Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Baśnie i bajki polskie - KWIAT PAPROCI.

30.06.2024 ·31 min 22 s · 7 rozdziałów · 1 sponsor

Co prawda Noc Świętojańska była w tamtym tygodniu, ale że ja w tym czasie skakałam przez ogniska - jakoś tak nie publikuje w punkt. Ale... może i lepiej, bo a nuż ktoś chciałby Kwiat ten magiczny szukać ;)UFFF... przymierzałam się do tej bajki już od dłuższego czasu, bo czytanie staropolskiego (czy prawie staropolskiego) to naprawdę WYZWANIE!Jednocześnie jest to jednak nasze "dziedzictwo" i nie chciałam za bardzo upraszczać, nawet jeżeli wydaje się to zbyt trudne dla dzieciaków.Myślę również, że nieco przywykliście do tego że nie czytam bajek o zbyt uproszczonych formach językowych bo mam takie dziwne (dla niektórych) przekonanie, ze jeżeli chcemy się rozwijać (a dzieci też to dotyczy) to powinniśmy sięgać wyżej, ponad nasz obecny poziom....znowu zrzędzę? xD stara jestem - lubię to! xDMam nadzieję, że mimo wszystko bajka się spodoba, chociaż nie szalałam z ekspresją - a w najgorszym (lub najlepszym) razie - szybko uśpi xDSłowniczek: "Zasromał się" - to staropolskie "zawstydził się": zdecydowanie nie jest już używane, z wiadomych względów, ale nie zmieniałam - fajnie czasami znać dziwne (obecnie) wyrazy ;) P.S. W tle słychać wiatr - nie czyściłam, bo tak jest bardziej naturalnie :)

0:07 · Shopify 2

Taką już miał naturę. Co pod nogami znalazł, po co tylko ręką było sięgnąć, to sobie lekce ważył i za nic miał. A o co się musiał dobijać, karku nadłamać, najwięcej mu smakowało. Trafiło się wtedy raz, że gdy wieczorem przy ogniu siedzieli, a on sobie kij kozikiem wyrzynał, chcąc koniecznie psią głowę na nim posadzić, stara Niemczycha, baba okrutnie rozumna, która po świecie bywała i znała wszystko, poczęła opowiadać o tym kwiecie paproci. Ciekawy jacuś słuchał i tak się zasłuchał, że aż mu kij z rąk wypadł, a kozikiem sobie omal palców nie pozażynał.

Niemczycha o kwiecie paproci opowiadała tak, jakby go sama na żywe oczy widziała, choć po jej łachmanach szczęścia nie było znać. Gdy skończyła, Jacuś powiedział sobie, niech się dzieje, co chce, a ja ten kwiat, ten dostać muszę. Dostanę go, bo człowiek, kiedy chce mocno, a powie sobie, że musi to być, zawsze w końcu na swoim postawi. Jacuś to często powtarzał i takie miał głupie przekonanie. Tuż pod wioską, w której stała chata rodzicieli Jacusia z ogrodem i polem, był niedaleko las, a pod nim właśnie obchodzono sobótki. Ognie palono w noc świętojańską.

Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.