakami i ptasimi gniazdkami. Oglądaliśmy jajeczka bardzo ostrożnie. To nie trwało przecież długo. Chociaż gdy opowiedziałam to wszystko mamie powiedziała. Teraz zaczynam rozumieć, że jest wprost niemożliwe, żebyście wracali ze szkoły wcześniej niż o piątej. Lasse poszedł do Agdy i powiedział, że jutro dostanie swoje podzelowane buty. Są w bezpiecznym miejscu. Nie powinna się wcale obawiać, że przepadną w ciągu nocy.

Lecz olle biedaczek boi się jeszcze więcej niż ja wyrwania zębów. Gdy wracaliśmy ze szkoły, próbowaliśmy wszyscy po kolei, czy ząb już się bardzo rusza. I rzeczywiście bardzo się ruszał. – Taki jak ten twój, to mogę wypstryknąć raz, dwa – pochwalił się Bosse. – Nie wypstrykniesz – powiedział Olle. Całą drogę szedł ze zwieszoną głową i niewiele mówił. Eee, nie smuć się z tego powodu, powiedziałam. Bo to tylko wtedy jest nieprzyjemnie, gdy się ma samemu taki ruszający się ząb. Wiem, co zrobimy, powiedział Lasse. Gdy przyjdziemy do domu, zawiążesz grubą nitkę wokół zęba, a drugi jej koniec przywiążemy do płotu.

Nagle jednak zaczynał markotnieć, pociągał bojaźliwie za nitkę i wzdychał. – Teraz jest siódma, a ty jeszcze nie wyrwałeś tego zęba – powiedział w końcu Lasse. – Może jednak spróbujemy z tym żelazem? Bosse poprosił, żeby jeszcze raz pokazać mu ząb i powiedział. To przecież głupstwo. On trzyma się tylko na jednym cieniutkim pasemku skóry. Wyciągnij go i już. Olle wzdrygnął się, gdy to usłyszał. Właśnie to ostatnie cieniutkie pasemko jest najgorsze. Gdy już mieliśmy dość grania w piłkę, poszliśmy na górę do dziadziusia. Opowiedzieliśmy mu, że Olle ma ruszający się ząb. Musi go dziś wieczorem wyciągnąć, bo pani nauczycielka chce jutro obejrzeć dziurkę.

Powiedzieliśmy dziadziusiowi dobranoc i wyszliśmy na dwór. – No i jakże będzie z twoim zębem? – zapytał Lasse. Czy ma siedzieć tak długo, aż będzie taki stary jak dziadziuś? Olle rozgniewał się, czemu się wcale nie dziwię. Przeszkadza ci? To chyba mój ząb, o ile wiem. Tak, ale kiedy go wyciągniesz? – zapytała Britta. Olle zaczął dłubać przy nitce i odpowiedział. Jutro rano może. Potem pobiegł do siebie biedaczek. Wówczas Lasse powiedział. – Szkoda Ollego. Wiem, co zrobię. Kiedy Olle zaśnie, wejdę do niego i wyrwę mu ząb.

– A jakże będziesz mógł to zrobić? – dziwiliśmy się. – Dam radę. Lekarz-dentysta Lasse Eriksson wyrywa zęby ze znieczuleniem. Powiedział i wypiął dumnie brzuch. Wtedy powiedzieliśmy, że chcemy pójść z nim razem i popatrzeć. Pobiegliśmy więc wszyscy do pokoju Lassego i Bossego i usiedliśmy w oczekiwaniu. Wszystkie trzy domy w Bullerbyn stoją tak blisko siebie, że tylko parę metrów dzieli Zagrodę Południową, gdzie mieszka Olle, od Środkowej, w której my mieszkamy. Pomiędzy domami zaś rośnie Lipa, po której zawsze Lasse, Bosse i Olle przełażą, gdy się odwiedzają. Pokój Ollego położony jest akurat naprzeciwko pokoju Lassego, w którym siedzieliśmy i czekali.

Słyszeliśmy, że Olle coś jeszcze robi w swoim pokoju. – Czy położysz się niedługo, Olle? – zawołał w końcu Lasse. – Idź i połóż się sam! – krzyknął Olle. — Ja i Bosse już leżymy — zawołał Lasse. A my chichotałyśmy cichutko, bo oni leżeli przecież na podłodze i mieli ubrania na sobie. — Czy nie jesteś śpiący, Olle? — spytał Bosse po chwili. — Tak, ale wy tak krzyczycie, że nie można spać — odpowiedział Olle. Mieliśmy więc nadzieję, że jednak się położył. — Wskaź światło, Olle — zawołał Lasse.

– Ty sam zgaś! – krzyknął Olle. Wtedy las se zgasił światło. Siedzieliśmy po ciemku i czekaliśmy. Po krótkiej chwili Olle zgasił światło w swoim pokoju. – Żeby chociaż prędko usnął, bo inaczej ja usnę! – powiedziała Anna ziewając. Wówczas usłyszeliśmy, jak coś zaszeleściło na lipie. Doszedł Olle. Ta Anna i ja wślizgnęłyśmy się szybko do dużej szafy w ścianie, a Lasse i Bosse rzucili się na swoje łóżka i podciągnęli sobie kołdry pod brodę. — Słuchaj, Bosse — powiedział Olle. — Ja może jutro będę chory i nie będę mógł iść do szkoły.

W takim razie nie czekajcie na mnie. — Chory? Dlaczego miałbyś być chory? — spytał Lasse. Gdybyś tylko chodził w porę spać wieczorami, to byłbyś zdrowy jak ryba. Boli mnie brzuch. Poskarżył się Olle i wlazł z powrotem do siebie. Jestem pewna, że brzuch balał go tylko dlatego, że był tak zdenerwowany tym zębem. Czekaliśmy długo i w końcu tak nam się chciało spać, że ledwie patrzyliśmy na oczy. Już chyba teraz zasnął. Powiedział w końcu Lasse i wylazł na lipę. – Czy jeszcze nie śpisz, Olle? – zapytał, jak mógł najciszej. – Nie, teraz już nie śpię – odpowiedział Olle.

Musieliśmy więc znowu usiąść i jeszcze trochę poczekać. W końcu Lasse powiedział, że musi pójść zobaczyć, czy Olle zasnął, bo jeżeli jeszcze nie, to znaczy, że jest chory i że trzeba wezwać do niego lekarza. Wówczas wyleźliśmy na lipę wszyscy, tak cichutko, jak tylko się dało. Lasse miał ze sobą swoją kieszonkową latarkę. Zaświecił nad łóżkiem Ollego. Olle leżał i spał, a gruba nitka zwisała mu z ust. Zrobiło mi się okropnie nieprzyjemnie, bo sama wiedziałam, jak to jest nieprzyjemne – rwać zęby. Jeśli to będzie bardzo bolało, to może Ola zacznie krzyczeć. I co powie, gdy nas tam wszystkich zobaczy?

Las se ujął mocno grubą nitkę i powiedział. Raz, dwa, trzy, na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie, a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie. I właśnie, gdy wymawiał huknie, pociągnął i na końcu nitki dyndał już ząb. A Ola się nawet nie obudził. Mroknął tylko przez sen. Tak mi brzuch boli. Bosse próbował go obudzić, lecz nie mógł. Lasse powiedział, że to nawet dobrze, bo inaczej Olle może pomyślałby, że to jakieś duchy przyszły i wyrwały mu ząb. Lasse przywiązał nitkę do lampy pod sufitem, a na tej długiej nitce dędał ząb.

Pewno, że nie. Oczywiście ze znieczuleniem. Powiedział Lasse. Postanowiliśmy, że zawsze będziemy sobie nawzajem wyrywać w nocy zęby. To znaczy oczywiście te, które będą się ruszały. Gdy przyszliśmy do szkoły, Olle poszedł prosto do pani, otworzył szeroko usta i powiedział. Niech pani zobaczy, wyrwałem ząb. Prawdę mówiąc, to ja. Mruknął Lasse ze swojej ławki. Lecz pani tego nie słyszała. Anna i ja same nie wiemy, co robimy. Anna i ja mamy za przystanią specjalne miejsce, gdzie rosną pierwsze sasanki.

— Nie wiem nawet, czy to ma sens, żebym ja ją jeszcze pocałowała. — Tylko się nie wykręcaj. Proszę bardzo, księżniczko Sasanko. Wówczas Anna wzięła żabę i pocałowała ją szybko, szybko, Ale tak się spieszyła, że z pośpiechu upuściła ją do rowu. A żabka dała nurka tak prędko, jak tylko mogła. – Ty gapo! – krzyknęłam. – Czy mychnął nasz zaczarowany książę? – Wiesz co? – powiedziała Anna. – Mnie się zdaje, że księżniczki powinny być prawdziwe, żeby to mogło odnieść skutek z taką obrzydliwą żabą. Wówczas usłyszałyśmy głośny śmiech za krzakami. Stali tam Britta, Lasse, Bosse i Olle.

Widzieli i słyszeli wszystko. — Patrzcie! Oto siedzą te, co same nie wiedzą, co robią! — powiedziała Britta. A Lasse wzniósł oczy do nieba i wołał. — O mój zielony pałac! O moja szumiąca rzeka! O moje białe, białe kwiaty! – O moje białe, białe króliki! – wołał Bossy. – No wtedy żaba dostała królestwo i półksiężniczki – wołał Olle, skręcając się ze śmiechu. Wtedy Anna wzięła pustą puszkę od konserw, którą miałyśmy w parowie, napełniła ją wodą i chlustnęła nią prosto na Ollego. – Uszalałaś? – krzyknął Olle. – Co ty robisz?

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.