Mentionsy Mentionsy
Rozbitkowie Pacyfiku. Podcast historyczny
Rozbitkowie Pacyfiku. Podcast historyczny

Machiaweliczny Lope Martin

08.12.2024 ·29 min 40 s · 9 rozdziałów

W "Rozbitkach Pacyfiku" szekspirowska tragedia non-fiction oparta na relacji prostego żołnierza - Juana Martineza.

0:14 · Juan Martínez i jego opowieść 1

Rozbitkowie Pacyfiku. Przed mikrofonem Michał Nowak. Dzień dobry. Nawet gdyby zjawili się tu Homer i Wergiliusz, musieliby wysilić swoje talenty i pióro, aby wiernie opisać głód, zagładę, śmierć, łzy, knowania, zamachy na wolność, nieszczęścia, a wreszcie nieznośne cierpienia i morskie katastrofy, których byliśmy udziałem. Rozpoczyna swoją opowieść Juan Martínez, żołnierz ze statku San Jeronimo. Przyczyną znacznej części z nich był utalentowany nawigator. W opowieści Martinesa ukazane jest jako skrzyżowanie Otella z Jagonem. Nic więc dziwnego, że skończył jako rozbitek. Awanturnicze losy Lope Martina przybliży Damian Leszczyński, profesor filozofii, znawca dawnej literatury podróżniczej, który sam odwiedzał różne rejony świata i pisze na ten temat książki.

2:55 · San Pedro i San Lucas 3

Na rozkaz dowódcy San Lucas płynął naprzód wzdłuż dziobu statku flagowego, a ponieważ w niektóre dni odpływał bardzo daleko od armady, dalej niż dwie ligi. Innym razem trzymał się po zawietrznej. Dowódca nakazał Lope Martinowi, nawigatorowi San Lucas, aby nie oddalał się od armady i szedł nie więcej niż pół ligi przed statkiem flagowym. I tak w czwartek po południu San Lucas płynął przed dziogłem statku flagowego, zgodnie z poleceniem, a w piątek nie zatrzymał się i już go nie widziano. I chociaż przez cały ten dzień i następny wydawało się, że wróci do floty, bo był szybszym żaglowcem od pozostałych, jednak nie przypłynął ani nie było po nim żadnych wieści, co zasmuciło dowódcę. Istniało bowiem podejrzenie, że zaginął z winy lub nieostrożności Lope Martina.

San Lucas pod dowództwem Ariano i Lope Martina. Powiedzmy coś o tym drugim, bo to bardzo ciekawa postać. Urodził się prawdopodobnie około 1520 roku w portowym mieście Lagosz w Portugalii. Był potomkiem Portugalczyków i czarnych niewolników. Nie wiadomo już z której strony ci czarni niewolnicy byli, czy ze strony matki czy ojca. Niemniej był mulatem i jako taki zrobił karierę w marynarce, co nie było łatwe. Stał się nawigatorem, to oznacza, że zdał bardzo trudne egzaminy. Dostał się na ten najmniejszy statek, gdzie Arellano był kapitanem. I z tego co wiemy na jego temat, a mamy całą relację dowództwa tego statku, był bardzo sprawnym nawigatorem. Oczywiście wiedział od Urdanety jak należy wracać.

To nie jest tak, że on sam wymyślił sobie trasę drogi powrotnej, ponieważ zanim statki wypłynęły z Ameryki, Urdaneta wielokrotnie, można powiedzieć, szkolił nawigatorów. Odnośnie tego, jak mają wytyczać swój powrót. A więc mówił im, kiedy powinni wypłynąć, na jakiej szerokości muszą się dostać, jak później wzdłuż wybrzeża Ameryki wracać. To wszystko wiedzieli, natomiast w praktyce Lope Martin wykorzystał to doskonale. A więc odłącza się ten San Lucas na początku podróży, ale jednak realizuje cele wyprawy, czyli Kiedy zastanawiałem się nad tym, co zrobić, biorąc do rąk mapę, uważnie ją studiując i rozważając wszelkie niedogodności naszej podróży, Lope Martin powiedział, że najlepszą rzeczą będzie wrócić do Nowej Hiszpanii.

12:40 · Wątpliwości i dyskusje 2

Jeżeli chodzi o współczesnych badaczy tej sprawy, jest cały czas spora dyskusja. Niektórzy, jak Henryk Calsey, uważają, że Arellano i Lope Martin kłamali, że nigdy nie dotarli na Filipiny. Inni z kolei są przekonani, że rzeczywiście tam byli. Problemem było też to, że ich statek był wyjątkowo wątły, więc zachodziło podejrzenie, że nie mogli przebyć tej drogi powrotnej, że o ile płynąc wzdłuż równika szlakiem Saavedry mogliby się dostać do Wysp Azji, ale powrót to już było coś, co przekraczało możliwości tak małego statku. Niemniej opis, który podali wydaje się bardzo prawdopodobny. Podobnie opis drogi powrotnej, bo te dziwactwa, które oni tam opisują. Wielką górę. To jest Sofu Iwa.

To jest góra, która została później odkryta pod koniec XVIII wieku. Góra wyrastająca z morza i rzeczywiście coś takiego tam jest. Te zwierzęta to jest po prostu ich taki nieporadny opis stworzeń mórz północnych, które dostawały się na pokład, więc wszystko wskazuje na to, że faktycznie byli na Filipinach i jako pierwsi pokonali trasę z zachodu na wschód. Alfonso de Arellano i Lope Martin opowiadają o tym, jak desperacko próbowali odnaleźć pozostałą część wyprawy Legaspiego, jak krążyli po Filipinach i też jak zostawiali znaki na drzewach oraz słoje z listami, co było w tamtym czasie dość powszechną praktyką. Co zawierały takie słoje? Jakiego rodzaju informacje? Zazwyczaj starano się zostawić informację o tym, że jakieś wyspy zostały odwiedzone dla statków, które albo się zgubiły, albo miały przybyć później.

15:07 · Opowieść Arellano i Lope Martina 2

W takich słojach czy w takich metalowych tubach zostawiono dokładne informacje o załodze, o tym kto dowodził statkiem, ale przede wszystkim skąd przypłynięto i dokąd będzie się płynęło dalej. To było bardzo pomocne i rzeczywiście sporo takich rzeczy zostawiono i to samo robił Lope Martin i kapitan Arellano. Oni twierdzili, że zostawiali wszędzie znaki na Filipinach licząc na to, że reszta eskadry Legaspiego ich odnajdzie. Być może było trochę inaczej. Tak jak powiedziałem, wydaje mi się, że byli na Filipinach i jest to dość dobrze udowodnione. Natomiast powód ich odłączenia się mógł być taki, że faktycznie gdzieś tam na środku morza przyszło im do głowy, że mając szybki statek, a ten San Lucas był najszybszym statkiem w ekspedycji, że poszukają tych złotych wysp. Niestety później nie udało im się już znaleźć głównej eskadry, która zresztą popłynęła innym szlakiem niż pierwotnie zamierzano.

W związku z czym popłynęli na Filipiny i najpierw chcieli znaleźć statek flagowy i dowódcę, wytłumaczyć się ze wszystkiego. Później, kiedy ta ich Nieobecność się przedłużała, doszli do wniosku, że jedynym sposobem będzie powrót, bo prawdopodobnie tamte statki albo się rozproszyły, albo zaginęły. Powrót i wyjaśnienie wszystkiego już na miejscu w Nowej Hiszpanii. Te słoje, które zostawiali właśnie po to, żeby ewentualnie zapewnić sobie alibi. Byliśmy tam, staraliśmy się znaleźć ekipę, niestety nie udało się. Ledwie udaje im się oczyścić czy wyjść cało z tej opresji, a tu Lope Martin wpada w kolejne tarapaty, dostaje pieniądze na kolejną wyprawę, no i defrauduje. No, Lope Martin został doceniony. Dostał bardzo dobre zlecenie, to znaczy ekspedycja Legaspiego dotarła na Filipiny, założyła forty między innymi na Cebu, na Mindanao, ale jeden statek w San Pedro z urdanetą wrócił.

17:01 · San Jeronimo i Lope Martin 3

Więc wymyślono taki przewrotny plan. Plan polegał na tym, że Lope Martin popłynie do tej Ameryki. Co prawda nie jako dowódca statku, ale jako główny nawigator. Natomiast dowódca, którego wybrano, dostał list, w którym było napisane, że Lope Martin ma zostać stracony. Krótko mówiąc, Lope Martin płynął na statku po własną śmierć. Śmierć miał mu zadać Legaspi na Filipinach jako jego właściwy dowódca. Pech chciał, pech dla kapitana tego statku, że Lope Martin dowiedział się, że został skazany na śmierć, ale nikomu o tym nie powiedział. Wsiadł na ten statek, który nazywał się San Jeronimo, Święty Hieronim, zachował cały czas dobrą minę do tej gry i płynął na zachód. W ten sposób rozpoczyna się ta szekspirowska tragedia, o której wspominałem na początku.

To nakreślmy sylwetki bohaterów dramatu. Mamy tutaj już trochę powiedziane o Lope Martinie, a co wiemy o reszcie załogi, a przede wszystkim o kapitanie San Jeronimo. Kapitanem, jak pisze nasz Martínez, nasz kronikarz był Pedro Sánchez Pericón, jak go nazywa Martínez, melancholijny wróg życzliwości i chciwy przyjaciel samotności. Oprócz tego był jego syn, część i przyczyna zła, które podążało za nami, a oprócz tego 50-osobowy oddział żołnierzy pod wodzą sierżanta de Mosquera, znowu cytuję Martíneza, starego i gadatliwego wiarusa, który nie był złym człowiekiem, jednak wpadł w sidła diabła. Za wszystko Martínez obwinia Lope Martina, który był dla niego złym duchem tego rejsu, który doprowadził do tego, że historia, która już u progu musiała się toczyć źle, potoczyła się jeszcze gorzej.

Dodatkowo mamy tutaj bohatera zwierzęcego, mianowicie konia kapitana, który odgrywa pewną rolę, jeśli chodzi o to, że przejada i przepija zasoby. Co prawda nie obcięto głowy temu zwierzęciu, niemniej śmierć konia zapoczątkowała lawinę przewrotów, które toczyły się na pokładzie San Jeronimo. Lope Martin, który wiedział o tym, że płynie po śmierć, Starał się bardzo sprytnie napuszczać członków załogi na kapitana po to, żeby wywołać bunt nie swoimi rękami. Więc przede wszystkim przekonał żołnierzy i dowodzącego nimi sierżanta, że głodują, że cierpią z pragnienia z tego powodu, że ten pyszny kapitan musi sobie zabrać na Filipiny konia.

20:31 · Konflikt i śmierć 3

W związku z czym ten koń został przez jednego z marynarzy zabity, na co kapitan zareagował gniewem. Zaczęła się awantura i to była pierwsza kostka, która popchnęła całe domino. Po śmierci konia przyszła kolejna kapitana, który w nocy został zasztyletowany, podobnie jak jego syn. I na tym statku władzę przejęli żołnierze. Władzę przyjmuje ów sierżant Juan Mosquera, no ale on nie decyduje się na to, żeby zmienić kurs, czyli... Nie decyduje się na to, żeby w jakiś sposób pomóc Lope Martinowi, żeby oddalić go od widma śmierci. I tym sposobem rewolucja trwa dalej. Teraz muszą zginąć dzieci rewolucji. Lope Martin miał nadzieję, że po śmierci kapitana przekona żołnierzy, aby płynęli z nim zupełnie gdzie indziej.

To znaczy do Chin albo do Japonii. W każdym razie obiecywał im złote góry, jeżeli tylko nie popłyną na Filipiny. Niemniej żołnierze po tym jak kapitan został zabity, jak przyczynili się do tego, a zwłaszcza sierżant, doszli do wniosku, że to jest dość kłopotliwa sytuacja. Zaczęli się też bać tego, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Lope Martin nie mógł czekać, bo cały czas płynęli na zachód, więc cały czas widmo jego śmierci się zbliżało. W związku z czym wywołał kolejny bunt, a właściwie oskarżył sierżanta o to, że zabił legalnego kapitana. Stworzył rodzaj sądu. Ten sierżant nie był w stanie uwierzyć w to, że w ciągu kilku dni z przywódcy buntu stał się ofiarą kolejnego. Co więcej, Lope Martin w świetle prawa występował, a mianowicie jako człowiek, który karze buntownika.

I w ciągu kilku chwil sierżant Moskera został zakuty w kajdany i żywcem wrzucony za burtę. I tak się skończył jego żywot. Tutaj trafiamy znowu na coś, co jest niezwykle istotne przy kompletowaniu załogi. Otóż Lope Martin mógł tak działać, ponieważ miał za sobą ludzi pochodzących z rodzinnych stron, a więc poleganie na tych ziomkach to była rzecz bardzo ważna. Lope Martin jako nawigator tego statku mógł kompletować załogę, więc wiedząc o tym, że będzie musiał jakoś wybrnąć z tej trudnej sytuacji, Zatrudniał głównie Portugalczyków i zatrudniał ludzi, o których wiedział, że będą mu posłuszni. To oczywiście nie było możliwe w przypadku całej załogi, bo tam byli żołnierze, których nie on zatrudniał. Niemniej ci, którzy kierowali statkiem, byli jego sprzymierzeńcami.

22:35 · Selekcja załogi i koniec Lope Martin 7

No ale w pewnym momencie jednak los, czy szczęśliwa gwiazda się od niego odwraca. Przybywają na wyspy Marshala, na atol Uyelang. Tam grawa bank po raz kolejny Lope Martin, tym razem się przelicza. No tak, kiedy dotarli na Wyspy Marshala, Lope Martin stwierdził, że musi dokonać selekcji wśród załogi, to znaczy musi wyeliminować osoby, które mu nie sprzyjają, bo jeżeli przejmą oni władzę, to dowiozą go na te Filipiny, gdzie czekał na niego wyrok śmierci, w związku z czym wszedł na płciznę przy Atollu. Doszedł do wniosku, że znajdzie dobry pretekst do wyciągnięcia statku na brzeg, mówiąc wszystkim, że statek trzeba reperować, trzeba go osuszyć. Statek ostatecznie nie został wyciągnięty na brzeg, ale został opróżniony zarówno z załogi, jak i z żagli.

I wszelkich przedmiotów nawigacyjnych, które wyciągnięto na brzeg, w związku z czym statek stał sobie w lagunie, cała załoga była na brzegu, a Lope Martin zastanawiał się, co robić dalej. Potrzebował jakiegoś czasu do tego, żeby sprawdzić, którzy ludzie będą mu sprzyjać, których zaś należy się pozbyć. Dokonuje tej selekcji, niby wszystko idzie zgodnie z planem, ale jednak ci, którzy byli niezdecydowani, w pewnym momencie przechodzą na stronę przeciwną Lope Martinowi. Jak to się stało? Tam trwały rozmowy cały czas między marynarzami, więc ktoś im uświadomił, że to się źle skończy, że jeżeli ich złapią, to wszyscy wylądują na szubienicy, a przy okazji mogą zostać poćwiartowani albo jeszcze przeżyć jakieś dotkliwe tortury, w związku z czym ta grupa niezdecydowanych dołączyła do przeciwników Lope Martina i któregoś dnia, był to 16 lipca 1566 roku,

Parę osób dostało się na ten stojący w lagunie statek, opanowało go. Lope Martin zostawił na pokładzie swoich druhów, którzy się upili, więc nie było trudno ich wyrzucić za burtę. I kiedy ludzie z brzegu zobaczyli, że statek został odzyskany, No to już większość stanęła po stronie wygranych, czyli tych, którzy przejęli statek, a mniejszość tylko postanowiła wspierać Lope Martina. Co prawda wydawało się, że statek nie popłynie, ponieważ nie było przyrządów nawigacyjnych, żagle zostały na brzegu, ale okazało się, że zapomniano Wyrzucić ze statku na brzeg jeden z żagli, więc załoga postawiła go i wyglądało na to, że zaraz odpłyną. Przez jakiś czas trwały pertraktacje, to znaczy załoga potrzebowała przyrządów nawigacyjnych, na statku było pożywienie, więc Lope Martin prowadził z nimi jakieś wymiany, licząc na to, że upływ czasu spowoduje, że jednak ludzie staną po jego stronie.

Ale to się nie udało. Większość ludzi z załogi San Jeronimo dostała się na pokład i jedyne co widzieli to grupka sojuszników Lope Martina stojąca na brzegu atolu, który oddalał się, oddalał aż zniknął za horyzontem. Być może jeszcze ci, którzy pozostali z Lope Martinem rozwinęli transparent, na którym oferowali, że zabiją Lope Martina w zamian za to, że zostaną zabrani? Na ile prawdopodobne jest, że sojusznicy tego nawigatora mogliby go zdradzić? Dopóki mogli dostać się na statek, mogliby go zdradzić i myślę, że byli zdecydowani to zrobić, ale w momencie, kiedy statek San Jeronimo zniknął za horyzontem i zostali sami na tym atolu, to Lope Martin był ich jedyną nadzieją, ponieważ był doskonałym nawigatorem, znał się też na szkutnictwie, w związku z czym było niemal pewne, że zbuduje statek

Jakoś wydostanie się z tego samotnego atolu, płynąc na zachód i skutecznie omijając miejsca, w których mógłby natknąć się na Hiszpanów, a ponieważ wiadomo było, że Hiszpanie są tylko na Filipinach, to mógł płynąć na Moluki, zaoferować swoje usługi Portugalczykom, zwłaszcza, że znał tajemnice hiszpańskie, więc o ile udałoby im się wydostać z Wysp Marszala, to ich przyszłość wcale nie rysowała się w czarnych barwach. Czy coś przemawia za tym, że istotnie odpłynęli z tego atolu? Dwa lata później wyprawa Mendani szukająca wysp Salomona, czy powracająca właściwie już z wysp Salomona, trafiła na ten atol i ani nie znaleźli ludzi żywych, ani nie znaleźli grobów ludzi martwych. Wychodzi na to, że ta grupa rozbitków, kilkunastu rozbitków pod wodzą Lope Martina opuściła ten atol.

Gdzie się dostali? O tym nie wiemy. Nie mamy żadnych śladów, choć jest mnóstwo hipotez. Jedna z książek zatytułowana 27 buntowników San Jeronimo wydana W Madrycie w 2021 roku jest próbą bardzo fantastycznej rekonstrukcji przyszłości Lope Martina i jego dalszych losów, gdzie Lope Martin dociera do Chin, bierze udział w handlu między Chinami a innymi państwami i staje się tam ważną osobistością. Tak mogło się stać. Osobiście zakładam, że przeżył i żył jeszcze sobie zupełnie dobrze, o ile nie wdał się w jakąś taką awanturę, w trakcie której zginął. Tutaj postawimy więc znak zapytania. Jeszcze jedna rzecz mnie interesuje. Cała ta opowieść Juana Martineza jest bardzo nieprzychylna wobec Lope Martina.

Myśli pan, że grało też tu to, że był mulatem? Wydaje mi się, że kolor skóry nie odgrywał tu żadnej roli, ponieważ zarówno mulaci, jak i czarnoskórzy, pływali w załogach hiszpańskich i portugalskich statków już od dawna, podobnie jak pływali w nich, chociaż jako prości marynarze, Indianie. Więc ci ludzie nie przywiązywali specjalnej uwagi do koloru skóry, podobnie jak do koloru włosów, czy do koloru oczu. Myślę, że niechęć Martineza wynika Stąd, że rejs zapowiadał się bardzo prosto. Natomiast to, co zaczął wyprawiać Lope Martin, doprowadziło do tego, że życie całej załogi zawisło na włosku, ponieważ zależeli od kaprysów człowieka, który próbował rozegrać wszystko pod kątem własnego interesu. On był, faktycznie był odpowiedzialny za te wszystkie nieszczęścia, które ich spotkały.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.