#248. Zabójca w parku narodowym
Randal Lee Smith. Zabójca z AT. Zamordował dwie pary turystów wędrujących jego ulubionym szlakiem Appalachów. Park Shenandoah. Tajemnicę zniknięcia dwóch młodych turystek udało się wyjaśnić po niemal 30 latach.
Wyzwaniem jest przejście całej trasy w trakcie jednego sezonu i wielu to wyzwanie podejmuje. Zwykle zajmuje to turystom tak od 5 do 7 miesięcy. Po przejściu 2000 mil zdobywają odznakę 2000 Miller. Większość ścieżek wiedzie przez pierwotne lasy i pagórkowate dzikie tereny, ale są też odcinki górskie. Właśnie w tych okolicznościach na szlaku wędrówki splotą się tragicznie losy trzech osób. Dwojga przyjaciół z Ellsworth w stanie Maine, Roberta Montforda Juniora i Laury Susan Ramsey oraz dziwacznego odludka z Virginii, Randalla Lee Smitha. Opiekowała się nim matka, Loretta.
Trudno jej było związać koniec z końcem, pracowała jako asystująca pielęgniarka, nie zarabiała wiele, praca była ciężka i słabopłatna. Często zmieniali miejsce zamieszkania, aż w końcu mama odłożyła na tyle, by zamieszkać we własnym parterowym, czteropokojowym domu. Najwyraźniej marzeniem Loretty było mieć córeczkę, a nie syna. Ubierała Randalla w dziewczęce śpioszki i różowe sukieneczki. I choć synek zaczął chodzić, wciąż zakładała mu sukienki. Dopiero po kilku latach pozwoliła mu ubierać się jak chłopiec. Randall był cichym i spokojnym dzieckiem. Raczej stronił od rówieśników, trzymał się na uboczu, lubił za to samotne spacery po dzikich terenach Wirginii.
na dalszą wędrówkę. Świadkowie opowiadają, że Laura zagadała przyjaźnie do jakiegoś przypadkowego mężczyzny. Był nim Randall Smith. Ma 28 lat, byli więc w podobnym wieku. Tego dnia mężczyzna także wybrał się na pieszą wędrówkę. Kobieta z długimi, ciemnymi włosami, zaplecionymi w warkocze, uśmiechała się do niego, lekko żartowała. Była bardzo miła. Być może nieprzyzwyczajony do kontaktu z ludźmi Randall, a już szczególnie nieprzyzwyczajony do kontaktu z kobietami, zakochał się od pierwszego wejrzenia w kimś tak uroczym. I wtedy do rozmowy wtrącił się niespodziewanie towarzyszący kobiecie Robert. Spory mężczyzna z bujnym, ciemnym wąsem.
Być może był lekko zazdrosny o koleżankę i w jakiś opryskliwy sposób próbował odprawić rywala. Te skrajne emocje wyrażone w tak krótkiej rozmowie między sklepowymi półkami, sympatia ze strony Laury i wrogość ze strony Roberta mogły mieć tragiczny skutek. Gdy para ruszyła na szlak, Randall Smith poszedł dyskretnie za nimi. Gdy Robert i Laura zatrzymali się i rozbili obóz przy szlaku, Randall wszystko obserwował z ukrycia. czekał na dogodny moment, a gdy ten nastąpił, sięgnął po broń i zamordował tego wścibskiego mężczyznę i tę kobietę, która w jego opinii zdradzała go z kimś takim. To wersja zdarzeń, którą za prawdopodobną przyjął później prokurator.
ale nie są znane prawdziwe motywy, dla których Randall zamordował dwójkę obcych sobie ludzi, których jeszcze o poranku nie znał. Inna z hipotez mówi, że w trakcie rozmowy w sklepie tych dwoje pracowników socjalnych wypytywało go zbyt intensywnie. o jego życie, o emocje, że mógł poczuć, iż w jakiś sposób go zdiagnozowali, że dostrzegli skryte myśli i pragnienia, które w sobie nosił. Tym nie chciał się z nikim dzielić. I dlatego zginęli. Taką wersję przedstawiono w filmie nakręconym na przykładzie tej historii. Jeszcze inna teoria, ta z kolei została przedstawiona w książce poświęconej tej sprawie, mówi, że Smith mógł wtedy cierpieć na urojenia.
Po dzieciństwie, które spędził w izolacji od społeczeństwa, wykształciły się w jego głowie tendencje do fantazjowania. Z jednej strony pragnął towarzystwa, z drugiej je odrzucał. Atakował każdego, kto mógł przekroczyć jego strefę komfortu. Po krótkim spotkaniu w sklepie tak postrzegał zapewne oboje pracowników socjalnych. Wtargnęli w jego przestrzeń. Musiał ich ukarać. Ale była jeszcze jedna hipoteza. Ta mówi, że Randall Smith uważał ścieżki AT za swoją własność. Jego sąsiad twierdził, że ten chłopak prawdziwie kochał szlak apalachów. Być może spotkanych nieznajomych uznał za niegodnych chodzenia jego ulubionymi ścieżkami, a gdy ci założyli obóz i zaśmiecili okolice strumienia, o którego czystość szczególnie dbał, wielokrotnie wcześniej zabierał stamtąd śmieci zostawione przez innych wędrowców.
Randall Smith, odludek, który kochał wędrówki szlakiem Apallachów, z nieznanych przyczyn morduje dwójkę obozujących tu pracowników socjalnych. Próbuje ukryć dowody. Zakopuje ciało Roberta Manforda i Laury Ramsey. Zakopuje także ich rzeczy osobiste. Następnie idzie tropem ich wędrówki od schroniska do schroniska i dyskretnie usuwa z dzienników kartki, na których zwykle podpisują się przybywający tu turyści. Zostawiają tam też notatki o szlakach, na które się kierują. Nie ma szans, by ktoś bez tego odtworzył trasę Roberta i Laury i tym samym trafił na ich pogrzebane zwłoki. A jednak po zaginięciu pary rusza śledztwo. Świadkowie zapamiętali i tę dwójkę i że w tych dniach na szlaku widziani byli w towarzystwie stałego bywalca, Smitha.
natrafiono także na ciała, płytko zakopane. Dodatkowo w jednej z książek Laury zachował się wyraźny odcisk palca. Zidentyfikowano, że należał do Smitha. Nie mógł więc zaprzeczać, że się z nimi spotkał i że nie dotykał ich rzeczy w obozie. Udało się namierzyć Smitha aż w Myrtle Beach w Karolinie Południowej, gdzie zbiegł po morderstwie. Zaprzeczał wszystkiemu, ale w ostatniej chwili przyznał się do zabójstwa, dosłownie dzień przed rozprawą sądową. Idąc na ugodę, otrzymał łagodniejszy wyrok. Po 15 lat za każde morderstwo. Jeśli będzie się wzorowo zachowywał za kratami, będzie mógł te wyroki odsiedzieć niejako równocześnie. I rzeczywiście, w 96 roku wyszedł za dobre sprawowanie.
Przed więzieniem protestujący domagali się dla niego dłuższej kary. Rodziny ofiar nie mogły pogodzić się z tym, że jest wolny. Randall Smith wrócił do rodzinnego domu i zamieszkał z matką. Powiedzieliśmy, że jest wolny, a jednak przez 10 lat nosił na nodze elektroniczną bransoletę nadzorującą go i ograniczającą jego wolność. Początkowo prawie nie wychodził z domu. Po śmierci matki w 2000 roku zaczął brać dorywcze prace i znów zaczął też bywać na szlaku łapallachów. Jego warunkowe skończyło się w 2006 roku. W 2008 popadł w poważne długi i wtedy postanowił zabrać wędkę, psa, spakować trochę ubrań i prowiantu i po prostu opuścił dom, za który nie był w stanie płacić.
Sąsiedzi dopiero po sześciu tygodniach zorientowali się, że go nie ma. Zgłosili to na policję. Bardziej nie z troski o to, co jemu może się stać, ale co sam może zrobić innym. W mieście zawisły plakaty o zaginięciu Smitha, a przeczucie mieszkańców okazało się słuszne. 6 maja Randall Smith z psem u nogi podszedł do Scotta Johnstona. 39-latek łowił ryby w strumyku przy szlaku Appalachów w pobliżu Brushy Mountain. Zagadnął przyjaźnie, wędkarz podzielił się z nim złowionymi rybami i wskazał mu miejsce, w którym założył obóz, razem ze swoim kumplem, 33-letnim Seanem Farmerem. Nie uwierzycie, założyli obóz dokładnie w tym samym miejscu, w którym Smith...
Zamordował dwójkę turystów. Tym razem zjadł kolację z wędkarzami. Przyjaźnie rozmawiali. Przedstawił im się jako Ricky Williams. Twierdził, że pisze artykuły, uwaga, dla NASA. Nie uwierzyli w to, ale nie dali tego po sobie poznać. Uznali, że ten nieznajomy fantazuje, by im zaimponować. Smith alias Williams przygotował sobie miejsce do spania w ich obozie. Gdy zapadły ciemności i uznał, że wędkarze zasnęli, energicznie podniósł się z posłania. Sięgnął po pistolet kaliber 22. Podszedł do leżącego Shona Farmera i po prostu strzelił mu w głowę. Obrócił się i wycelował w Scotta Johnstona.
Jego trafił w szyję. Znów wrócił do młodszego z wędkarzy i strzelił mu w klatkę piersiową. W tym czasie ranny w szyję Johnston uciekł w zarośla. Smith strzelił na oślep i trafił uciekającego w tył głowy, a jednak 39-latek przeżył. Natomiast farmer, też ranny, zdołał dobiec do swojej półciężarówki i odjechał. Po drodze zauważył uciekającego kolegę, zabrał go do auta i zdołali dotrzeć do najbliższego domostwa. Tam wezwano pomoc. Ranni trafili do szpitala, gdzie zdołano uratować ich życie. Gdy nieco wcześniej opisali sprawcę gospodarzom tego domu, ci domyślili się, że chodzi o stałego bywalca tego szlaku.
Mieli gdzieś w albumie nawet jego zdjęcie. I rzeczywiście ranni mężczyźni rozpoznali Randala Smitha na tej fotografii. Policja ruszyła z obławą. Smith w tym czasie dopadł drugiej półciężarówki należącej do Johnstona. Pojechał do swojego namiotu i próbował pozbierać wszystkie swoje rzeczy. Nie było to łatwe w ciemnościach i zajęło mu więcej czasu niż planował. Gdy wrócił na drogę, dostrzegł policyjne światła, przyspieszył i próbował uciec pościgowi. Ale przesadził z prędkością. Wyleciał z drogi i dachował. Ciężko ranny trafił do tego samego szpitala, w którym leczono jego ofiary. Odpierał wszelkie zarzuty o próbę morderstwa.
Wręcz twierdził, że strzelał w samoobronie, że to wędkarze chcieli go zabić. Po dwóch dniach przetransportowano go na oddział szpitalny więzienia okręgowego New River w amerykańskim Dublinie. Wieczorem 10 maja 2008 roku, a więc cztery dni po strzelaninie, Smith nagle stracił przytomność. Próbowano go reanimować, jednak nie odzyskał już świadomości. Zmarł chwilę później, w wieku 54 lat. Sceny zbrodni w RMF FM. Sceny zbrodni. Jeszcze nie ściągamy plecaków do trekkingu. Zabójca w Parku Narodowym.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.