Mentionsy Mentionsy
Podcast Wojenne Historie
Podcast Wojenne Historie

Klęska Panter nad Czarną Nidą

17.10.2025 ·1 godz 9 min

Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 🔶PATRONITE.PL🔶https://patronite.pl/PodcastwojennehistorieAlbo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie

Witamy w kolejnym odcinku podcastu Wojenne Historie. Witają Was Kamil Kawalec i Norbert Bączyk. Co tydzień przybliżamy Wam szereg zagadnień oraz obalamy wiele mitów związanych z II wojną światową. Nasze odcinki powstają na bazie własnych, długoletnich badań naukowych, wertowania tysięcy stron, zarchiwizowanych meldunków wojskowych, wreszcie publikowania książek i artykułów. Ten podcast istnieje dzięki zaangażowaniu i niezwykłej hojności naszych patronek i patronów, za co im bardzo dziękujemy. Jeżeli ty też uważasz, że warto zostać naszym patronem, możesz wesprzeć nas wpłatą w serwisie Patronite pod adresem patronite.pl łamane na podcastwojennychistorie. Norbert, porozmawiamy dzisiaj o wydarzeniach, które rozegrały się między 12 a 14 stycznia 1945 roku w rejonie Morawicy, niewielkiej miejscowości leżącej na południe od Kielc.

No bo to właśnie tam niemiecka 16 Dywizja Pancerna poniosła wyjątkowo dotkliwą klęskę, tracąc cały batalion Panter w starciu z 6 Korpusem Zmechanizowanym Gwardii. Norbert, no co sprawiło, że właśnie pod tą Morawicą doszło do takiego pogromu? No bo przecież całkowite zniszczenie niemieckiego batalionu pancernego... Co może się wydać dla wielu naszych słuchaczy nieoczywiste. Było czymś wyjątkowym na froncie wschodnim w czasie II wojny światowej. No cóż Kamilu, najprościej można powiedzieć, że przyczyna pogromu I Batalionu II Pułku Pancernego 16 Dywizji Pancernej, jaki to pogrom dokonał się rzeczywiście w rejonie Morawicy w styczniu 1945 roku, wynikał z tego, że wojna to system. No ale muszę przyznać, że to jest dosyć ogólne stwierdzenie.

W czasie przebijania się z okrążenia Niemcy próbowali przekroczyć rzekę Czarna Nida na wschód od Morawicy. Czołg jednak rzeki nie sforsował, utknął w jej korycie. Miało to miejsce 14 stycznia 1945 roku. Czarna Nida jest rzeką trudną do forsowania przez pojazdy pancerne, rzeką meandrującą, a przede wszystkim o zabagnionych brzegach. I owa Pantera znajdowała się w rzece przez kolejnych 45 lat, aż w roku 1990 doskonale znany, zlokalizowany wrak został wyciągnięty. I wtedy w latach 90., jak to się wtedy mówiło, badacz tajemnic, pan Ryszard Wójcik, naoczny świadek wyciągnięcia owej pantery, opublikował w Polsce taką książkę o wymownym tytule Potwory wychodzą z ukrycia.

W roku 1990 nasze muzea i miłośnicy historii wojskowości chłonęli jak gąbka każdy niemiecki pojazd, armatę, cokolwiek co było namacalnym dowodem sił zbrojnych naszego głównego przeciwnika. Stąd Pantera, czołg całkowicie niedostępny wówczas w polskich muzeach, był czymś zdumiewającym, zwłaszcza jeżeli był to prawie kompletny czołg. A ten, który udało się wtedy wyciągnąć z Czarnej Nidy, nieopodal Morawicy na południe od Kielc, był prawie kompletny. miał zniszczoną częściowo wieżę. Ale poza tym, pomijając różnego rodzaju uszkodzenia wynikające chociażby z wycieku akumulatorów z leżenia 45 lat w rzece, to był czołg praktycznie kompletny.

Dywizji Pancernej. Kilkadziesiąt różnego rodzaju pojazdów, ciężarówek, transporterów opancerzonych z 2. Batalionu 64. Pułku Grenadierów Pancernych, wiele czołgów z 2. Pułku Pancernego potopionych zostało w Czarnej Nidzie bądź poszuconych na bagnistych brzegach tej rzeki. Mało było takich miejsc w Polsce, mało było takich pobojowisk jak gmina Morawica, jak obszar między Morawicą a Daleszycami na południu od Kielc. Dziesiątki rozbitych, porzuconych pojazdów armii niemieckiej. Cały batalion panter rozbity na południe od czarnej nity. I właśnie ta rzeka była jedną z przyczyn niemieckiej klęski. Niemcy musieli wyrywać się z okrążenia.

Niemcy musieli wychodzić z kotła, a kiedy wszystkie drogi odwrotu zostały zamknięte, próbowali desperacko przejść przez czarną nidę, co żołnierzom w wielu przypadkach się udało, ale pojazdom nie. I ta historia rozbicia 2. Pułku Pancernego 16. Dywizji Pancernej, 2. Pancernego Regimentu jest fascynująca pod wieloma względami. Bo dzisiaj możemy namacalnie zobaczyć pamiątki tamtego starcia w muzeach od Stanów Zjednoczonych po Polskę. Ale jednocześnie dramatyzm tych wydarzeń, skala wielkiej bitwy pancernej pod Kielcami, o której już kiedyś rozmawialiśmy. Bo to co stało się pod Morawicą, to przecież tylko jeden z epizodów Wielkiej Bitwy, którą obserwowaliśmy pod Chmielnikiem, Pieszchnicą, a przede wszystkim pod Lisowem, nieco bardziej na południe, gdzie znajdowało się epicentrum starcia niemieckiego 24.

Korpusu Pancernego walczącego z 4. Armią Pancerną generała Leluszenki. gdzie dwa radzieckie korpusy, X Korpus Pancerny Gwardii i VI Korpus Zmechanizowany Gwardii, zderzyły się z dwoma niemieckimi dywizjami pancernymi, to jest XVI i XVII, i Rosjanie z tego starcia wyszli zwycięsko, a Niemcy ponieśli porażkę. O ile jednak Lisów stał się symbolem walki z Tygrysami, o tyle właśnie Morawica jest symbolem rozbicia batalionu Panter. I powiedziałem na początku, że przyczyną niemieckiej klęski było to, że wojna to system. Niemcy nie stołali stoczyć tutaj boju w rozumieniu systemowym. Zostali zaskoczeni, popełnili błędy, ale przede wszystkim ich pododdziały utraciły wewnętrzną spójność.

I co intrygujące... Tą historię niemieckiej klęski chyba najciekawiej opisali sami niemieccy weterani, dlatego że bitwa pancerna pod Kielcami jest ciekawa na wiele sposobów, także w wymiarze społecznym, także w wymiarze emocjonalnym. Na obszarze gminy Morawica znajduje się po dzień dzisiejszy wiele pamiątek niemych świadków historii z czasów II wojny światowej. To jest gmina niezwykle ciekawa dla każdego miłośnika historii wojskowości. Gmina, na obszarze której działają niezwykle sprężne organizacje, stowarzyszenia kultywujące pamięć o przeszłości. Tak jak pod Warszawą w kontekście walk z 1944 roku działa prężnie Grupa Dąbrowiecka Góra Huberta Trzepałki.

Tak... Pod Kielcami funkcjonuje lokalna grupa działania Perły Czarnej Nidy czy Stowarzyszenie Miłośników Historii i Militariów Salamandra. Ludzie tacy jak pan Konrad Maj dbają o pamięć o przeszłości. Badają, analizują, co wydarzyło się w styczniu 1945 roku pod Kielcami i trzeba powiedzieć, że mają imponujące rezultaty. Bo to nie tylko dbanie o pomniki, to nie tylko pielęgnacja czy odtwarzanie wybranych dzieł fortyfikacyjnych, to nie tylko krzewienie historii, ale akurat pod Morawicą. Już na przełomie XX i XXI wieku zawiązały się relacje także z byłymi kombatantami niemieckiej 16 Dywizji Pancernej, którzy z tego piekielnego kotła wychodzili.

Korpus Pancerny, jego oddziały, jego pododdziały i koniec końców związki taktyczne bliżej linii frontu. Ale nawet tu nie nastąpiła koncentracja. Niemiecka 17. Dywizja Pancerna umownie stała w okolicy Chmielnika, 16. Dywizja Pancerna w okolicach Kielc, Morawicy, podczas gdy 20. Dywizja Grenadierów Pancernych stanowiła odwód i znajdowała się jeszcze nieco bardziej na północ. To powodowało, że tak naprawdę te niemieckie dywizje musiały walczyć każda osobno, kiedy nadeszła godzina próby. Nie były w stanie skoordynować swoich działań, bo po pierwsze znajdowały się w rozproszeniu, a po drugie znajdowały się tak blisko linii frontu, że zostały porażone pierwszego i drugiego dnia ofensywy nieprzyjaciela. Nie potrafiły więc nie tylko skoordynować swoich działań, ale nawet zająć pozycji wyjściowych do walki, nawet w pasie własnej odpowiedzialności.

I niezwykle ciekawe wspomnienia, które do biegu wprowadził Konrad May, pozostawił Klaus Werner, porucznik dowódca drugiej kompanii drugiego pułku pancernego, a więc kompanii Panther. I Werner wspominał tak. W grudniu 1944 roku nastąpiła kolejna zmiana miejsca, trochę dalej na zachód, ale jeszcze niewystarczająco daleko, jak się potem okazało. Pułk, czyli Pułk Pancerny 16 Dywizji Pancernej przeniósł się w okolice wsi Radomice i Komórki. Radomice i Komórki, tu tytułem wyjaśnienia, to są wsie bezpośrednio na wschód od Morawicy, bezpośrednio na wschód od osi szosy Chmielnik-Morawica-Kielce. A zatem widzimy, że w grudniu 1944 roku niemiecki 1.

Marszałek Koniew niezgodnie z radziecką doktryną walki. W ramach dołamania frontu natychmiast wprowadził 4. Armię Pancerną na północnym odcinku swojego ugrupowania. 3. Armia Pancerna Gwardii bardziej na południu i 4. Armia Pancerna bardziej na północy uderzyły na Niemców. Po lewej stronie 4 Armii Pancernej szedł 10 Korpus Pancernych Gwardii, a po prawej północnej stronie, a więc bezpośrednio na Morawice i Czarną Nidę, 6 Korpus Zmechanizowanych Gwardii siłami 3 Brygad 16, 17 i 49 Brygady Zmechanizowanej. No ale jak silne było w ogóle to zgrupowanie? Jak śmiertelnym zagrożeniem dla Niemców było natarcie tych korposów radzieckich? Szósty Korpus Zmechanizowany Gwardii był bardzo groźnym przeciwnikiem. Oprócz czołgów w organicznych batalionach brygad zmechanizowanych miał własne półki czołgów, w tym półk czołgów ciężkich gwardii na czołgach IS-122.

Poraził nawet współdziałanie pododdziałów samej dywizji. I dalej dowódca drugiej kompanii. Jak na rozkaz szefowie znaleźli się w punkcie dowodzenia pierwszego batalionu. Tam był też adiutan dywizji, który miał polecenie od dowódcy dywizji, żeby poszukać łączności z pułkiem artylerii. Ale już do niego nie dotarł, ponieważ po drodze zagnieździły się rosyjskie czołgi. Miejsce to stajnowało się niecałe 5 kilometrów od nas. Sytuację potwierdził również adiuntant naszego pułku, który potwierdził, iż około godziny 17 od strony Komórek radzieckie czołgi ostrzelały sztab pułku. Linia wsi Morawica, Radomice, Komórki, Szczecno. To pozycja wyjściowa batalionu Panter. To miejsce jego leży zimowych, to miejsce ukrycia czołgów na obszarze leśnym. I pierwszego dnia wrogiej ofensywy radzieckie czołgi zaczynają docierać w to miejsce.

Innymi słowy, kiedy Pantery nadal znajdowały się na południe od Czarnej Nidy, w rejonie swoich pozycji wyjściowych na wschód od Morawicy, to jedna z radzieckich brygad zmechanizowanych wyszła już na głębokie tyły całej niemieckiej dywizji, podczas gdy kolejne brygady nawiązywały bezpośrednią walkę z niemieckimi pododdziałami pancernymi. Rosjanie byli już na tyłach Niemców, a zatem Niemcy nie potrafili utrzymać pozycji i nie byli w stanie utrzymać pozycji na linii czarnej Nidy ze względu na chaos, jaki wdarł się w ich szeregi. Po raz kolejny Rosjanom udało się wyprzedzić cofających się Niemców, ale tu nawet zdołali wymanewrować niemieckie odwody. To, co powinno zatrzymać Rosjan, nie weszło do walki na czas. A jak już przychodziły rozkazy, były spóźnione o 12 godzin.

Ale 64. Pułk Grenadierów Pancernych, a przynajmniej jego część oraz część 2. Pułku Pancernego 16. Dywizji Pancernej koncentruje się na wschód od Morawic. Dochodzi do boju o Szczecno. Niemcy utrzymują przez jakiś czas Szczecno jako punkt oporu na wschód od Morawic. Kontratak, czy raczej działania obronne części 16. Dywizji Pancernej przynoszą tu krótkotrwały efekt. Ale kluczowe jest nawiązanie kontaktu z idącą od południa, a w rzeczywistości rozbijaną 17. Dywizją Pancerną. Trzeba ze Szczecna wykonać kontratak na Pieszchnicę, bardziej na południe. Część batalionu Panter wyprowadza więc przeciwuderzenie na południe, wprost w tą lawinę nacierających oddziałów radzieckich, które jak nie nacierają, wszędzie tworzą pułapki przeciwpancerne.

Trochę udało mu się wejść do Szczecna koło pierwszej kompanii, ale nasza pozycja nie została przełamana. Rosjanie naciskali w kierunku Morawicy. Te spostrzeżenia zostały zameldowane, ale nie uwzględnione, albo może nie mogły już być uwzględnione. Odnosiliśmy wrażenie, że coraz bardziej zdani jesteśmy sami na siebie i że wzajemnie powiązany opór, którego można było oczekiwać na podstawie trwających miesiącami przygotowań w ogóle nie istnieje. Na pytanie dlaczego nie mieliśmy w tym momencie w ogóle czasu, nasz własny los był dla nas w tej chwili o wiele ważniejszy. Aby w zapadającej nocy nie stracić łączności między sobą, postanowiliśmy, porucznik Martin i ja, że wycofujemy się do dworów Szczecnie. Tam chcieliśmy odczekać na dalsze rozkazy z pułku i w każdym razie chcieliśmy utrzymać zajęte pozycje. Przed nami nie było słuchać odgłosów walk, tylko za naszymi plecami było niespokojnie.

No a jak w złym położeniu już był wtedy ten batalion panter? Ten niemiecki batalion czołgów został zagnany z powrotem w miejsce, z którego wyruszył wieczorem 12 stycznia. Powrócił do tego lasku, w którym miał kwatery, w którym miał miejsce wyczekiwania do walki. A więc Niemcy skryli się w lesie, na wschód od Morawicy, na północ od Radomic. W Morawicy znajduje się przeprawa przez Czarną Nidę. Żeby wyrwać się na zachód bądź północny zachód, trzeba wedrzeć się do Morawicy, zdobyć most i szosą uciekać na Kielce. Właściwie nie tyle co uciekać, co próbować nawiązać kontakt z siłami zasadniczymi podchodzącymi w ten rejon XX Dywizji Grenadierów Pancernych oraz resztą XVI Dywizji Pancernej. Własna dywizja, 16.

Dywizja Pancerna, częścią swoich sił walczy na północ od Czarnej Nidy, a więc trzeba dołączyć do macierzystej dywizji. No tylko 45-tonowymi czołgami nie da się przejechać zabagnionej rzeki. Trzeba zdobywać mosty albo przynajmniej brody na rzece. A tak się składa, że Czarna Nida na północny wschód od Morawicy to naprawdę potężna przeszkoda dla czołgów. Chociaż, jak widzieliśmy, 13 stycznia 16 Brygada Zmechanizowana Gwardii jakoś brud znalazła, jakoś w natarciu poszła do przodu. Żołnierze niemieccy w dużych grupach wciąż znajdują się na południe od Czarnej Nidy. Piechota z 68 i 168 Dywizji Piechoty. Pancerniacy z 16 Pancernej. Żeby wyrwać się z okrążenia, trzeba przejść przez obronę punktową 17 Brygady Zmechanizowanej Gwardii.

I w nocy z 13 na 14 stycznia 1945 roku, 1 Batalion 2 Pułku Pancernego 16 Dywizji Pancernej podejmuje próbę przedarcia się. Rusza bezpośrednio na Morawice. Werner wspominał tą pamiętną noc. Rosjanie stali już nad Nidą koło Morawicy i odcięli nam drogę odwrotu do Kielc. Przez radio otrzymaliśmy rozkaz dowództwa dywizji, aby przebić się na zachód. Teraz trwała debata nad tym, kiedy, jak, gdzie rozpocząć przebicie się przez pierścień okrążenia. Były dwa warianty drogi do wyboru. Jedni wychodzili z założenia, że do odwrotu na Kielce należy wybrać drogę prowadzącą w miarę możliwości przez las po północnej stronie Morawicy i przeprawić się przez Nidę. Drudzy opowiadali się za pójściem do Morawicy ulicami przez otwarty teren, ponieważ to umożliwiało wykorzystanie czołgów w szerszym zakresie i lepszą orientację w panującej wokół nas sytuacji, a poza tym znana była większości żołnierzy.

W obu przypadkach nieznane było położenie wroga, ale z tą niepewnością w każdym z wariantów należało się pogodzić. Decydujące było to, aby można było bezpiecznie i z możliwie dużą ilością pojazdów przekroczyć czarną nidę. Caprivi nie wypowiedział się w ogóle. Beutler i ja opowiedzieliśmy się przede wszystkim za drogą prowadzącą do Morawicy przez otwarty teren. Obaj też nalegaliśmy na pośpiech, ponieważ niezależnie od okoliczności musieliśmy wykorzystać te kilka godzin, zanim zrobi się jasno o godzinie 6.00. Nie wszystko było jeszcze stracone. Rauschenberger też zgadzał się na to drugie wyjście, pozostali siedzieli dość obojętnie, żeby nie powiedzieć, że byli załamani i stracili nadzieję. W lesie na zewnątrz rozrywały się już radzieckie pociski. To był już najwyższy czas. Beutler i ja bez wahania rozkazaliśmy kierować się w stronę Woli Morawickiej i dalej do Morawicy.

Bez rozgadywania się powiedziałem, że jesteśmy otoczeni. Dla uczestników wydarzeń w ostatnich dniach nie było to żadną niespodzianką. Tak zaczął się ostatni dramat 1. Batalionu 2. Pułku Pancernego. Przed świtem niemieckie czołgi, transportery opancerzone, samochody ciężarowe ruszyły na zachód, na Morawice. Ale tylko część kompanii niemieckich czołgów prawidłowo dotarła w rejon Folwarku, gdzie sforsowała niewielką rzeczkę i wdarła się do Morawicy. Główna kolumna niemiecka prowadzona przez Capriviego skręciła niepoprawnie w prawo, wjechała w ostatni obszar leśny bezpośrednio na wschód od Morawicy, gdzie zaległa. Dowódca batalionu pomylił kierunki, poprowadził większość kolumn nie w lewo, a potem na północny zachód, tylko w prawo. Gdy Niemcy zorientowali się w sytuacji, było już za późno.

Nastał świt, oddziały 6. Korpusu Zmechanizowanego Gwardii i Piechota 13. Armii już ich osaczyły. Od wschodu, zachodu i południa pozostała jeszcze czarna nida na północ, nieprzejezdna dla ciężkich czołgów. W efekcie batalion został rozczłonkowany. Część czołgów, w tym Werner, przebiła się przez Morawicę na północ i znalazła się wśród własnych wojsk. Dowódca batalionu z większością czołgów pozostał jednak w okrążeniu. Werner opisuje, jak w czasie nocnego przedzierania się nad jego głowami przelatywały nebelwerfery, które ogniem rakietowym próbowały paraliżować radzieckie postępy i wypchnąć Rosjan z powrotem za Czarną Nidę, zlikwidować te oddziały radzieckie, które przeniknęły już przez rzekę.

Dopiero później dowiedzieliśmy się, że może 1 trzecia z 500 żołnierzy otoczonych przez wroga jeszcze z tego wyszła. To co rozegrało się w lesie koło komórek można zapewne zaliczyć do największych tragedii, które przeżył drugi pułk pancerny. Ja osobiście uważam, że główną przyczyną tego był brak samodzielności i stanowczości, skutek wyszkolenia również Korpusu Oficerskiego w ostatnich miesiącach. W rzeczywistości niemiecki batalion ze wsparciem transporterów opancerzonych, samochodów ciężarowych podjął ostatnią desperacką próbę wyrywania się na północ. Wprost przez Czarną Nidę. I 14 stycznia 1945 roku dziesiątki niemieckich pojazdów, ostrzeliwane z rejonu Morawicy, ostrzeliwane także z obszaru wschodniego, podjeżdżały do rzeki.

Wielu żołnierzy dołączyło do swojego pułku i do swojej dywizji, ale już bez czołgów, już bez broni ciężkiej. Pancerniacy stali się piechotą. Niemiecki dowódca kompanii wspomina o tym, że udało się przekroczyć rzekę piętnastu czołgom. Według innych relacji było ich zaledwie dziewięć. Niemniej na północ w kierunku na Kielce cofały się resztki szesnastej, siedemnastej dywizji pancernej. Walczyła tu dwudziesta dywizja grenadierów pancernych. Tworzył się kocioł, gdzie każda pantera i każdy tygrys był jeszcze na wagę złota. Ostatnie pantery tego batalionu będą niszczone w okolicach Pilicy 20-21 stycznia w kolejnych dniach odwrotu. A więc część panter przebiła się i poległa po drodze kolejnych kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów na północny zachód od Morawicy.

Ale olbrzymia część czołgów została zniszczona w rejonie Komórek, Radomic, Pieszchnicy, Szczecna, Morawicy i utonęła w nurcie Czarnej Nidy. Część pojazdów Niemcy porzucili w opisywanym lesie. Dzisiaj to pobojowisko jest źródłem pozyskiwania panter, berge pantera, która została niedawno wyciągnięta, szczątki jednego czołgu, które możemy oglądać w Skarżysku Kamiennej, wspaniale odrestaurowany egzemplarz, który obecnie stoi aż w Stanach Zjednoczonych. ale paradoksalnie można powiedzieć przez perspektywę doświadczeń II wojny światowej, że ta bitwa jest w jakimś zakresie typowa dla tego okresu wojny i dla walk radziecko-niemieckich w warunkach pierwszych dni ofensywy jednej ze stron, czyli Armii Czerwonej.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.