STOP przemocy domowej
Trwała i pozytywna zmiana dla osób doznających przemocy jest możliwa. Zbiorem takich cennych historii jest ogólnopolski konkurs "Policjant, który mi pomógł". Co było konieczne, by przerwać spirale krzywd, opowiadają trzy kobiety, które doświadczyły przemocy domowej oraz laureaci konkursu, który w 2022 r. obchodził swoją 15. edycję (relacja z wydarzenia). Konkurs "Policjant, który mi pomógł" - regulamin i formularz zgłoszeniowy Muzyka: "Slow Motion Cheerleader" Cleveland/Dente/Lewis/Whittington, "Where Is Life" Suescun, "Health And Wellness" Ellis
Patrycja Długoń, witam serdecznie w kolejnym epizodzie policyjnego podcastu Wspólnie Bezpieczni. Kolejnym, ale pod pewnymi względami bardzo wyjątkowym. Sześcioro rozmówców i trzy historie osób, które doznawały w domu przemocy. Trzy historie kobiet, które otrzymały pomocną dłoń i diametralnie zmieniły swój los. Oto pierwsza z nich. Nazywam się Anita, mieszkam we wsi Chechło. Z panią Kasią poznałam się w 2018 roku, kiedy w styczniu wystraszona po awanturze z mężem i przy pomocy właśnie też mojego kuzyna, który też jest policjantem, bo tak to bym się nigdy nie odważyła, bo byłam zastraszona przez mojego męża, bałam się komukolwiek powiedzieć o tej całej sytuacji.
No i poszłam na ten komisariat do klucz. Wystraszona. Przyszłam i była właśnie pani Kasia. Ja właśnie się rozpłakałam. Powiedziałam, o co chodzi? Ona mówiła, nie płacz, damy sobie radę, zrobimy z tym porządek. I dała mi kolejną chusteczki. Powiedziałam właśnie, że mąż pije, że nie pracuje, że pije. Że uciekłam do mamy. I że on cały czas przychodzi pod przedszkole, pod szkołę. Pod pracę, nęka mnie, żebym do niego wróciła, żebym wycofała to zgłoszenie o zakaz, bo pani Krasia od razu powiedziała, że od razu bierzemy o zakaz zbliżania się i wystawiamy do sądu o znęcanie się fizyczne i psychiczne. Ona do tego doprowadziła w ciągu kilku miesięcy, no to było w styczniu, a w lipcu już miałam rozprawę w sądzie o zakaz zbliżania się.
Ani w szkole, ani w przedszkolu też nie mógł odbierać dzieci, bo dzieci były bardzo zastraszone. Potem tam pani Kasia dzwoniła do mnie jak tam, żebym nie płakała, jak dzwoniłam tylko i do niej pisałam, że wysyłał mi smsy, groźby, że już do mnie jedzie, to żebym się nie martwiła. Podtrzymywała na duchu, nawet jak płakałam, to też mówi, że doprowadzimy sprawę do końca, że on naprawdę poniesie karę. Potem zmotywowała mnie do tego, żeby faktycznie nie ciągnąć tego dalej, bo próbowałam ratować ten związek, ale nic to nie dało i złożyłam pozew o rozwód. A jeszcze później jeszcze miałam przeboje, bo po drodze jeszcze nie dość, że tutaj wróciłam do domu rodzinnego, to jeszcze mama mi zmarła, potem brat po śmierci mamy strasznie się stoczył. Ja walczyłam o to, żeby się leczył na alkoholizm.
Ale niestety nie doczekał, bo powiesił się, to ja go znalazłam, ale z nim co przeżyłam, dzieci tutaj były same, on nadużywał alkoholu, ja znowu do tej pani Kasi, że znowu jej głowę zawracam, bo co mam robić, bo ja do pracy, one tutaj same, on libacje alkoholowe urządzał, nie mogłam sobie z nim poradzić, groził mi, wyzywał mnie. Bił mnie, drzwi niszczył, wszystko po prostu rzucał, był agresywny. I znowu do tej pani Kasi, mówię, pani Kasiu ratuj. Ona mówi, nie martw się, poradzimy sobie. Przyjeżdżała do niego, tłumaczyła mu, że weźcie chłopie w garst, że jesteśmy sami, że musimy sobie radzić, wspierać się. Ale też do niego nic nie docierało. Także cały czas gdzieś tam jak dzwoniłam, no i co ja mam robić, bo znowu jest ten agresywny, znowu się do mnie burzy, to ona ze mną rozmawiała przez telefon zanim przyjechali policjanci na zgłoszenie, także cały czas gdzieś tam była moim aniołem stróżem przy mnie.
Bo nie miałam do kogo już się zwrócić, ani mamy już nie miałam, no tata już nie żyje 6 lat. Także sama z tymi dziećmi, co zawsze ona była takim aniołem, stróżem, że zawsze tam odebrała, nawet mi dała numer prywatny do siebie, że zawsze tam gdzieś z nią mogłam porozmawiać. Serce mi oddała, żebym po prostu, że uwierzyłam w siebie, bo ja byłam strasznie, ja byłam tak zniszczona przez tego mojego byłego męża. On przez 13 lat doprowadził mnie do tego, że ja nie wierzyłam w siebie, że ja się do niczego nie nadaję, że ja nic w życiu nie osiągnę. Do pracy chodziłam gdzieś tam pobita i ten i wszyscy, a weź się w garść, weź się w garść. Ale bałam się. Bo on miał dwie twarze. On przy sąsiadach, przy rodzinie, to on był złoty człowiek. Dobrze, że posłuchałam, właśnie kuzyn mówi, że, no bo też jest w policji i mówi, że pamiętaj, że teraz jak nie masz dowodów, to cię nikt nie uwierzy.
I teraz mamy święty spokój, dzieci nie chcą wspominać. Nawet do tej pory utrzymujemy z panią Kasią kontakt. Jak dzwoni do mnie, co tam, jak tam, czy jakaś nowa miłość i w ogóle... Jak dzieci tylko widzą, że to ploteczki, to nie przeszkadzamy. Proszę, porozmawiajcie sobie. Już mi nie przeszkadzają. Ona mnie tak podbudowała, że damy radę, że coś, że się nie martwić, że to, że całe życie przed panią i w ogóle dwójka zdrowych dzieci, żeby się wziąć w garść, że po prostu damy radę. Takie światełko w tunelu, to właśnie ona mi tak dała. Takim aniołem stróżem była. Potem już zastanawiałam się, za co mówię, Boże, znowu problem i co, znowu dzwonić do tej Kasią w Białe Rany Boskie, no ale co, no nie mam wyjścia i nie żałuję teraz. Wierzę w to, że teraz już mi się uda i wierzę w siebie.
Wierzę, że mogę. Codziennie staram się żyć tak, jakby było to nowe życie. Codziennie cieszyć się każdym dniem, że to się wszystko poukładało. Także codziennie cieszę się z tego, co mam. Naprawdę. Z tego, co zyskałam. Pani Kasia naprawdę dla mnie oddała serce. Ja tak to widzę, że oddała po prostu serce. Bo walczyła, walczyła bardziej niż ja. Ja myślałam, że się po prostu już do niczego nie nadaje, że ja już po prostu, to już jest koniec. A pani Kasia mówi, że o nie, nie, to nieprawda. I teraz jej za to dziękuję. Pani Anita zgłosiła Panią Katarzynę do konkursu Policja, od którymi pomógł i jury złożone z laureatów poprzednich edycji konkursu zwróciło uwagę właśnie na tę historię.
Zadzwoniłam więc do Pani Katarzyny Cader, młodszego aspiranta z Komisariatu Policji w Kluczach Komendy Powiatowej Policji w Olkuszu i zapytałam jak wspomina historię Pani Anity. Początek był taki, jak właściwie każda jedna historia kobiety dotkniętej przemocą ze strony męża. Wiadomo, przychodzi taka zapłakana, rozczęsiona kobieta. Tutaj faktycznie ta pani Anita, no młoda, fajna dziewczyna z dwójką dzieci, no i zaczyna opowiadać tą swoją historię. Co mi się u niej spodobało, to to, że ona tak jakby od początku chciała coś zmienić. Ona wiedziała, że nie może tak być, że to jest jednak Złe i chciała zrobić to przede wszystkim dla tych swoich dzieci, bo ten mąż wyganiał ich z domu w zimie, na mrozie, gdzieś tam w jakichś kapciach i tak dalej przed tym domem stali, przez jakieś okienka.
Ona tam z tego co pamiętam opowiadała, od kotłowni wchodzili, jak już tam gdzieś tam się uśpił po pijaku. I ona to chciała zmienić, nawet nie tyle dla siebie, co dla tych dzieci. Ja pamiętam wtedy, no bo jednak wiadomo, to podejście do tych osób dotkniętych przemocą jest no trochę inne niż do osób tam, dajmy na to, nie wiem, którym skradziono portfel i tak dalej. To jednak tej empatii musi być znacznie więcej. Tutaj już nie ma mowy o tym, że nie wiem, za pół godziny kończę służbę i no trzeba by to zrobić szybko, no to wtedy już tak jak mówię, no te ramy czasowe się nie liczą, no tylko trzeba tego czasu poświęcić tyle, ile trzeba. Jak ona potem, jak za jakiś czas do mnie przyszła, jak ja ją zobaczyłam, ja to miałam ciężko ją poznać. W ogóle kobieta całkowicie inna, zadbana, w ogóle zmieniała fryzurę. Potem jej zaczęłam opowiadać, że zrobiła prawo jazdy, że wzięła w ogóle, wyprowadziła się od niego, wzięła dzieci do mamy, gdzieś tam zrobił remont tego domu.
Naprawdę inna dziewczyna, mówi, że zrobiła to prawo jazdy. Mówi tak, no za bardzo nie umie jeździć, ale mówi jeździ. Mnie to się zrobiło wtedy tak niesamowicie miło, że Że faktycznie się udało, że z takiej kurczę takiej szarej myszki, takiej kurczę zapłakanej dziewczyny, to co mi tak najbardziej w niej utkwiło, to ta jej taka niesamowita przemiana. Ja zresztą do tej pory mam z nią kontakt, nawet w zeszłym tygodniu przyszła do mnie na komisariat z takim misiem czekoladowym, mówi Kasia, to dla ciebie, mówi nam pod choinkę. No i tak, że naprawdę mamy ze sobą kontakt taki zawsze, gdzieś tam jak ma jakiś problem, czy coś, to zadzwoni, czy ona tam dzieci nieraz wozi do szkoły naprzeciwko komisariatu, To tam sobie pomachamy gdzieś przez okno. Naprawdę uwierzyła w siebie, postanowiła coś zmienić, przede wszystkim nie oglądała się do tyłu, tylko patrzyła, żeby tym dzieciom i jej było jak najlepiej.
Ostatnio mi się pochwaliła, że dostała pierścionek zaręczynowy od nowego narzeczonego, także wszystko, wszystko tak na mega plus. I to jest takie mega motywujące, że faktycznie Że się da zmienić, że to nie jest tak, że jak już ktoś jest ofiarą przemocy w rodzinie, to już jest w ogóle stracony, że jak się już rozwiedzie, to już nie ma szans na normalne życie, tylko będzie, nie wiem, jakąś tam kurą domową z dwójką dzieci i nie może nic robić dla siebie. Naprawdę, ta pani Anita to jest dla mnie taki mega, mega fajny przykład, że jednak można coś zmienić. Zacząć od zera, wziąć kredyt, mimo wszystko zaryzykować i stworzyć takie normalne warunki do życia dla dzieci, dla siebie. Drugą historię opowiedziała mi Pani Krystyna.
Nazywam się Krystyna, mieszkam w Siemiatyczach. Poznawam Pana Tomasza jak był dzielnicowym w naszym rejonie. Po prostu poprzez przemoc, która zadziała się w mojej rodzinie mąż pił. Przemoc była od dawna, ale nie dochodziło do czynów. W 2013 roku zaczęła się taka przemoc fizyczna. No i po prostu odważyłam się zadzwonić na policję i założyć jako niebieską kartę. Także właśnie się poznałam, bo pan Tomasz Szepiatowski, jako dzielnicowy nasz, przyszedł i zaczął interesować się naszą rodziną. Od pierwszej rozmowy właśnie z panem Tomaszem utwierdziłem się w tym, że mogę na niego liczyć.
Tak czułam od niego taką bliskość, że chcę pomóc. Właśnie rodzinie, która jest dotknięta przemocą fizyczną, psychiczną naprawdę bardzo, bardzo mi pomógł, bo okazał się bardzo taki opanowany, wrażliwy. Podwiedzał nas regularnie, rozmawiał ze mną, z mężem. Dodał mi takiej odwagi, nawet spotykał poza godzinami pracy, jeżeli gdzieś na ulicy, czy w sklepie, czy nawet gdziekolwiek, no to zawsze pytał, czy jest wszystko w porządku, co się dzieje, no bo to po prostu była nie tylko jednorazowa interwencja i właśnie cały czas byłam po prostu pod taką opieką, może powiedzmy psychiczną, ze strony pana Tomasza.
Po dwóch latach od już zaprzestania niemieckiej kabiny dowiedziałam się, że pan Tomasz przychodził do męża w sumie co dwa tygodnie pod moją nieobecność i rozmawiał z nim. Ja mam w ten czas pracy, dlatego o tym nie wiedziałam. Od siedmiu lat mąż nie pije, no i po prostu Nie ma tej przemocy. Nasze życie stało się spokojniejsze, było po prostu trzeźwe ze strony męża. I właśnie to dzięki panu Tomaszowi zdobyłam, bo tak bym chyba nie zdobyła się na tą odwagę, że wzywania po raz kolejny i zakładania nadal tego bicza, tej niebieskiej karty. Dodał mi takiej odwagi, że zdobyłam się na odwagę po raz pierwszy, później po raz drugi i po prostu zadbałam o siebie.
Stałam się taką osobą odważniejszą. Poszłam do Alanon, bo właśnie też mi to ukierunkował i zadbałam o siebie i dalej już nie dałam się ani poniżać. Dla męża już groziło więzienie, bo po raz kolejny była założona ta niebieska karta, po raz kolejny i właśnie chyba dzięki tym rozmowom być może zrozumiał. Być może zrozumiał, w tej chwili jesteśmy w separacji, ale jest na tyle, na ile jest spokojnie, dlatego być może ta odwaga, którą mi pan Tomasz dał, byłam tyle w stanie zadbać o siebie.
Wiem, że mąż nie pije, jest spokój, mieszkamy razem tyle, że nie jesteśmy razem. Jest spokojnie. Nawet teraz Spotykając się, czy jakieś mam problemy, czy jakiekolwiek, to utrzymuję z panem Tomaszem kontakty, pomimo że nie jest dzielnicowym, ale jeżeli coś mi potrzeba, to właśnie dzwonię do niego, czy piszę do niego, czy spotykam się z nim i radzę się w niektórych sprawach, które mi są potrzebne. No i uzyskuję tą pomoc. No ja jestem z siebie dumna. Komisarz Tomasz Szepietowski z Komendy Powiatowej Policji w Siemiatyczach dobrze pamięta historię pani Krystyny. Początki znajomości i interwencji w tej rodzinie były trudne, bo dochodziło tam do form przemocy.
Podejmowali próby skierowania męża na jakieś leczenie i to już spożywanie alkoholu 30 lat trwało. Tam jeszcze były małe dzieci, tam część była w Warszawie, wyjechała, nie przyjeżdżały do domu, bo to wiadomo jak w domu się działo. Cały czas awantury, alkohol, trzeba było ojca przeprowadzać z miasta do domu, bo gdzieś tam za niej mógł po drodze. I jak nie przyjeżdżały dzieci, to przeżyły swoim życiem i tak przynajmniej nie patrzyły na to, aczkolwiek cały czas kontakt z matką miały i też ją namawiały, żeby cokolwiek z tym zrobiła. No i pomału, pomału Jakoś się udało. No nie umiem tak, znając człowieka, wiedząc, że coś tam się działo i nie zapytać o to, jak w tej chwili się ma, bo to różnie w życiu bywa.
Skoro przez tyle lat było inaczej, w tej chwili już przez 7-8 lat jest inaczej, no to miło słyszeć, że dalej jest dobrze. Bo wiem, że też tutaj syn zjechał do Siemiatecz. I zarówno i mama, i tato pomagają. I dla drugiego rodzeństwa tak samo, le dzieci pomagają. Tak myślę, że naprawdę rodzina idzie prosto do przodu teraz. I mają w sobie oparcie. Chociaż tam są w separacji, ale nie ma interwencji w domu. To miło jest, że ktoś jest zadowolony, ktoś docenia to i przynajmniej mają swój spokój domowy. Trzecią historię pani Elżbiety niech zacznie dla odmiany policjant.
Starszy aspirant Rafał Zdoniek z III Komisariatu Policji w Łodzi, Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Panią Elżbietę poznałem około 7 lat temu. Oczywiście w taki klasyczny dla funkcjonariusza sposób dochodziło do przemocy domowej. W przypadku pani Eli to był jej, no już teraz były mąż. Znęcał się nad nią generalnie psychicznie. Pani Ella jest taką osobą, która wszędzie próbowała szukać jakiejś tam pomocy. Nie do końca sobie radziła z tym problemem. No i trafiła do mnie, tak, z uwagi na to, że jestem jej terenowym, dzielnicowym. I zacząłem prowadzić całą tą niebieską kartę, gdzie skutkiem tego po wielu, no nie ukrywam, latach było doprowadzenie całej tej sprawy do końca. Mianowicie kobieta dostała rozwód z mężem, mąż został skazany prawomocnym wyrokiem
Po około pół roku, może roku, syn pani Elli No poszedł niestety w ślady swojego taty, z tym wyjątkiem, że on nie pił alkoholu, natomiast bardzo znęcał się nad swoją matką w taki sposób, że poniżał ją, obwiniał o wszystko, używał wulgaryzmów, no i kobieta Znowu znalazła się w sytuacji no dla niej tragicznej, no bo tym razem no to był jej własny syn. No i tutaj również była wdrożona kolejna procedura nibiskiej karty. No i znowu się zająłem tą rodziną, no już chociażby dlatego, że znałem panią Elę i wszystkie jakby tutaj jej problemy życiowe.
No i również tutaj się udało doprowadzić szczęśliwie do końca. Co prawda syn nie został skazany, natomiast opuścił dom rodzinny, w którym mieszkał od urodzenia. I wyprowadził się tak naprawdę nie wiadomo dokąd. I nie utrzymuje w ogóle kontaktu ze swoją matką. No i teraz można powiedzieć, od jakiegoś pół roku, roku może, pani Ella, że tak powiem, już naprawdę wychodzi na prostą, bo i spłaciła długi po mężu, które on niestety narobił, a kobieta niestety ma też problem finansowy, bo jej dochody to ledwo przekraczają dwa tysiące złotych, więc utrzymać dom, spłacić długi to jest problem, więc nawet teraz, jak nie ma niebieskiej karty, staram się ...i pomagać chociażby w taki sposób, że wypełniam ich dokumenty chociażby do Urzędu Skarbowego, żeby mogła rozłożyć na raty zadłużenia do innych instytucji pomocowych.
Staram się ją odwiedzać w miarę możliwości, systematycznie w domu coś jej podpowiedzieć, dopowiedzieć, starać się załatwić. Nawet chociażby dodatek węglowy dostała pani Ella, mogła sobie kupić opał na zimę, niedużo, ale zawsze. No i tak naprawdę z tą panią Ellą do dnia dzisiejszego mam jakiś tam kontakt Mimo, że już tej całej procedury nie ma. No i widzę, że naprawdę przynajmniej psychicznie wychodzi na prostą i no to taki mój mały sukces jest. Przynajmniej w tym temacie. Widzę ja też, że można coś zrobić niekoniecznie zawsze tutaj to co mówią ustawy i inne kodeksy, tylko po prostu taką no codzienną pracą i chęcią pomocy. A nie ukrywam, że pani Ella no musi sobie też bardzo dużo zawdzięczać, bo
Uciekał mi ze szkoły. Dużo nerwów było. Policja bez przerwy musiała przyjeżdżać, a ja nie piję alkoholu. I nie mogłam patrzeć, że ono rujnuje całe nasze życie. Przeklinał, wyzywał mnie. Nigdy nie miał dla mnie szacunku. Pana Rafała poznałam w 2015 roku. Przyjechał, bo byłam na policji. Musiałam to wszystko zeznać, co i jak. To nie tak od razu, że już dostałam rozwój. Trzy lata czekałam na to. Przechodziłam przez to. Ojej, makabrne. Wezwali mnie na policję. Tam go poznałam pierwszy raz. A później przyjechał tu do mnie na wizytę, jako dzielnicowy. Mój mąż tu, jak to mój mąż, podpity.
Syna miałam, co miał już też 16 lat. No i Rafał tu chciał naprzeć, żebyśmy w separacji, że się pogodzimy. Ale niestety nie wyszło tak. Chodziłam z nim na nauki, te małżeńskie, z mężem. Ale nic to nie dało, nic. Później Rafał ze mną cały czas był, no ta policja, no tu nie mogę powiedzieć, bo ten komendant też i z jego komendy. Myślałam, że nie uda mi się ten rozwój, bo zawsze tak mówiła mama, że rozwój to jest coś najgorszego, że później nie będę miała życia, ale ja przez to nie mogłam żyć, musiałam z domu uciekać. Nie spałam w domu, tylko w komórce, no bo były cały czas awantury. Bałam się, bo on stale pijany, walił w ścianę, rozbijał wszystko.
Nic nie mogłam kupić do mieszkania, wszystko niszczył. Przychodziłam z pracy, nie miałam spokoju. No i tak ten dzielnicowy przyjeżdżał tu na interwencję, w każdej chwili tu przyjeżdżał, kiedy potrzebowałam czy zachorowałam. On zawsze tu jest, zawsze, nawet do dzisiaj przyjeżdża cały czas. Dał mi wiarę do życia, nauczył mnie jak żyć, nie poddawać się. On zawsze mówił nie poddawać się, Panie Ellu, nie poddawać się. Takie wzmocnienie mi dał. Ja się bałam, bo mówię, jak będę sama, ja sobie nie dam rady, bo były takie chwile, że płakałam. Dużo mi dał wsparcie, duże, duże wsparcie.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Anita opowiada o swojej przeżyciu przemocy domowej i pomocy od policji.
Krystyna opowiada o swoim doświadczeniu z przemocą domową i pomocy od policji.
Elżbieta opowiada o swoim doświadczeniu z przemocą domową i pomocy od policji.
Żbiet opowiada o swoim doświadczeniu z przemocą domową i pomocy od policji.
Katarzyna, Tomasz i Rafał opowiadają o swojej pracy i sukcesie w konkursie Policja.
Patrycja Długoń podsumowuje episode i dziękuje za uwagę.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Trwała i pozytywna zmiana dla osób doznających przemocy jest możliwa. Zbiorem takich cennych historii jest ogólnopolski konkurs "Policjant, który mi pomógł". Co było konieczne, by przerwać spirale krzywd, opowiadają trzy kobiety, które doświadczyły przemocy domowej oraz laureaci konkursu, który w 2022 r. obchodził swoją 15. edycję (relacja z wydarzenia).
Konkurs "Policjant, który mi pomógł" - regulamin i formularz zgłoszeniowy
Muzyka: "Slow Motion Cheerleader" Cleveland/Dente/Lewis/Whittington, "Where Is Life" Suescun, "Health And Wellness" Ellis