David Graeber. Czym jest praca bez sensu?
W dziewiątym odcinku podcastu „Dziś w książce” przyglądam się obecnemu rynkowi pracy oraz temu, co praca – zwłaszcza ta niechętnie wykonywana – robi nam jako społeczeństwu. Za soczewkę do podjęcia tego tematu służy mi książka antropologa Davida Graebera „Praca bez sensu”, o której rozmawiam w kontekście prekaryzacji, wyjałowienia duchowego, poczucia beznadziei i neoliberalnych mechanizmów z kulturoznawczynią i eseistką, Agatą Sikorą.Zapraszam! Zuzanna KowalczykPodcast realizowany jest we współpracy z Wrocławskim Domem Literatury i Wrocławiem Miastem Literatury UNESCO.
To jednak nie sposób ominąć tego, że nasz stosunek do pracy się zmienia. I ja z pełnym przekonaniem powiem, że bardzo dobrze, że się zmienia, ponieważ świat, w którym praca staje się centrum funkcjonowania człowieka, jest właśnie tym światem, który doprowadził nas do obecnego stanu, czyli ogromnego poluzowania więzi społecznych, masowego poczucia alienacji, coraz większej zapadalności na kryzysy zdrowia psychicznego, o czym zresztą opowiem w kolejnym odcinku. Ale dziś chciałabym się pochylić nad tym, jak myślimy obecnie o pracy i co ta praca z nami robi. I w tym kontekście nie potrafię wyobrazić sobie lepszego przewodnika po tym temacie niż książka Praca bez sensu Davida Grebera.
Ten stan jest katastrofalny. Chcę, żeby się skończył. David Greber, Praca bez sensu, przełożył Mikołaj Denderski. David Greber był Amerykaninem, profesorem antropologii w London School of Economics, adiunktem i profesorem nadzwyczajnym antropologii na Uniwersytecie Yale. Kojarzony jest w dużej mierze ze swoją działalnością anarchistyczną, bo został twarzą m.in. ruchu Occupy Wall Street, był też znanym działaczem takiego rewolucyjnego związku zawodowego Industrial Workers of the World, był też aktywistą związanym m.in. z Extinction Rebellion. Ale chyba największą sławę przyniosły mu jednak ciekawe książki, które za każdym razem wtykały dość skutecznie kij w mrowisko.
Po polsku wyszła Utopia regulaminów o technologii, tempocie i ukrytych rozkoszach biurokracji, Dług pierwsze pięć tysięcy lat i właśnie Praca bez sensu, teoria, na której chce się skupić. Warto jednak podkreślić, że te zagadnienia podejmowane przez Grebera, podejmowane zazwyczaj z perspektywy ekonomicznej, w jego przypadku są umowane od takiej mało popularnej strony, no bo Greber jest antropologiem i przygląda się raczej temu, co te zjawiska robią w naszej przestrzeni społecznej i kulturowej. Greber więc raczej stawia pytania o to, jaki one ustanawiają porządek, z jakiego systemu się wywodzą. No i właśnie te wszystkie tematy służą mu przede wszystkim do podejmowania tak naprawdę krytycznej refleksji nad współczesną formą kapitalizmu i też rozmaitych form opresji, które się z kapitalizmem wiążą, a taką nieoczywistą formą opresji dla Grebera jest właśnie współczesna forma pracy bez sensu.
Czy może być coś bardziej demoralizującego nad konieczność wstawania rano przez pięć dni w tygodniu przez całe dorosłe życie, żeby wykonywać zadanie, o którym w skrytości ducha sądzi się, że wcale nie musi być wykonywane, że jest tylko marnotrawstwem czasu lub środków albo wręcz czyni świat gorszym? Czy to nie byłaby potworna psychiczna rana ziejąca w poprzek naszego społeczeństwa? Piekło. To zbiór jednostek, które poświęcają lwią część własnego czasu zadaniu, którego nie lubią i którego wykonywanie nie wychodzi im najlepiej. David Greber, Praca bez sensu, przełożył Mikołaj Denderski. Według Grebera formą przemocy, on to nazywa przemocą duchową, jest wykonywanie właśnie pracy bez sensu, co w oryginale on nazywa bullshit job i definiuje bullshit job następująco.
Praca bez sensu to forma zatrudnienia, której kompletna bezcelowość, zbędność bądź szkodliwość... są tak rażące, że nawet zatrudniony nie jest w stanie uzasadnić jej istnienia, mimo że w związku z warunkami swojego zatrudnienia czuje się zobowiązany udawać, że jest inaczej. Greber wspomina przywoływane już przeze mnie w poprzednich odcinkach prognozy Johna Maynarda Kinsa, który przewidywał, że mniej więcej do tego momentu, w którym znajdujemy się obecnie, postęp technologiczny pozwoli takim krajom jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone zredukować długość I Greber stwierdza, że
Takie prace, zdaniem Grebera, jeśli wykonujący je osoby mają poczucie bezsensu, prowadzą do moralnych i duchowych strat, No i o tym, na ile rzeczywiście ludzie czują się w nich bezsensownie, przeprowadzono badanie. W 2015 roku agencja sondażowa YouGov przeprowadziła w nawiązaniu do artykułu Grebera, który był przyczynkiem do powstania książki, badanie, które polegało na pytaniu Brytyjczyków, czy uważają, że ich praca daje światu coś sensownego. I ponad 1 trzecia badanych dokładniej 37%, odpowiedziało, że nie, a 13% nie miało pewności. Potem zapytano o to samo Holendrów i wśród nich za bezsensowną swoją pracę uznało 40% badanych.
No i Greber podkreśla, że praca bez sensu wiąże się przede wszystkim z poczuciem bez sensu i że to poczucie bez sensu jest źródłem tej wyrwy duchowej. Przytacza też rozmaite statystyki, które pokazują, że ludzie wykonujący prace biurowe w zasadzie pracują przez około 40% czasu, który teoretycznie przeznaczają na pracę. Więc pokazuje on też ile energii przeznaczamy na to, żeby udawać, że pracujemy albo oszukiwać się w jakimś poczuciu nudy i beznadziei. Jego zdaniem taki system oparty na obecnym kształcie rynku pracy jest czymś na kształt feudalizmu kierowniczego, czyli taką formą hierarchizowania społecznego, która opiera się na kupowaniu czasu ludzi i zmuszaniu ich do zarabiania na tym, co często ich wcale nie satysfakcjonuje.
I wskazuje, że ludzie też muszą często w pracy udawać zadowolonych, choć zadowoleni nie są. I to zdaniem Grebera prowadzi do potwornego zubożenia duchowego, które z kolei prowadzi do tak zwanego kompensacyjnego konsumpcjonizmu, czyli kupowania rzeczy w tym celu, żeby, jak on to mówi, wynagrodzić sobie fakt, że się nie ma życia, a w każdym razie ma się go niewiele. No i w ten właśnie sposób system się domyka. Autentyczni, produktywni pracownicy są bezlitośnie wykorzystywani i poddawani presji. Reszta dzieli się na sterroryzowaną warstwę powszechnie wytykanych palcami bezrobotnych i większą liczebnie warstwę, której płaci się w zasadzie za nic nierobienie na stanowiskach zaprojektowanych, by utożsamiała się z poglądami i uczuciami klasy średniej, menedżerów, administratorów itd., a w szczególności jej finansowych awatarów.
ale równocześnie pielęgnowała piekącą urazę wobec każdego, kto wykonuje pracę o wyraźnej i niezaprzeczalnej wartości społecznej. Wydaje się, że w naszym społeczeństwie panuje ogólna zasada, zgodnie z którą im bardziej jawnie czyjaś praca służy innym ludziom, tym mniej pieniędzy można się spodziewać za jej świadczenie. David Greber, Praca bez sensu, przełożył Mikołaj Denderski. Już kończąc, dodam tylko, że jeszcze bardzo ciekawym wątkiem w refleksji Grebera jest to, jak on analizuje, które prace są dobrze opłacane, a które są opłacane najgorzej, ponieważ dochodzi on do wniosku, że najgorzej opłacane prace to są właśnie te prace, które mają sens, czyli albo te, które służą dobru wspólnemu, czyli jakiejś formy pracy opiekuńczej lub altruistycznej, albo te, które mają jakąś wartość duchową, artystyczną.
odnajduję, to jest takie myślenie, którego sama doświadczyłam wielokrotnie, kiedy wykonując pracę związaną z kulturą, zakłada się, że można komuś płacić bardzo niewiele, no bo właśnie prestiż tej pracy, czy też właśnie poczucie wartości i sensu, który ta praca daje, jest już wynagrodzeniem samym w sobie. No i właśnie Greber pokazuje, jak to wszystko służy systemowi. Pisze na przykład, że jeżeli chcesz tylko zarobić kupę pieniędzy, możesz znaleźć sposób, żeby to osiągnąć. Za to jeśli twoim celem jest zajmować się innymi wartościami, czy będzie to prawda, na przykład dziennikarstwo, kariera akademicka, piękno, świat artystyczny, wydawniczy, sprawiedliwość, aktywizm, prawa człowieka, dobroczynność itd. i chcesz otrzymywać za to wynagrodzenie, za które faktycznie się utrzymasz,
to jeśli nie dysponujesz pewnym majątkiem rodzinnym, sieciami kontaktów i kapitałem kulturowym, po prostu nie masz wstępu. Liberalna elita to ci, którzy w praktyce założyli blokadę na każde stanowisko, na którym można otrzymać zapłatę za wykonywanie czegokolwiek, co można chcieć robić z innego powodu niż pieniądze. No i właśnie jako przedstawicielka grupy, która chciałaby wykonywać tego typu rzeczy, a nie należy do liberalnej elity, porozmawiam o tym z Agatą Sikorą, która napisała o pracy bez sensu Grebera bardzo ciekawe esej na łamach dwutygodnika. Agata jest kulturoznawczynią, krytyczką literacką, doktorką nauk humanistycznych, autorką takich książek jak Szczerość o wyłanianiu się nowoczesnego porządku komunikacyjnego,
Robię chyba taki podstawowy błąd w czasie social mediów, to znaczy nie update'uję jakichś profilów bardzo starych, licząc, że jeżeli ktoś będzie potrzebował się do mnie odezwać, to pewnie na podstawie tego, co robię w życiu publicznym, więc i tak przez to mnie znajdzie. Ale tak, mam, ale nie mam. Pytam cię o tego LinkedIna, dlatego że on mi jakoś w ciekawy sposób rezonuje z tą książką Grebera, od której się chciałabym odbić. Nie dlatego, że tam panuje jakaś taka bardzo specyficzna propaganda sukcesu. Jest to oczywiście portal konstruowany w taki sposób, że ma umożliwiać kontakty związane z pracą, więc nie dziwne, że się opiera na kwestiach zawodowych. No ale tam mamy właśnie taką apoteozę swojego miejsca pracy, wychwalanie swojego szefa, współpracowników, jakieś takie w ogóle usztucznienie relacji zawodowych, mam wrażenie.
Jakiś taki wręcz obowiązek emanowania swoją satysfakcją z pracy i swoimi zawodowymi sukcesami. Jakoś mi to ciekawie rezonuje z tym, co pisze Greber, który pisze, że staliśmy się cywilizacją opartą na pracy, że nawet jeżeli to nie jest produktywna praca, to praca ma być celem i sensem samym w sobie i że my trochę przez te prace zaczęliśmy się definiować, konstruować swoją tożsamość, że się zaczęliśmy opierać na swoim sukcesie zawodowym jako jakimś takim punkcie odbicia i to jest dla mnie jakaś jedna strona medalu, czyli ta propaganda trochę sukcesu i ciężkiej pracy. A z drugiej mamy właśnie coraz większą świadomość wyniszczającego wpływu stresu, odżywczej roli czegoś, co nazywaliśmy sobie work-life balance.
I w tym odżywczym wymiarze mam na myśli nie tylko to, jak to jest odżywcze dla człowieka jako jednostki, ale też dla społeczeństwa w takim wymiarze rodzinnym, relacji społecznych. Takie zmęczone, sfrustrowane społeczeństwo to zazwyczaj agresywne społeczeństwo. No i ostatnio do tego wszystkiego doszła chyba najgłośniejsza dyskusja wywołana aferą wokół tekstu Marcina Matczaka o 16-godzinnym dniu pracy i rozleniwionym młodym pokoleniu. Więc jestem ciekawa, jak ty w ogóle w tych dwóch trochę przeciwstawnych narracjach się odnajdujesz. jak ty jako kulturoznawczyni i antropolożka na to patrzysz w kontekście tego, co nam to mówi o nas dzisiaj. Zwłaszcza, że napisałaś w swoim tekście dla dwutygodnika, że inaczej niż twoje pokolenie traktujące doktryny neoliberalne jako element społecznego realizmu, Greber zawsze patrzył na nie tak jak na dziedzictwo niewolnictwa na Madagaskarze, jako przedmiot badań antropologicznych.
Dla mnie też niesamowicie takim ciekawym pytaniem jest, jak sobie wyobrażamy dobre życie, to znaczy w tej sferze fantazji. Zauważyłam, że ludzie dzielą się cały czas zdjęciami z wakacji, ale nie dzielą się raczej zdjęciami z pracy w takim kontekście. Jak się, o zobacz jaki fajny projekt zrobiłem, w sensie tak w sytuacji prywatnej, w tej sytuacji, kiedy ona na mnie zbuduje sytuacji profesjonalnej. No Greber mówił, że gdyby nam wszystkim właśnie daną wolną wolę i gdybyśmy wszyscy mogli sobie wybrać zajęcie... które jest niezależne od przychodu, bo się przychodem nie musimy zajmować, to każdy z nas by się trudnił rzeczami wzniosłymi, dobrymi dla ludzkości. On to zresztą wywodzi z Keynesa, który mówił, że jak już właśnie osiągniemy ten słynny 15-godzinny tydzień pracy,
Moim zdaniem my jesteśmy na tym biegunie bardzo silnie traktującym pracę jako kierat, w którym właśnie sytuacja, o czym jest książka Graebera, kiedy ta praca daje jakąkolwiek satysfakcję, jakby jest już uważane za przywilej, za który w jakiś sposób należy zapłacić. Ostatnio dużo się zastanawiam i zajmuję się tym, w jaki sposób możemy zdefiniować naszą sprawczość i że właśnie żyjemy w społeczeństwie, które każe, ja to na przykład bardzo czuję na sobie, że... Niezależnie od całej teorii, którą posiadam, niezależnie od dosyć, wydaje mi się, takiego jakby silnego poczucia i przekonania co do swoich celów, co do wartości tego, co robię, ja dalej cały czas nie potrafię się uwolnić od analizowania swojej działalności w kategoriach wydajności ekonomicznych i sytuacji materialnej.
I wtedy nagle może się okazać, że ten taki obowiązek myślenia w kategoriach ekonomicznych kompletnie czyni nas ślepymi. Jakakolwiek wspomnienie o sprawczości społecznej jest właśnie traktowane jako taka jak właśnie dziecinna fantazja. Podczas gdy wydawałoby się, tak gdybyśmy byli racjonali, że naszym głównym zadaniem powinno być myślenie w kategorii sprawczości społecznej i że to by się wydawało, że to jest dorosłe podejście do życia, a tymczasem jeżeli mówisz tak, że to jest twój naczelny hasło życiowe, no to właśnie jesteś traktowany jako w najlepszym wypadku osoba trochę oderwana od ziemi, a w najgorszym jako po prostu nieodpowiedzialna jednostka. No tak, właśnie Greber o tym pisze w kontekście tego, czy wręcz jakby jeszcze głębszego paradoksu, który w tym tkwi, to znaczy, że my w ogóle te prace, która ma najbardziej sprawczy charakter, wręcz zdeprecjonowaliśmy tak społecznie i systemowo, to znaczy te prace, na których bardzo zresztą uwidoczniła pandemia.
I bardzo ja osobiście odbieram właśnie te fragmenty Grebera, w których on pisze o tym, że liberalne elity zawłaszczyły sobie te takie funkcje. które właśnie mogą dać to poczucie sprawczości poprzez swoją pracę, no bo żeby się tym zajmować, to najlepiej jest właśnie mieć jakiś majątek rodzinny, jakieś zaplecze, czyli właśnie nie traktować pracy jako swojego źródła dochodu, a jeśli nie masz takich możliwości jak ja na przykład, no to rzeczywiście utrzymanie się w ten sposób właściwie jest niemożliwe. No i tutaj dochodzimy do czegoś, o czym ty piszesz w swoim tekście dla dwutygodnika. To jest tekst zatytułowany Bez sensu, do którego lektury bardzo zachęcam, bo to jest bardzo ciekawy tekst o tej książce Grebera. I ty stawiasz takie dwa pytania, które ze mną bardzo mocno zostały i ty o nich piszesz w kontekście braku Grebera, więc pomyślałam, że mogłybyśmy uzupełnić tego Grebera o ten wątek tu i teraz.
Piszesz... Dlaczego ludzie pracujący za tak małe pieniądze, opowiadający o warunkach zatrudnienia, które w każdej innej branży byłyby nieakceptowalne, np. brak z góry ustalonych stawek za pracę, czują się zobowiązani do nieustannego podkreślania swojego uprzywilejowania? Co się z nami wszystkimi stało, że o wykonywaniu zawodu uznawanego za niezbędny dla funkcjonowania liberalnej demokracji mówimy tak, jakby było to pisanie pamiętniczka do szuflady, za które jakimś cudem ktoś jeszcze płaci? śmieszne, bo śmieszne, ale jednak pieniądze. No i właśnie, piszesz też, że Greber skupia się na środowisku korporacyjnym i feudalizmie menadżerskim, a mało miejsca poświęca prekaryzacji i uberyzacji, więc jako prekariuszki podnieśmy ten temat i uzupełnimy to jego refleksję. To jak to jest z tą naszą pracą?
Musiałam być tu na określoną godzinę, musiałam się przygotować do tego. Czy ja w tej chwili promuję siebie? Nie jestem pewna, czy to jest dla mnie jakaś szalona promocja w porównaniu z wieloma innymi rzeczami, które bym mogła zrobić prościej. Kotki, ładne zdjęcia, jesień w Londynie. Trzecia sprawa, czy to ma jakiś wymiar społeczny? No moim zdaniem ma, bo moim zdaniem ta książka Grabera jest bardzo ważna. Ja nawet nie chcę teraz odpowiadać na pytania. Można oczywiście zadać pytanie, czy ja mam ochotę na tą rozmowę? Tak, mam ochotę na tą rozmowę. To znaczy biorąc pod uwagę to wcześniej, co było powiedziane, gdybym jej nie miała, kalkulacja zysków i strat na pewno przemawia przeciwko niej dla mnie. Więc znowu, czy fakt, że czerpię z tego przyjemność powoduje, że co, że ona jest mniej ważna?
Że ja mam zostać ukarana za tą przyjemność? I to jest strasznie fajne w tym Greyberze właśnie. On mówi o czymś takim, że przez to, że cała masa, albo to jest to, co jeszcze nam trochę umknęło, że teza Graebera jest taka, że ludzie oddają swój czas, bardzo często mówimy tu o pracach korporacyjnych, właśnie pracach klasy średniej, bardzo często oddają swój czas na użytek kompletnie bezsensownych rzeczy, gdzie muszą spędzić określoną liczbę czasu grając w tą grę, że to jest ważne, a mając świadomość, że to nie jest ważne. Więc on mówi o czymś takim, wręcz o takim biurowym sadomasochizmie, to znaczy, że mobbing biurowy też się z tego bierze, to znaczy z tego, że ludzie są już tak znudzeni, że coś się musi zadziać, więc dlaczego nie jakiś power play, a z drugiej strony mówi, że to jest olbrzymi rezerwuar po prostu populizmu.
reguł tej gry, a rzeczywiście jak się zdaje, i to w tym kontekście Greber, moim zdaniem, bardzo ciekawie wkłada taki kij w mrowisko, to znaczy on zadaje pytanie, ok, to jak możemy odwrócić reguły tej gry, żeby gra sama w sobie była fair już na starcie. Ale ponieważ ja bym tak mogła z tobą jeszcze długo, długo rozmawiać, bo się już nawet rozgadałyśmy przed tą rozmową na Facebooku, to jednak gdzieś zmierzając do końca chciałam cię jeszcze zapytać na koniec o to, o co pytam każdego gościa i gościnie w tym podcaście, czyli o to, czy jest jakaś inna książka w tym temacie albo jakoś pokrewnym temacie, którą uważasz, że warto polecić tym, którzy nas słuchają, która jakimś takim byłaby ciekawym uzupełnieniem dla tej książki Praca bez sensu.
Ja osobiście uważam, i tutaj sorry, ale zrobię ten promocyjny element, że twoja książka Wolność, Równość, Przemoc bardzo ciekawie się z tym Greberem jakoś mi zgrywa. To znaczy jest również o tym właśnie podziale prywatne, publiczne i o tym, jak my mamy silnie zinternalizowane te kalki neoliberalne i kapitalistyczne. I ja wiem, że jesteś tutaj zbyt... skromna, żeby polecić własną książkę, więc ja cię wyręczę w tym i polecę twoją książkę jako uzupełnienie dla Grabera, bo dla mnie to jest bardzo ważny esej właśnie o tym. Super, dzięki. Nie, nie, to znaczy, żeby było jasne, ja nie będę swojej książki próbować, ale po to ją napisałam, że tak, uważam, że to, co mam tam do powiedzenia jest jakoś potrzebne i jest ważne i nie będę od tego uciekać.
a potem po latach przeczytała, że ktoś, kto 20 lat czy 15 lat później został jednym z najbardziej słyszalnych głosów w danej sprawie, zainspirował się tym, że zobaczył garstkę kobiet stojącą gdzieś w tym deszczu. I w tym sensie to, co nam pokazuje Solnit, co mi się wydaje strasznie ważne, to nie jest to, że mamy jasny ciąg przyczynowo-skutkowy przy takim działaniu. I że też musimy sobie z tego zdawać sprawę. I ona też mówi, że samym działaniem opartym na pewnych wartościach budujemy już świat, w którym te wartości obowiązują. Nawet jeżeli nie zapanuje, nie powrócimy do raju, gdzie one staną się ogólnie obowiązujące. Może to nie dotyczy samej pracy, ale właśnie tutaj tak przewrotnie przerzucę tego Grabera, bo nie pamiętam, czy w samej pracy bez sensu pada to słowo sprawczość.
Nie jestem tego w stanie teraz tak z głowy przypomnieć, ale moim zdaniem bardzo fajnie zadać sobie to pytanie o relacje pracy i sprawczości. I jeżeli sobie zamiast pracy uruchomimy to drugie słowo, to jak bardzo nagle nasza ocena rzeczywistości może zostać opowiedziana zupełnie innymi kategoriami. To z tym pytaniem zostawimy już naszych słuchaczy i słuchaczki. Bardzo Ci dziękuję, że mimo wszystko znalazłaś chęć, czas i będziemy naszą tutaj poczucie misyjności jednak spełniłyśmy, aczkolwiek Tobie wielkie podzięki i bardzo to była dla mnie ciekawa rozmowa i cieszę się, że tego Grebera mogłyśmy od trochę innej strony uchwycić. Okej, dziękuję Ci bardzo.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W dziewiątym odcinku podcastu „Dziś w książce” przyglądam się obecnemu rynkowi pracy oraz temu, co praca – zwłaszcza ta niechętnie wykonywana – robi nam jako społeczeństwu. Za soczewkę do podjęcia tego tematu służy mi książka antropologa Davida Graebera „Praca bez sensu”, o której rozmawiam w kontekście prekaryzacji, wyjałowienia duchowego, poczucia beznadziei i neoliberalnych mechanizmów z kulturoznawczynią i eseistką, Agatą Sikorą.
Zapraszam!
Zuzanna Kowalczyk
Podcast realizowany jest we współpracy z Wrocławskim Domem Literatury i Wrocławiem Miastem Literatury UNESCO.