Mentionsy Mentionsy
Podcast Wojenne Historie
Podcast Wojenne Historie

Klęska Panter nad Czarną Nidą

17.10.2025 ·1 godz 9 min

Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 🔶PATRONITE.PL🔶https://patronite.pl/PodcastwojennehistorieAlbo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie

I niezwykle ciekawe wspomnienia, które do biegu wprowadził Konrad May, pozostawił Klaus Werner, porucznik dowódca drugiej kompanii drugiego pułku pancernego, a więc kompanii Panther. I Werner wspominał tak. W grudniu 1944 roku nastąpiła kolejna zmiana miejsca, trochę dalej na zachód, ale jeszcze niewystarczająco daleko, jak się potem okazało. Pułk, czyli Pułk Pancerny 16 Dywizji Pancernej przeniósł się w okolice wsi Radomice i Komórki. Radomice i Komórki, tu tytułem wyjaśnienia, to są wsie bezpośrednio na wschód od Morawicy, bezpośrednio na wschód od osi szosy Chmielnik-Morawica-Kielce. A zatem widzimy, że w grudniu 1944 roku niemiecki 1.

Batalion 2. Pułku Pancernego przechodzi na stanowiska, na obszarze których spotka go potem zagłada. To znaczy ten batalion zginie w miejscu wcześniej uprzednio kilkutygodniowego stacjonowania, czyli dokładnie zginie w miejscu, gdzie miał kwatery, miejsca postojowe dla czołgów, gdzie żołnierze niemieccy znali każdy... dom, każdą wieś i każdą drogę, ale to była pewnego rodzaju pułapka i nawet doskonała znajomość terenu nie była tutaj pomocna. I Werner pisał tak. W związku z zakwaterowaniem we wsi, tym razem zaoszczędzono nam budowania bunkrów, czyli ziemianek, za to musieliśmy budować okopy chroniące nasze czołgi od wiatru oraz zadaszenia z jodeł jako ochronę przed śniegiem.

I w tej relacji, którą przekazuje nam Konrad Maj, relacji Klausa Wernera, możemy przeczytać dalej. Te rozkazy, to znaczy w zakresie prac polowych, budowlanych, nie pochodziły ani z dywizji, ani z korpusu. One pochodziły z dowództwa armii, a być może nawet z dowództwa naczelnego. Przez te rozkazy wszyscy kleli, na czym świat stoi, ale one i tak musiały być wykonane. Do tego doszedł jeszcze demontaż akumulatorów z czołgów, które zostały zapakowane do samodzielnie wykonanych skrzyń i przeniesione do kwater, aby uchronić je przed zimnem. I w ten sposób, obok codziennej, zgodnej z rozkazem służby dla oficerów i żołnierzy, było naprawdę dużo pracy. Wszyscy codziennie zadawali sobie pytanie. Jak długo jeszcze będzie trwała ta próba wytrzymałości nerwów? W militarnych planach działania i rozkazach dotyczących szkolenia ciągle zwracano uwagę na nieprawdopodobnie dużą przewagę powietrzną przeciwnika.

nie została prawidłowo odtworzona, nie miała drugiego batalionu czołgów, a kompanie Panther miały jednak ograniczoną liczebność. Kompanie po 14 czołgów to nie jest duża siła, kiedy trzeba się zmierzyć z przeciwnikiem o wielokrotnej przewadze liczebnej. Ale... Jak na warunki frontu wschodniego, weterani 16 Dywizji Pancernej, mimo narzekań na konieczność prac polowych, mieli ostatnie normalne tygodnie swojej służby. Dostawali dodatkowe racje żywnościowe, organizowali imprezy, o których wspomina Werner w kontekście Bożego Narodzenia i Sylwestra, jak wspominał niemiecki oficer. W Sylwestra leżał już duży śnieg, ale Rosjanin nadal jeszcze nie atakował i ciągle podawano nam nowe terminy. W Sylwestra w nocy Sowieci przeprowadzili krótki ostrzał artyleryjski pozycji przyfrontowych.

Ten termin mało nas zaskoczył, podobnie jak wcześniejsze zapowiedzi. W międzyczasie na zachodzie z wielką propagandą rozpoczęła się ofensywa Rundsteda, która wywołała w dowództwie i wojskach bezwzględnie uzasadniony opór. Ponieważ wielu z nas pochodziło z zachodu, każdy zwykły żołnierz był zdania, że wolałby bronić swojej ojczyzny niż walczyć na obcym dla niego wschodzie. Temu można było przeciwstawić tylko to, że o wiele ważniejsze dla nas jest utrzymanie Rosjan z daleka od Niemiec. Czyli... Ofensywa w Ardennach podniosła niemieckie morale. Wiadomości o własnych atakach budziło nadzieję, a jednocześnie chęć brania udziału w walce. Jak widzimy, nastroje, przynajmniej według relacji Wernera, były w pułku i w batalionie pancernym 16. Dywizji bardzo dobre. Przekonanie o własnej sile, o swoim wyszkoleniu, o chęci jak najszybciej ponownego skierowania do walki.

Posiadał także pododdziały artylerii saperów jednostki przeciwpancerne. Czołowa brygada zmechanizowana przebiła się przez niemieckie umocnienia i wniknęła w ugrupowanie 24. Korpusu Pancernego na bezpośrednich tyłach niemieckich, zanim ten korpus zdołał skoncentrować się do walki. Innymi słowy, niemieckie bataliony i pułki były jeszcze na kwaterach, były jeszcze na pozycjach wyczekiwania, czekając daremnie na rozkazy, kiedy między nimi przejeżdżały już bataliony czołgów i piechoty zmechanizowanej i zmotoryzowanej Armii Czerwonej, wnikając kilkanaście kilometrów w ich ugrupowanie. W niemieckie szyki wdał się więc chaos. Klaus Werner wspominał Nadszedł 12 stycznia 1945 roku. Rano około godziny trzeciej obudziło mnie duże zamieszanie.

Po krótkiej walce dwór został odbity. Pierwsza i druga kompania zajęły pozycję na wzgórzu wzdłuż drogi prowadzącej na południe. Rano miał dołączyć do nas batalion granadierów pancernych, aby pomóc nam utrzymać pozycję. Gdy zrobiło się widno, druga kompania poprawiła swoją pozycję, tak żeby zdobyć lepszy wgląd w teren położony na jej przedpolu. Z dowództwem nie było żadnej łączności. Rano 13 stycznia prawie nie było słychać odgłosów walki. Nie mieliśmy w ogóle pojęcia jak wygląda sytuacja wokół nas. W międzyczasie stawiła się jedna kompania grenadierów, ale bez transporterów opancerzonych. Tu tytułem wyjaśnienia w ramach 64. Pułku Grenadierów Pancernych jej drugi batalion, jeden z trzech, był batalionem na transporterach opancerzonych. I dalej Werner. I tak działając na własną rękę i pełni zwątpienia czekaliśmy na nawiązanie łączności z lewą i prawą stroną.

A jak duże siły Niemcy w ogóle pchnęli do kontrataków na te nacierające radzieckie brygady? Trzy kompanie niemieckich czołgów, w tym kompania czołgów Panzer IV, zostaje skierowana do ataku na południe. Ma porazić ze skrzydła kolejne kolumny zmechanizowane Armii Czerwonej. Werner wspominał, wczesnym popołudniem, chodzi o 13 stycznia, byliśmy świadkami ataku części naszego pułku na Pieszchnice. czyli po prostu ataku na cel będący parę kilometrów na południe od chwilowo zajmowanych pozycji. Atak nastąpił w kierunku południowym, na prawo od nas. Jego celem było odbicie zajętych wcześniej pozycji, a w konsekwencji doprowadzenie do połączenia z jednostkami 17 Dywizji Pancernej i utworzenie jednolitej linii frontu wzdłuż trasy Chmielnik-Kielce i zatrzymanie przeciwnika.

I w nocy z 13 na 14 stycznia 1945 roku, 1 Batalion 2 Pułku Pancernego 16 Dywizji Pancernej podejmuje próbę przedarcia się. Rusza bezpośrednio na Morawice. Werner wspominał tą pamiętną noc. Rosjanie stali już nad Nidą koło Morawicy i odcięli nam drogę odwrotu do Kielc. Przez radio otrzymaliśmy rozkaz dowództwa dywizji, aby przebić się na zachód. Teraz trwała debata nad tym, kiedy, jak, gdzie rozpocząć przebicie się przez pierścień okrążenia. Były dwa warianty drogi do wyboru. Jedni wychodzili z założenia, że do odwrotu na Kielce należy wybrać drogę prowadzącą w miarę możliwości przez las po północnej stronie Morawicy i przeprawić się przez Nidę. Drudzy opowiadali się za pójściem do Morawicy ulicami przez otwarty teren, ponieważ to umożliwiało wykorzystanie czołgów w szerszym zakresie i lepszą orientację w panującej wokół nas sytuacji, a poza tym znana była większości żołnierzy.

Nastał świt, oddziały 6. Korpusu Zmechanizowanego Gwardii i Piechota 13. Armii już ich osaczyły. Od wschodu, zachodu i południa pozostała jeszcze czarna nida na północ, nieprzejezdna dla ciężkich czołgów. W efekcie batalion został rozczłonkowany. Część czołgów, w tym Werner, przebiła się przez Morawicę na północ i znalazła się wśród własnych wojsk. Dowódca batalionu z większością czołgów pozostał jednak w okrążeniu. Werner opisuje, jak w czasie nocnego przedzierania się nad jego głowami przelatywały nebelwerfery, które ogniem rakietowym próbowały paraliżować radzieckie postępy i wypchnąć Rosjan z powrotem za Czarną Nidę, zlikwidować te oddziały radzieckie, które przeniknęły już przez rzekę.

A więc w warunkach prawdziwie piekielnych nocnego przebijania się przez szeregi nieprzyjaciela pod ogniem własnych Nebelwerferów, zwłaszcza pododdziały 2 i 3 Kompanii Batalionu przerwały się przez okrążenie. Werner wspominał Kocioł pękł. Ale to miał być dopiero pierwszy kocioł. Sam już nie wiem ilu potem. Na tę chwilę byliśmy jednak wśród swoich. Przystąpiliśmy do ustalania, co zostało z naszych kompanii. Beutler był natychmiast wezwany do generała von Millera, dowódcy dywizji, który też tam był i otrzymał rozkaz dotyczący czołgów będących do dyspozycji. Wynik sprawdzenia naszych jednostek był wstrząsający. Z około 50 czołgów, które przed dwoma godzinami były jeszcze w lesie w Radomicach, zostało 15. Wśród czołgów II i III Kompanii nie było żadnego Panzer IV. Tak samo jak nie było transporterów należących do saperów i granadierów pancernych.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.