Kryjówka w podziemiach rzeszowskiego Rynku
Piwnice pod płytą rzeszowskiego Rynku mają długą i niezwykle ciekawą historię. Ich powstawaniu sprzyjał miękki lessowy grunt, pomieszczenia przez długie lata pełniły funkcję magazynów oraz „sklepów ziemnych” a ich bogactwo świadczy o zamożności mieszkańców miasta. W czasie II wojny światowej dla mieszkających w Rzeszowie Żydów podziemia dawały jedną z niewielu szans na uchronienie się przed niemieckimi wywózkami i uratowanie życia. Dobrze udokumentowaną historię ukrywania się w bunkrze pod kamienicą Rynek 15 kilkudziesięcioosobowej grupy Żydów oraz opiekującej się nimi rodziny Stasiuków opowiadają historycy: Kamil Kopera z instytutu Pileckiego oraz Jakub Pawłowski – przewodnik i animator z Rzeszowskich Piwnic.
Prawdopodobnie na połowie roku 1943 tutaj do Piwnic zeszła pierwsza grupa ludzi, uciekinierzy właśnie z obozu PZL Rzeszów. Wtedy Żydów w Rzeszowie już niemal nie było. Dokładnie. Została pewna grupa w getcie szczątkowym oraz właśnie we wzmiankowanym obozie PZL, a także na placówce pracy przy kolei. W tej pierwszej grupie był prawdopodobnie Natan Berliner, dwudziestoparolatek pochodzący z Kalisza, bo trzeba pamiętać też o tym, że tutaj w Rzeszowie było bardzo wielu przesiedleńców z terenu Wielkopolski wcielonej do Rzeszy, czyli z Łodzi, z Kalisza. I właśnie dzięki opowieści Natana Berlinera wiemy o tym, jak wyglądała Kryjówka i o tym, co działo się pod płytą Rzeszowskiego Rynku.
To jest centrum miasta, więc mogłoby się wydawać, że najgorsze miejsce do tego, żeby właśnie tutaj się ukrywać, a może odwrotnie, może myślano najciemniej pod latarnią, tutaj nikt nas nie będzie szukał. Tego nie wiemy, czym kierowali się, kierowały się te osoby, które tutaj zdecydowały się ukrywać. Ja tylko jeszcze napomknę tego, co Kamil powiedział. Pamiętajmy o tym, że przed wojną, przed okupacją niemiecką kamienice i posesje, czyli pewnie też i przestrzenie piwniczne były własnością społeczności żydowskiej, lokalnej tutaj. Więc dobrze je znali, tak? Wiedzieli jak tutaj się poruszać? Być może tak, dlatego że wracali do siebie po prostu. Natomiast, wracając teraz do pytania, Rzeszowski Rynek był wyłączony z obrębu getta. To była część niemiecka.
Z kolei druga strona Rzeszowskiego Rynku, a właściwie ta, jak wychodzimy na wschód, w kierunku ulicy dzisiejszej Mickiewicza, w kierunku Targowej na Wisłok, przez sam środek, tym traktem można było przejść właśnie przez sam środek Rzeszowskiego Getta. Więc rzeczywiście z perspektywy lat 20. XXI wieku, rzeczywiście my się tutaj sugerujemy tym powiedzeniem najciemniej pod latarnią, a nóż nas nie wychwycą, nie zobaczą. Być może te osoby kierowały się też tym, że przecież to był bezpośredni rewir niemiecki, skontrolowany, dobrze rozpoznany. Przecież w 1941-1942 roku to tutaj właśnie getto było wytyczone, więc wcześniej dokładnie przebadane, dokładnie przemaglowane praktycznie przez Jak duża była ta kryjówka?
Czy to była jakaś jedna, bądź dwie, bądź trzy konkretne piwnice? Czy to był cały ten system piwnic właśnie w rejonie Rzeszowskiego Rynku? Rynek 15 i Mickiewicza 2, dlatego że mówimy w tym przypadku o budynku narożnym. We wschodniej części, we wschodniej pierzei rzeszowskiego rynku z wylotem na wschód w kierunku ulicy dzisiejszej Mickiewicza. Mówimy właściwie o całej obecnej pierzei wschodniej rzeszowskiego rynku. Czy ono miało też połączenie z innymi piwnicami w rynku, czy raczej nie? To jest kłopot. A to dlatego, że pamiętajmy o tym, że teraz przechodzi trasa turystyczna, w której się znajdujemy notabene. Możemy się też zasugerować, jak sama wjedzie trasa turystyczna, ale to jest oczywiście sztuczny twór, powstały pod koniec XX wieku, na początku XXI wieku i ona omija pewne piwnice.
Ale mi tutaj przychodzi od razu na myśl właściwie największa piwnica, jaka znajdowała się na terenie, czy też pod płytą Rzeszowskiego Rynku. Mam tutaj na myśli piwnicę Tuchfelda. Jest to nowożytna piwnica, która, jak podają źródła, a konkretnie między innymi też autor pierwszej monografii rzeszowskiej z 1913 roku, Jan Pęckowski, wspomina o piwnicy, która była długa na 98 metrów. A do niej dochodziły dodatkowo z jednej i z drugiej strony takie wejścia pod kątem, prawdopodobnie rampy, po 15 metrów. I tak się akurat składa, że prawdopodobnie właśnie ta piwnica przynajmniej w jakiejś części dochodzi do Pierzei Wschodniej i Muska może wchodzi bezpośrednio pod kamienicę Rynek 15.
Więc jak widać jest to połączenie. A połączeniem jest dodatkowo jeszcze sam fakt, że jak wspomniałem Pierzeja Wschodnia to jest jeden wielki, można powiedzieć jeden wielki system piwnic i w tym przypadku również bunkra. No bo z powodów bezpieczeństwa było dobrze mieć połączoną piwnicę jeszcze z innymi pomieszczeniami tutaj pod płytą Rynku. Ja bym jeszcze chciał się nawiązać do tego, jak kształtowały się piwnice pod Rzeszowskim Rynkiem. Otóż sprzyjała ku temu geologia, a mianowicie skała lesowa, która jest bardzo plastyczna, delikatna, miałka, a jednocześnie w bardzo szybki sposób można rzeczywiście tutaj wytyczyć i skonstruować przejścia, gruby, Spiżarki, piwnice i sklepy ziemne, bo geneza w ogóle piwnic to dawne sklepy ziemne.
I właśnie ten element bezpieczeństwa jest tutaj bardzo ważny w opowieści zarówno Berlinera, o którym wspomniałem, jak i w opowieści rzeszowianki Lotki Goldberg, która mówiła, że cały czas piwnice były poszerzane, a raczej łączone. Korytarze były tworzone pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami, że był zbudowany system zabezpieczeń i alarmowy. Alarmy tworzyły po prostu system oświetleniowy. To znaczy, że w piwnicy ci ludzie, którzy się ukrywali, mieli właśnie jakiś system oświetleń. Nie wiemy, czy to była elektryczność, czy to był właśnie jakiś inny system dający tym ludziom po prostu światło. Natomiast poziom zabezpieczeń, jaki tutaj funkcjonował, na pewno był znaczny. Świadczą o tym poszlaki, czyli były na pewno trzy wejścia.
Jedno zostało zlikwidowane, to właśnie pod kamienicą Esterki ze względu bezpieczeństwa, bo jak pada w relacjach, bardzo wiele osób wiedziało o tym wejściu. To było to wejście w aptece pod nadzieją, tak? W miejscach pewnie często uczęszczane. Dokładnie tak. I wiele osób wiedziało w okresie funkcjonowania tego getta szczątkowego w Rzeszowie o tym wejściu. Ponadto mamy relację, że do tego wejścia policjanci śledzili jedną z osób, policjant żydowski śledził jedną z osób, która tam wchodziła i później ten policjant wszedł do tej kryjówki, płacił za to, żeby w niej pozostawać i podobno zachowywał się bardzo dobrze, a przynajmniej tak mówią relacje żydowskie. Jeśli chodzi o inne wejścia, prawdopodobnie znajdowało się, takie wyjście ewakuacyjne i główne, znajdowało się w zburzonych kamienicach na terenie dzisiejszego placu cichociemnych.
Zrobiło się widno, nagle tajemniczy worek pojawił się w centrum miasta, więc relacje tak różnych ludzi zazębiają się w przypadku tej opowieści o tej kryjówce w niesamowity sposób. To też pokazuje, jak to było trudne zadanie, chociażby zapewnienie żywności osobom, które się tutaj ukrywały, czy wywóz nieczystości. Właśnie cały czas podkreślamy, jesteśmy w centrum miasta. Dokładnie tak. Przez pierwszy okres na pewno tą kryjówką opiekował się Abram Abraham Oizerowicz. Był to człowiek pochodzący z Łodzi, który tutaj w Rzeszowie pełnił funkcję pewnego rodzaju grabarza. On wywoził z terenu getta zwłoki zamordowanych Żydów, a później do początku roku 1944 pracował w Rzeszowie w tym samym charakterze. Wywoził zwłoki osób zamordowanych na zamku, zastrzelonych na ulicach.
W pewnym momencie on również poczuł się zagrożony i zniknął ze swoją rodziną, jak to Kotula pisał, zapadł się pod ziemię. Oczywiście Ojzerowicz i jego rodzina ukryli się w Piwnicach. Tą kolejną osobą, która zaopatrywała i opiekowała się tą kryjówką był Michał Stasiuk i jego żona Wiktoria. Stasiukowie mieszkali w centrum Rzeszowa, na początku przy króla Kazimierza, później na terenie przyległym do Rynku, w Kamienicach w Rynku, można by powiedzieć. I za moment ten punkt też odwiedzimy. A co jeszcze możemy powiedzieć, co jeszcze wiemy o osobach, które się tutaj ukrywały? Na ile historycy są w stanie dzisiaj poznać ich nazwiska? Czy już znają te nazwiska? Zachowała się księga więzienna. Zachowała się księga więzienna, do której wpisano praktycznie trzy czwarte osób złapanych w bunkrze w podziemiach rzeszowskich.
Albo miała ze sobą takie przygody jak na przykład Lotka Goldberg, która z Rzeszowa została wywieziona raczej do obozu pracy, Do Szebni stamtąd uciekła, wróciła do Rzeszowa, wróciła na teren getta i z getta trafiła do domu Stasiuków, a później od Stasiuków została przerzucona tutaj do podziemnej kryjówki. Więc jesteśmy w stanie odtworzyć trzy czwarte mniej więcej nazwisk osób, które tutaj się ukrywały, które zostały później przez Niemców zamordowane. Tak jak wspomniałam, to miejsce tutaj na trasie zwiedzania w rzeszowskich piwnicach jest bardzo wyraźnie zaznaczone za pomocą tablicy, ale nie tylko tablica jest tutaj tym ważnym znakiem. To prawda. Ono jest bardzo charakterystyczne dlatego, że przede wszystkim jesteśmy w bardzo bliskiej odległości od samego bunkra.
Relikt okresu powojennego. Instytut, czyli z miejscem związany jak najbardziej, ale zupełnie z innych powodów powiązujących się, czyli właśnie z tych powodów, o których wspomniałem, czyli zabezpieczający konstrukcję rynkową. Można zobaczyć, można dotknąć także. Można, bo to jest na takiej odpowiedniej wysokości. Zresztą badania, jakimi się też posługujemy tutaj na trasie, które zostały zrealizowane w trakcie, kiedy budowana była, wytyczana była trasa turystyczna, wiemy, że właśnie dokładnie ta plomba zasłania pewną odległość korytarza. Korytarza, który skoro prowadzi nas do naszej historii, do miejsca naszej historii. Relacja Lotki-Goldberg zawarta w Rzeszowskiej Księdze Pamięci.
Drugi przystanek naszego spaceru, czyli właśnie Kamienica Rynek 15. W którym miejscu znajdowało się wejście wtedy do budynku i wejście tym samym do Kryjówki? Od strony rynku oczywiście. Czyli patrząc na stare zdjęcie i jak teraz, my praktycznie tak jesteśmy, też tak patrzymy, jesteśmy tyłami do Pierzei Zachodniej, czyli do też Ratusza. I patrzymy na Pierzeję Wschodnią, czyli charakterystyczne łukowe wejście do dawnej apteki pod nadzieją. A dzisiaj PAP Soda. A dzisiaj PAP Soda i nie tylko, bo jeszcze tutaj innych jest parę instytucji, w tym też szkoła językowa. No była tutaj po prostu apoteka, jak to Niemcy mają w zwyczaju mówić.
Doskonale znane, uczęszczane przez Rzeszowian, przez Niemców. No i na wprost ratusza przecież. I na wprost ratusza, gdzie jak wiemy była jedna z części administracji całej machiny niemieckiej. Oni chyba od samego początku musieli zdawać sobie sprawę z tego, że nieprawdopodobnie ryzykują. Znaczy, właściwie ryzykowaliby zawsze, nieważne w którym momencie okupacji niemieckiej trafiliby do Kryjówki i na własną rękę w tym przypadku mieliby się ukrywać, ale tutaj wybitnie musieli zdawać sobie sprawę z tego, że ryzykują. I też możemy sobie też wyobrażać w jakim stresie musieli egzystować tam właśnie, no właśnie pod naszymi stopami. Niepewność? Ok.
Mogli się poruszać, mogli swobodnie chodzić. Przypominam, że były też takie kryjówki, gdzie ludzie się w ogóle nie ruszali. No ale sam fakt, w ogóle funkcjonowanie pod ziemią, to jest coś niebywałego i właściwie utrzymywanie kontaktu, no już nie mówię o tym, że była to spora grupa, to było blisko 40 osób, ale po pewnym czasie, tak mi się wydaje, no już się ma serdecznie dość. No to powiedzmy jak doszło do demaskacji tej kryjówki, demaskacji bunkra? Według relacji zarówno ze strony powiedzmy powierzchni, czyli z relacji polskiej jak i z relacji żydowskiej wszystko wskazuje na to, że w lutym roku 44 robotnicy, którzy pracowali w podziemiach właśnie pod tą kamienicą, jak oni to określili, poczuli zapach karbidu z podziemi.
Robotnicy mieli zacząć Kopać w miejscu, skąd czuli ten karbit i odkryli, że tam jest mur. Zorientowali się, że to może być świeży mur, więc zaczęli go rozkuwać. I okazało się, że za murem pokazuje się ziemia żółta, glina, jak to określono. Była to oczywiście wzmiankowana skała lesowa, której według ich opinii, a przynajmniej relacji, nie powinno tam być. Więc to wzbudziło ich zainteresowanie. Wepchnęli tam sztabę, jak to opowiadał jeden z robotników. Okazało się, że coś z drugiej strony tą sztabę wypchnęło. Z relacji żydowskiej znamy tą opowieść od dołu, z drugiej strony, gdzie jedna z relacjonujących opowiadała, że pełniła służbę straż w jednym z pomieszczeń i nagle u góry pomieszczenia obsunęła się ziemia.
I ta informacja dotarła do Niemców, którzy już pod dowództwem niesławnego Pottenbauma rozpoczęli poszukiwania wejścia, które odnaleźli i mieszkańcy bunkra trafili w ręce Niemców. Trafili zarówno prawdopodobnie w bunkrze, jak i na ulicach miasta. Kotula pisze, że Ludzie złapani tutaj byli prowadzeni przez centrum miasta. Na ich twarzach malował się po prostu niesamowity strach, bo oni wiedzieli co ich czeka z rąk Niemców. Ci ludzie trafili najpierw na gestapo, następnie na Zamek Rzeszowski, gdzie zostali rozstrzelani prawdopodobnie 1 marca 1944 roku, a przynajmniej tak wynika z zachowanej księgi więziennej. Cała grupa Żydów została wykreślona ze stanu zamku w Rzeszowie właśnie 1 marca 1944 roku.
Jak wyjdziemy sobie na ulicę Kopernika, to tam płynie właśnie ta Mikośka. Jesteśmy na podwórku, czy też w pobliżu podwórka, gdzie właśnie akcja się rozgrywała. Ale co ciekawe relacje są od strony żydowskiej. Przy tym podwórku, a raczej w kamienicy na Matejki 4 mieszkała w okresie 1942-1944, możliwe, że oczywiście też po wojnie. Rodzina Stasiuków składająca się z Wiktorii, urodzonej w podrzeszowskim Chmielniku w 1890 roku i jej równolatka Michała Stasiuka. Ten człowiek urodził się w podlwowskich Jakimczycach, prawdopodobnie w rodzinie grekokatolickiej. Stąd w perspektywie sąsiadów nazywany był po prostu Ukraińcem.
Ta rodzina pełniła funkcję dozorców kamienicy tutaj, kamienic prawdopodobnie w rynku, bo przynajmniej taki zawód pojawia się jeśli chodzi o dokumenty, którymi dysponujemy. Michał i Wiktoria jako, że mieszkali tutaj i mieli dojścia do różnych budynków, wiedzieli co się tutaj dzieje i na pewno cieszyli się też pewnym zaufaniem Żydów tutaj rzeszowskich, to właśnie ludzie, którzy ukrywali się w bunkrze zwrócili się z prośbą o pomoc do Stasiuków. Na pewno był to jakiegoś rodzaju układ, w którym ludzie, którzy się tam ukrywali dostarczali pieniądze, za które Stasiuk mógł kupować żywność, tłumacząc jak gdyby duże zakupy żywności, swoją funkcją i współpracą z wieloma właścicielami kamienicy. Miał dobre alibi do tego typu działań. Doskonałe alibi, dokładnie.
Luty to marzec, to są walki w rejonie Kowla na północ od Lwowa. Co się wydarzyło w momencie, kiedy Kryjówka została odkryta? Żydzi, którzy uciekli z bunkra, przyszli do jednego miejsca, które było im przyjazne, czyli do domu Michała i Wiktorii. Czyli tutaj, na Matejki 4. Zostali wyśredzeni, cała ta grupa została w jakiś sposób wyśredzona i czy to przez Polską Granatową Policję, która musiała współpracować z Niemcami, czy też przez samych agentów Gestapo. W każdym razie w pewnym momencie Niemcy wpadli do domu Stasiuków, aresztowali całą grupę Żydów, która tam była. A także Michała i Wiktorię. Marian, czyli syn Stasiuków, zeznawał po latach, że on został również aresztowany, jednak ze względu na to, że miał znajomości na gestapo w Polskiej Granatowej Policji, on został w jakiś sposób wyproszony, jak on to określił, od aresztowania, podkreślając, że on żył, jak to padło w zeznaniach, w niezgodzie z ojcem.
Jest ten pomnik, jest to element programu Zawołani po imieniu, właśnie mający go na celu upamiętnienie osób, które na terenie II Rzeczpospolitej zginęły za pomoc Żydom. To rzeszowskie upamiętnienie jest pewnego rodzaju kamieniem milowym. Jest to trzydzieste upamiętnienie w skali kraju, trzecie takie upamiętnienie na terenie Podkarpacia. Czy ta rzeszowska historia ukrywania się w piwnicach rzeszowskiego rynku, bardzo dużej, kilkudziesięcioosobowej grupy, na ile ona jest podobna, na ile odmienna od takich historii, które znamy z innych terenów Polski? Ta historia wydaje się być unikatowa. To jest centrum miasta. To jest tak, jak tutaj już wcześniej padło. Ukrywanie się, walka o przeżycie w samym centrum miasta, olbrzymiej grupy ludzi.
Mamy oczywiście w Warszawie bunkier Krysia, jednakże jest to miejsce położone z perspektywy ówczesnej Warszawy, można by powiedzieć, na obrzeżach. Ten bunkier, bunkier Krysia Warszawski oczywiście dzięki temu, że ukrywał się tam również niestety, Bezskutecznie Emanuel Ringelblum, czyli kronikarz warszawskiego getta i z jego zapisków wiemy, jak wyglądał ten bunkier i to życie w tym bunkrze. Tamto miejsce jest słynne. Natomiast Rzeszów, bunkier pod rzeszowskim Rynkiem, właśnie ze względu na to, że historia skończyła się tragicznie, Rzeszów był w latach czterdziestych miastem powiedzmy częściowo prowincjonalnym. Ta historia pozostała po prostu nieznana, jak gdyby przepadając wśród innych wielu opowieści o okresie wojny i zagłady.
Tutaj warto dodać, że Michał Stasiuk oraz jego żona Wiktoria w roku 2019 zostali odznaczeni przez Instytut Jad Waszem najwyższym cywilnym izraelskim odznaczeniem. Sprawiedliwy wśród narodów świata. Historie Żydów z rzeszowskiego getta ukrywających się w podziemiach rynku, w tym Natana Berlinera, Lotki Goldberg czy Hanny Gross oraz opiekującego się nimi Michała Stasiuka wraz z żoną Wiktorią i synem Marianem, opowiedzieli historycy Kamil Kopera z Instytutu Pileckiego i Jakub Pawłowski z Rzeszowskich Piwnic. Ta historia pod koniec 2022 roku bardziej szczegółowo została opisana w ramach programu Zawołani po imieniu realizowanego przez Instytut Pileckiego.
Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Grażyna Bochenek przedstawia historię Rzeszowa i opowiada o planie odcinka poświęconym kryjówce w podziemiach Rynku.
Historia powstania i funkcjonowania kryjówki w podziemiach Rynku podczas II wojny światowej.
Opis struktury i połączeń piwnic pod Rynkiem oraz ich funkcjonowania podczas okupacji niemieckiej.
Opis zabezpieczeń i systemu alarmowego w kryjówce oraz relacje o wejściach do piwnic.
Opis osób opiekujących się kryjówką, w tym Abram Abraham Oizerowicz, Michał i Wiktoria Stasiuk oraz ich syn Marian.
Opis odkrycia kryjówki przez robotników i aresztowania Żydów przez Niemców.
Opis upamiętnienia grupy Żydów ukrywających się w kryjówce pod Rynkiem przez pomnik w Rzeszowie.
Podsumowanie historii kryjówki w Rzeszowie i porównanie z innymi historiami ukrywania się w innych miastach Polski.
Podziękowania i odwołanie do strony internetowej Instytutu Pileckiego z dodatkowymi informacjami o historii kryjówki w Rzeszowie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Piwnice pod płytą rzeszowskiego Rynku mają długą i niezwykle ciekawą historię. Ich powstawaniu sprzyjał miękki lessowy grunt, pomieszczenia przez długie lata pełniły funkcję magazynów oraz „sklepów ziemnych” a ich bogactwo świadczy o zamożności mieszkańców miasta.
W czasie II wojny światowej dla mieszkających w Rzeszowie Żydów podziemia dawały jedną z niewielu szans na uchronienie się przed niemieckimi wywózkami i uratowanie życia. Dobrze udokumentowaną historię ukrywania się w bunkrze pod kamienicą Rynek 15 kilkudziesięcioosobowej grupy Żydów oraz opiekującej się nimi rodziny Stasiuków opowiadają historycy: Kamil Kopera z instytutu Pileckiego oraz Jakub Pawłowski – przewodnik i animator z Rzeszowskich Piwnic.