Jak NAPRAWDĘ Działają Media Publiczne. DEMASKUJEMY
Grzegorz Krzywak pracował w Radiu Kraków przez kilka lat. W tym materiale pokazuje, jak naprawdę funkcjonują media publiczne od środka: kto rozdaje karty, jak wygląda „misja”, skąd biorą się naciski i dlaczego większość trudnych tematów kończy się słowem „NIESNASKI”. To NIE SĄ domysły i spekulacje. To opowieść kogoś, kto był tam, gdzie zapadają decyzje. Kulisy, mechanizmy i codzienne rytuały tego „urządowo-medialnego” świata. Jeżeli ktoś myśli, że media publiczne działają „dla ludzi” - to MUSI ZOBACZYĆ ten materiał do końca.
Pan Dawid Hajok zaczął mnie rugać, zaczął na mnie krzyczeć i zaczął mnie pouczać, że ja nie mogę robić takich materiałów. Zacząłem zastanawiać się, gdzie jest ukryta kamera, ale pomyślałem i zapytałem prezesa Bolechowskiego, Przemek, ty jakieś szkolenia zamówiłeś, czy o co w tym chodzi? Bo przychodzi chłop z zewnątrz, no i wywiera naciski na dziennikarzy i to jeszcze zapowiedzenie prawdy. I nie zapomnę, że pan Dawid Hajok powiedział, że to, co robię, jest niepoważne. Ja wtedy wstałem i powiedziałem, że niepoważne to jest niedotrzymywanie słowa i oszukiwanie mieszkańców. I żałuję tych słów. Dzisiaj powiedziałbym mu, wy***aj. Jak się skończyła ta historia? Ano tak, że ten mój materiał podstępnie, bez mojej wiedzy, usuwano ze stron Radia Kraków.
Kiedy ja zauważałem, że usunięto, no to od razu robiłem aferę i mówiłem, że no jak nie przywrócicie tego materiału? No to moja wiarygodność spadnie. Wygrają deweloperzy, urzędnicy i politycy. Ja sobie na to nie pozwolę i odchodzę. No i wtedy przywracano ten materiał na stronę, ale oczywiście po jakimś czasie, kiedy moja czujność spadała, znowu go usuwano i tak w kółko. Stawiam stówkę, że tego materiału dzisiaj nie ma. Drugi niesnasek. Drugi niesnasek także odbył się w czasie panowania pisowskiego Przemysława Bolechowskiego. To były czasy, kiedy Kraków już nie mówił, że smog to mgła i że nie można mówić o smogu, tylko udawali, że coś już zaczynają robić. I w ramach walki ze smogiem i w ramach też takiego partnerstwa publiczno-prywatnego
No i w ogóle dla mnie to jest kretyńskie, że oni nie mogli wysiąść z tego samochodu i podejść 15 metrów, tylko jeździli slalomem między ludźmi. Co się wydarzyło? Oczywiście były niesnaski, bo prywatna firma, która postawiła tę lodówkę, no i Urząd Miasta mogły zostać postawione przeze mnie w złym świetle. No i w związku z tymi nieznaskami znowu zaczęto wywierać na mnie presję, a mianowicie już nie pamiętam czy zadzwonił, czy spotkaliśmy się z prezesem Bolechowskim, ale powiedział, żebym natychmiast usunął tego tweeta. On nie może pozwolić, żeby coś takiego publikował dziennikarz Radia Kraków. No i przede wszystkim zagrożono mu w magistracie, że jeśli ten tweet nie zniknie, to Radio Kraków nie dostanie wjazdówki. I dobra, wyobraźcie sobie, że jesteście prezesem wielkiego radia, które zatrudnia 100 osób.
Macie misję publiczną i da się was zastraszyć i zaszantażować wjazdówką do parku Jordana czy do centrum, żeby wjechać na rynek główny. No przecież powiedzieć, że to jest żałosne, to nic nie powiedzieć. Rozumiecie? Prezes Radia Kraków został zastraszony kartką papieru, która uprawnia do wjazdu tu czy tam. No przecież jak ja bym był prezesem, to nie dość, żebym zrobił aferę na całą Polskę, No to bym powiedział magistrackim, żeby sobie wsadzili tę wjazdówkę w d***ę. Materiał będzie tak samo dobry. Nieważne czy go zrobimy z Rynku Głównego czy z Placu Centralnego. Ale nie! Prezes Bolechowski uznał, że racją stanu jest wjazdówka. Bo w ogóle nie wiem czy wiecie, ale służby prasowe Jacka Majchrowskiego... Używały tej wjazdówki właśnie jako element nacisku na media.
No przecież jeszcze nawet nie zacząłem montować tego materiału. No ale pani, która ze mną rozmawiała, uznała, że zadaje na tyle podchwytliwe i trudne pytania, że trzeba prewencyjnie ocenzurować mój materiał. Tak, to był ten moment, kiedy ocenzurowano mnie prewencyjnie, to znaczy ocenzurowano, no ja się nie dawałem tym naciskom i robiłem swoje, przez co, jak już słyszeliście, moje materiały znikały ze stron, a potem byłem wyrzucany z Radia Kraków. Dobra, przechodzimy do słynnego zebrania prezesa Bolechowskiego, które wam obiecałem przed chwilą. To jest grube. Więc kiedy Przemysław Bolechowski zaczął zarządzać Radiem Kraków, dość szybko okazało się, że brakuje pieniędzy.
Że on rozmawia właśnie z przedstawicielami tego urzędu, no i może być dobry kontrakt na materiały sponsorowane, które my musimy robić i wtedy może, może jakoś wyjdziemy z tego kryzysu finansowego. No i cóż, tak na pierwszy rzut ucha ci wszyscy ludzie strapili się. No i zaczęli przytakiwać prezesowi, że no tak, rzeczywiście, skoro Radio Kraków stanęło nad przepaścią, no to trzeba je ratować. Choćby materiałami sponsorowanymi, czyli mówiąc wprost, robieniem dobrze urzędnikom za pieniądze mieszkańców. I pamiętam, jak wtedy jeden z najbardziej doświadczonych i chyba jeden z niewielu prawdziwych dziennikarzy Radia Kraków wstał i zapytał prezesa Bolechowskiego... No dobra, ale ja zauważyłem, że od jakiegoś czasu my tego typu materiałów nie oznaczamy, a musimy, no po prostu ze względu na uczciwość dla słuchaczy, no ale też przepisy tak mówią.
I czy my będziemy oznaczać te materiały? No pytał nie bez przyczyny, no bo on prowadził program, w czasie których tego typu materiały sponsorowane, udające niesponsorowane, były puszczane. Na co prezes Bolechowski powiedział coś, czego nie zapomnę nigdy. Jeśli byśmy je oznaczali, to nikt by ich od nas nie kupił. Ja poczułem wtedy po prostu obrzydzenie. Nie lubię wielkich słów, ale tutaj innego nie mogę znaleźć. No bo wiecie, przychodzi prezes radia, który doprowadził to radio do ruiny, już abstrahując od tego, że w tym samym czasie podjeżdżał nowiutkim BMW z salonu. Potem zresztą, nomen omen w Gazecie Wyborczej pisano, że robił jakieś dziwne ruchy finansowe, między innymi, że wypłacał sobie odprawę, chociaż nie odchodził. I wywalano go na zbity pysk z tego Radia Kraków już po tym wszystkim.
Los wysłuchał mnie i trochę mi pomógł. Zostałem wyrzucony po raz drugi. Wcześniej przez Marcina Pulita z Platformy. On wtedy powiedział, że dlatego, że nie ma pieniędzy. Natomiast prezes Bolechowski wyrzucił mnie za co? Za nieprzychylny materiał o wojewodzie małopolskim Piotrze Ćwiku. Dlaczego zrobiłem, odważyłem się, śmiałem zrobić nieprzychylny materiał o wojewodzie? Po prostu ludzie poprosili go o to, żeby obronił ich przed deweloperem, który budował blok na Rondzie Czyżyńskim. No i tak ich uratował, że ten blok został w końcu zbudowany. No ale to już historia na inną okazję. Natomiast... Wyrzucono mnie za ten nieprzychylny materiał. Oczywiście powiedziano, że podałem tam nieprawdę, co oczywiście jest nieprawdą i to też jest materiał na inną historię.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
prezes mówi o tej tragicznej sytuacji, że na naszych barkach spoczywa przyszłość 95-letniej historii i my musimy ten ciężar udźwignąć.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„prezes mówi o tej tragicznej sytuacji, że na naszych barkach spoczywa przyszłość 95-letniej historii i my musimy ten ciężar udźwignąć."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym materiale pokazuje, jak naprawdę funkcjonują media publiczne od środka: kto rozdaje karty, jak wygląda „misja”, skąd biorą się naciski i dlaczego większość trudnych tematów kończy się słowem „NIESNASKI”.
To NIE SĄ domysły i spekulacje. To opowieść kogoś, kto był tam, gdzie zapadają decyzje. Kulisy, mechanizmy i codzienne rytuały tego „urządowo-medialnego” świata.
Jeżeli ktoś myśli, że media publiczne działają „dla ludzi” - to MUSI ZOBACZYĆ ten materiał do końca.