Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie polskie. TAJEMNICA SZYFRU MARABUTA

16.03.2025 ·46 min 9 s · 3 rozdziały

No i oto bajka z wątkiem kryminalnym😎 (dokładnie to pierwsze dwa rozdziały 😉) Nieco starsze pokolenie pewnie pamięta, że była kiedyś animacja z dość fantazyjnymi postaciami, która niestety rzadko była powtarzana. Z mojej perspektywy - szkoda. Dlatego też postanowiłam przypomnieć tę historyjkę😎😁 Jeżeli się spodoba (PISZCIE W KOMENTARZACH) będę kontynuowała, aż do zakończenia bajki Jeżeli nie - to w przyszły weekend kolejna historyjka z "zupełnie innej beczki"😁

17:12 · Rozdział drugi. Tajemniczy słoik 2

Wróbel odsunął malca i śpiesznie ruszył w kierunku drogi. Czuł, że musi kogoś poinformować o swoim odkryciu. Nie chciał jednak wywoływać zbędnej sensacji. Z przeciwnej strony nadbiegał właśnie, sapiąc i fumkając tłusty fum. Machał wielkim, słunkowym kapeluszem i nawoływał. – Słuchajcie, słuchajcie, ważna nowina. Reżyser filmowy Gluś został porwany. – Ja tam nie wierzę w żadne słowa tego tłuszczocha. Na pewno to jakiś chwyt reklamowy – powiedziała Lala, moszcząc się w dołku. Wokół fuma zebrała się spora grupka plażowiczów. — Możecie sami sprawdzić — parsknął Fum, oburzony brakiem zaufania słuchaczy.

Gada, żeby gadać. On sparł niechętnie w rubel i zabierał się do odejścia. Fum zatrzymał go jednak z oburzeniem. Przecież widzę, mój kochany, że masz ze sobą jakiś słoik. Pokaż to swoją rewelację. Tłuszczoch wyrwał mu słoik wraz z kartką. Za chwilę cała okolica rozbrzmiewała jego triumfalnymi okrzykami. Mamy ślad! Mamy ślad! Chodźcie tu wszyscy, wszyscy! Ponieważ pewna liczba plażowiczów już i tak zwinęła swoje koce, wokół fuma bardzo szybko formował się krąg słuchaczy. Ten zaś stał na pieńku i coraz barwniej opowiadał historię odkrycia słoika, wiążąc ją oczywiście z powagą obwieszczenia bielącego za jego plecami. — Moim zdaniem było tak — perorował.

37:23 · Rozdział trzeci. Poszukiwania 4

A czasem nawet otworzyć je ze słowami, prosimy bardzo, co mile zaskakiwało przybysza. Kot, zadowolony, że sygnalizacja pozwala mu na wyprzedzenie, włączył maszynkę, postawił czajnik z wodą i nim zadzwonił dzwonek, otworzył szeroko drzwi, mówiąc z elegancją, prosimy do środeczka. Tym razem jednak on się zdziwił. Bardziej niż spodziewani goście. Zobaczył bowiem nie tylko lale w towarzystwie Fuma w słonkowym kapeluszu, ale także nadchodzących właśnie, przepychających się i tłoczących na schodach prawie wszystkich obywateli okolicy. Obie strony znieruchomiały zdumione swoim widokiem. Przez sekundę tłum wyglądał tak, jakby ustawił się do zbiorowej fotografii.

— Kajetanie? — zawołał, odzyskując orientację makawity. — Pozwól tu na moment. Wielki detektyw stał już za jego plecami. — Od razu wiedziałem, że to kiwanie jest nietypowe — mruknął w ucho przyjaciela, a głośno powiedział. — Bardzo przepraszam, moi kochani, że nie proszę do środka, ale sami chyba rozumiecie. Czy stało się jakieś nieszczęście? Wspisnęła Lala wskazując na Fuma, który trzymał w jednej ręce papier, a w drugiej słoik. Chrums bez słowa wziął od Fuma oba przedmioty i obejrzał je dokładnie. – Czy to ty znalazłeś ten słoik? – zapytał, patrząc bacznie na Fuma.

Wróbel go wykopał. Mały Asiak, który dzięki temu, że był malutki, przecisnął się łatwiej do przodu, zawołał na cały głos. – Wszystkie dołki fumą wykopuje zawsze Wróbel. To właśnie on znalazł słoik w tataraku. Sam widziałem. Z przejęcia znowu kilkakrotnie podskoczył, ale oto i sam wróbel przecisnął się wreszcie do drzwi norki i zaczął wyjaśnienia. Cłoik leżał w tataraku i rzęsie do połowy napełniony wodą. Myślałem, że jakiś brudas go wyrzucił, więc chciałem zanieść do kosza na śmieci. No i zobaczyłem ten napis. Wróbel z zakłopotaniem przystępował z nogi na nogę. Nie lubił przemawiać publicznie.

— Na pewno znajdziemy i przywieziemy ich w pętach. — A więc do jutra rana. Uroczyście oznajmił kajetan. — Kto tylko może, sprząta brzegi strumienia. Specjalnie liczę na przywódców. Z godnością oparł łapkę na ramieniu śpiocha i tłuściocha. — Tak jest! Wyprężyli się oba jak struny. – Jesteśmy gotowi! – Wykonać! – z zadowoleniem zakomenderował Chrums. Oba fumy wykonały z lekka nieprzepisowo, o mało nie zderzyły się plecami, zwrot i z zapałem zaczęły się umawiać z poszczególnymi krewniakami na jutrzejszą wyprawę. Lala rzucała każdemu z nich spojrzenia pełne zalotności i podziwu. Nie upłynęło piętnaście minut, a całe towarzystwo rozeszło się, omawiając szczegóły i przyrzekając sobie nawzajem budzenie.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.