Mentionsy Mentionsy
Ślady | Radio Katowice
Ślady | Radio Katowice

Ślady. Towarzystwo Ciemnych Typów

22.12.2025 ·45 min 1 s

W przedświątecznym odcinku "Rabanu" spotykamy się z ks. Krzysztofem i młodymi z Towarzystwa Ciemnych Typów, by porozmawiać o ich początkach, inspiracji św. Piotrem Jerzym Frassatim i o tym, jak dziś budują relacje i wiarę w codzienności. Dowiemy się, że ślady św. Piotra Jerzego prowadzą także do Katowic - i to na długo przed pojawieniem się Ciemnych Typów na śląskiej ziemi.

Mnie się wtedy wydawało drugi koniec świata, chociaż czas paręsetki do metrów. No i też szukałem takiego sposobu, który da szansę po pierwsze moim absolwentom mieć kontakt ze sobą, mnie, wsparcia, okazania dla nich, ale z drugiej strony da też szansę uzyskania od nich wsparcia, przetrwania jakiegoś kontaktu z nimi, zachowania tego kontaktu. Wysłałem wtedy w tym 2013 roku do 120 moich absolwentów, moich uczniów byłych zaproszenia, czy właściwie takie pytanie na kartce, czy chcesz być ciemnym typem, proponując, tak jak to Frassati zaproponował, wspólną modlitwę, wzajemną modlitwę. W naszym przypadku to było jedną pod twoją bronę i ku mojemu zaskoczeniu w przeciągu paru tygodni stałem 80 odpowiedzi. Ludzie zgłaszali się, że chcą, tak, chce się modlić, chce być ciemnym typem. Zaczęliśmy jeździć w góry raz na kilka miesięcy i ta grupa się zaczęła rozrastać.

Także z mojej strony to była bardzo świadoma decyzja. Choć myślę, że różnie. Ja przypominam sobie taki moment w 2016 roku, kiedy trwały Światowe Dni Młodzieży. Truna Frassatiego gościła w Rybniku i przyłączył się do tej grupy chłopak, który był w niej bardzo krótko, potem bardzo tragicznie skończył, ale w tą modlitwę naszą wszedł. Przyłączył się dlatego, że zobaczył grupę młodych, takich bardzo żywych, bardzo radosnych ludzi. I on w tej chwili, jak ich zobaczył, nawet nie znając Frassatiego, chciał po prostu być wśród nich. No i kto wie, czy to nie posłużyło temu, że my go po prostu bieliśmy modlitwą i tą modlitwą wsparliśmy. Jak bardzo świadectwo przyciąga. Macie też bluzy, które są bardzo znaczące. Patrząc na was już można skierować swoje myśli ku górze, ku postaci Pierre-Georgia Frassatiego.

Za horyzontem przyzwyczaj mi znajdę drogę. Powiedzcie, kończący się rok jest dla Was wyjątkowy. W tym roku kanonizowano Piotra Jerzego Frasatiego, postać bliską wielu młodym, dla Was założyciela. Czy on jest też dla Was inspiracją, a jeśli tak, to w czym Was inspiruje? Ja na początku, jak usłyszałam o Pierre Georgiu, to pierwsze, co się rzuca w oczy, to a, to ten święty z fajką, tak?

zainteresowała się fajką, której nie ma na obrazie beatyfikacyjnym. Ksiądz Krzysztof, jak to z tobą, jak to jest zakochać się, można tak powiedzieć, w osobie Frasatiego? Co takiego pociąga ciągle od tych wielu lat? Ja się zakochiwałem na raty, to mogę powiedzieć śmiało, i stąd się te historie moją znają już bardzo dobrze. Pierwsze moje spotkanie z Frassatin w 2003 roku, kiedy czytałem o nim w książce, zostawiło we mnie tylko jedną myśl, że to jest święty, który chodził po górach. Skoro można być świętym chodząc po górach, ja lubię góry, to mogę być świętym. Więc to pokazuje, że czasami jest tak, że my patrzymy na świętych przez ich atrybuty i właściwie do tego ich ograniczamy. Natomiast potem... Z biegiem lat to, co odkrywałem i do dzisiaj odkrywam w różnych świadectwach, które zostały z czasów Frassatiego, to to, że to był człowiek niesamowitej uważności.

Dzisiaj to słowo jest bardzo modne i się na wiele sposób odmienia. Natomiast on rzeczywiście taką cechę posiadał, że nie przechodził obojętnie obok tych, których spotykał, których mijał. Jeden przykład przytoczę z bezdomnymi na ulicach Turynu, których on rozpoznawał i znał z imienia i historii. To nie była relacja taka, w której on się koncentrował na pomocy materialnej tym ludziom, chociaż takiej też udzielał. To była relacja, w której jemu chodziło bardzo mocno o to, żeby tych ludzi podnieść na duchu i z tego powodu się wczytywał w to, czym oni żyją, jak oni funkcjonują. I taki ślad to zostawiało, że oni go wspominali jako wielkiego dla nich człowieka w ich życiu, wielkiego człowieka, bo oni wiedzieli, że on się nimi interesuje. Adam, jak Frassati towarzyszy tobie dzisiaj? Jest dla ciebie inspiracją, kompanem, czy bardziej jakimś wymagającym trenerem?

W 2016 roku w Rybniku odwiedził Bazylikę Świętego Antoniego. To był czas, kiedy jego trumna z całym ciałem, które się nie rozłożyło po śmierci, wędrowała na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Od Rybnika zaczynała się jego ogólnopolska podróż, bo skręcił wtedy nie na Kraków, tylko na Wrocław, potem pojechał do Poznania. Potem jeszcze był na Pomorzu, Warszawa, Lublin, Ściana Wschodnia i dopiero ostatecznie pojawił się w Krakowie. To był taki piękny moment, jak go wspominam, z takim dużym rozrzewnieniem, bo Bazylika w Rybniku wtedy pękała w szwach przez całą noc. On się pojawił w godzinach popołudniowych, wyjechał wcześnie rano, pojutrzni. Całą noc byli ludzie, którzy przychodzili, a byli w różnym wieku i w ten sposób pokazywali, że znają tę postać, że to jest ktoś, kto ich pociąga. Pier Giorgio odwiedzał Polskę, ale też wy odwiedzacie jego rejony, organizując Camino Pier Giorgio Frassati.

Jak to wygląda? Jak ta droga przebiega i co najbardziej w tej pielgrzymce porusza? Ja też byłem przynajmniej na pierwszym, ale chcę od was usłyszeć. Co takiego jest, kiedy wchodzicie jakby w buty Piotra Jerzego, kiedy odwiedzacie dom, w którym mieszkał w Polone? Dla mnie to jest zawsze bardzo fajne doświadczenie. Byłem już cztery razy, także cztery razy byłem tam w jego pokoju i zawsze właśnie w tym pokoju to jest taki czas, gdzie mogę powierzyć mu wiele spraw i wiem, że potem będzie on w tych sprawach mi orędował u Boga. W pokoju, który jest jak kaplica, to warto dodać, stoi na środku łóżko, na którym Frassati umierał, są jego rzeczy, z których korzystał, przeniesione z Turynu, w miejscu, gdzie jego śmierć się dokonała, więc my tam wchodzimy w takim poczuciu, że jesteśmy w miejscu, które jakoś jest przeniknięte świętością, że tam się dokonało to spotkanie, o którym Adam mówił, ten najpiękniejszy moment jego życia, tam miał miejsce.

A chcąc wejść w buty Frassatiego, oprócz domu w Polone, co jeszcze jest na trasie tego kamieniu? Oprócz jego dziadków, w której on też się wychowywał i często bywał, jedziemy też do Turynu, do miasta, gdzie on studiował, więc możemy zobaczyć, no już tych dzielnic nie ma i tych slumsów, ale możemy zobaczyć ten układ ulic, jakie on dystanse pokonywał, nierzadko z uczelni właśnie do slumsów czy do mieszkania, więc możemy zobaczyć, że on dziennie potrafił zrobić nawet kilkanaście kilometrów, czasem pieszo i to jest właśnie ta silna wola, o której wspominał ksiądz Krzysztof, No i chociażby te góry, które są w otoczeniu. Pamiętam taką historię, ja w tym roku na Kamino byłam drugi raz, ale Pier Giorgio, który z Pollone szedł do Bazyliki w Oropie, no to szedł przez góry i on ten dystans pokonywał w około półtorej godziny.

Dziękuję za tę rozmowę, za wasze światło i za to, że pokazujecie, że wiarę naprawdę można przeżywać jako przygodę. A wszystkim słuchaczom pamiętajcie, świętość Frasatiego zaczęła się od małych kroków ku górze, więc róbcie swoje i róbcie to razem. Do usłyszenia, błogosławionych świąt, Bożego Narodzenia. Kończy się adwent oznaczający w kościele katolickim czas radosnego oczekiwania na przyjście od kupiciela. Zatem dziś ostatnie przedświąteczne rozważanie Słowa Bożego, które poprowadzi ksiądz arcybiskup Andrzej Przybylski.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.