Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Bajki i baśnie polskie. TAJEMNICA SZYFRU MARABUTA

16.03.2025 ·46 min 9 s · 3 rozdziały

No i oto bajka z wątkiem kryminalnym😎 (dokładnie to pierwsze dwa rozdziały 😉) Nieco starsze pokolenie pewnie pamięta, że była kiedyś animacja z dość fantazyjnymi postaciami, która niestety rzadko była powtarzana. Z mojej perspektywy - szkoda. Dlatego też postanowiłam przypomnieć tę historyjkę😎😁 Jeżeli się spodoba (PISZCIE W KOMENTARZACH) będę kontynuowała, aż do zakończenia bajki Jeżeli nie - to w przyszły weekend kolejna historyjka z "zupełnie innej beczki"😁

0:00 · Rozdział pierwszy. Porowanie 1

Breweriarz wicewersów, młodzieńcza piosenka Brąby, a nawet starożytne dzieło spisane jeszcze pismem obrazkowym, bździągła skowana. Natomiast reżyser filmowy, Gluś, prawie codziennie odwiedzał norkę z okalającym drzwi złoconym napisem biblioteka, regularnie kompletując materiały do swoich kolejnych scenariuszy. Puciek, dostrzegłszy, że Makawity zamierza scenografować, zaczął mówić. Gluś przyszedł jak zwykle po południu. Chwilę rozmawialiśmy. – O czym? – zapytał kot. – O ostatnim filmie Glusia zatytułowanym Fum Pechowiec. Miałem zaszczyt uczestniczyć w przedpremierowym pokazie i autor pytał mnie o zdanie.

17:12 · Rozdział drugi. Tajemniczy słoik 6

Okolica Strumienia nazywana była przez jej mieszkańców po prostu naszą okolicą, a jej granice wyznaczał z jednej strony las oraz leżące pod nim łąki, z drugiej zaś peryferie wielkiego miasta. W gruncie rzeczy mało kto wybierał się z naszej okolicy dalej niż do domu najdalszego sąsiada. Chodziło się wprawdzie do lasu na grzyby i poziomki. Chrums i Makawity podejmowali w sobie tylko w wiadomych celach tajemnicze wyprawy aż do wielkiego miasta. A Bromba, wieczny wędrowiec, nie przepuściła żadnej dróżce w nadziei, że na jej końcu spotka kogoś, komu będzie mogła coś zmierzyć lub zważyć. Lecz znakomita większość – asiaki i esiaki, pućki i paćki, rodziny fumów i drozdów, siostry wiewiórki, stary wróbel, dwie wrony, apolonia, jeofermia, kubryk i puderman – słowem wszyscy, których los Glusia mógł być bliski – niechętnie udawali się w dalsze podróże.

Trudno więc się dziwić, że w tak upalny dzień plaża nad strumieniem była zapełniona. Właśnie kilka fumich rodzin rozstawiało przeciwsłoneczne parowaniki i dwie z nich awanturowały się o to, do kogo należy dołek. – Myśmy tu byli wczoraj i przedwczoraj – darł się fum, przezywany śpiochem. – A myśmy sobie ten dołek wykopali trzy dni temu – piszczała ze złością fumica zwana lalą. – Już widzę, jak wasza rodzina coś wykopuje. I to mówi ktoś, kogo nazywają śpiochem, krzyczała rozwścieczona lala.

Wróbel odsunął malca i śpiesznie ruszył w kierunku drogi. Czuł, że musi kogoś poinformować o swoim odkryciu. Nie chciał jednak wywoływać zbędnej sensacji. Z przeciwnej strony nadbiegał właśnie, sapiąc i fumkając tłusty fum. Machał wielkim, słunkowym kapeluszem i nawoływał. – Słuchajcie, słuchajcie, ważna nowina. Reżyser filmowy Gluś został porwany. – Ja tam nie wierzę w żadne słowa tego tłuszczocha. Na pewno to jakiś chwyt reklamowy – powiedziała Lala, moszcząc się w dołku. Wokół fuma zebrała się spora grupka plażowiczów. — Możecie sami sprawdzić — parsknął Fum, oburzony brakiem zaufania słuchaczy.

Tłusty fum stał z triumfującym wyrazem twarzy. Oparł się nonszalansko o drzewo i wachlował szerokim rondem panamy. Są tacy, co muszą dotknąć, bo nie starcza im fakt, że to ja powiedziałem – wymyślał coraz liczniej zbierającej się publiczności. – Jeśli ja mówię, to znaczy, że wiem, co mówię – rzekł dumnie. – Zresztą zobaczcie, w czyim imieniu dano ogłoszenie. Widzowie nachylali się nad obwieszczeniem i przestawali wątpić. Każdy bowiem wiedział, że jeżeli pod spodem widnieje nazwisko Kajetana Hrumsa, nie ma mowy o żartach.

Gada, żeby gadać. On sparł niechętnie w rubel i zabierał się do odejścia. Fum zatrzymał go jednak z oburzeniem. Przecież widzę, mój kochany, że masz ze sobą jakiś słoik. Pokaż to swoją rewelację. Tłuszczoch wyrwał mu słoik wraz z kartką. Za chwilę cała okolica rozbrzmiewała jego triumfalnymi okrzykami. Mamy ślad! Mamy ślad! Chodźcie tu wszyscy, wszyscy! Ponieważ pewna liczba plażowiczów już i tak zwinęła swoje koce, wokół fuma bardzo szybko formował się krąg słuchaczy. Ten zaś stał na pieńku i coraz barwniej opowiadał historię odkrycia słoika, wiążąc ją oczywiście z powagą obwieszczenia bielącego za jego plecami. — Moim zdaniem było tak — perorował.

— Gdzieś w Sitowiu zastępy wroga posiadają swoją kryjówkę, a Gluś, zmyliwszy strażę, wyrzucił ten oto słoik. Zachwycona Lala zaczęła bić brawo. — Słoik! — zawołała radośnie. — Rzeczywiście słoik! — Tak czy inaczej, trzeba to zanieść do norki Kajetana — powiedział stary wróbel, bezskutecznie usiłując odebrać swoje znalezisko. Fum zaakceptował ten pogląd, jednakże nadał mu swoją interpretację. – Słusznie – zwołał ponownie, wznosząc w górę słoik. – Każdy, kto był obecny na plaży, powinien być świadkiem naszego odkrycia. Żądam, aby wszyscy udali się za mną. – Ja? Ja byłam najbliżej. Przecież to chodziło o mój dołek. – ucieszyła się Lala.

37:23 · Rozdział trzeci. Poszukiwania 6

– Proszę mnie przepuścić do środka. W taki oto sposób uformował się pochód, na czele którego w towarzystwie wytwornej lali, kroczył tłusty fum w słomkowym kapeluszu, w środku ciągnęli wszyscy ciekawcy obwieszeni plażowymi torbami, kocami, piłkami, leżakami itp. Z tyłu natomiast wlugł się przygnębiony i zrezygnowany stary wróbel. Mały Asiak, który nie odstępował go ani na krok, był zrozpaczony. – Wujku, – powiedział markotnie, – ja naprawdę nie chciałem. Jeśli chcesz, możesz mnie zbić. – Co też masz za pomysły? – oburzył się Wróbel. – Lepiej patrz i ucz się, żebyś nie był taki jak oni, wiadrin w ucho.

A czasem nawet otworzyć je ze słowami, prosimy bardzo, co mile zaskakiwało przybysza. Kot, zadowolony, że sygnalizacja pozwala mu na wyprzedzenie, włączył maszynkę, postawił czajnik z wodą i nim zadzwonił dzwonek, otworzył szeroko drzwi, mówiąc z elegancją, prosimy do środeczka. Tym razem jednak on się zdziwił. Bardziej niż spodziewani goście. Zobaczył bowiem nie tylko lale w towarzystwie Fuma w słonkowym kapeluszu, ale także nadchodzących właśnie, przepychających się i tłoczących na schodach prawie wszystkich obywateli okolicy. Obie strony znieruchomiały zdumione swoim widokiem. Przez sekundę tłum wyglądał tak, jakby ustawił się do zbiorowej fotografii.

— Kajetanie? — zawołał, odzyskując orientację makawity. — Pozwól tu na moment. Wielki detektyw stał już za jego plecami. — Od razu wiedziałem, że to kiwanie jest nietypowe — mruknął w ucho przyjaciela, a głośno powiedział. — Bardzo przepraszam, moi kochani, że nie proszę do środka, ale sami chyba rozumiecie. Czy stało się jakieś nieszczęście? Wspisnęła Lala wskazując na Fuma, który trzymał w jednej ręce papier, a w drugiej słoik. Chrums bez słowa wziął od Fuma oba przedmioty i obejrzał je dokładnie. – Czy to ty znalazłeś ten słoik? – zapytał, patrząc bacznie na Fuma.

– Znaleźliśmy go na plaży, ale pewnie wysłał go Gluś, zmyliwszy uprzednio strażę – oświadczył zadowolony z siebie Fum. Mnie chodzi o to, kto pierwszy zobaczył słoik i miejsce, gdzie zobaczył, wyjaśnił Caden. Więc tego, no, zaczął fum niepewnie. O ile sobie przypominam, to pierwszy, że była pani Lala. Tak, tak, potwierdziła zapałem Lala. Chodziło o wykopanie nowego domka, bo stary zajął śpioch. – Wcale nie zająłem – wtrącił się Śpioch. – Wróciłem tylko do swojego. – Taki tam twój. Lala Poczerwieniaka gotowa znowu wszcząć awanturę.

– A czemu oni wszyscy przyszli z tobą? – zapytał Makawity. Fum odzyskał właśnie pewność siebie, więc dziarsko zawołał. – Zamiżamy podjąć zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Powinniśmy przecząsnąć oba brzegi strumienia aż do źródeł. Trudno było ustalić, czy Kajetan Chrumps uśmiechnął się porozumiewawczo do kota, czy tylko było to złudzenie wywołane długimi cieniami, jakie rzucały ich sylwetki w świetle pomarańczowo zachodzącego słońca. Całkiem niezła myśl. Odezwał się wreszcie. Zamiast leniuchować przez cały dzień na leżąco, rzeczywiście moglibyście przeszukać zarośla i trawy nad wodą. Jeżeli nawet nie znajdziecie następnego słoika, to przynajmniej dokładnie posprzątacie teren.

Złapiemy porywaczy. Glusia! – entuzjazmował się Śpioch. — Najważniejsza jest precyzja — z powagą doradził kot Makawity. — Każdy papierek, każdą puszkę należy najpierw dokładnie zbadać, a potem wrzucić do kosza na śmieci. — A kiedy ich już złapiemy, to co zrobimy? — zapytała Lala. — Ukażemy surowo — odparł kot. — My niestety będziemy musieli zająć się czymś innym — dodał Kajetan. — Sądzę jednak, że można na was polegać. Tu zwrócił się do całej gromady, głównie składającej się z fumów, asiaków i esiaków. — Naturalnie, oczywiście! — wołali na wyścigi.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.