Posłuchaj Plus Minus | Czy inteligencja jest tylko za Platformą
Czy w dzisiejszej Polsce inteligencja jest jeszcze potrzebna – czy jest już tylko wykorzystywana jako narzędzie polaryzacji? O tym, jak pogubiliśmy się w definicji autorytetów i wciąż nie umiemy rozliczyć się z własną historią, Daria Chibner rozmawia Esterą Flieger.Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl
Natomiast... Kilku analityków, to między innymi Daniel Persys zwrócił na to uwagę, że właśnie ci wszyscy, którzy stanęli jakby murem za koncepcją okładki Newsweeka, którzy ją pochwalili i zaakceptowali, że nie rozumieją właśnie tego problemu, dlaczego ta okładka się nie podoba, że jesteśmy właśnie w trakcie takiego wielkiego kryzysu nauki, zaufania do autorytetów. I też Tomasz Stawiszyński w Tygodniku Powszechnym zwrócił uwagę, że być może nie tędy droga, że ta okładka nie rozwiązuje tego po prostu problemu. Że to właśnie jest kolejny raz, kiedy mówi się z góry, jak coś interpretować, czy coś jest dobre, czy coś jest złe. Bliskie jest mi też to, co mówią niektórzy socjolodzy, że przez ostatnie 30 ponad lat tak naprawdę elity traktowały lud, prowincję, jakkolwiek to sobie zdefiniujemy w ten sposób, iż mówiły im, iż mają trzymać łokcie przy stole równo, prawda?
On tylko, nie wiem, kiełbasę, grillik, Zenek Martyniuk i nic więcej. I w powszechnym wyobrażeniu chyba to tak funkcjonuje. I te wszystkie słynne zdjęcia pamiętamy z kampanii Bronisława Komorowskiego, gdzie tam, prawda, Andrzej Wajda i tak dalej, no... Wspaniale, Wojciech Sławko-Morski jest tym pięknym przykładem właśnie takiego pozowania na inteligentę, a potem przychodził i polowanka, wąsik, orzeł, morze. Tak, dziki i tak dalej. Ja bym tutaj postawiła chyba różnicę między dwoma pojęciami, między pojęciem inteligencji a pojęciem elity. Są dwie różne sprawy. Tak, ale te elity przejęły jakby, moim zdaniem, pojęcie inteligenta. Mówi też o tym w wywiadzie Wawrzyniec-Rymkiewicz, że elity wzięły to pojęcie inteligenta, bo inteligent kiedyś znaczyło coś innego. Inteligent jeszcze w pozytywizmie i tak dalej, to był ten człowiek trochę idealista, trochę naiwny, te wszystkie siłaczki, które jadą, nauczają lud, wychodzą ponad podziały.
Ona oczywiście była zakorzeniona w kulturze szlacheckiej, nie oszukujmy się, to nie czasy chłopstwa. i patrzenia na to wszystko, ale to pojęcie jednak mi jest bliskie, że to pokazywało, że Polacy mogą być Polakami ponad podziałami, jakkolwiek patetycznie by to brzmiało. I mi bardzo bliskie jest to pojęcie inteligentna i do tego chyba powinniśmy wrócić. W ogóle bardzo ciekawe jest to właśnie te relacje między inteligencją a klasami społecznymi i właśnie jak my sobie tego inteligenta na tej takiej klasowej szachownicy nałożymy i ja mam przed sobą tygodnik powszechny sprzed dwóch tygodni. Jest bardzo interesujący artykuł Dariusza Kosińskiego o inteligencji i konkursie Chopinowskim. Dariusz Kosiński zauważa, jak istotnym był konkurs Chopinowski w PRL-u, jako pewien czynnik, przy pomocy którego PRL budował jakąś warstwę inteligencji, która miała orbitować gdzieś wokół jego władz i miała być mu potrzebna.
Natomiast napisał taką bardzo ciekawą rzecz, iż radosny fenomen odnajdywania wagi i znaczenia konkursu Szopanowskiego może być sygnałem procesu rekonstrukcji inteligencji po okresie zachłyśnięcia się kapitalizmem i uznania, że ta dziwna grupa nie jest już potrzebna, bo zastąpi ją klasa średnia. Koniec cytatu. Bardzo mnie to zafrapowało, że po pierwsze Dariusz Kosiński pisze o tym, iż był taki koncept, że klasa średnia zastąpi inteligencję. I zresztą ja to widziałam w tekście profesora Króla z 92 roku w Tygodniku Powszechnym. Ja się powołuję na ten tekst w swoim artykule w Plusie Minusie. gdzie król dokładnie o tym samym pisał, że klasa średnia, koncept klasy średniej nie zaspokoi wszystkich potrzeb duchowych Polaków.
Chodzę do Filharmonii zdecydowanie za rzadko, chciałabym chodzić częściej, ale tak jak mogę, tak chodzę, bo to lubię. I zastanawiam się, jeśli ja idę do Filharmonii, to jaka jest, dużo o tym myślę, jak się opisałabym również klasowo. W sensie nie jestem posiadaczką nieruchomości, nawet mieszkania nie mam. Także czy ja się łapię na klasę średnią, czy to już to, że idę do filharmonii, to jest mój określony, nie wiem, gust muzyczny, tak? No to czy to jest już klasa średnia, czy inteligencja? No więc to jest wszystko takie moim zdaniem bardzo też płynne i ruchome. No i jednocześnie lubię muzykę hip-hopową większość. Więc tu się jeszcze nam bardziej, prawda? Ale właśnie przykład konkursu szopanowskiego, bo ten artykuł z tygodnika poszczególnego jest świetny, ale konkurs szopanowski pokazał, że ja akurat, jeżeli chodzi o muzykę klasyczną i tak dalej, to tylko opera, reszta to tak nie za bardzo, ale ja jadę tramwajem i słyszę, że ludzie rozmawiają o konkursie szopanowskim.
Więc może tak naprawdę najgorzej było to, jak ludzie związani trochę nie do końca z polityką i tak dalej, zaczęli się na tematy polityczne wypowiadać, bo tak samo było jakby z polskimi profesorami. No dobrze, ktoś może być świetnym specjalistą od czegokolwiek, nie będę wymieniać, żeby się nie skojarzyło, ale potem zaczynamy słyszeć jego poglądy polityczne albo jak mówi o jakichś kwestiach społecznych, no to... A to już tracimy zaufanie do niego w każdej innej dziedzinie. Tak, tak, tak, tak. Myślę, że to jest ten mechanizm. Ja sama znam historyków, którzy czytają tylko jedną gazetę, bo jak w ogóle rozmawiamy o inteligencie, to też mi się tak wydaje, że przez ostatnie lata funkcjonowały jakiś taki obraz inteligenta, że to jest ktoś, kto nie wiem, czyta Wyborczą, Tygodnik Powszechny. Ja sama czytam Tygodnik Powszechny. Moja ulubiona gazeta to jest oczywiście Rzeczpospolita i Minus, ale Tygodnik...
Tygodnik, lubię bardzo mocno tygodnik powszechny. Podoba mi się, że podkreślałaś to, że czytasz tygodnik powszechny. Tak, i czytam też miesięcznik znaki. To jest teraz właśnie pytanie, czy to opisuje jakoś inteligentna dzisiaj, czy nie, ale to na marginesie. Natomiast rzeczywiście chyba taka parodia inteligentna, jakby ją stworzyć, to jest ktoś, kto czyta wyłącznie jedną gazetę, jest to Gazeta Wyborcza, ale tak, znam takich właśnie... historyków, którzy wydawałoby się są bardzo mądrymi ludźmi, mają gigantyczną wiedzę, w sposób fascynujący piszą, ale kiedy przychodzi do rozmowy o polityce, to okazuje się, że to jest właśnie świat jakiejś uniwolności. Zatrzymali się gdzieś głęboko w latach dziewięćdziesiątych i koniec. Ale oczywiście pewnie się będą definiować jako inteligenci, tak. To jest ten syndrom, jak nie wiem, lubisz jakiegoś pisarza i przychodzisz na spotkania autorskie z nim i on nie mówi tylko o swojej książce czy jakąś pisarkę, tylko zaczyna odpowiadać swoje ogólne poglądy albo co ona sobie, co była ona albo on sobie myśli.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy w dzisiejszej Polsce inteligencja jest jeszcze potrzebna – czy jest już tylko wykorzystywana jako narzędzie polaryzacji? O tym, jak pogubiliśmy się w definicji autorytetów i wciąż nie umiemy rozliczyć się z własną historią, Daria Chibner rozmawia Esterą Flieger.
Kup subskrypcję „Rzeczpospolitej” pod adresem: https://czytaj.rp.pl