Mariusz Kamiński "Marynarz Dzidek"
Historiaporucznika Mariana Tadeusza Mokrskiego nierozerwalnie łączy się zlosami legendarnego okrętu ORP „Orzeł”. To właśnie jegoniezwykłe umiejętności nawigacyjne umożliwiły brawurowąucieczkę „Orła” z internowania w estońskim Tallinie. GdyEstończycy odebrali załodze wszystkie pomoce nawigacyjne, porucznikMokrski własnoręcznie wyrysował z pamięci i na podstawie spisulatarń nową mapę Bałtyku i cieśnin, co pozwoliło bezpieczniedoprowadzić okręt do Wielkiej Brytanii. Ten pochodzący z Lublinamłody oficer, który zaginął w 1940 roku wraz z załogąjednostki, był postacią o wielu talentach. Przez lata zapomniany,miał na koncie sporo ciekawych historii – był szkolnym prymusem ozdecydowanym charakterze, świetnie rysował, a jako student zagrałnawet epizod w przedwojennym filmie. W osoatnich latach pamięć onim powoli wraca dzięki lokalnym inicjatywom i zachowanymwspomnieniom do niedawna żyjących jeszcze jego krewnych.
Jan Krawczyński. Pochodził z Chełma. Akurat się tak złożyło, że jego bratanice mieszkały u mnie na stacji. Znaczy nie u mnie, tylko u moich rodziców. Okazało się, że był marynarzem, który pływał właśnie na ORP Orzeł i który jeden z nielicznych przeżył. Znałem film już wcześniej, bo w okresie PRL-u był nakręcony film o RP Orzeł, że była to powiedzmy załoga bardzo zdyscyplinowana, honorowa i patriotyczna. No i przy kolacji dowiedziałem się, że był taki młody porucznik, no wtedy nazwiska nie kojarzyłem, no ale dowiedziałem się, że był z Lublina. Tyle z tamtego okresu wiadomości na temat tego młodego porucznika Mokrskiego się dowiedziałem.
Może dlatego, kiedy był taki plebiscyt na człowieka roku, plebiscyt internetowy, A kiedy to było? 2015? Ogólnolubelska ranga. Każdy mógł zgłosić kandydata. Gimnazjum zgłosiło swojego patrona oczywiście. To młodzi ludzie spowodowali, że to Mokrski został człowiekiem roku. Do niedawna ta postać nie była w ogóle znana. Nie wiedzieliśmy wiele o niej. Taka mała publikacja nazywa się Orzeł z Lublina i tę publikację wydały Panie Nauczycielki Gimnazjum nr 11. Rzesza osób pracowała nad stworzeniem planu Lublina z lubelskimi śladami Mokrskiego. Tu wszystko jest opisane, jakie to są miejsca.
Gdy był ten happening właśnie Ogrody Sztuk, zbierałem różne informacje na jego temat. Poszedłem do gimnazjum jego imienia, czyli do mojego starego gimnazjum. Rozmawiałem z dyrekcją, z polonistkami, z paniami z biblioteki, które przekazywały mi informacje, gdzieś różne nagrania, filmy. A oglądałeś filmy Rapsodia Bałtyku? Mokrski tam występuje, ale przez kilka sekund dosłownie. Co takiego? To prawdopodobnie jedyne nagranie, gdzie możemy usłyszeć głos Mariana Mokrskiego. Słowa, co za głupie kawały, wypowiedziane w filmie z 1935 roku w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, późniejszego reżysera filmu Orzeł.
To z listów jego rzeczywiście wynika, z ilości też listów jakie zostały zgromadzone i można z nich to wyczytać. Rysował, takie miał umiejętności Mokrski. Można powiedzieć, że plastycznie był bardzo uzdolniony, także te umiejętności manualne pewnie mu pomogły w tej pracy zawodowej. Mieliśmy tutaj parę lat temu do dyspozycji jeden z czterech albumów. Albumy ze zdjęciami, nie tylko. I tam ciekawostka taka to jest to, że Mokrski się okazuje, że był utalentowanym też artystą, bowiem tak zwane winietki w tych albumach były. No trzy zatonęły już na ORP Orzeł, a jeden ten, z którego my żeśmy tu mieli sposobność oglądać, to był już nie pamiętam na jakim okręcie, na burzy chyba.
Młody oficer służył na ORP Burza, Wicher i Wilk. Marzył jednak o przydziale na najnowocześniejszy polski okręt podwodny. Dar narodu ORP Orzeł. Pisał do narzeczonej. Westchnij czasami, aby mnie przydzielili do orła. Jak przyjdzie do kraju. Tak mi na tym zależy. Miał narzeczoną tak i mieli się pobrać, ale niestety wojna wybuchła. Co się z nią później stało, to nie wiem. Historię związku Mariana Mokrskiego i jego narzeczonej kilka lat temu starały się poznać nauczycielki z gimnazjum numer 11.
Urszula Dolińska i Małgorzata Kącka. Narzeczona Mokrskiego Teresa Majewska. Wiem, że jakiś czas utrzymywał z nią kontakty, a później po wyjeździe do Anglii te kontakty trochę się urwały. No i w sumie nie znamy dalszych losów po II wojnie światowej. Te listy są dostępne w książce, którą napisał Jerzy Pertek o kręcior P. Orzeł. Z tych listów, jakie można wyciągnąć wnioski? Jakim człowiekiem był porusznik Mokrski? Wydaje mi się, że był człowiekiem bardzo emocjonalnym. Reagował bardzo spontanicznie. Wydaje się, że był człowiekiem bardzo kochającym ojczyznę. Spokojnie możemy go nazwać patriotą. Był też bardzo dowcipny. No i z tych jego listów bije inteligencja. Naprawdę wybitny człowiek.
Podporucznik Mokrski został oficerem nawigacyjnym na upragnionym okręcie podwodnym ORP Orzeł. Jak dowiedzieliśmy się, że on sobie wybrał marynarzkę wojenną i na okręcie podwodnym, to wszyscy się dziwili w rodzinie, że się nie boi, jaki on ważny. Lubił zawsze pływać, lubił wodę. Film i książka jeszcze też jest o Orle. I to jedno i drugie, to u nas to było czytane, bośmy wszyscy byli ciekawi, jak to wyglądało w jego życie, bo właśnie za jego życia tak specjalnie się nie mówiło, to było normalne. Poszedł do marynarki, był dobrym nawigatorem i zginął. Także wie pan, to dopiero potem rozdmuchano, zrobiono z niego wielkiego bohatera.
Ale na ten temat specjalnie się nie mówiło. Benon Bujnowski z Młodzieżowego Domu Kultury nr 2 w Lublinie, wśród kilku zrealizowanych programów edukacyjnych, których celem było propagowanie wiedzy o problematyce morskiej, budowanie więzi emocjonalnych mieszkańców Lublina z morzem, czy kształtowanie postaw i zachowań patriotycznych, zajmował się również historią epopei Orła. Musiał być naprawdę niebywale zdolnym, można powiedzieć wybitnym marynarzem, jeżeli zakwalifikował się na najnowocześniejszy i najbardziej oblegany przez kandydatów okręt międzywojennej Polski, okręt podwodny orzeł. To było wyróżnienie dla każdego, nie tylko młodego marynarza, czy dla każdego człowieka.
To była taka rycerska nobilitacja. A więc, wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plantarz. Całe nasze życie w publicznej prywatce przestawiamy na specjalny tor. Weszliśmy w okres wojny. Zdjęcia i montaż Pierwszego dnia wojny ORP Orzeł przystąpił do operacji Worek, która polegała na gwiaździstym skupieniu pięciu okrętów podwodnych wokół Półwyspu Helskiego.
Orzeł patrolował wewnętrzny sektor Zatoki Gdańskiej. Kriegsmarine i Luftwaffe uporczywie go tropiły. Z tego powodu 4 września 1939 roku opuścił Zatokę i skierował się na Gotlandię. Wielokrotnie bombardowany i obrzucany bombami głębinowymi, okręt zmuszony był do wielogodzinnego zanurzenia. Ucierpiała na tym kondycja psychiczna załogi. Zachorował dowódca jednostki, komandor Henryk Kłoczowski, a okręt wymagał wielu napraw. 15 września orzeł z ciężko chorym dowódcą zawinął do neutralnego Tallina. Władze estońskie zgodziły się na pobyt jednostki w porcie, a dowódcę jednostki odwieziono do szpitala.
Niestety, naciski dyplomacji niemieckiej odniosły dramatyczny dla Polaków skutek. Jednostkę internowano, gwałcąc wszelkie prawa międzynarodowe. Orzeł został rozbrojony i pozbawiony urządzeń nawigacyjnych. Nie mogąc pogodzić się z tą haniebną zdradą, polscy marynarze podjęli ryzykowną decyzję o ucieczce orła. Tak opisywał ją Marian Mokrski w liście do przyjaciela Jerzego Heddingera. Pewnego wieczora zgasło światło w całym porcie i to było naszym natchnieniem w myśli o ucieczce z całym okrętem. Nie mieliśmy już ani map, ani uzbrojenia prócz sześciu torped na dziobie. Wypłynęliśmy zabierając tego chama z centrali i wartownika estańskiego z molo.
Niezwykłe kompetencje i odpowiedzialność Mariana Tadeusza Mokrskiego docenił generał Sikorski. 6 listopada odznaczył go Krzyżem Walecznych. Wyremontowany orzeł zaczął pływać na samodzielne patrole. 4 kwietnia 1940 roku zatopił niemiecki statek Rio de Janeiro. Torpedę odpalił prawdopodobnie Mokrski. 3 maja awansowano go do stopnia porucznika marynarki. 23 maja polski okręt wyruszył na swój ostatni patrol w rejonie cieśniny Skagerrak.
Pamięta pani, jak się dowiedzieliście, że orzeł zaginął? Och, to była wtedy naprawdę, wszyscy ryczeli. Cały dom był pełen łez, naprawdę. Był taki lubiany w rodzinie bardzo. Taka wola Boża. Rodzina jego mieszkała tutaj w Lublinie i w czasie okupacji cała rodzina cioci mojej, matki Mariana, wyjechała do Gdyni, bo tam jedna z sióstr wyszła tam w zamąż, zabrała rodzinę stąd, z Lublina. Kontakt się urwał. Było wielkie przeżycie, bo to jednak bardzo bliski z rodzin, jeśli chodzi o nas, no już nie mówiąc o.
Ojciec już nie żył jego, ale matka, te cztery siostry i ta narzeczona, no to bardzo to przeżyli. Ale o takich rzeczach nawet w ten czas się za bardzo nie mówiło, bo to było za bolesne. Po 1956 roku Bliźniacy Okręt, podwodny sęp Bliźniaczy Orła, był udostępniany do zwiedzania w czasie Święta Morza w czerwcu. Stawaliśmy zawsze przy Molo w Sopocie i któregoś tam dnia rano przyjechała starsza pani, przedstawiła się, że nazywa się Mokrska, jest matka oficera, który zginął na Orle i chciała zobaczyć w jakich warunkach on pełnił służbę, jak ten okno w środku wygląda, żeby po prostu przypomnieć sobie syna.
Oprowadziliśmy ją po okręcie, pokazaliśmy kabinę, w której mieszkał, bo to sen był identyczny jak orzeł. Porozmawiała z nami dosyć długo, podziękowała w każdym razie, bo wyjechała zadowolona, że przynajmniej zobaczyła miejsce pracy swojego syna. Jego bogiło jest morze. 8 czerwca, to jest taka symboliczna data 1940 roku, okręt zaginął. Po prostu nie wrócił do bazy. Do dnia dzisiejszego nie są znane powody.
Jest grupa poszukiwawcza orła, która od wielu lat systematycznie zbiera dokumenty, materiały, ale także organizuje wyprawy, które na Morzu Północnym penetrują ten teren i szukają rozwiązania tej dziwnej tajemnicy. To jest grupa, głównie to są emerytowani oficerowie marynarki wojennej z komandorem Stanisławem Wieleckim na czele. Pan należy do tego Bractwa Okrętów Podwodnych, tak? Tak, tak. I myśmy tu mieli taką organizację jak Stowarzyszenie Grupa Poszukiwawcza RPOŻ. W 2001 roku myśmy tę organizację założyli z myślą o szukaniu orła, ale potem do tego potrzebne były wielkie pieniądze.
Tych pieniędzy niestety drogą społeczną się nie dało zdobyć. I myśmy doprowadzili te nasze dwie organizacje do spotkania dowódców marynarek wojennych Holandii i Polski wspólnego poszukiwania. Dlaczego Holandia i Polska? Bo orzeł był na patrolu bojowym, a orła miał zmienić holenderski O-13. I zarówno orzeł, jak i holenderski O-13 zginęli prawdopodobnie gdzieś w granicach dwóch, trzech dni. Orzeł wcześniej, ten O-13 później. Wchodząc chyba na pole minowe angielskie, prawdopodobnie nie byli powiadomieni o tym pole minowym i być może, że obydwa weszły na to pole minowe i zatonęły. Jest wprawdzie taki komunikat angielski, ale bardzo enigmatyczny, że dokumentacja gdzieś tam nie dotarła i że ten...
No w każdym bądź razie nie było przychylnego stosunku władz angielskich do poszukiwania orła. Szukali Holendrzy, szukali Anglicy też w 2004 roku, a w 2005 szukał nas okręt hidrograficzny. No a w każdym razie W tych rejonach, gdzie tam prawdopodobieństwo rzekomo było, to nie znaleziono. No i poza tym te dokumenty znowu na 50 lat utajniono, tak? Tak, tak. To świadczy o tym, że tam coś nie w porządku. Anglicy mają coś tam na sumieniu ze względu na to, że być może, że zaraz po wojnie oni go odnaleźli. Może chcieli się dowiedzieć, jak to było. W każdym razie, jeśli chodzi o Anglików, to oni swoich tajemnic w przeciwieństwie do nas w ogóle nie ujawniają.
Odnaleźć orła Santi, wyprawa, prawda, to jest jedna z wypraw, bo parę instytucji organizuje takie wyprawy. Za każdym razem, kiedy ta wyprawa jest organizowana, czekam na wynik tej wyprawy z takim utęsknieniem. I w momencie, kiedy organizowaliśmy setną rocznicę urodzin Mokrskiego, to w tym okresie między innymi była organizowana ta wyprawa w poszukiwaniu orła również. I tak miałam nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy dostanę telefon od nich, że uwaga, znaleźliśmy orła i oni wtedy do nas przyjeżdżają z tymi informacjami. To było niezwykłe i jest niezwykłe, bo dalej śledzę oczywiście te informacje dotyczące wypraw. Panowie, oczywiście też z nimi kontakt zadzierzgnęliśmy, przygotowywali tutaj wystawy, dostawałam specjalne od nich zdjęcia z tych wypraw w poszukiwaniu orła.
I byli z nami w kontakcie. Niestety nie odwiedzili nas nigdy, ale ja właśnie liczyłam na to, że jak oni już wreszcie tego orła znajdą, to ja ich natychmiast tutaj do szkoły zapraszam. I to jest niezwykłe spotkanie takie dla młodzieży i dla nas wszystkich pasjonujące. W momencie, kiedy bardzo zaangażowaliśmy się w okazji setnej rocznicy jego urodzin, to wtedy odkryliśmy wiele nowych obszarów z jego życia, z życia jego rodziny. Trzeba tutaj wymienić ulicę 3 Maja 22. Tu od 1938 roku mieszka matka i siostra Mariana Tadeusza, zaś po wojnie również kuzynki. Kamienica z 1911 roku jest perełką architektury, jest zabytkiem i właśnie na fasadzie tej kamienicy dzięki inicjatywie gimnazjum została umieszczona tablica pamiątkowa poświęcona Mokrskiemu.
W każdą rocznicę nadania imienia obchodzone jest święto szkoły. Elementy marynarskie znajdują się w logo szkoły, a marynarski kołnierz jest częścią galowego stroju uczniowskiego. Szkoła współpracuje z dowództwem Dywizjonu Okrętów Podwodnych wraz z dowództwem współczesnego RP Orzeł. Co roku gimnazjalna morska drużyna z sukcesami bierze udział w organizowanym w Świnoujściu Wieloboju Morskim o Złotą Kotwicę dowódcy marynarki wojennej w ramach projektu Miasta Okręty. Uczniowie opiekują się grobowcem rodziny Mokrskich. Dzięki kontaktom z rodziną patrona sporządzone zostało drzewo genealogiczne rodu Mokrskich oraz mapa lubelskich miejsc związanych z osobą bohatera. Przedstawione w formie oświadczenia poselskiego tej formy działalności wychowawczej Gimnazjum nr 11 w Lublinie jest podziękowaniem dla społeczności szkolnej za kształtowanie tak oczekiwanych
No to może dziewczyny coś tutaj jeszcze. Ja nie brałam, ona brała udział w konkursie o Mokrski. Co to był za konkurs? Na temat naszego patrona mieliśmy podać, nauczyć się różnych informacji. I co zapamiętałaś z tej historii jego? Że w tamtym roku obchodził 101 rocznicę urodzin. No i że był kapitanem tam na ORP Orzeł. Nie, nie, chyba porucznikiem. Porucznikiem, no. I że on tam zrobił mapę z pamięci i dzięki temu dopłynął do brzegów... czego? No do brzegów jakiegoś tam kraju i uratował dzięki temu załogę. Co jeszcze pamiętacie o Mokrskim? Że urodził się w Lublinie. Tutaj nawet teraz na mieście mamy taką tabliczkę i tam pisze, w którym budynku się urodził.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opowieść o przybyciu do Lublina i brak informacji o poruczniku Mokrskiem.
Opowieść o poruczniku Mokrskiem z wypowiedzią historyka Mareka Korzoneka.
Przerwa w rozmowie z powodu zadań nauczycieli.
Opowieść o Mokrskiem z perspektywy absolwentów i nauczycieli.
Opowieść o rodzinie Mokrskiego i okolicznościach jego śmierci.
Opowieść o kariery i zainteresowaniach Mokrskiego przed wojną.
Opowieść o narzeczonej Mokrskiego i jej losach po II wojnie światowej.
Opowieść o ucieczce ORP Orzeł i roli Mokrskiego w tej akcji.
Opowieść o awansie i zaginięciu ORP Orzeł.
Opowieść o poszukiwaniach ORP Orzeł przez grupę poszukiwawczą, a także o jej relacjach z Anglikami i Holendrami.
Opis działań szkolnych w Lublinie związane z pamięcią o poruczniku Mokrskim, jego imieniu na szkole i przyszłe perspektywy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Historiaporucznika Mariana Tadeusza Mokrskiego nierozerwalnie łączy się zlosami legendarnego okrętu ORP „Orzeł”. To właśnie jegoniezwykłe umiejętności nawigacyjne umożliwiły brawurowąucieczkę „Orła” z internowania w estońskim Tallinie. GdyEstończycy odebrali załodze wszystkie pomoce nawigacyjne, porucznikMokrski własnoręcznie wyrysował z pamięci i na podstawie spisulatarń nową mapę Bałtyku i cieśnin, co pozwoliło bezpieczniedoprowadzić okręt do Wielkiej Brytanii. Ten pochodzący z Lublinamłody oficer, który zaginął w 1940 roku wraz z załogąjednostki, był postacią o wielu talentach. Przez lata zapomniany,miał na koncie sporo ciekawych historii – był szkolnym prymusem ozdecydowanym charakterze, świetnie rysował, a jako student zagrałnawet epizod w przedwojennym filmie. W osoatnich latach pamięć onim powoli wraca dzięki lokalnym inicjatywom i zachowanymwspomnieniom do niedawna żyjących jeszcze jego krewnych.