Mariusz Kamiński "Hrabina"
Wchodziła do obozu na Majdanku nie okazując strachu, ignorowała krzyki SS-manów a komendantów potrafiła zmusić do współpracy. W ramach Rady Głównej Opiekuńczejorganizowała pomoc dla polskich więźniów obozu i ocaliła wielu z nich. Oficjalnie występowała jako hrabina Janina Suchodolska. Kim była tak na prawdę, jakie były jej losy o tym miedzy innymi w reportażu. Jej historię opisały doktor Joanna Śliwa i Elizabeth Berry White, w książce „Fałszywa Hrabina”. Na zdjęciu (z tyłu) hrabina Janina Suchodolska, (od prawej)Marta Grudzińska – Państwowe Muzeum na Majdanku, Elizabeth „Barry” White i dr Joanna Śliwa autorki książki „FAŁSZYWA HRABINA”
Kiedy patrzymy na nią w objęciach, jej męża Henryka, jej mąż jest tu ubrany we frak. Wyglądają naprawdę przepięknie. Ciągle mówimy Frabina Janina Suchodolska, która w czasie wojny udawała arystokratkę, ale tak naprawdę wcale nią nie była. Ja nazywam się Marta Grudzińska, jestem pracownikiem Muzeum na Majdanku.
No, ale musiały władze ją też prześwietlić. Tak i dlatego właśnie Janina musiała mieć bardzo mocne dokumenty, które załatwił dla niej hrabia Skrzyński. Więc stała się hrabiną Janiną Suchodolską, a jej mąż Henryk został hrabią Piotrem Suchodolskim. Niestety nie udało nam się odnaleźć nic związanego z tym, w jaki sposób ona potwierdziła swoją tożsamość u władz niemieckich. To jest jedna z takich zagadek. Z osobą Janiny Suchodolskiej zetknąłem się po raz pierwszy przy pisaniu swojego doktoratu o działalności Rady Głównej Opiekuńczej w dystrykcie lubelskim. Ta dezynwoltura, pewność siebie, perfekcyjna znajomość języka niemieckiego i przede wszystkim mentalności niemieckiej.
I Janina zdobyła doktorat w 1928 roku i w swojej pracy doktorskiej napisała, że logika nie jest wystarczająca do rozumowania matematycznego, ale potrzebna jest też wyobraźnia i intuicja. I tym właśnie później kierowała się przez całe swoje życie. Później studiowała na Sorbonie, stamtąd wróciła już jako bardziej dystygowana młoda kobieta, zmieniła swoje imię na Józefa Spinner w tamtym czasie. Jeszcze na studiach poznała Henryka Melberga, studenta Twardowskiego również. I pobrali się Melbergowie w 1933 roku, ślubu udzielał im rabin i w końcu ich marzenia się spełniły.
Dzięki wstawiennictwu profesora Twardowskiego Henryk otrzymał pozycję we Lwowie, a Janina również uczyła matematyki w gimnazjum. Prowadzili się do Lwowa, mieszkali w środowisku, które znali, mogli być tą inteligencją, do której dążyli, żeby być. I tak żyli do wybuchu wojny w 1939 roku. Lwów został zajęty najpierw przez Związek Radziecki. Życie było dla Melbergów ciężkie.
Obawiali się, że zostaną deportowani na Syberię jako członkowie inteligencji, ale jednak udało im się to ominąć. Janina musiała kłamać o swoim pochodzeniu i powiedzieć, że jej ojciec był urzędnikiem księgowym i przez to nie byliby prześladowani. Janina uczyła matematyki, a Henryk mógł uczyć francuskiego. Niemcy wkroczyli do Lwowa w lecie 1941 roku wraz z atakiem na Związek Sowiecki i to zmieniło całkowicie życie Melbergów.
Kiedy Niemcy wprowadzili rozporządzenie o utworzeniu getta w jesieni 1941 roku, Melbergowie uznali, że nie przeżyją w tym getcie. Oni nie mieli umiejętności takich manualnych. Oni byli nauczycielami. Nie mieli odpowiednich kontaktów, rodziny we Lwowie, która mogłaby im pomóc. I jedynym dla nich rozwiązaniem było wyjechać ze Lwowa do miasteczka Kopyczyńce, rodzinnego miasta Henryka Melberga, bo tam jeszcze nie było getta. Ale jak oni już byli przygotowani, że wyjeżdżają do Kopyczyńc, w ostatnim momencie usłyszeli ktoś puka do drzwi. Przed nimi stał hrabia Andrzej Skrzyński, który naraził swoje życie biorąc pierwszy cywilny pociąg z Lublina do Lwowa z misją uratowania Melbergów.
więc w ten sposób mógł ich przemycić. Więc on miał tą magię swojej legitymacji i mógł, że ci ludzie są ze mną. 10 grudnia 1941 roku przybywają na stację. Szaleństwo, jeśli sobie wyobrazicie, że mamy tutaj Żydówkę, która nie dość, że nie jest z Lublina, więc nie zna nawet w ogóle geografii miasta, pewnie ona tu nawet nigdy nie była. Henryk tutaj był przed wojną. Uczył w gimnazjum żeńskim francuskiego języka, ale Janina nie. Ona tu nikogo nie znała. Nagle niemiecki policjant chwycił Henryka za ramię i oskarżył go o to, że Henryk złamał regulację dotyczącą bagażu.
Janina wtedy zdała sobie sprawę, że zaraz ten policjant zażąda od Henryka dokumentów. Więc ona skonfrontowała tego policjanta z taką bezczelnością, że ten po prostu wypuścił Henryka. Kilkadziesiąt lat później wspominała lekcję, która wyniosła z tamtego spotkania i którą później wielokrotnie wykorzystywała, by ratować życie innym. Tak pisze w swoim pamiętniku. Co zrobisz ze swoim strachem i dygotem w konfrontacji z zarozumiałym dręczycielem? Schowasz je do małej celi swojego serca i nie pozwolisz, by cokolwiek przesączyło się do mięśni twoich oczu, rąk i nóg. W środku się trzęsiesz, a na zewnątrz pokazujesz chłodne opanowanie.
Dokonujesz genialnej mistyfikacji. Nie wolno ci nadskakiwać, nie wolno pozwolić, by wyczuli krew. Spokój i chłód dadzą ci siłę. A w obliczu siły prześladowca równie dobrze może się skurczyć. Trzy dni wcześniej z Lwowa wyjechała Pepi Melberg. a do Lublina przyjechała hrabina Janina Suchodolska. Ziemiaństwem się nie zajmowałem, ale jak pracowałem w IPN-ie, to kolega zajmował się ziemiaństwem i ta rodzina Suchodolski gdzieś mi się kojarzy. Ale to jest do sprawdzenia, bo nawet tworzenie tej mistyfikacji całej musiało mieć też jakieś racjonalne podstawy, żeby to można powiedzieć, że to jakaś tam kuzynka, która stąd pochodziła, ale później powiedzmy
Po tym jak zmarła w 1969 roku, mąż Henryk przetłumaczył ten pamiętnik z polskiego na angielski. Nie mogłam użyć tego pamiętnika bez wcześniejszej weryfikacji, więc wysłałam maszynopis do Joanny Śliwy, której nie znałam osobiście, ale wiedziałam, że jest ekspertką od zagłady. Razem zrobiłyśmy badania w dziesięciu krajach na czterech kontynentach, aby opowiedzieć historię życia Janiny. Też odkryłyśmy wiele innych przykładów działania Janiny, których ona nie uwzględniła w swoim pamiętniku.
ale to nie znaczy, że nie była w kontakcie z różnymi organizacjami żydowskimi. Na przykład zaraz po tym, jak Warszawa, Łódź zostały w cudzysłowie wyzwolone, Henryk, jej mąż, przeniósł się do Łodzi, gdzie został profesorem na nowo tworzącym się Uniwersytecie Łódzkim pod swoją prawdziwą tożsamością. I tam też w Centralnym Komitecie Żydów w Polsce zarejestrował siebie i swoją żonę, Pepi Spinner-Melberg. Nie podając oczywiście jej nazwiska wojennego. Jest tylko napisane w tej karcie, że pod fałszywą tożsamością. Tak przeżyli. Natomiast ani Henryk, ani Janina nie złożyli swojego zeznania w Żydowskiej Komisji Historycznej, która tworzyła się.
i o jej wysiłkach, żeby wyemigrować z Polski wraz ze swoim mężem. I to się przewija w tej korespondencji. Henryk, kiedy już wyemigrował na stypendium do Kanady w 1949 roku, zgłaszał się do organizacji kanadyjskich żydowskich, błagając im, żeby one pomogły mu wydostać swoją żonę. I właśnie w jednym z tych listów było napisane, angielszczone imię, że jego żona Janina Suchodolski żyje pod przybraną tożsamością w Polsce. A Janina w lecie 1950 roku, nie wiemy jak to się dokładnie stało, ale uciekła do Berlina, tam już w reprezentacji czekały na nią dokumenty emigracyjne i spotyka się znowu z Henrykiem w Kanadzie.
Henryk został profesorem filozofii na Uniwersytecie Sikagowskim, a Janina zdobyła pozycję profesor matematyki na Instytucie Technologicznym Stanu Illinois. I to było wielkie osiągnięcie dla niej, ponieważ ona była jedyną kobietą, profesorem matematyki w tamtym czasie na wydziale i miała nawet swoich studentów. Była bardzo ciepłą osobą. Studenci traktowali ją jako swoją matkę, ponieważ Henryk i Janina nie mieli swoich dzieci. W materiałach archiwalnych odkryłyśmy, że Janina doprowadziła do uwolnienia ponad 9 tysięcy więźniów.
Ale nigdy nie czytałyśmy takiego zeznania jak Janiny Melberg, którą znamy jako hrabina Janina Suchodolska. Muzyka © PTA & TVP
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wchodziła do obozu na Majdanku nie okazując strachu, ignorowała krzyki SS-manów a komendantów potrafiła zmusić do współpracy. W ramach Rady Głównej Opiekuńczejorganizowała pomoc dla polskich więźniów obozu i ocaliła wielu z nich. Oficjalnie występowała jako hrabina Janina Suchodolska. Kim była tak na prawdę, jakie były jej losy o tym miedzy innymi w reportażu. Jej historię opisały doktor Joanna Śliwa i Elizabeth Berry White, w książce „Fałszywa Hrabina”.
Na zdjęciu (z tyłu) hrabina Janina Suchodolska, (od prawej)Marta Grudzińska – Państwowe Muzeum na Majdanku, Elizabeth „Barry” White i dr Joanna Śliwa autorki książki „FAŁSZYWA HRABINA”