Ślady. Towarzystwo Ciemnych Typów
W przedświątecznym odcinku "Rabanu" spotykamy się z ks. Krzysztofem i młodymi z Towarzystwa Ciemnych Typów, by porozmawiać o ich początkach, inspiracji św. Piotrem Jerzym Frassatim i o tym, jak dziś budują relacje i wiarę w codzienności. Dowiemy się, że ślady św. Piotra Jerzego prowadzą także do Katowic - i to na długo przed pojawieniem się Ciemnych Typów na śląskiej ziemi.
Ślady. Audycja redakcji programów religijnych Polskiego Radia Katowice. Powoli kończy się radosne oczekiwanie na Boże Narodzenie. Na dwa dni przed Wigilią kłania się Dariusz Schmidt. Witam serdecznie razem z realizującym audycję Rafałem Drabkiem. Obaj zapraszamy na magazyn religijny Radia Katowice Ślady. W przedświątecznych śladach spotkamy się z księdzem Krzysztofem oraz z Patrycją i Adamem z Towarzystwa Ciemnych Typów, by porozmawiać o tym, jak trafili do Towarzystwa, o inspiracji św.
Józefa zachęcił papież wiernych w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański i udzieleniem apostolskiego błogosławieństwa. Natomiast po odmówieniu modlitwy ojciec św. Leon XIV skierował szczególne pozdrowienie do dzieci diecezji rzymskiej, przybyłych z Bambinelli, czyli figurkami Dzieciątka Jezus, które zostaną następnie umieszczone w żłóbkach w ich rodzinnych domach. Nasza wiara w Boga przekazywana tu na opolskiej ziemi z pokolenia na pokolenie to wielki skarb, którego trzeba strzec, a zarazem zobowiązanie do troski o nią i jej przekaz następnym pokoleniom. Mówił biskup opolski Andrzej Czaja w homilii mszy świętej, podczas której ponownie otwarto katedrę opolską i poświęcono nowy ołtarz.
Raban, czyli Kościół Młodych. To jest Raban, czyli Kościół Młodych. Audycja o ludziach, którzy nie boją się robić hałasu, ale takiego, który budzi, a nie męczy. Dziś w studiu mamy ekipę, która może nazwę ma podejrzaną, ale wbrew nazwie nie przyszła tu kraść mikrofonów. Ciemne typy, a właściwie młodzi, którzy idą śladami człowieka o wielkim sercu, wielkiej wierze i jeszcze większych płucach. Patrycja i Adam oraz ich duszpasterz, ksiądz Krzysztof Nowrot, witajcie serdecznie. Szczęść Boże, witamy. Dobry wieczór. Na początek mała lekcja historii, bo zanim w Polsce ktoś usłyszał o ciemnych typach, ktoś inny musiał pociągnąć tę nitkę makaronu, a ta sięga dobrze lat dwudziestych XX wieku włoskich alp i przyjaźni.
No ale tak w miarę możliwości poznawania i ludzi, i właśnie historii, też całego towarzystwa i też samego Pierre George'a, no wzbudziło to we mnie taką ciekawość, zainteresowanie i też takie pragnienie włączenia się w to. ponieważ oprócz tej modlitwy, o której wspomniał ksiądz Krzysztof, także staramy się spędzać czas tak aktywnie, chodząc po górach na przykład. Ja, że pochodzę z takich górskich okolic, to bardzo mnie to zainteresowało. Góry masz we krwi. Tak, właśnie uznałam, że to brzmi jak coś dla mnie, ponieważ mogę z tymi ludźmi porozmawiać. faktycznie spędzać ten czas na modlitwie, być razem, wspierać się, być razem na mszy świętej, ale także możemy chwalić Pana Boga na zewnątrz, że możemy iść i pokazać to Jego stworzenie też ludziom, którzy niekoniecznie chcą wejść do tego kościoła. Adam, jaka była droga z Kobielic do Ciemnych Typów?
Ja wcześniej go nie znałam, więc nie miałam takich myśli, ale bardzo mnie zainteresowało to zdanie, to określenie, więc od razu gdzieś tam w internecie poczytałam, o co z nim chodzi, te zdjęcia pooglądałam. I największe wrażenie, jakie na mnie wywarł, to to, że umarł bardzo młodo, ponieważ był moim rówieśnikiem, a jak wiele zdążył zrobić. I właśnie takie przekreślanie siebie samego i pomoc innym, nie tylko tym potrzebującym we Włoszech, w Turynie, ale także swoim przyjaciołom wokół. I takie świadectwo takiej prawdziwej, takiej żywej wiary, bo często się słyszy, że młodzi są wierzący, ale różnie z tym bywa, a Pierre George jest dla mnie wzorem takiej stałości, że cokolwiek by się nie działo, to on zawsze zwracał się do Pana Boga i to życie jego wyglądało różnie, były wzroty i upadki, jak u każdego z nas.
Ale to, co mnie tak najbardziej pociąga, to właśnie jak wiele można zrobić w tak młodym wieku i jaki wpływ to zostawia na drugiego człowieka. Też ta historia z jego pogrzebem, na którym pojawiły się tłumy, mnie tak zafascynowała, że można być świętym i nie robić tego na pokaz. Bo tak na dobrą sprawę jego rodzice o tej jego działalności dowiedzieli się dopiero na jego pogrzebie, jak zobaczyli tłumy tych ubogich ludzi. z dzielnicy turyńskiej, którzy przyszli na jego pogrzeb, to dla mnie to był taki znak, że faktycznie może nie każdy widzi, że muszę być idealna, ale jeżeli ja to robię dla Pana Boga, to On zrobi tak, żeby to zostawiło też taki wpływ i żeby też ludzi do Niego przyciągnęło. I nie mówię tutaj o takim wieciu sławnym, czy żeby ludzie mówili, że o, jaka ona tu nie jest świetna, tylko na zasadzie takiego pokazywania Pana Boga w takich drobnych rzeczach i niepozornych na początku, jakby się wydawało.
Jak to wygląda? Jak ta droga przebiega i co najbardziej w tej pielgrzymce porusza? Ja też byłem przynajmniej na pierwszym, ale chcę od was usłyszeć. Co takiego jest, kiedy wchodzicie jakby w buty Piotra Jerzego, kiedy odwiedzacie dom, w którym mieszkał w Polone? Dla mnie to jest zawsze bardzo fajne doświadczenie. Byłem już cztery razy, także cztery razy byłem tam w jego pokoju i zawsze właśnie w tym pokoju to jest taki czas, gdzie mogę powierzyć mu wiele spraw i wiem, że potem będzie on w tych sprawach mi orędował u Boga. W pokoju, który jest jak kaplica, to warto dodać, stoi na środku łóżko, na którym Frassati umierał, są jego rzeczy, z których korzystał, przeniesione z Turynu, w miejscu, gdzie jego śmierć się dokonała, więc my tam wchodzimy w takim poczuciu, że jesteśmy w miejscu, które jakoś jest przeniknięte świętością, że tam się dokonało to spotkanie, o którym Adam mówił, ten najpiękniejszy moment jego życia, tam miał miejsce.
Weszła na 3000 metrów po to, żeby Frasatiemu i Panu Bogu podziękować na takiej wysokości za to, co się dokonało mocą modlitwy. Bardzo mocno podziwiam. Ja nie dotarłem na taką wysokość, chyba wtedy, jak byłem z wami. Gdybyście mieli waszą wspólnotę, wasze towarzystwo opisać jednym słowem, jakie słowo by tu mogło paść? Radość. Przyjaźń. W naszej audycji od jakiegoś czasu kończymy wspólny czas szybkim quizem. Pamiętajcie, że pierwsza myśl to dobra myśl, teraz przyszedł czas na was. Zaczniemy od Adama i pójdziemy może tak w kółko, będzie nam łatwiej. Góry o świcie czy góry o zachodzie? Zdecydowanie o świcie. Wędrówka szybciej na szczyt, czy dłużej, ale z rozmową? Dłużej, ale z rozmową. Najpewniejszy znak, że jesteś ciemnym typem?
Podążmy zatem śladem myśli rekolekcjonisty. Jesteśmy już bardzo blisko Bożego Narodzenia. To nasze czwarte adwentowe spotkanie, poprzez które chcemy się przygotować na te święta. Przez ostatnie dwa tygodnie towarzyszył nam wielki prorok święty Jan Chrzciciel, a dzisiaj Kościół przywołuje nam jeszcze kogoś bardzo ważnego w życiu Jezusa, w życiu Maryi i w naszym życiu. Tym kimś jest nie kto inny, tylko święty Józef. Usłyszeliśmy podczas... Ewangelii w czwartą niedzielę Adwentu, jak Bóg przez anioła mówi do Józefa. Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twojej małżonki, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło.
Porodzi syna, nadadzą mu imię Jezus, on zbawi swój lud od grzechów. Józefie, nie bój się wziąć do siebie Maryi, I tego dziecka, które z niej się narodzi, rzeczywiście trzeba trochę pomyśleć o świętym Józefie. Pewnie się bał, bał się utworzyć na to doświadczenie z Maryją, z poczętym Jezusem, ale usłyszał, by się nie bał. Pamiętamy i niedługo będziemy widzieć w szopkach Jezusa małą figurkę Jezusa, z wyciągniętymi zazwyczaj rączkami w naszą stronę. Jakby sam Jezus nas prosił i pytał nas, weźmiesz mnie? Zatroszczysz się o mnie? I to jest chyba najważniejsza prośba i pytanie Pana Jezusa przed Bożym Narodzeniem do każdego z nas.
Czy tak jak Józef, na nowo Go przyjmiemy? Przyjmiemy tego Jezusa do swojego życia? Zaczniemy w Niego wierzyć? Zaczniemy słuchać Jego słów? Zaczniemy rzeczywiście żyć Jego Ewangelią? Zaczniemy po prostu być w bliskiej relacji z Nim? Nie bój się. Dlaczego czasem boimy się Boga? Dlaczego czasem się tak bardzo boimy radykalnie uwierzyć, rzucić swoje życie w ręce Boga? Przecież wiemy, że Bóg jest miłością. Przecież wiemy, że przychodzi na świat, żeby nas zbawić, że z miłości do każdego z nas odda swoje życie. O co się więc boimy? Dlaczego wciąż boimy się uwierzyć do końca?
A może boimy się zrezygnować z naszego starego życia, z naszych grzechów, z naszych kompromisów z tym światem? I dlatego powiedzmy sobie u progu Bożego Narodzenia, nie mogę się bać, jeśli chcę doświadczyć tych wszystkich darów, które przynosi Dzieciątko Jezus, jeśli chcę na nowo, żeby we mnie i w moim życiu zabłysło światło, nie mogę się bać, przyjąć na nowo Jezusa i Maryi. Nie mogę się bać, jeśli chcę mieć pokój w sercu i wyzwolić się od jakiegoś niepokoju. Usłyszmy tego anioła, którego usłyszał święty Józef. Nie bój się, Józefie. Ten anioł mówi do każdego z nas, to może jest nasz anioł stróż. Nie bój się. Nie bój się tak na serio.
Znowu uwierzyć, nie bój się, pozwól, żeby w Tobie było kolejne wielkie Boże Narodzenie. Przeżywając już to czwarte spotkanie z Wami, jak pewnie pamiętacie, zawsze nawiązuje do tematu naszego nowego roku duszpasterskiego w Archidiecezji Katowickiej. Chcę, żeby to był rok dziecka. I skoro dzisiaj mówię o tym, jak Józef odważył się wziąć do siebie Maryję z tym poczętym dzieciątkiem Jezus, kiedy odważył się zatroszczyć o tego Jezusa, być w Betlejem, ochronić Go wtedy, kiedy ktoś próbuje odebrać Mu życie, tak samo na koniec tych rozważań chciałbym nie tylko te słowa nie bój się wziąć dzieciątka Jezus do siebie, odnieść też do wszystkich dzieci,
Nie bójmy się przyjąć każde ludzkie życie. Zatroszczmy się o to życie, wspaniały rozwój, ale też wychowanie do wiary wszystkich naszych dzieci. Tak bardzo sobie i wszystkim Wam życzę, żebyśmy w Kościele, a przede wszystkim w naszych rodzinach, tak jak Józef zatroszczył się o dzieciątko Jezus, żebyśmy my wszyscy zatroszczyli się o wszystkie dzieci, które żyją wokół nas. Zatroszczyli się nie tylko o to, by miały co jeść, by mogły się świetnie rozwijać, by miały piękne perspektywy, ale byśmy się również zatroszczyli o to, by Jezus był w ich życiu. Bo choćbyśmy dzieciom wszystko dali, jeśli nie damy im Boga, to właściwie jakbyśmy nic im nie dali.
Chciałem zrobić właśnie coś na kształt takiej bardzo cichej, skromnej modlitwy, która jest bardzo osobista, bo jest to tekst między księdzem a Panem Bogiem. No i tak się zdarzyło, że utwór został zamówiony przez chór Kamerata Silesia, wspaniały zespół, z którym współpracuję wiele lat już i wiele prawykonań się odbyło moich utworów. Czy Pan jest człowiekiem wierzącym? Tak, jestem wierzącym od zawsze i dużo muzyki, piszę muzyki sakralnej właśnie. Czy podczas pisania utworów również zwraca się Pan do Boga? Wyobrażam sobie oczywiście pewne rzeczy. Raczej ważne jest jak się zwracam, czyli jakimi dźwiękami. Tych dźwięków szukam, tych właściwych dźwięków i to jest jakby takie główne zadanie kompozytora piszącego muzykę sakralną.
Czy muzyka rzeczywiście jest w stanie przybliżać człowieka do Boga? No na pewno tak, po to to robimy. Każdy może sobie wybrać taką muzykę, jaka mu odpowiada, ale akurat muzyka sakralna dla mnie jest muzyką głębszą i jej podstawy są inne i zdecydowanie ważniejsze niż na przykład muzyka jakaś instrumentalna, która jest sztuką dla sztuki. Nasz magazyn na ślady powoli dobiega końca. Żegnają się z Państwem Dariusz Schmidt i realizujący audycję Rafał Drabek. W imieniu swoim i całej redakcji programów religijnych Radia Katowice życzę Państwu błogosławionych świąt Bożego Narodzenia. Do usłyszenia za tydzień.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.