Winnicki: mobilizacja w Polsce jest fikcją
System mobilizacyjny Polski istnieje przede wszystkim na papierze, szkolenia rezerwy odbywają się zbyt rzadko, a państwo nie ćwiczy z ludnością cywilną zachowania na wypadek zagrożenia – ocenił Robert Winnicki w Radiu Wnet. Powołując się na niejawne raporty NIK, stwierdził, że problemy dotyczą również rzeczywistych stanów magazynowych wojska.
Teraz naszym gościem Robert Winnicki na koniec Odysei Wyborczej. Trochę o obronności porozmawiamy. No i decyzja, deklaracja, deklaracja Sołomira Mencena, że czas na powszechny pobór do wojska. To wzbudziło pewne wątpliwości. I chyba jest pewną zmianą, nawet wyraźną zmianą w podejściu do polityki obronnościowej lidera Nowej Nadziei, współlidera Konfederacji. Z czego to może wynikać? Jakie to będzie miało konsekwencje? Na to pytanie będzie odpowiadał nasz gość, Robert Winnicki. Dzień dobry. Dzień dobry. To znaczy ja zmian nie zauważyłem. Może zauważyłem mocniejsze zaakcentowanie tego problemu, przez słowo Miramencea. Jakby pogrzebać, jeszcze lat temu 3 czy 4 to hasło pobór było krytykowane, a Sobibor Męcen mówił o armii zawodowej jako tej podstawowej.
Przepustką było to, że ktoś jest wojownikiem. Warstwy wojujące były zawsze warstwami panującymi, a ci, którzy wyłącznie mieli płacić jakieś dobra materialne, to byli ci, którzy byli poddanymi. Od starożytności po tak naprawdę idei Armii Obywatelskich już w XIX wieku, które się ukształtowały z mniejszymi czy większymi zmianami w takiej formule do dzisiaj. Funkcjonujemy. Więc to, że ktoś ma prawa polityczne, w I Rzeczpospolitej tylko szlachta wojowała, w związku z czym tylko szlachta miała prawa polityczne. Ale to jest jakiś system, do którego musimy iść, no tak jak w starożytnej Grecji, w Atenach chociażby, ale też wsparcie, wsparta monarchia, co prawda, ale też każdy z partiata, będąc wolnym, był de facto chociażby w monarchii, ale był obywatelem.
Trzeba po prostu swoje państwo zabiegać, walczyć, trzeba pod tym kątem przygotowywać się. Też dlaczego? Dlatego, że im bardziej przygotowane jest państwo, im bardziej przygotowane jest społeczeństwo, im bardziej naród jest zmilitaryzowany, znaczy przeszkolony, potrafiący się zachować, potrafiący reagować, tym mniejsze jest ryzyko, że zostaniemy zaatakowani, proszę Państwa. I tym większe, że będziemy bezpieczni, a to co się mówi, jeżeli chodzi o te relacje między wojskiem, co mi męce także podkreśla i tu jego spór z kolei z generałem Kukułą, że także polska armia jest niegotowa, że rzeczywiście nie przeprowadza się np. badań związanych, czy ćwiczeń związanych z mobilizacją całej, chociażby jednej, ale jednak brygady.
Bo wtedy i tak idzie ten system kaskadowo od góry do dołu, nie raportowania problemów, bo jak raportujesz problemy, to ty stworzyłeś problem. I mamy po prostu systemową fikcję. Nie da się tego naprawić, kupując coraz droższe czołgi i tak dalej. Bo czołg jest nic nie warty bez ludzi, którzy mają do niego wsiąść, pokierować i tak dalej. No i tyle. I to są kłopoty z armią. Prawica po tej deklaracji także o tych szkoleniach jest jakby bliżej wspólnego frontu, jeżeli chodzi o sprawy wojskowe, że ta deklaracja, że potrzebna jest ta mobilizacja łączy Ruch Narodowy, Nową Nadzieję, Rozwój Plus i Prawo i Sprawiedliwość, a może nawet Grzegorza Brauna, chociaż tutaj
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
System mobilizacyjny Polski istnieje przede wszystkim na papierze, szkolenia rezerwy odbywają się zbyt rzadko, a państwo nie ćwiczy z ludnością cywilną zachowania na wypadek zagrożenia – ocenił Robert Winnicki w Radiu Wnet. Powołując się na niejawne raporty NIK, stwierdził, że problemy dotyczą również rzeczywistych stanów magazynowych wojska.