A tak szczerze powiem, to nawet nie wiem z jakiego powodu ona odeszła. Nie wiem jaki był powód. Dużo mi pomagała sąsiadka Wanda z dołu, bo gdy jechałem do pracy, to wstawałem o godzinie czwartej, byłem nieraz o piąte, już w tej popołudniu w domu dopiero. No to ona tam zawsze do tych dzieci zajrzała, jak przyszły ze szkoły, tego, także... I to było ponad rok czasu. No nie, no nie pamiętam, bo muszę po kolei to wszystko, nie? No to, a, to jak... Najpierw miałem panią Renatkę, która gnała moje dzieci do pracy. Ona sobie usiadła w fotelu, paliła papierosa. Bardzo ją kochałem. Proszę bardzo. Tak, no zgadza się, ale... Dwa lata z nią trzymałem kontakt.
Po prostu mieszkamy razem i mamy dziecko. Nie dopuszczam do siebie takiej myśli, że dzieci mogą iść do domu dziecka. Ja z nimi rozmawiałam na ten temat i oni wiedzą, jaka jest tutaj sytuacja. Oni mnie całkowicie rozumieją. Ja jestem praktycznie bez środków do życia. Ja mam tylko 70 złotych do zasiłku rodzinnego. Mam już szkołę średnią skończoną i żadnego zawodu. A rodzice pani nie mogliby się zająć dziećmi? Tam jest babcia, ma 91 lat, w tej chwili wymaga stałej opieki. Moja mama ma tylko dwa pokoje, niestety. Dzień dobry Pani. Maria Blimer, Wanda Wasilewska, Radia Merkury. Możemy na chwileczkę porozmawiać z Państwem? Tak? Możemy? O Joasie i Marcina. Och Boże, nic nie rozmawiam, nic nie ten.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.