Klęska Panter nad Czarną Nidą
Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 🔶PATRONITE.PL🔶https://patronite.pl/PodcastwojennehistorieAlbo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie
Ale przede wszystkim niemieckie eksponaty nie były dostępne w muzeach. Pamiątki II wojny światowej w rozumieniu pamiątki po Niemcach były niezwykle rzadkie. Muzea były pełne sprzętu Armii Czerwonej, sprzętu Armii Radzieckiej powojennej. Mieliśmy imponujące kolekcje radzieckiego uzbrojenia, ale tylko radzieckiego. Nie było pamiątek zbyt wielu po wrześniu 1939 roku, po wojsku II RP. Nie było za bardzo nawet pamiątek po polskich siłach zbrojnych na zachodzie, no bo to wszystko kolidowało wcześniej politycznie. Niejeden wrak, nawet niejedna pamiątka po polskich siłach zbrojnych na zachodzie poszedł do huty jako politycznie niepoprawny. A Niemcy, nasi przeciwnicy, sprzęt, na którym walczyli, był praktycznie wyklęty.
Dywizji Pancernej. Kilkadziesiąt różnego rodzaju pojazdów, ciężarówek, transporterów opancerzonych z 2. Batalionu 64. Pułku Grenadierów Pancernych, wiele czołgów z 2. Pułku Pancernego potopionych zostało w Czarnej Nidzie bądź poszuconych na bagnistych brzegach tej rzeki. Mało było takich miejsc w Polsce, mało było takich pobojowisk jak gmina Morawica, jak obszar między Morawicą a Daleszycami na południu od Kielc. Dziesiątki rozbitych, porzuconych pojazdów armii niemieckiej. Cały batalion panter rozbity na południe od czarnej nity. I właśnie ta rzeka była jedną z przyczyn niemieckiej klęski. Niemcy musieli wyrywać się z okrążenia.
Korpusu Pancernego walczącego z 4. Armią Pancerną generała Leluszenki. gdzie dwa radzieckie korpusy, X Korpus Pancerny Gwardii i VI Korpus Zmechanizowany Gwardii, zderzyły się z dwoma niemieckimi dywizjami pancernymi, to jest XVI i XVII, i Rosjanie z tego starcia wyszli zwycięsko, a Niemcy ponieśli porażkę. O ile jednak Lisów stał się symbolem walki z Tygrysami, o tyle właśnie Morawica jest symbolem rozbicia batalionu Panter. I powiedziałem na początku, że przyczyną niemieckiej klęski było to, że wojna to system. Niemcy nie stołali stoczyć tutaj boju w rozumieniu systemowym. Zostali zaskoczeni, popełnili błędy, ale przede wszystkim ich pododdziały utraciły wewnętrzną spójność.
Chaos, złe dowodzenie, zerwane linie komunikacji, brak prawidłowego rozeznania w terenie, albo raczej brak rozkazów na czas, sprawił, że misternie budowany miesiącami plan obrony niemieckiej 4 Armii Pancernej na odcinku frontu na południe od Kielc i Czarnej Nidy rozpadł się. jak domek z kart. W ciągu 24-48 godzin porażone zostały dwa niemieckie korpusy. 48. Korpus Pancerny, niech nas nazwa nie zmyli, brojący się dywizjami piechoty na linii frontu wprost przeciwko przyczółkowi Baranowsko-Sandomierskiemu i odwodowy 24. Korpus Pancerny generała Neringa, jednego z najbardziej doświadczonych niemieckich pancerniaków. Dwa niemieckie korpusy rozbite, można powiedzieć, w 48-72 godziny.
Miejscowi badacze nawiązali relacje z kombatantami Armii Czerwonej, Wehrmachtu, co pozwoliło pozyskać rewelacyjne materiały od naocznych nie tylko świadków, ale wykonawców, realizatorów tamtych zdarzeń. Do Polski zaczęli przyjeżdżać Byli pancerniacy niemieckiej 16 Dywizji Pancernej. Na cmentarzu koło miejscowości Radomice stanął nawet tzw. Krzyż Pojednania. Niesamowita sprawa, że ludzie, którzy byli tu kiedyś okupantami i członkami armii, która dokonała agresji na nasze państwo, po kilkudziesięciu latach wrócili, aby nawiązać zupełnie nowe relacje z miejscową społecznością. A ludzie tacy jak pan Konrad May mogli spisać ich relacje, mogli pogłębić swoją wiedzę na temat wydarzeń, do jakich doszło w styczniu 1945 roku, co miało fundamentalne znaczenie, bo przecież w zakresie strony niemieckiej cała masa dokumentów z tej bitwy nigdy nawet nie powstała, bo kiedy mieli je opisać, kto miał je stworzyć.
Pantera to nie był doskonały czołg, ale jednak załogi owych czołgów dzięki silnej armacie i grubemu pancerzowi przedniemu mogły uważać się za bezpieczniejsze czy za silniejsze niż ich koledzy w Panzer IV czy w Sztugach. Pantera w niemieckiej armii była czołgiem uważanym za czołg elitarny. W całym 24. Korpusie generała Nehringa był tylko jeden batalion panter. Jak może być inaczej? Przecież niemieckie dywizje pancerne nie mogły funkcjonować normalnie. W związku z czym ani 16. Dywizja Pancerna, ani 17. Dywizja Pancerna nie miały założonych strukturalnie według normalnych etatów pułków pancernych. Norbert, ale może przybliżmy tym z naszych słuchaczy, którzy się nie orientują.
Parszywa robota, ponieważ ziemia była już zamarznięta, a poza tym ten rozkaz był absurdalny, zważywszy na fakt, że nasze czołgi znakomicie przetrwały bez specjalnych stanowisk trzy zimy w Rosji. Tu, tytułem uwagi, oczywiście odwołuję się do całej historii 16 Dywizji Pancernej, niezwykle zresztą historii dramatycznej. Ale niemiecki oficer nie ma racji. Bundowanie stanowisk dla czołgów ma jak najbardziej swoje uzasadnienie i było praktyką stosowane przez większość ówczesnych armii. To, co kazano wykopać niemieckim czołgistom, to Panzerkampfwagenstande, czyli stanowiska będące miejscem postoju z możliwością wykorzystania w walce, gdzie czołg zostaje zaparkowany. w rodzaju wykopu i wystaje jedynie jego wieża, co z jednej strony maskuje czołg na pozycji wyjściowej, a z drugiej strony w przypadku zagrożenia z takiego stanowiska można bezpośrednio prowadzić ogień.
I w tej relacji, którą przekazuje nam Konrad Maj, relacji Klausa Wernera, możemy przeczytać dalej. Te rozkazy, to znaczy w zakresie prac polowych, budowlanych, nie pochodziły ani z dywizji, ani z korpusu. One pochodziły z dowództwa armii, a być może nawet z dowództwa naczelnego. Przez te rozkazy wszyscy kleli, na czym świat stoi, ale one i tak musiały być wykonane. Do tego doszedł jeszcze demontaż akumulatorów z czołgów, które zostały zapakowane do samodzielnie wykonanych skrzyń i przeniesione do kwater, aby uchronić je przed zimnem. I w ten sposób, obok codziennej, zgodnej z rozkazem służby dla oficerów i żołnierzy, było naprawdę dużo pracy. Wszyscy codziennie zadawali sobie pytanie. Jak długo jeszcze będzie trwała ta próba wytrzymałości nerwów? W militarnych planach działania i rozkazach dotyczących szkolenia ciągle zwracano uwagę na nieprawdopodobnie dużą przewagę powietrzną przeciwnika.
Porażone zostało zarówno dowództwo niemieckiej dywizji piechoty na przedpolu, jak i system łączności i powiadamiania tyłowej 16 Dywizji Pancernej. A nawet najlepiej wyszkolony batalion walczy w systemie. Nie pójdzie do ataku bez rozkazu z dowództwa pułku, a pułk nie poprowadzi natarcia bez rozkazu z dowództwa dywizji, a dowództwo dywizji nie przeprowadzi przeciwuderzenia bez zgody dowództwa korpusu. Banał, ale łączność ma tu fundamentalne znaczenie. Stąd, kiedy 12 stycznia 1945 roku ruszyła radziecka ofensywa, Niemcy zostali obezwładnieni w rozumieniu świadomości sytuacji. Mało tego, potężne uderzenie urzutowanych w głąb licznych dywizji strzelców i brygad czołgów Armii Czerwonej bardzo szybko doprowadziło do przełamania pozycji niemieckich dywizji piechoty.
Marszałek Koniew niezgodnie z radziecką doktryną walki. W ramach dołamania frontu natychmiast wprowadził 4. Armię Pancerną na północnym odcinku swojego ugrupowania. 3. Armia Pancerna Gwardii bardziej na południu i 4. Armia Pancerna bardziej na północy uderzyły na Niemców. Po lewej stronie 4 Armii Pancernej szedł 10 Korpus Pancernych Gwardii, a po prawej północnej stronie, a więc bezpośrednio na Morawice i Czarną Nidę, 6 Korpus Zmechanizowanych Gwardii siłami 3 Brygad 16, 17 i 49 Brygady Zmechanizowanej. No ale jak silne było w ogóle to zgrupowanie? Jak śmiertelnym zagrożeniem dla Niemców było natarcie tych korposów radzieckich? Szósty Korpus Zmechanizowany Gwardii był bardzo groźnym przeciwnikiem. Oprócz czołgów w organicznych batalionach brygad zmechanizowanych miał własne półki czołgów, w tym półk czołgów ciężkich gwardii na czołgach IS-122.
Posiadał także pododdziały artylerii saperów jednostki przeciwpancerne. Czołowa brygada zmechanizowana przebiła się przez niemieckie umocnienia i wniknęła w ugrupowanie 24. Korpusu Pancernego na bezpośrednich tyłach niemieckich, zanim ten korpus zdołał skoncentrować się do walki. Innymi słowy, niemieckie bataliony i pułki były jeszcze na kwaterach, były jeszcze na pozycjach wyczekiwania, czekając daremnie na rozkazy, kiedy między nimi przejeżdżały już bataliony czołgów i piechoty zmechanizowanej i zmotoryzowanej Armii Czerwonej, wnikając kilkanaście kilometrów w ich ugrupowanie. W niemieckie szyki wdał się więc chaos. Klaus Werner wspominał Nadszedł 12 stycznia 1945 roku. Rano około godziny trzeciej obudziło mnie duże zamieszanie.
Od czasu do czasu niebo rozbłyskało na biało i w głowie pojawiała się myśl, że teraz zaczyna się na wschodzie decydująca bitwa. Tak przygotowywaliśmy się do naszego udziału w akcji. Zgodnie z rozkazem w przypadku Boxcamp, miejsce zakwaterowania musiało natychmiast zostać uprzątnięte. A więc drużyny pakowały swoje manatki z kwatery do czołgów, instalowano akumulatory, które do tej pory przechowywane były na kwaterach. Około godziny siódmej odmoszerowała moja kompania. Pojechałem do batalionu, aby złożyć meldunek dowódcy i uzyskać informacje na temat panującej sytuacji. W dniu 10 stycznia dowódca pułku, pułkownik Colin, mimo wielu sprzeciwów ze swojej strony, został wezwany do Urzędu Personalnego Armii w Berlinie i tym samym odpowiedzialność za pułk spadła na barki Kapiwiego. Czyli dowódca batalionu musiał de facto dowodzić także i pułkiem, chociaż nie nadawał się nawet na dowódcę batalionu.
A jak duże siły Niemcy w ogóle pchnęli do kontrataków na te nacierające radzieckie brygady? Trzy kompanie niemieckich czołgów, w tym kompania czołgów Panzer IV, zostaje skierowana do ataku na południe. Ma porazić ze skrzydła kolejne kolumny zmechanizowane Armii Czerwonej. Werner wspominał, wczesnym popołudniem, chodzi o 13 stycznia, byliśmy świadkami ataku części naszego pułku na Pieszchnice. czyli po prostu ataku na cel będący parę kilometrów na południe od chwilowo zajmowanych pozycji. Atak nastąpił w kierunku południowym, na prawo od nas. Jego celem było odbicie zajętych wcześniej pozycji, a w konsekwencji doprowadzenie do połączenia z jednostkami 17 Dywizji Pancernej i utworzenie jednolitej linii frontu wzdłuż trasy Chmielnik-Kielce i zatrzymanie przeciwnika.
Ale to przeciwuderzenie w warunkach wchodzenia do walki coraz nowych pododdziałów radzieckich kończy się porażką. W walce z brygadami zmechanizowanymi 6. Korpusu, w walce z czołgami 13. Armii Radzieckiej, piechotą radziecką nasyconą bronią przeciwpancerną. W końcu ciężką artylerią samobieżną Armii Czerwonej kilka kompanii panter idących na otwartym terenie do kontrataku z minimalną ilością grenadierów bez wsparcia własnej artylerii i koordynacji z kimkolwiek idzie po prostu na śmierć. Atak kończy się rozbiciem. Niemieckiej kolumny niektóre czołgi w chaosie i w panice zaczynają uciekać wprost na zachód. Przejmująca historia załogi pojedynczej Pantery, która z olbrzymią prędkością wpadła do miejscowego kamieniołomu.
Wszystko miało współgrać jak w szwajcarskim zegarku, a posypało się w ciągu paru godzin. Dwa dni walki minęły, a oni są izolowanym batalionem pośród morza wrogów. Wszystko się posypało, nic nie działa. Front pękł. Właśnie dlatego wojna to system. Batalion nawet najpotężniejszych czołgów, bez rozkazów z dowództwa dywizji, jest jak słup soli. Batalion najpotężniejszych czołgów bez koordynacji natarcia z piechotą i wsparciem własnej artylerii zostanie tak czy inaczej rozstrzelany przez obronę przeciwpancerną drugiej strony. Nie ma niezniszczalnych czołgów, a w 1945 roku Armia Czerwona, posiadająca armaty przeciwpancerne 57-mimetrowe, armaty czołgowe 85-mimetrów, armaty czołgowe 122-milimetry, armatochałubice 152-milimetry, posiada niezwykle szerokie spektrum środków do porażenia nawet najcięższych czołgów niemieckich, a Pantera z cieniutkim pancerzem bocznym.
Nastał świt, oddziały 6. Korpusu Zmechanizowanego Gwardii i Piechota 13. Armii już ich osaczyły. Od wschodu, zachodu i południa pozostała jeszcze czarna nida na północ, nieprzejezdna dla ciężkich czołgów. W efekcie batalion został rozczłonkowany. Część czołgów, w tym Werner, przebiła się przez Morawicę na północ i znalazła się wśród własnych wojsk. Dowódca batalionu z większością czołgów pozostał jednak w okrążeniu. Werner opisuje, jak w czasie nocnego przedzierania się nad jego głowami przelatywały nebelwerfery, które ogniem rakietowym próbowały paraliżować radzieckie postępy i wypchnąć Rosjan z powrotem za Czarną Nidę, zlikwidować te oddziały radzieckie, które przeniknęły już przez rzekę.
Ale olbrzymia część czołgów została zniszczona w rejonie Komórek, Radomic, Pieszchnicy, Szczecna, Morawicy i utonęła w nurcie Czarnej Nidy. Część pojazdów Niemcy porzucili w opisywanym lesie. Dzisiaj to pobojowisko jest źródłem pozyskiwania panter, berge pantera, która została niedawno wyciągnięta, szczątki jednego czołgu, które możemy oglądać w Skarżysku Kamiennej, wspaniale odrestaurowany egzemplarz, który obecnie stoi aż w Stanach Zjednoczonych. ale paradoksalnie można powiedzieć przez perspektywę doświadczeń II wojny światowej, że ta bitwa jest w jakimś zakresie typowa dla tego okresu wojny i dla walk radziecko-niemieckich w warunkach pierwszych dni ofensywy jednej ze stron, czyli Armii Czerwonej.
Wspomnienia niemieckich weteranów w warunkach niedoborów dokumentów z epoki bardzo pomagają zrozumieć obraz bitwy. Dostępność dzisiaj szeroka do radzieckich dokumentów taktycznych i operacyjnych z drugiej strony pokazuje szczegóły tej walki po stronie zwycięzców, po stronie 6. Korpusu Zmechanizowanego Gwardii 4. Armii Pancernej, który swoimi śmiałymi, zdecydowanymi działaniami rozbił niemiecką 16. Dywizję Pancerną. Przeniknął w głąb jej ugrupowania, odizolował poszczególne pododdziały, skutecznie odpierał przeciwuderzenia prowadzone w warunkach chaotycznych, bez wsparcia chociażby artylerii, co bardzo pomogło w ich odpieraniu. Można powiedzieć, że to 15 stycznia 1945 roku.
Czwarty dzień walk. Drugi pułk pancerny Wehrmachtu został rozbity. Utracił większość czołgów, został de facto zredukowany do poziomu jednej kompanii. Natomiast na południe od Czarnej Nidy i w nurtach Czarnej Nidy, pod Morawicą, pod Pierzchnicą, pod Szczecnem, pod Radomicami, 2. Pułk Pancerny i 64. Pułk Grenadierów Pancernych utraciły dużą część, a często większość swojego wyposażenia. Klęska Niemców była prawie pełna i była to złowieszcza zapowiedź. końca całej Rzeszy Niemieckiej i Wehrmachtu. Na tym etapie wojny Niemcy nie mieli już praktycznie żadnych argumentów, aby móc skutecznie walczyć z Armią Czerwoną. Nie mieli lepszych czołgów, nie mieli przewagi liczebnej, ale przede wszystkim znajdowali się w defensywie.
W tej bitwie, w tym boju pod Morawicą. O zwycięstwie jednej strony i klęsce drugiej zdecydowało wiele czynników, w tym olbrzymia przewaga liczebna nacierających, ale także olbrzymi wpływ odegrało właśnie to, że Rosjanie mieli inicjatywę. Niemcy miesiącami, tygodniami szykowali się do tej bitwy, ale jako strona defensywna musieli przyjąć warunki gry Rosjan i po miesiącach niemieckich przygotowań, kiedy Rosjanie uderzyli, kiedy Armia Czerwona poszła do natarcia, to rozbiła Niemców w trzy dni. a doborowy batalion czołgów niemieckich typu Pantera został unicestwiony. Norbert, nie pozostaje mi nic innego niż podziękować Ci za ten fascynujący odcinek i do usłyszenia w kolejnym. Dziękuję bardzo. Dziękujemy, że byłeś z nami do końca tego odcinka.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 🔶PATRONITE.PL🔶
https://patronite.pl/Podcastwojennehistorie
Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷
https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie