Mariusz Kamiński "Hrabina"
Wchodziła do obozu na Majdanku nie okazując strachu, ignorowała krzyki SS-manów a komendantów potrafiła zmusić do współpracy. W ramach Rady Głównej Opiekuńczejorganizowała pomoc dla polskich więźniów obozu i ocaliła wielu z nich. Oficjalnie występowała jako hrabina Janina Suchodolska. Kim była tak na prawdę, jakie były jej losy o tym miedzy innymi w reportażu. Jej historię opisały doktor Joanna Śliwa i Elizabeth Berry White, w książce „Fałszywa Hrabina”. Na zdjęciu (z tyłu) hrabina Janina Suchodolska, (od prawej)Marta Grudzińska – Państwowe Muzeum na Majdanku, Elizabeth „Barry” White i dr Joanna Śliwa autorki książki „FAŁSZYWA HRABINA”
W naszych zbiorach archiwalnych w Państwowym Muzeum na Majdanku mamy różnego rodzaju dokumenty świadczące o tym, że Janina Suchodolska udzielała pomocy więźniom Majdanka. Mamy jej relację bogato ilustrowaną zdjęciami. którą przekazał w 2003 roku profesor Fung. Relacja w języku angielskim z pięknymi zdjęciami Suchodolskiej. Tutaj na przykład z Balu w 1956 roku z Toronto. Mamy przepiękną kobietę w kolczykach, w białych koralach, w sukience białej w szpic, włosy upięte wysoko w koronie. Ma wygląd prawdziwej arystokratki, zresztą na tych wszystkich zdjęciach tak wygląda.
Kiedy patrzymy na nią w objęciach, jej męża Henryka, jej mąż jest tu ubrany we frak. Wyglądają naprawdę przepięknie. Ciągle mówimy Frabina Janina Suchodolska, która w czasie wojny udawała arystokratkę, ale tak naprawdę wcale nią nie była. Ja nazywam się Marta Grudzińska, jestem pracownikiem Muzeum na Majdanku.
Witam dzisiaj na wyjątkowym spotkaniu, bo jeśli w jednym miejscu spotkamy kogoś takiego jak Joanna Śliwa czy Elizabeth Barry White, to możemy mieć pewność, że obcując z tak wybitnymi specjalistkami od historii Holokaustu, dowiemy się czegoś niesamowitego, bo takie perełki jak los Janiny Suchodolskiej zdarzają się wprawdzie rzadko, ale wierzę, że są jeszcze, jeśli chodzi o nasze miasto, nieodkryte do końca. Jasiu, kim była fałszywa hrabina? Tutaj z Martą będę rozmawiać, dlatego że ja mówię po polsku, ale też jest ze mną moja współautorka, dr Elizabeth Barry White. Barry, chcesz powstać i powiedzieć tak? Która nie mówi po polsku, ale przetłumaczę na polski, żeby każdy zrozumiał.
W 1989 roku wygłosiłam referat na konferencji naukowej na temat Majdanka, ponieważ w tamtym czasie byłam jedynym historykiem w Stanach, który zajmował się tą historią. Po moim wystąpieniu profesor Artur Funk dał mi kopertę z maszynopisem tego pamiętnika. Miał nadzieję, że będę mogła opowiedzieć historię Janiny, ale byłam tak zadziwiona tą historią, którą przeczytałam, że pytałam sama siebie, czy to w ogóle było możliwe.
Wiedziałam, że była taka hrabina Janina Suchodolska, która dostarczała pomoc dla więźniów na Majdanku. ale nie mogłam znaleźć żadnego dowodu na to, że ona miała inną tożsamość. Na początku 1942 roku hrabia Skrzyński został doradcą Rady Głównej Opiekuńczej przy gubernatorze generalnym. Rada Główna Opiekuńcza była organizacją, która została zatwierdzona przez okupanta do niesienia pomocy Polakom, zapewniania...
No, ale musiały władze ją też prześwietlić. Tak i dlatego właśnie Janina musiała mieć bardzo mocne dokumenty, które załatwił dla niej hrabia Skrzyński. Więc stała się hrabiną Janiną Suchodolską, a jej mąż Henryk został hrabią Piotrem Suchodolskim. Niestety nie udało nam się odnaleźć nic związanego z tym, w jaki sposób ona potwierdziła swoją tożsamość u władz niemieckich. To jest jedna z takich zagadek. Z osobą Janiny Suchodolskiej zetknąłem się po raz pierwszy przy pisaniu swojego doktoratu o działalności Rady Głównej Opiekuńczej w dystrykcie lubelskim. Ta dezynwoltura, pewność siebie, perfekcyjna znajomość języka niemieckiego i przede wszystkim mentalności niemieckiej.
To były atuty, to były cechy, które pozwalały jej z taką brawurą działać w tej organizacji i to widać było przy tych kwestiach związanych z pomocą dla więźniów Majdanka. Pamiętajmy też o tym, że RGO postawiła sobie za cel też ochronę tej ludności inteligenckiej, no bo oni byli najbardziej zagubieni w tej... rzeczywistości okupacyjnej, zagubieni w tym sensie, że nie mogli formalnie pracować czy działać tak jak w okresie międzywojennym i to zatrudnienie w RGO dawało im podstawę do bytu. I najprawdopodobniej tutaj ten etat dla pani Janiny Suchodolskiej został wygenerowany w ten sposób.
Skrzyński i Janina już dawno chcieli wnieść pomoc dla więźniów Majdanka, ale w 1942 roku ich starania się nie powiodły. Sytuacja zmieniła się na początku 1943 roku. Po bitwie pod Stalingradem Niemcy zdali sobie sprawę, że wojna się szybko nie skończy. Potrzebowali jak najwięcej robotników, którzy mieliby zastąpić niemieckich mężczyzn, którzy byli na froncie. Heinrich Himmler, który był odpowiedzialny za obozy koncentracyjne, postanowił, że tysiące Polaków będzie wysłanych do obozów Majdanku i Auschwitz, bo chciał, aby obozy koncentracyjne stały się rezerwuarem
Na Majdanku Rada Główna Opiekuńcza działała też z Polskim Czerwonym Krzyżem, ale to Janina Suchodolska starała się u kierownika obozu o to, żeby Polacy mogli być objęci tą opieką. Opowiedz o tej opiece proszę. Tak, więc w lutym 1943 roku obóz na Majdanku stał się obozem koncentracyjnym. Dziesięć dni później Janina spotkała się z komendantem Florsztedem, aby omówić pomoc dla więźniów, jak to miałoby wyglądać. Uzyskała zgodę na to, aby dostarczać chleb dla sześciu tysięcy więźniów. aby dostarczać wstawki do zupy, jakieś ziemniaki, fasolę i również słomę na to, żeby na czymś mieli spać więźniowie, bo inaczej spaliby na deskach.
Więc tak się zaczęła ta pomoc i ona rozszerzała się. w miarę upływu miesięcy i lat, ponieważ Janina zawsze znajdowała jakiś sposób, żeby dotrzeć do coraz innych urzędników, czy to lekarzy, czy znów komendantów, czy jakichś nazistowskich i niemieckich cywilnych urzędników, aby rozszerzać tą pomoc, żeby więźniowie mogli wysyłać pocztówki do swoich bliskich. Żeby wiedzieli, że są ludzie poza obozem, którzy myślą o nich. Dają im nadzieję na przeżycie. I Florsztedt i też inni, z którymi Janina negocjowała, ciągle powtarzali, to nie jest sanatorium. Co wy chcecie? To są kryminaliści, którzy tutaj są uwięzieni.
Ale też z drugiej strony komendanci, w tym Florsztedt, miał z góry rozporządzenie swojego zwierzchnika, że musi obniżyć śmiertelność. A Janina prezentowała się jako osoba, która może mu w tym pomóc. Nikt! Nikt! Meno! Dysponujemy w archiwum protokołem przesłuchania z 1946 roku, podpisuje się Suchodolska i szczegółowo na kilku stronach opowiada o tym, że w lecie 1943 roku na Majdanek sprowadzone są kobiety z dziećmi z terenów Zamojszczyzny, że tych ludzi jest około 9 tysięcy w obozie i że ona od razu przystępuje do tego, żeby tych ludzi z obozu wydobyć.
Jak myślisz, dlaczego? Dokładnie. Janina nie napisała tego w swoim pamiętniku. Dopiero z Barry dotarłyśmy do tego w materiałach archiwalnych w Muzeum Państwowym w Lublinie. I zdziwiło nas to. Dlaczego? Przecież był to sukces wyprowadzenia ponad dwóch tysięcy więźniów. I druga rzecz, którą nas dotknęła, kiedy czytałyśmy te materiały archiwalne, było to, w jaki sposób Janina zdołała to zrobić. Poprzez spotkanie z urzędnikiem Hermann Höfla, który był szefem sztabu akcji Reinhardt. Akcja Reinhardt, największe masowe morderstwo na Żydach w czasie II wojny światowej.
I też ten moment, kiedy ona widzi tych ludzi wychodzących z obozu, ona nie była przygotowana na to, że... będzie musiała mieć ciężarówki, ambulansę. Myślała, że ci ludzie będą zdolni iść ponad kilometr do stacji, w której dostaną wyżywienie, gdzie weźmie się od nich raporty tego, co oni przeszli w obozie. Ale to nie było możliwe, więc ona widząc to, pobiegła do komendatury i zażądała tego, żeby zadzwonić po pomoc. I rzeczywiście bardzo szybko to się udało, przyjechały ambulanse, więc możecie sobie też wyobrazić, jaki taki surrealistyczny widok tego był, wjeżdżające ambulanse tutaj do obozu, żeby zabrać byłych już więźniów. Musimy z jednej strony oddać hołd działaniom Suchodolskiej, ale też pamiętajmy, że ona była tutaj pewnym liderem, ale nie działała sama, więc nie możemy tak odbierać tego, że to Suchodolska 5 tysięcy osób uratowała.
Tak nie, ale bez niej i jej takich bardzo brawurowych działań na granicy ryzyka i dekonspiracji ta pomoc by była niemożliwa. W październiku 1943 roku Janinie udało się uzyskać zgodę komendatury, by dostarczać zupę dla chorych więźniów.
Łamię rozkaz. Rozkaz befel i zbefel. Jeżeli chodzi o wjazdy na teren obozu na Majdanku, to wszystkie odbywały się pierwszą bramą od strony Piask, to znaczy dzisiaj tam jest siedziba firmy wygrzewowej i Suchodorska przyjeżdżała tam ciężarówką zespołem. Przeglądałem dzisiaj jeszcze jej pamiętnik. Tam jest bardzo wiele na temat tego, ile czasu ona czekała. Czekała, że podejdzie wartownik, czekała, że zostanie wpuszczona do komendanta, czekała na to, że on podejmie decyzję, czekała na brzydzie tego esesmana, który miał wjechać ciężarówką na teren obozu, potem czekała na zwrot kanek, albo najczęściej, tak jak było, to oni mówili, że te kanki jutro będą do odebrania, to sobie jutro odbierzcie. Będą stawały puste przy bramie. Na dnie tych kanek były poukrywane grypsy i ona zwykle krzyczała do tych, którzy kanki odbierali, dokładnie wyczyść dno, co było szyfrem.
Czasami zdarzało się, że wyjątkowo pozwalano jej wjechać tutaj na teren obozu i zatrzymywała się wtedy przez bramę pierwszego pola, wychodziła do niej wtedy doktor Peżanowska. Kiedy podjeżdżała z kolei pod pole piąte, to podchodził do niej Bargielski. Bargielski był więźniem, był tam na etacie lekarza. Bardzo rzadko mówiąc o historii Majtanka możemy się uśmiechać, ale tu postać Janiny sprawia, że to uśmiechanie jest uzasadnione. Zwykle opowiadamy o śmierciach, głodzie, znęcaniu się, zezwierzęceniu, o strasznych rzeczach. A tutaj po prostu, kiedy myślimy o Suchodolskiej, ona była takim promykiem. Ona nie tylko przemycała te wszystkie rzeczy, ale też co robiła.
Po prostu szalona kobieta. Ona przyprowadzała do obozu rodziny. więźniarek, żeby właśnie mogły dotknąć się dłońmi, nawet nie to, że porozmawiać, spojrzeć sobie w oczy. Działo się to właśnie przy przewożeniu żywności do obozu, kiedy Suchodolska mówiła, że ktoś z Rady Głównej musi jej towarzyszyć, musi jej asystować i w ten sposób właśnie po szkoł pantoflową rozchodziło się czyja córka ma być przy rozładunku i są przepiękne opisane sceny. Ile to znaczyło dla takiej więźniarki spotkać się oko w oko, bo nawet nie powiem słowo w słowo, czy ręka w rękę z matką. To było coś naprawdę nieprawdopodobnego. W listopadzie 1943 roku. Janina otrzymała praktycznie niemożliwą prośbę od więźniów na polu męskim o urządzenie do odmy opłucnowej w leczeniu gruźlicy.
Więc dla Janiny nie było rzeczy niemożliwych i wkrótce przed Bożym Narodzeniem współpracownicy Janiny wymyślili, jak tą maszynę przeszmuglować. I kiedy Janina wjechała ze swoją dostawą i w ciężarówce była ukryta maszyna, to musiała w jakiś sposób dać instrukcję więźniom, gdzie to jest, jak to rozładować, żeby też nie zniszczyć tego urządzenia. A co się okazało, że jeden z więźniów skoczył na tę ciężarówkę i nią odjechał. Janina była w szoku. Przecież on zaraz może zostać zastrzelony. Ale to nie wzbudziło nawet podejrzenia wartownika, ponieważ on myślał, że to było zaaranżowane. I później wrócili w tą ciężarówkę, a w podziękowaniu Janina otrzymała przepiękną szopkę, zrobioną przez więźniów, z różnych rzeczy, których oni mogli znaleźć.
A jak wiemy, oni nie mieli dostępu do takich rzeczy, z których mogliby coś zbudować. Więc sam fakt tego, że w sekrecie zrobili taką piękną szopkę, to jest naprawdę symbol... Również takiego duchowego oporu. I to miało dla Janiny bardzo duże znaczenie. Główny lekarz obozu, Max Blanke, był przenoszony do obozu w Płaszowie, w Krakowie, gdzie był katem żydowskich więźniów w Płaszowie.
Ale zanim się tam udał, Janina też spotkała się z nim. Oczywiście ona była ciągle zainteresowana, żeby pomagać chorym więźniom o lekarstwa i odpowiednie jedzenie itd. I on jej powiedział, ty tu nawet nie powinnaś być. Miał podejrzenia, że ona szmugluje przedmioty różne, jedzenie, lekarstwa, ale też wiadomości. I że ona wydobywa wiadomości od więźniów. Ale on nie miał dowodu na to. On miał podejrzenia. Był jeden z Niemców, Tuman, który nienawidził Janiny. Powiedział, że ją powiesi na najbliższym słupie, tak? Tak. On miał poważne podejrzenia o to, że ona działa w konspiracji z więźniami na Majdanku i to on też zasadzki na nią stawiał.
I była taka sytuacja, kiedy para przybyła do urzędu Rady Głównej Opiekuńczej na Lubartowskiej ulicy, żeby poprosić hrabinę o przemycenie wiadomości niby dla rodziny w Majdanku. I przy tej sytuacji byli współpracownicy Janiny, którzy powiedzieli, że chcecie narażać naszą pracę, my niesiemy pomoc więziom, my nie szmuglujemy żadnych rzeczy, to jest absolutnie niemożliwe. I to było powielane, stawiali zasadzkę za zasadzką. W pewnym momencie pojawił się ktoś ze służby bezpieczeństwa, który obserwował ten budynek, wtedy kiedy Janina wchodziła do tego budynku. I została o tym zaalertowana przez dozorcę, który również był działaczem Armii Krajowej.
I w takiej naprawdę napiętej akcji Janina, on i współpracownik chwycili Janinę, wrzucili ją na ciężarówkę, przykryli tymi workami z chlebem, zmienili tablice rejestracyjne, wywieźli ją i w ten sposób się uratowała. Ale musiała wrócić na Majdanek. Byłoby to dziwne, że nie wraca. Wtedy mogłaby zostać naprawdę ujawniona. Ona też miała wyrobione dokumenty na inne nazwisko, że w razie gdyby musiała uciekać, ma jeszcze jedną tożsamość, inne nazwisko.
Janina urodziła się jako pepi spinner w Żurawnie 1 maja 1905 roku. To jest w Galicji Wschodniej, w terenach, które w czasie II Rzeczpospolitej należały do Polski. Teraz jest to rejon Ukrainy. Jej tata był właścicielem ziemskim i z tej racji też miał kontakty z lokalną arystokracją. Janina pobierała nauki u prywatnych nauczycieli, dlatego też znała języki. Oczywiście polski, znała niemiecki, znała francuski, znała rosyjski, ukraiński. Z racji tego, że jej tata miał kontakty z lokalną arystokracją, to Janina też spędzała czas z dziećmi tej arystokracji, ale też uczyła się sposobu wyrażania, dobrych manier.
I Janina zdobyła doktorat w 1928 roku i w swojej pracy doktorskiej napisała, że logika nie jest wystarczająca do rozumowania matematycznego, ale potrzebna jest też wyobraźnia i intuicja. I tym właśnie później kierowała się przez całe swoje życie. Później studiowała na Sorbonie, stamtąd wróciła już jako bardziej dystygowana młoda kobieta, zmieniła swoje imię na Józefa Spinner w tamtym czasie. Jeszcze na studiach poznała Henryka Melberga, studenta Twardowskiego również. I pobrali się Melbergowie w 1933 roku, ślubu udzielał im rabin i w końcu ich marzenia się spełniły.
Dzięki wstawiennictwu profesora Twardowskiego Henryk otrzymał pozycję we Lwowie, a Janina również uczyła matematyki w gimnazjum. Prowadzili się do Lwowa, mieszkali w środowisku, które znali, mogli być tą inteligencją, do której dążyli, żeby być. I tak żyli do wybuchu wojny w 1939 roku. Lwów został zajęty najpierw przez Związek Radziecki. Życie było dla Melbergów ciężkie.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wchodziła do obozu na Majdanku nie okazując strachu, ignorowała krzyki SS-manów a komendantów potrafiła zmusić do współpracy. W ramach Rady Głównej Opiekuńczejorganizowała pomoc dla polskich więźniów obozu i ocaliła wielu z nich. Oficjalnie występowała jako hrabina Janina Suchodolska. Kim była tak na prawdę, jakie były jej losy o tym miedzy innymi w reportażu. Jej historię opisały doktor Joanna Śliwa i Elizabeth Berry White, w książce „Fałszywa Hrabina”.
Na zdjęciu (z tyłu) hrabina Janina Suchodolska, (od prawej)Marta Grudzińska – Państwowe Muzeum na Majdanku, Elizabeth „Barry” White i dr Joanna Śliwa autorki książki „FAŁSZYWA HRABINA”