Równość nie dla wszystkich | Słowa, które znaczą
Równość jest jednym z tych słów, które w debacie publicznej znaczą coraz więcej — i przez to coraz mniej. Czy jesteśmy równi tylko z samego faktu bycia ludźmi? Gdzie kończy się dążenie do równości, a zaczyna ingerencja w wolność? I dlaczego tak łatwo dostrzegamy nierówność wtedy, gdy dotyka „naszych”, a znacznie trudniej, gdy dotyczy innych?Antonina Tosiek, poetka i badaczka, oraz Leszek Jażdżewski, publicysta i politolog rozmawiają o równości i przywileju, wolności i sprawiedliwości, nierównych szansach oraz o tym, jak język równości może służyć zarówno emancypacji, jak i politycznej walce. Debatę prowadzi Andrzej Bobiński.
operatywna i znalazłam dosyć dobrą analogię do tego, w jakim się problemie znalazłam, bo mam wrażenie, że dla równości tak samo nie jesteśmy w stanie kolektywnie wypracować sobie wspólnej definicji, jak na przykład, a to moja działka, więc będę szła moją działką, dla ludu. My się kłócimy o to, kim jest, czym jest, jaki ma zasób, jaki ma zbiór, zamknięty, otwarty, z której metodologii na to patrzeć. No i zresztą równość także, jestem przekonana, że w zależności od tego, od której strony tychże zbiorów byśmy sobie mieli o niej rozmawiać, będzie znaczyła zupełnie co innego. Czy to równość naturalna, organiczna, przeznaczona i taka, która nam się pojawia z samego tego faktu, z samego tego przywileju, że się urodziliśmy i jesteśmy na świecie, posiadamy ciało i jakiś taki kartezjański rozum.
Do tego nam się wszystko dużo bardziej komplikuje, jeżeli zaczynamy myśleć o kwestiach równości politycznej, w ogóle obecności politycznej, aktywności politycznej, podmiotowości politycznej. No a potem wszystkie te rzeczy, które są tą mniej może przyjemną częścią równości, czyli o tych naszych obowiązkach, które nas w jakiś sposób zaczynają czy to obciążać, czy to ograniczać czasami, bo zaczynamy sobie myśleć, że musimy spełniać jakieś konkretne role, żeby równość została nam Przyznaczona. I ja specjalnie starałam się trochę wybrynąć z definiowania w swoim eseju tego, czym dla mnie jest równość, bo ja w równość nie wierzę. To znaczy wierzę tylko i wyłącznie w dążenie do równości, w myślenie o potencjale produktywności, jakimś takim ekstrapolowaniu tego, co byśmy chcieli, żeby się działo w świecie, na jakiś konkretny projekt.
To znaczy, jest sobie jakaś umowa społeczna, jest sobie jakiś proces, jakaś struktura, dzięki której wzajemnie uznajemy, że część największej gospodarki świata i ichże zasobów może zostać przeznaczona na wspieranie i na przykład ratowanie od śmierci ze względu na AIDS czy jakiekolwiek inne choroby, także te lokalne. Powinna zostać przeznaczona na to, żeby ratować życie ludzkie, bo ci ludzie są ludźmi, więc jeżeli oni nie są w stanie sami, ale także ich system nie jest w stanie ich zaopiekować, to my uznajemy ich wartość na tyle, żeby uratować ich od śmierci. No i nagle wydarzy się chyba ten żółty trójkąt tylko trochę gorzej, bo przychodzi ktoś, kto mówi nie, ucinamy USAID.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Równość jest jednym z tych słów, które w debacie publicznej znaczą coraz więcej — i przez to coraz mniej. Czy jesteśmy równi tylko z samego faktu bycia ludźmi? Gdzie kończy się dążenie do równości, a zaczyna ingerencja w wolność? I dlaczego tak łatwo dostrzegamy nierówność wtedy, gdy dotyka „naszych”, a znacznie trudniej, gdy dotyczy innych?
Antonina Tosiek, poetka i badaczka, oraz Leszek Jażdżewski, publicysta i politolog rozmawiają o równości i przywileju, wolności i sprawiedliwości, nierównych szansach oraz o tym, jak język równości może służyć zarówno emancypacji, jak i politycznej walce. Debatę prowadzi Andrzej Bobiński.