Bajki i baśnie polskie. TAJEMNICA SZYFRU MARABUTA
No i oto bajka z wątkiem kryminalnym😎 (dokładnie to pierwsze dwa rozdziały 😉) Nieco starsze pokolenie pewnie pamięta, że była kiedyś animacja z dość fantazyjnymi postaciami, która niestety rzadko była powtarzana. Z mojej perspektywy - szkoda. Dlatego też postanowiłam przypomnieć tę historyjkę😎😁 Jeżeli się spodoba (PISZCIE W KOMENTARZACH) będę kontynuowała, aż do zakończenia bajki Jeżeli nie - to w przyszły weekend kolejna historyjka z "zupełnie innej beczki"😁
Bajki i baśnie polskie. Maciej Wojtyszko. Tajemnice Szyfru Marabuta. Rozdział pierwszy. Porowanie. Ciszę nocy rozdarło gwałtowne błomotanie w okiennicy. Ktoś, kto tak stuka, nie dostrzegając frędzli dzwonka, musi mieć pilną sprawę do załatwienia, pomyślał Kajetan Chrums, narzucając na siebie szlafrok w żółte piwonie. Czy mi się zdawało, czy ktoś pukał? Dobiegł go z góry senny głos kota makawitego. Nie mylisz się, mój drogi, odparł Chrums.
Jest to osobnik niskiego wzrostu, z lekka utykający na lewą nogę, który kilka lat temu brał udział w wielkich zawodach żeglarskich na strumieniu, a obecnie zajmuje się swoją biblioteką. – Jak na to wpadłeś, kajetanie? – zapytał zdumiony kot. – Po prostu usłyszałem głos Pućka – odparł skromnie wielki detektyw. Geniusz, naprawdę geniusz, mruczał kot, drepcząc w przydeptanych pantoflach do drzwi wejściowych. Była to ze wszech miar właściwa ocena przenikliwości i spostrzegawczości towarzysza. Kajetan Chrums i kot Makawity, dwaj wybitni detektywi, zajmowali wspólnie piękną norkę z numerem 47.
I słusznie. Puciek wpadł do norki cały zdyszany i zaczerwieniony od szybkiego biegu. Był zupełnie mokry, gdyż pędząc wśród traw strząsał na siebie tysiące kropel zapowiadających poranek rosy. – Czy zastałem kajetana chrumsa? – zapytał drżącym głosem. – Czy może mnie przyjąć? – Zawsze do usług – odparł uprzejmie kot. – Ale może chociaż chciałbyś się przebrać? – Nie ma chwili do stracenia. Zawoło spazmatycznie Puciek, a spostrzegszy wchodzącego do przedpokoju Kajetana Chrumsa, pisnął – Gluś porwany! I zemdlał.
– Trzeba go spryskać sokiem porzeczkowym – powiedział Kajetan. – To zazwyczaj daje dobre rezultaty. Rzeczywiście, Puciek pokropiony sokiem, przebrany w zieloną kurtkę Chrumsa, ułożony wygodnie w fotelu, szybko dochodził do siebie. Był on miłym i cenionym powszechnie działaczem społecznym, kiedy kilka lat temu podczas zawodów żeglarskich nieszczęśliwy przypadek spowodował, że okulał na jedną łapkę. Puciek postanowił poświęcić się pracy dla dobra ogółu. Jego biblioteka należała do największych i znajdowały się w niej unikaty takie jak np. rękopis poematu Fikandra pt. Cień moich uszu przeklęty, pciuchów Teoria czasu, Pudliszka młodszego,
Rzuciłem się rozgarniać książki, sądziłem bowiem, że Gluś znajduje się pod spodem. Przekopałem korytarz, najpierw w jednym kierunku, potem w przeciwnym, potem jeszcze raz. Ponieważ nie było rezultatów, zacząłem działać bardziej metodycznie. Ustawiłem prosto regały, układałem książki na półkach w szaleńczym pośpiechu. Ustawiłem już prawie wszystkie, ale... Ale glusia nie było. Dokończył Kajetan Hrums. Ale glusia nie było nigdzie. Powtórzył bibliotekarz łamiącym się głosem. Mój telefon był nieczynny. Pomyślałem sobie, że najlepiej zrobię przychodząc tutaj. Bardzo słusznie. Pochwalił go Kajetan. Postąpiłeś jak należało.
Ogarnęło go przerażenie. Chrumps i Makawity. Chrumps i Makawity. Czemu pozwoliłem Malwince samej? Wprawdzie prosiła mnie, żebym sobie nie przeszkadzał, żebym pracował, ale jak mogłem, jak mogłem! Jednym skokiem dopadł drzwi. Pędził w kierunku nadchodzących tak, że aż mu uszy zaczęły furgotać na wietrze. – Co się stało, malwince, co się stało? – myślał z rozpaczą. Wtem przyszło mu do głowy, że jeśli przyjaciele zobaczą go w takim stanie, nie zechcą mu powiedzieć całej prawdy. Zatrzymał się gwałtownie. – Zachowam się jak gdyby nigdy nic, jakbym niczego się nie spodziewał – postanowił.
Artyści zawsze wzbudzają podejrzenia, drogi przyjacielu, powiedział Chrums. Artyści po to są. Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć. Jakby ci to wytłumaczyć? Wzrok Kajetana spoczął na kartce z niedokończonym wierszem. Niby meteory lecą, myśli moje. Wiesz zapewne, że jestem autorem Marsza Cierzpliwych Detektywów. Otóż ja sam tego nie rozumiałem, dopóki nie stałem się autorem. Dopiero gdybyś sam pisał. Może po prostu spróbuj coś stworzyć, na przykład sonet? Sonet powiadasz? Makawity nie był pewny, czy przyjaciel nie żartuje.
— Wydaje mi się, że papier pochodzi z jego podręcznego notesika. — Tak też przypuszczałem — oznajmił Chrums. — Czy mógłbyś powiedzieć, o czym ostatnio rozmawialiście z Glusiem? — Och — rzachnął się poeta. Bardzo trudno ustalić. Przecież codziennie przychodził na obiad. Mieliśmy tyle tematów. – Spróbuj sobie jednak coś przypomnieć – nalegał Kajetan. – Nie wiem, nie wiem. Poeta był wyraźnie zakłopotany. – Oni zawsze rozmawiali o posłannictwie – powiedziała Malwinka. – O czym? O posłannictwie, powtórzyła.
Nie dopatrzył. Jadł więc możliwie najciszej, tak ostrożnie, by nawet łyżeczka nie zabrzęczała na skraju talerza, wypełnionego po brzegi znakomitym chłodnikiem. Wreszcie kajtan chrum sprzerwał milczenie. Dokonaliśmy wizji lokalnej. Wiemy już, jak porwano Glusia, powiedział. Na kominku znaleźliśmy tę oto kartkę z jego osobistego notatnika, a wewnątrz komina, nieco wyżej, są na sadzy wyraźne ślady jego ogonka. Ale jak? Puciek nie mógł sformułować pytania. Ktoś musiał bardzo mocno schwycić Glusia i wyjść z nim przez komin, wyjaśnił Makawity.
— zapytał z troską Puciek. — I tak spisałeś się bardzo dzielnie — powiedział z uznaniem Hrums. — Taki przyjaciel jak ty to prawdziwy skarb. W każdym innym przypadku pochwała z ust wielkiego detektywa stanowiłaby dla Pućka powód do chwały i radości, ale obecnie był zbyt przejęty losem reżysera. — Chciałbym się jednak przydać — nalegał. – Możesz pomóc Fikandrowi przy ogłoszeniach – doradził mu Kajetan. – Będzie miał sporo roboty z malowaniem i rozlepianiem. Bucik natychmiast podarwał się do wyjścia. – Oczywiście, że pomogę – oświadczył. – Ogłoszenia czasem dają dobre rezultaty.
Pamiętam, kiedy zgubiłem rękawiczki. – Ale w takiej sytuacji… – zawahał się. Zbrodnia zostaje zawsze ukarana, pocieszał go Makawity. Zresztą porywa się zawsze po coś. Miejmy nadzieję, że już niedługo dowiemy się tego po co, a na przyszły raz dzwoń, a nie pukaj. Trzeba pociągnąć za te kolorowe frędzle. Tymczasem Kajetan Hrums wyjął z szafy nową papierową teczkę i dużymi drukowanymi literami napisał. Porwanie Glusia akta. Włożył do niej scenogram opowiadania bibliotekarza, skrzętnie zebrany odciski sadzy, karteczkę z notesu Glusia.
Okolica Strumienia nazywana była przez jej mieszkańców po prostu naszą okolicą, a jej granice wyznaczał z jednej strony las oraz leżące pod nim łąki, z drugiej zaś peryferie wielkiego miasta. W gruncie rzeczy mało kto wybierał się z naszej okolicy dalej niż do domu najdalszego sąsiada. Chodziło się wprawdzie do lasu na grzyby i poziomki. Chrums i Makawity podejmowali w sobie tylko w wiadomych celach tajemnicze wyprawy aż do wielkiego miasta. A Bromba, wieczny wędrowiec, nie przepuściła żadnej dróżce w nadziei, że na jej końcu spotka kogoś, komu będzie mogła coś zmierzyć lub zważyć. Lecz znakomita większość – asiaki i esiaki, pućki i paćki, rodziny fumów i drozdów, siostry wiewiórki, stary wróbel, dwie wrony, apolonia, jeofermia, kubryk i puderman – słowem wszyscy, których los Glusia mógł być bliski – niechętnie udawali się w dalsze podróże.
Zmiął w dziobie przekleństwo. Kajetan siedział w fotelu i z zadumą spoglądał w sufit. Trwało to już prawie trzy godziny i Makawity, który rozmyślał równie intensywnie, tyle że w pozycji leżącej, zdecydował się na przerwanie przyjacielowi analizy. – Wynikałoby z tego… – zaczął niepewnie. – Najzupełniej się z tobą zgadzam – odparł Hrums. – Z tego by wynikało, ale niestety tamto… – Tamto może nie mieć znaczenia – beztro zauważył kot. Tylko, że wtedy to też traci na wartości – błyskawicznie odparł detektyw. – Traci, o ile bierzemy w rachubę co innego, ale ostatecznie możemy nie brać – powiedział kot.
– Musimy brać – oświadczył z naciskiem chrums. Makawity westchnął ciężko i ponownie każdy z nich znieruchomiał w poprzedniej pozycji. Nagle przykuły ich uwagę ruchy żyrandola. że Randol był tak skonstruowany, że wisiał spokojnie do puty, dopóki ktoś nie zbliżał się do norki. Norkę wybudowano w skarpie w taki sposób, by każdy gość musiał przejść najpierw po jej dachu, zanim po schodkach zejdzie do wejścia. W wyniku tego uginający się z lekka sufit powodował kiwanie się żyrandola. Ten prosty system sygnalizacyjny pozwalał makawitemu wcześniej nastawić wodę na herbatę i spokojnie dojść do drzwi wejściowych.
— Kajetanie? — zawołał, odzyskując orientację makawity. — Pozwól tu na moment. Wielki detektyw stał już za jego plecami. — Od razu wiedziałem, że to kiwanie jest nietypowe — mruknął w ucho przyjaciela, a głośno powiedział. — Bardzo przepraszam, moi kochani, że nie proszę do środka, ale sami chyba rozumiecie. Czy stało się jakieś nieszczęście? Wspisnęła Lala wskazując na Fuma, który trzymał w jednej ręce papier, a w drugiej słoik. Chrums bez słowa wziął od Fuma oba przedmioty i obejrzał je dokładnie. – Czy to ty znalazłeś ten słoik? – zapytał, patrząc bacznie na Fuma.
– A czemu oni wszyscy przyszli z tobą? – zapytał Makawity. Fum odzyskał właśnie pewność siebie, więc dziarsko zawołał. – Zamiżamy podjąć zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Powinniśmy przecząsnąć oba brzegi strumienia aż do źródeł. Trudno było ustalić, czy Kajetan Chrumps uśmiechnął się porozumiewawczo do kota, czy tylko było to złudzenie wywołane długimi cieniami, jakie rzucały ich sylwetki w świetle pomarańczowo zachodzącego słońca. Całkiem niezła myśl. Odezwał się wreszcie. Zamiast leniuchować przez cały dzień na leżąco, rzeczywiście moglibyście przeszukać zarośla i trawy nad wodą. Jeżeli nawet nie znajdziecie następnego słoika, to przynajmniej dokładnie posprzątacie teren.
— Na pewno znajdziemy i przywieziemy ich w pętach. — A więc do jutra rana. Uroczyście oznajmił kajetan. — Kto tylko może, sprząta brzegi strumienia. Specjalnie liczę na przywódców. Z godnością oparł łapkę na ramieniu śpiocha i tłuściocha. — Tak jest! Wyprężyli się oba jak struny. – Jesteśmy gotowi! – Wykonać! – z zadowoleniem zakomenderował Chrums. Oba fumy wykonały z lekka nieprzepisowo, o mało nie zderzyły się plecami, zwrot i z zapałem zaczęły się umawiać z poszczególnymi krewniakami na jutrzejszą wyprawę. Lala rzucała każdemu z nich spojrzenia pełne zalotności i podziwu. Nie upłynęło piętnaście minut, a całe towarzystwo rozeszło się, omawiając szczegóły i przyrzekając sobie nawzajem budzenie.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kajetan Chrums i kot Makawity, dwaj wybitni detektywi, rozmawiają o zaginięciu reżysera Glusia. Bibliotekarz Puciek opowiada o ostatnim spotkaniu z Glusiem i odkrywaniu słoika z błyskawicznie zmytym tekstem „pomocy”.
Wróbel odkrywa słoik z błyskawicznie zmytym tekstem „pomocy” na plaży. Fum i Lala twierdzą, że to jest oznaką zagrożenia Glusia. Wróbel zdecydowany jest informować Kajetana Chrumsa o swoim odkryciu.
Wróbel i jego towarzysze zaczynają poszukiwania słoika na brzegach strumienia, podzielając się planami i zadania.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
No i oto bajka z wątkiem kryminalnym😎 (dokładnie to pierwsze dwa rozdziały 😉)
Nieco starsze pokolenie pewnie pamięta, że była kiedyś animacja z dość fantazyjnymi postaciami, która niestety rzadko była powtarzana. Z mojej perspektywy - szkoda. Dlatego też postanowiłam przypomnieć tę historyjkę😎😁
Jeżeli się spodoba (PISZCIE W KOMENTARZACH) będę kontynuowała, aż do zakończenia bajki Jeżeli nie - to w przyszły weekend kolejna historyjka z "zupełnie innej beczki"😁