Machiaweliczny Lope Martin
W "Rozbitkach Pacyfiku" szekspirowska tragedia non-fiction oparta na relacji prostego żołnierza - Juana Martineza.
Rozbitkowie Pacyfiku. Przed mikrofonem Michał Nowak. Dzień dobry. Nawet gdyby zjawili się tu Homer i Wergiliusz, musieliby wysilić swoje talenty i pióro, aby wiernie opisać głód, zagładę, śmierć, łzy, knowania, zamachy na wolność, nieszczęścia, a wreszcie nieznośne cierpienia i morskie katastrofy, których byliśmy udziałem. Rozpoczyna swoją opowieść Juan Martínez, żołnierz ze statku San Jeronimo. Przyczyną znacznej części z nich był utalentowany nawigator. W opowieści Martinesa ukazane jest jako skrzyżowanie Otella z Jagonem. Nic więc dziwnego, że skończył jako rozbitek. Awanturnicze losy Lope Martina przybliży Damian Leszczyński, profesor filozofii, znawca dawnej literatury podróżniczej, który sam odwiedzał różne rejony świata i pisze na ten temat książki.
Ale tego typu myślenie wtedy już panowało. Zresztą ono panowało podejrzewam odkąd ludzie zaczęli się ścierać ze sobą. Wkraczamy na cudze ziemię dlatego, że chronimy własnych ludzi. Jak wyglądał skład tej wyprawy? No bo powstał między innymi ogromny, największy w tamtych czasach statek San Pedro. Plan ekspedycji był rzeczywiście taki bardzo śmiały. Co prawda nie było to w żaden sposób porównywalne z tym, co planował sobie wcześniej Alvarado, który chciał wysłać trzynaście statków na zachodni Pacyfik. W tym momencie zgodnie z planem zbudowano cztery, ale w tym właśnie statek San Pedro, święty Piotr, który był największym jak dotąd zbudowanym w Nowej Hiszpanii okrętem. On miał wyporność ponad 500 ton, 30 metrów długości, a więc był kilkakrotnie większy niż statki ekspedycji Magellana czy Loaisy, no już nie mówiąc o statku Columba.
To był naprawdę gigantyczny statek i do niego dołączono kolejnych apostołów. Następne statki, które miały płynąć nosiły nazwy San Pablo, Święty Paweł, San Juan, Święty Jan i San Lukas, Święty Łukasz. I te cztery statki Na których zmieszczono ponad 400 ludzi, w tym nie tylko marynarzy, ale też żołnierzy, duchownych, służbę. Te statki były gotowe do drogi już pod koniec 1564 roku, a więc dwie dekady po nieudanej wyprawie Villalobosa. Całą wyprawą dowodzi Miguel López de Legazpi. Statki są różne nie tylko pod względem wielkości i wyglądu, ale też prędkości. No i jak to zwykle bywa w tamtych czasach, jeden z nich odłącza się od pozostałych podczas burzy.
Na rozkaz dowódcy San Lucas płynął naprzód wzdłuż dziobu statku flagowego, a ponieważ w niektóre dni odpływał bardzo daleko od armady, dalej niż dwie ligi. Innym razem trzymał się po zawietrznej. Dowódca nakazał Lope Martinowi, nawigatorowi San Lucas, aby nie oddalał się od armady i szedł nie więcej niż pół ligi przed statkiem flagowym. I tak w czwartek po południu San Lucas płynął przed dziogłem statku flagowego, zgodnie z poleceniem, a w piątek nie zatrzymał się i już go nie widziano. I chociaż przez cały ten dzień i następny wydawało się, że wróci do floty, bo był szybszym żaglowcem od pozostałych, jednak nie przypłynął ani nie było po nim żadnych wieści, co zasmuciło dowódcę. Istniało bowiem podejrzenie, że zaginął z winy lub nieostrożności Lope Martina.
Uważano jednak, że płynąc zgodnie z instrukcjami San Lucas, powinien dotrzeć na Wyspy Filipińskie wyprzedzając flotę. Mając więc nadzieję, że wkrótce uda się go zobaczyć, armada płynęła dalej swoim kursem. Co sobie pomyśleli ci, którzy pozostali, że ten San Lucas, który tak krążył pomiędzy nimi, wróci w pewnym momencie, dołączy do eskapady? Na początku sądzono, że San Lucas zniknął na chwilę, bo to się zdarzało, że statek na 2-3 dni znikał po prostu i wracał później. Natomiast kiedy San Lucas nie powrócił, dowódcy doszli do wniosku, że prawdopodobnie zdezerterował. Przepływali bowiem przez ten obszar oceanu, na którym kazano im szukać Złotych Wysp, tego Ofiru. Mieli zapiski z wyprawy Via Lobosa i wiedzieli, że gdzieś w tym miejscu należy oczekiwać tych mielizn, a podejrzewano, że te mielizny być może
Są częścią jakiegoś lądu, który gdzieś tam dalej leży. W związku z czym Legazpi doszedł do wniosku, że załoga San Lucasa skusiła się skarbami, o których opowiadano i po prostu na własną rękę postanowiła szukać złotych wysp. Płyną zatem dalej. Na Filipinach statki się rozdzielają. Obdarzony autorytetem Urdaneta prowadzi ekspedycję przez Pacyfik z zachodu na wschód. Udaje mu się to. Mówiliśmy o tym w cyklu audycji Awanturnicy o Bierze Światy Odkrywcy. A więc w glorii i chwały przybywa do wybrzeży Ameryki. Tam czeka na niego niespodzianka. Tak, Urdaneta skutecznie zrealizował swój plan. Wziął największy statek San Pedro, na którym można było załadować tyle pożywienia, żeby załoga nie cierpiała, płynąc na te wysokie szerokości geograficzne, gdzie panował chłód i gdzie trzeba było walczyć z silnymi wiatrami, więc San Pedro był doskonale przygotowany do tego, żeby odbyć powrotną podróż.
San Lucas pod dowództwem Ariano i Lope Martina. Powiedzmy coś o tym drugim, bo to bardzo ciekawa postać. Urodził się prawdopodobnie około 1520 roku w portowym mieście Lagosz w Portugalii. Był potomkiem Portugalczyków i czarnych niewolników. Nie wiadomo już z której strony ci czarni niewolnicy byli, czy ze strony matki czy ojca. Niemniej był mulatem i jako taki zrobił karierę w marynarce, co nie było łatwe. Stał się nawigatorem, to oznacza, że zdał bardzo trudne egzaminy. Dostał się na ten najmniejszy statek, gdzie Arellano był kapitanem. I z tego co wiemy na jego temat, a mamy całą relację dowództwa tego statku, był bardzo sprawnym nawigatorem. Oczywiście wiedział od Urdanety jak należy wracać.
To nie jest tak, że on sam wymyślił sobie trasę drogi powrotnej, ponieważ zanim statki wypłynęły z Ameryki, Urdaneta wielokrotnie, można powiedzieć, szkolił nawigatorów. Odnośnie tego, jak mają wytyczać swój powrót. A więc mówił im, kiedy powinni wypłynąć, na jakiej szerokości muszą się dostać, jak później wzdłuż wybrzeża Ameryki wracać. To wszystko wiedzieli, natomiast w praktyce Lope Martin wykorzystał to doskonale. A więc odłącza się ten San Lucas na początku podróży, ale jednak realizuje cele wyprawy, czyli Kiedy zastanawiałem się nad tym, co zrobić, biorąc do rąk mapę, uważnie ją studiując i rozważając wszelkie niedogodności naszej podróży, Lope Martin powiedział, że najlepszą rzeczą będzie wrócić do Nowej Hiszpanii.
Nikt z nas bowiem czegoś takiego dotąd nie widział. Ujrzeliśmy w wodzie również kilka świn wielkości Małej Łodzi. A gdy byliśmy na tej szerokości, było nam tak zimno, że nie sądzę, aby w jakimkolwiek miejscu był większy mróz podczas zimy niż tu, gdzie byliśmy w środku lata, w czerwcu i lipcu. Ariano twierdzi, że przebyli tę drogę przez Pacyfik, no ale jednak inni mieli wątpliwości, tym bardziej, że właśnie dokonali to jako pierwsi. Skąd wiemy, że nie kłamali? Stuprocentowej pewności mieć nie możemy. I wszyscy, którzy rozmawiali wtedy z załogą San-Lucasa, również mieli pewne wątpliwości. Zresztą został zorganizowany proces, na którym kapitan i nawigator musieli się wytłumaczyć, ponieważ podejrzenia były takie, że oni wtedy, kiedy płynęli przez ten środkowy Pacyfik, po prostu odłączyli się od eskadry Legaspiego.
W takich słojach czy w takich metalowych tubach zostawiono dokładne informacje o załodze, o tym kto dowodził statkiem, ale przede wszystkim skąd przypłynięto i dokąd będzie się płynęło dalej. To było bardzo pomocne i rzeczywiście sporo takich rzeczy zostawiono i to samo robił Lope Martin i kapitan Arellano. Oni twierdzili, że zostawiali wszędzie znaki na Filipinach licząc na to, że reszta eskadry Legaspiego ich odnajdzie. Być może było trochę inaczej. Tak jak powiedziałem, wydaje mi się, że byli na Filipinach i jest to dość dobrze udowodnione. Natomiast powód ich odłączenia się mógł być taki, że faktycznie gdzieś tam na środku morza przyszło im do głowy, że mając szybki statek, a ten San Lucas był najszybszym statkiem w ekspedycji, że poszukają tych złotych wysp. Niestety później nie udało im się już znaleźć głównej eskadry, która zresztą popłynęła innym szlakiem niż pierwotnie zamierzano.
W związku z czym popłynęli na Filipiny i najpierw chcieli znaleźć statek flagowy i dowódcę, wytłumaczyć się ze wszystkiego. Później, kiedy ta ich Nieobecność się przedłużała, doszli do wniosku, że jedynym sposobem będzie powrót, bo prawdopodobnie tamte statki albo się rozproszyły, albo zaginęły. Powrót i wyjaśnienie wszystkiego już na miejscu w Nowej Hiszpanii. Te słoje, które zostawiali właśnie po to, żeby ewentualnie zapewnić sobie alibi. Byliśmy tam, staraliśmy się znaleźć ekipę, niestety nie udało się. Ledwie udaje im się oczyścić czy wyjść cało z tej opresji, a tu Lope Martin wpada w kolejne tarapaty, dostaje pieniądze na kolejną wyprawę, no i defrauduje. No, Lope Martin został doceniony. Dostał bardzo dobre zlecenie, to znaczy ekspedycja Legaspiego dotarła na Filipiny, założyła forty między innymi na Cebu, na Mindanao, ale jeden statek w San Pedro z urdanetą wrócił.
Więc wymyślono taki przewrotny plan. Plan polegał na tym, że Lope Martin popłynie do tej Ameryki. Co prawda nie jako dowódca statku, ale jako główny nawigator. Natomiast dowódca, którego wybrano, dostał list, w którym było napisane, że Lope Martin ma zostać stracony. Krótko mówiąc, Lope Martin płynął na statku po własną śmierć. Śmierć miał mu zadać Legaspi na Filipinach jako jego właściwy dowódca. Pech chciał, pech dla kapitana tego statku, że Lope Martin dowiedział się, że został skazany na śmierć, ale nikomu o tym nie powiedział. Wsiadł na ten statek, który nazywał się San Jeronimo, Święty Hieronim, zachował cały czas dobrą minę do tej gry i płynął na zachód. W ten sposób rozpoczyna się ta szekspirowska tragedia, o której wspominałem na początku.
To nakreślmy sylwetki bohaterów dramatu. Mamy tutaj już trochę powiedziane o Lope Martinie, a co wiemy o reszcie załogi, a przede wszystkim o kapitanie San Jeronimo. Kapitanem, jak pisze nasz Martínez, nasz kronikarz był Pedro Sánchez Pericón, jak go nazywa Martínez, melancholijny wróg życzliwości i chciwy przyjaciel samotności. Oprócz tego był jego syn, część i przyczyna zła, które podążało za nami, a oprócz tego 50-osobowy oddział żołnierzy pod wodzą sierżanta de Mosquera, znowu cytuję Martíneza, starego i gadatliwego wiarusa, który nie był złym człowiekiem, jednak wpadł w sidła diabła. Za wszystko Martínez obwinia Lope Martina, który był dla niego złym duchem tego rejsu, który doprowadził do tego, że historia, która już u progu musiała się toczyć źle, potoczyła się jeszcze gorzej.
Dodatkowo mamy tutaj bohatera zwierzęcego, mianowicie konia kapitana, który odgrywa pewną rolę, jeśli chodzi o to, że przejada i przepija zasoby. Co prawda nie obcięto głowy temu zwierzęciu, niemniej śmierć konia zapoczątkowała lawinę przewrotów, które toczyły się na pokładzie San Jeronimo. Lope Martin, który wiedział o tym, że płynie po śmierć, Starał się bardzo sprytnie napuszczać członków załogi na kapitana po to, żeby wywołać bunt nie swoimi rękami. Więc przede wszystkim przekonał żołnierzy i dowodzącego nimi sierżanta, że głodują, że cierpią z pragnienia z tego powodu, że ten pyszny kapitan musi sobie zabrać na Filipiny konia.
Ale to się nie udało. Większość ludzi z załogi San Jeronimo dostała się na pokład i jedyne co widzieli to grupka sojuszników Lope Martina stojąca na brzegu atolu, który oddalał się, oddalał aż zniknął za horyzontem. Być może jeszcze ci, którzy pozostali z Lope Martinem rozwinęli transparent, na którym oferowali, że zabiją Lope Martina w zamian za to, że zostaną zabrani? Na ile prawdopodobne jest, że sojusznicy tego nawigatora mogliby go zdradzić? Dopóki mogli dostać się na statek, mogliby go zdradzić i myślę, że byli zdecydowani to zrobić, ale w momencie, kiedy statek San Jeronimo zniknął za horyzontem i zostali sami na tym atolu, to Lope Martin był ich jedyną nadzieją, ponieważ był doskonałym nawigatorem, znał się też na szkutnictwie, w związku z czym było niemal pewne, że zbuduje statek
Gdzie się dostali? O tym nie wiemy. Nie mamy żadnych śladów, choć jest mnóstwo hipotez. Jedna z książek zatytułowana 27 buntowników San Jeronimo wydana W Madrycie w 2021 roku jest próbą bardzo fantastycznej rekonstrukcji przyszłości Lope Martina i jego dalszych losów, gdzie Lope Martin dociera do Chin, bierze udział w handlu między Chinami a innymi państwami i staje się tam ważną osobistością. Tak mogło się stać. Osobiście zakładam, że przeżył i żył jeszcze sobie zupełnie dobrze, o ile nie wdał się w jakąś taką awanturę, w trakcie której zginął. Tutaj postawimy więc znak zapytania. Jeszcze jedna rzecz mnie interesuje. Cała ta opowieść Juana Martineza jest bardzo nieprzychylna wobec Lope Martina.
Myśli pan, że grało też tu to, że był mulatem? Wydaje mi się, że kolor skóry nie odgrywał tu żadnej roli, ponieważ zarówno mulaci, jak i czarnoskórzy, pływali w załogach hiszpańskich i portugalskich statków już od dawna, podobnie jak pływali w nich, chociaż jako prości marynarze, Indianie. Więc ci ludzie nie przywiązywali specjalnej uwagi do koloru skóry, podobnie jak do koloru włosów, czy do koloru oczu. Myślę, że niechęć Martineza wynika Stąd, że rejs zapowiadał się bardzo prosto. Natomiast to, co zaczął wyprawiać Lope Martin, doprowadziło do tego, że życie całej załogi zawisło na włosku, ponieważ zależeli od kaprysów człowieka, który próbował rozegrać wszystko pod kątem własnego interesu. On był, faktycznie był odpowiedzialny za te wszystkie nieszczęścia, które ich spotkały.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Juan Martínez opowiada o swoich doświadczeniach jako rozbitek i wprowadza w temat opowieści o Lope Martineze.
Dyskusja na temat nowych planów Hiszpanów do kolonizacji zachodniego Pacyfiku i role Juan de Carriona.
Opis szczegółów podróży San Lucasa, jego doświadczeń i opisy zaznaków.
Wątpliwości co do prawdziwości opowieści Arellano i Lope Martina i dyskusje nad ich podróże.
Opowieść Arellano i Lope Martina o próbach odnalezienia reszty wyprawy i defraudacji.
Opis sytuacji na San Jeronimo, bunt na pokładzie i role Lope Martina w spowodowaniu konfliktów.
Szczegóły konfliktu, buntu i śmierci na pokładzie San Jeronimo.
Lope Martin zostaje ostatecznie zdradzony przez swoich sojuszników i znikne z atolu. Profesor Damian Leszczyński omawia teorie dotyczące jego losu.
Podsumowanie rozmowy i dziękowania gości i słuchaczy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.