"Polakożerca" - Nieregularnik literacki - 08.02.2026 r.
Kim był Ludolf von Alvensleben? Za co ten niemiecki zbrodniarz wojenny jest odpowiedzialny? Dlaczego umknął wymiarowi sprawiedliwości? Opowiada o tym Filip Gańczak, autor książki pt. "Polakożerca". Natomiast Elżbieta Sieradzińska, autorka biografii "Serce w ogniu. Burzliwe życie Josephine Baker", wyjaśni na czym polegał fenomen tej niepospolitej artystki, jaką działalność prowadziła ona podczas II wojny światowej i co sprawiło, iż popadła w finansowe tarapaty.
Nazywa się on Ludolf von Alvensleben. Z szczególnie złą sławą zapisał się na Pomorzu w Bydgoszczy, w konkretnych okolicach. Ale ta książka to chyba taka trochę powstała niejako pro domosuła, bo tutaj pana rodzinna też historia w jakiś sposób dotyczy tej odrażającej figury. Tak, ja w ostatnim krótkim rozdziale wspominam o tej mojej historii rodzinnej, o historii księdza Antoniego Kozłowskiego, który jesienią 1939 roku został przez Niemców umieszczony w obozie w Karolewie, a następnie zamordowany. I badając tę właśnie rodzinną historię, nie mogłem nie natrafić na nazwisko Ludolfa von Alvensleben, nazywanego katem Pomorza i Kujaw.
A szczegóły tej rozmowy w książce mojego gościa, pana Filipa Gańczaka, Polakożerca. Dziękuję pięknie panie Filipie za udział w audycji. Bardzo dziękuję. A z fragmentami tej poruszającej, bardzo ponurej lektury zapozna teraz państwa pani Magdalena Woźniak. Parę razy udało mi się namówić dziadków, żeby wyciągnęli z szafy stare zdjęcia. Te zupełnie stare trzymali nie w albumie, tylko luzem w pudełku. Jedna z przedwojennych fotografii w pierwszej chwili wydała mi się niepasująca do reszty. Przedstawiam młodego księdza siedzącego w otoczeniu ministrantów. Od babci Sławki początkowo dowiedziałem się tylko, że to Antoni Kozłowski i że był jej wujkiem i że zabili go Niemcy.
Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem to zdjęcie. Miałem chyba kilkanaście lat, a może byłem już na studiach. Właściwie już w dzieciństwie zainteresowałem się historią najnowszą, ale minęło wiele lat, nim poważniej zacząłem zgłębiać losy własnej rodziny. W domu praktycznie nie mówiło się o księdzu Kozłowskim. Ja zaś nie dopytywałem babci o wojnę, albo raczej szybko się zniechęcałem, słysząc jej, a ja tam pamiętam. Dużo czytałem o II wojnie światowej, z czasem sam zająłem się pisaniem książek historycznych. Odwiedzałem archiwa, prowadziłem kwerendy, ale sprawy księdza Kozłowskiego nie próbowałem poznać bliżej.
Prawdę mówiąc, przez dłuższy okres w ogóle o niej nie myślałem. Pracowałem już w Instytucie Pamięci Narodowej, gdy babcia pokazała mi kronikę Rodziny Kozłowskich opracowaną przez jednego z naszych krewnych. Autor mocno się natrudził, by odtworzyć życiorys księdza Kozłowskiego. Rocznik 1901. Absolwent Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Posługiwał m.in. w Wągrowcu i w Pleszewie, a następnie jako administrator parafii pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła w Zabartowie koło Więcborka, nieco ponad 40 km na północny zachód od Bydgoszczy.
Autor kroniki dotarł do zeznania świadka Alojzego Ekwińskiego z 26 maja 1945 r. Ten sam dokument otrzymałem później od prokuratora IPN Mieczysława Góry. Według Ekwińskiego w sobotę 28 października 1939 r. ksiądz Kozłowski został zabrany przez dwóch Niemców z okolicy niejakiego Abrahama z Zabartowa i Bussego z Pęprzyna. Wzięli go na przesłuchy do Więcborka. Stamtąd trafił do Karolewa, gdzie wszelki ślad po nim zaginął.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Kim był Ludolf von Alvensleben? Za co ten niemiecki zbrodniarz wojenny jest odpowiedzialny? Dlaczego umknął wymiarowi sprawiedliwości? Opowiada o tym Filip Gańczak, autor książki pt. "Polakożerca". Natomiast Elżbieta Sieradzińska, autorka biografii "Serce w ogniu. Burzliwe życie Josephine Baker", wyjaśni na czym polegał fenomen tej niepospolitej artystki, jaką działalność prowadziła ona podczas II wojny światowej i co sprawiło, iż popadła w finansowe tarapaty.