Wykładowcy okiem metodyczki
Dziś naszą gościnią jest Agnieszka Kozłowska, ekspertka w dziedzinie nauczenia i uczenia się. Agnieszka jest związana z uniwersytetem Merito, gdzie jest metodyczką. A czego dotyczyć będzie rozmowa? Przede wszystkim jakości samego procesu dydaktycznego na studiach wyższych, ale poza tym: - czym powinien się charakteryzować dobry wykładowca? - czy prawdą jest, że polscy wykładowcy to amatorzy? - czy wykładowcy są autorytetami dla studentów? - dlaczego prowadzenie zajęć dla studentów jest trudne, a zarazem proste? - po czym poznać, że zajęcia (wykład, warsztaty) były dobre? ….i czy egzamin musi polegać na „złapaniu” studenta na niewiedzy? Napisz do nas: [email protected] [email protected] Muzyka w intro Mubert
Zobacz jak Ci to wybrzmiewa i poproszę Cię później, żebyś się odniosła. Jesteś ekspertką z zakresu nauczania dorosłych i uczenia się, zwłaszcza w kontekście takim eksperckim i koncentrujesz się na uczeniu ludzi dorosłych, ale też uczysz jak uczyć. Jesteś związana z Uniwersytetem Merito, Wyższą Szkołą Bankową od dwudziestu ponad lat. Najpierw pracowałaś jako lektorka, a później jako metodyczka pracująca z kadrą akademicką. Szkolisz, szkolisz nieustannie wykładowców, doradzasz im, wizytujesz, prowadzisz konsultacje, pomagasz projektować przedmioty kierunkowe, specjalnościowe, piszesz scenariusze zajęć, współtworzysz sylabusy.
Specjalizujesz się w metodyce e-learningu, dbasz o wdrożenie nowych wykładowców, standardy dydaktyczne uniwersytetu, sporo tego. Też współtworzyłaś, jesteś orędownikiem tego nie wiedziałam, profilu kompetencyjnego wykładowcy WSB i filolog niemiecki, tak? To znaczy jakby tutaj w tym kierunku się kształciłaś. Tak, tak. Wszystko się zgadza. Wszystko się zgadza. Wszystko zaczęło się od filologii niemieckiej, a skończyło się na tym, co powiedziałaś przed chwilą. A jak to się stało, że pracujesz w Merito? Nie mam pojęcia. Weszłam na rynek pracy w czasach, kiedy rynek zasysał. Ktokolwiek nie skończył studiów, ktokolwiek nie miał wyższego wykształcenia natychmiast trafiał na najczęściej niezłą posadę.
I ja również trafiłam do bardzo dobrej, wtedy tak mi się wydawało, uczelni dającej ogrom bezpieczeństwa. I to była wyższa szkoła oficerska, nieistniejąca już. W wyższej szkole oficerskiej pracował ktoś, kto znał kogoś, o kim było wiadomo, że poszukuje kogoś. Tym kimś poszukiwanym mogłam być ewentualnie ja. Zgłosiłam się, zostałam przyjęta z otwartymi ramionami i tak wylądowałam. Wykładowcom obecnie. Bo z tego wszystkiego, co Sylwia przeczytałaś, też wyłania się, że Agnieszka jest tą osobą, która nam jako wykładowcom też pomaga. Tak, nam pomaga. I właśnie to jest ten moment, że chcieliśmy ci podziękować.
Nie wierzę. Nie, naprawdę, bo wiesz, teraz to zabrzmi trochę jak kadzenie, ale to nie ma być tego typu informacja zwrotna, tylko jest sporo osób z wykładowców, z którymi rozmawiam i którzy mówią, że wiedzą to od Agnieszki, wiedzą to od maili twoich, od webinarów, które prowadzisz. Także też chcielibyśmy, żebyś to wiedziała. Dzisiaj chcieliśmy porozmawiać na temat jakości wykładów, warsztatów, jakości pracowników dydaktycznych właśnie w wyższych uczelniach. I zadam ci pytanie bardzo nieoryginalne, no ale takie mi przyszło do głowy.
Kim dla ciebie jest wykładowca uczelni? To jest bardzo dobre pytanie. Uwielbiam je, uwielbiam również odpowiedź, którą sama kiedyś skonstruowałam. Wykładowca wyższej uczelni czy wykładowcy, wykładowczynie wyższej uczelni to jest kwiat, to jest ukoronowanie, To jest najwyższy rodzaj, najwyższy stopień roli społecznej, jaką można grać w społeczeństwie. Ja to powtarzam wykładowcom na każdym spotkaniu wdrożeniowym, kiedy tylko prowadzę spotkanie wdrożeniowe dla nowych wykładowców, a takich mamy co semestr kilkunastu, kilkudziesięciu, nie wiem czy obiektów. I ja mam taką potrzebę zapytać, ponieważ?
Ponieważ, rzeczywiście tak uważam, uważam, że wykładowca akademicki, wykładowca akademicki to jest co do zasady najlepiej wykształcona warstwa społeczna. I jeśli spojrzeć na kompetencje wykładowca akademickiego, czyli na jego wiedzę, umiejętności i postawy, przynajmniej na te postawy, jakie powinien sobą reprezentować, to jest to taki zbiór elementów, Na które trzeba było bardzo długo pracować i żeby je osiągnąć trzeba mieć jakąś predyspozycję w sobie. Na przykład ostry intelekt, pewnego rodzaju bystrość, determinację, umiejętność abstrakcyjnego myślenia, chęć poznawania świata, chęć łamania, nie wiem, barier, chęć pytania kto, co, gdzie, a przede wszystkim dlaczego.
No i coś, o czym bardzo często zapominamy i wykładowcy nie zdają sobie chyba z tego do końca sprawy, a być może zdają sobie sprawę, ale być może to pomijają, jest też taki element, ja teraz uderzę w wysokie C, miłości bliźniego. To jest element lubienia innych ludzi, nawet kochania innych ludzi i pragnienia dobra innych ludzi. I w ogóle nie krępuje się tych słów, kiedy prowadzę szkolenie z wykładowcami. Używam właśnie takich, ponieważ one najlepiej oddają to, co myślę. Wiesz, to z misją się też bardzo mocno kojarzy. Jak masz misję, to też jesteś w stanie Nie tylko przekazywać wiedzę, nie tylko uczyć umiejętności, ale wtedy i postawa, i taka autentyczność, jaka z ciebie wypływa, bądź nie, bo właśnie mnie już kusi o to, a co jak nie jesteś dobrym wykładowcą, czyli co jest po drugiej stronie.
Odpowiedzią będzie słowo spektrum, zdecydowanie. Mam wrażenie, że na uczelnie w ogromnej większości trafiają osoby z misją. Kiedyś miałam taką okazję porozmawiać z Kilkorgiem, z nowych wykładowców, trochę prywatnie, trochę już poza szkoleniem wdrożeniowym. Zapytałam ich, co ty tutaj robisz? Po co tutaj przyszłaś? Po co tutaj przyszedłeś? I były zawsze dwie odpowiedzi, niezależnie od tego, kto mi odpowiadał, czy to był inżynier z firmy, nie wiem, informatycznej, czy to była pani sędzia. Odpowiedź była następująca. W swoim zawodzie zrobiłem, czy zrobiłam, osiągnąłem, osiągnęłam w zasadzie już wszystko. Teraz czas dzielić się z innymi.
I to jest odpowiedź 1a. Jest jeszcze odpowiedź 1b. Zawsze marzyłem o tym, żeby uczyć innych. No i tacy ludzie trafiają do nas. Trafiają też oczywiście inni. Wykładowcami są też takie osoby, o których natychmiast pomyślałam, kiedy wspomnieliście o tych, no może nie każdy się nadaje, może są też tacy, którzy niespecjalnie niosą w sobie te opisywane przeze mnie kompetencje, to co wtedy. Dobrze, że nie zapytaliście, dlatego że ja bym powiedziała, tam są drzwi. Proszę stąd wyjść, proszę nie dokuczać młodzieży, proszę nie psuć edukacji. Nikomu tak nigdy tak nie powiedziałam. Natomiast to jest zawód, w którym nie każdy powinien pracować. Jak obserwujesz wykładowców, to możesz powiedzieć, że oni generalnie mają autorytet wśród młodzieży?
Obawiam się, że tak, przy czym jest to taki autorytet fundowany przez hierarchię, ciągle jeszcze funkcjonującą. Tak, tak, tak, to jest mój wykładowca, czyli on stoi jakby wyżej ode mnie, wyżej może, więcej może. Tak, no bo ja czasami jak mijam młodzież siedzącą na schodach na uczelni, No i czasami do moich uszu docierają pewne zdania o konkretnych nauczycielach, wykładowcach. No to śmiem powątpiewać w to, że ten podmiot ich wypowiedzi jest autorytetem dla nich. Może nie być, rzeczywiście no są tacy i tacy, no wspomniałam o spektrum. Ja z kolei niechcąco kiedyś siedząc na korytarzu i czekając na moment wejścia na hospitację usłyszałam bardzo miłą rozmowę studentów, którzy nie przebierają w słowach, wyrażali swoje, no nie powiem, że uwielbienie, ale sporą sympatię i szacunek wobec jednego z wykładowców na zasadzie, jeżeli chcesz się nauczyć i tu pada nazwa jakiegoś tam zagadnienia, to tylko do i tu pada
Nazwisko wykładowcy. Chyba właśnie do niego wtedy szłam na hospitację. I co on ma takiego w sobie? No właśnie miłość człowieka. I to jest ten kłopot. To jest ten element, który wykracza poza takie standardowe wykształcenie wykładowca akademickiego. To jest chęć spowodowania, żeby ci, którzy siedzą przede mną w ławach szkolnych byli tacy jak ja. Żeby umieli to, co umiem ja, żeby potrafili zrobić to, co ja potrafię zrobić. Ja zrobię wszystko ze swej strony, żeby doprowadzić ich do tego momentu w ich karierze, w ich rozwoju, w którym ja się znajduję. Czyli to nie chodzi o sam przekaz wiedzy jako takiej? Skąd?
Nie, w ogóle przekazywanie wiedzy jest przereklamowane. A czemu tak sądzisz? Wiedza zaklęta w słowa nie ma, ja ubolewam nad tym, kompletnie żadnej mocy. Nic nie potrafi zrobić w obszarze dydaktyki. No chyba, że uczeń, uczennica, student, studentka jest ogromnym admiratorem jakiegoś zagadnienia, chłonie każde słowo wypowiadane przez wykładowców. No ale powiedzmy, że to nie jest norma. Normą jest to, że w sali wykładowej niczym smog wisi warstwa informacyjna i co z tego? No i co z tego? To na co powinien zwracać uwagę ten wykładowca, a nie na wiedzę.
Tak, szybko i konkretnie, bo tu nie mamy czasu. Raz, raz... Do brzegu. Do brzegu, a najlepiej daj mi to wszystko na slajdach. Znaczy powiedz, dobra, bo ja cię chętnie posłucham. A potem daj mi to na slajdach, ja się tego nauczę. Napiszę ci potem to na teście, będziemy kwita. I nigdzie, nigdzie w tym sposobie funkcjonowania nie ma... Ja chcę się nauczyć. Nie ma takiej refleksji. Ja ani od strony wykładowcy, ani od strony studenta, bo każdy jest zajęty przekazem informacji i przyswajaniem tejże. Takim bezrefleksyjnym, bo trochę to brzmi jak brak refleksji. A co to znaczy uczyć się? Ja ostatnio mam takie rozkminy wewnętrzne.
I to jest organ, który jest doskonale wyspecjalizowany właśnie do tego. Przy czym nie wolno zapominać również o tym, że jesteśmy nie wiem czy jedyną formą biologiczną na Ziemi, ale na pewno jesteśmy tą formą biologiczną na Ziemi, która jest w stanie uczyć się intencjonalnie i mieć refleksję na ten temat. Może rozwinąć refleksję na temat tego, jak ja się uczę. I z tej refleksji trzeba korzystać, kiedy człowiek się uczy. Problem jednak polega na tym, że my tej refleksji nikogo nie uczymy. No właśnie. Smutne jest to, jak słuchamy, że z jednej strony nas nikt nie uczy, jak się uczyć, czyli tej refleksyjności, tego reflektowania, ale z drugiej strony mamy wykładowcę, który jest często specjalistą w danej dziedzinie i jego nie uczy się, jak ma
Cudzysłów nauczać. I mamy dwa ogniwa. Po jednej stronie gościa, który nie wie jak ma się uczyć, a po drugiej gościa, który nie wie jak ma nauczyć. I teraz oni w dwójkę mają jakąś relację zrealizować i mieć efekty, tak? Tak, tak. Tomku, to co powiedziałeś przed chwilą jest początkiem jednego z moich webinarów. Dokładnie w ten sposób zaczynam. Umowa społeczna wskazuje nas na obrazek następujący. W sali wykładowej spotyka się wykładowca ze swoimi studentami. Wykładowca jest głęboko przekonany, że obowiązek nauczenia się leży na studentach, a on tylko przekazuje wiedzę. Z kolei studenci są głęboko przekonani, że to wykładowca ma ich nauczyć. Nie spotykają się nawet w połowie drogi. W związku z powyższym jest dramat, ponieważ wspólna praca wykładowców i studentów bardzo często przez to właśnie jest obarczona mnóstwem frustracji.
Gdzie szukamy powodów tejże frustracji? Zawsze po tej drugiej stronie. To słaby wykładowca, to słaba grupa. A odpowiedzialność leży, uwaga, uwaga, po stronie, ta-dam, wykładowcy. Uważam, że to wykładowca powinien posiadać kompetencje zawodowe służące temu, żeby osoby oddane mu, jej pod opiekę Powolutku, krok po kroku, przez cały semestr dokonywały postępów rozwoju w konkretnym zakresie i to wykładowca powinien uczynić, żeby studenci tak mieli. I ta umiejętność jest prosta czy trudna?
Oba. Mi się to jeszcze jeden wątek, który może być kluczowy, przychodzi do głowy, egzekwowalność. To znaczy, czy ja będę to robić, czy też nie, jest kwestią, czy ode mnie system, przełożeni będą oczekiwać tego, żebym ja Zaczęła myśleć w inny sposób, ucząc innych myśleć, czyli zadawać sobie te pytania. Trochę o sens swojej pracy, czy o sensowność, o skuteczność osobistą. A jak mi się nie chce, albo w zasadzie nie przełoży się to na finanse, no to po co? Można sobie zadać takie pytanie. Rzeczywiście system nie wspiera wykładowcy w rozwoju jego kompetencji zawodowych.
Ja rzadko mówię to głośno, ale zawsze głośno o tym myślę. Spójrzcie na to tak, wykładowcą akademickim jest osoba, która ukończyła studia. Jakieś swoje studia ukochane, wybrane, ekonomię, logistykę, prawo, matematykę, czego byśmy sobie tam nie wymyślili. I taki świetnie wykształcony matematyk Nie pracuje w swoim zawodzie. Wybiera zawód, którego nie przećwiczył, czyli jest nauczycielem. Pełni rolę nauczyciela czy wykonuje zawód nauczyciela i tego zawodu nikt go nie nauczył. I teraz to, co rzadko mówię głośno, ale zawsze głośno myślę. Wykładowca akademicki w Polsce jest amatorem
Amatorzy wykonują jeden z najważniejszych zawodów w społeczeństwie. Amatorzy pod względem wykonywania... Tak, pod względem kompetencji zawodowej. To jest w ogóle chyba nawet jeszcze tak, że pracownicy uczelniani muszą wykonywać obowiązek pracownika naukowego i pracownika dydaktycznego często. To teraz troszkę się zmienia. Ale jeśli ktoś ma kompetencje w jednym kierunku, to często nie ma w drugim. Natomiast musi to robić. Tak, zdecydowanie. Wykładowca jest przygotowany, uważam, że jest przygotowany wyśmienicie do wykonywania swojej pracy naukowca. Natomiast rzadko kiedy systemowo bywa przygotowany do wykonywania pracy nauczyciela, czyli nie wie. Jak wyglądają mechanizmy uczenia się?
Nie wie, jakich narzędzi używać. No i też nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jaką postawą powinien emanować. A jak to wygląda w Merito? Przychodzą nowi wykładowcy i co dalej się z nimi dzieje? Przychodzą nowi wykładowcy i po chwili boją się otworzyć lodówkę, bo na pewno wyskoczy stamtąd jakaś metodyczka. Dzieje się z nimi rzecz następująca. Skoro już zdecydowali się podjąć tę robotę, to znaczy, że jakaś iskra tam jest. Gdzieś już coś płonie w sercach i kiedy dostajemy razem z koleżankami takich ludzi w swoje łapy, po pierwsze próbujemy im Przekazać ważną informację, a mianowicie, że są dokładnie tymi ludźmi, którzy powinni tu być.
Tak, zdecydowanie. No i konik. Wsiadam teraz na mojego ulubionego konika. Efekty uczenia się. Metody dydaktyczne powinny być dostosowane do efektów uczenia się. No właśnie, a to super, że to powiedziałaś, bo ja jeszcze do tych kompetencji, o których mówisz pod momentem, ja bym dodał pewien rodzaj odwagi. Odwagi, żeby nie wpaść w pułapkę Nadmierności tych efektów, tak mi się wydaje. I zadowolenia ludzi, z których masz. Bo to będzie zupełnie co innego, aniżeli bycie faktycznym... Tak się koncentrujemy na akceptacji. Na poklasku, na uśmiechach, na tym, żebyśmy byli lubiani. Że zaczynasz być wodzirejem, a nie wykładowcą. A drudzy z kolei się koncentrują na tych cyferkach, które gdzieś tam, na tych jakichś punktach dziwnych, które uważam, że zepsuły generalnie jakby pół systemu edukacyjnego.
Są punkty jakieś MC, CM, CS, jakieś dziwne. I to zdecydowanie psuje. No więc jak powiedziałaś o efektach, to czym dla ciebie ma się kończyć? Czyli jaki efekt ma przynieść praca dobrego wykładowcy? Albo zadam pytanie tak bardziej coachingowo, czyli po czym można to poznać? Ale po czym poznać, ale niekoniecznie chcę usłyszeć o miernikach, bo w ogóle mierniki mnie nie interesują. Nie wiem, czy to będzie miernik, czy nie będzie to miernik. Dobre zajęcia charakteryzują się rzeczą następującą, że na ich sam koniec, kiedy wykładowca mówi dziękuję to wszystko na dzisiaj, studenci mówią co? Ale to już? Ale jak to?
Dopiero zaczęliśmy, a to już się kończy? Czyli czas minął niepostrzeżenie. To jest pierwszy wskaźnik. Druga rzecz, a proszę pani, a będziemy na studiach, jesteśmy na studiach, a proszę pani, a czy będziemy pani z panią mieli zajęcia w następnym semestrze? To jest druga rzecz. Trzecia rzecz, już taka bardziej poważna, Wyobraźmy sobie studenta, który wychodzi po zajęciach z sali i wyobraźmy sobie dziennikarza, który stoi z mikrofonem, czai się na niego i pyta to, co tam było. I student, który jest w stanie opowiedzieć, co się wydarzyło na zajęciach, jakie zagadnienia były poruszane, co jego konkretnie poruszyło i co zapamiętał, to jest student, który właśnie wyszedł z bardzo dobrych zajęć. Ok. Chociaż czasami jest tak, że jak przekazuje się te postawy, czyli jest się tym faktycznym mentorem, to często po wyjściu z sali trudno sobie nazwać to coś, co ja dostałem, dostałam od mojego wykładowcy.
I dla mnie takim czwartym miernikiem, nie chciałem mierników, sam mówię mierniki, ale takim czwartym wskaźnikiem dobrego wykładu czy dobrego wykładowcy jest to, Po kilku miesiącach czy po kilku latach ten dziennikarz z mikrofonem przychodzi i się pyta, co tam się nauczyłeś i co było na tych zajęciach. I wtedy dopiero jest ta opowieść o postawach. O nie, nie zgodzę się. I wtedy dopiero jest ta opowieść o tym, co zapamiętałem. No tak, zapamiętałem, ale też, czego on mnie faktycznie nauczył. Że w życiu jestem, że idę taką drogą, że moje decyzje życiowe były podyktowane jakimś zachowaniem, czy sposobem mówienia jak jakiegoś wykładowcy. I to są dla mnie osobiście też wskaźniki mega istotne, czasami bardziej istotne aniżeli realizowanie jakiegoś programu, czy realizowanie jakiegoś konspektu, czy tych wszystkich tajemniczych, dziwnych
Tak, wiem o czym mówisz. No nie każdy ma w sobie tyle magii, tyle charyzmy, żeby jego studenci, jego studentki po latach powiedzieli Tak bardzo mnie zainspirował, tak bardzo mnie zainspirowała, że poszedłem czy poszłam w jego ślady, zaczęłam robić to czy tamto. Ja też podjęłam jakieś decyzje. A można się tego nauczyć, Agnieszko? Te charyzmy? Nie. Nie ma sklepu z charyzmą. Nie ma sklepu. To trzeba mieć, tak jest. Ale ja mam naprawdę... Można budować samoświadomość albo gdzieś rozwijać swój warsztat, no trochę jak aktor. Ale pewnie, rzecz jasna. To, że masz, czy nie masz charyzmy nie oznacza, że możesz, nie możesz być wykładowcą.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Sylwia i Tomasz przedstawiają Agnieszkę Kozłowską, ekspertkę w zakresie nauczania dorosłych i uczenia się w kontekście eksperckim.
Agnieszka opowiada o swoim doświadczeniu na rynku pracy i jak znalazła pracę w Uniwersytecie Merito.
Agnieszka definiuje rolę wykładowców w uczelni, podkreślając ich roszczenia i obowiązki.
Agnieszka opisuje cechy idealnego wykładowcy, w tym autorytet, miłość do nauki i do studentów.
Rozmowa koncentruje się na roli wykładowców, ich kwalifikacjach i narzędziach dydaktycznych. Autor opisuje kryteria dobra wykładowcy, takie jak umiejętność utrzymywania relacji, koncentracja na efekty uczenia się oraz konieczność dostosowywania się do studentów. Ponadto omawia narzędzia dydaktyczne, takie jak kontrakt z studentami, i wskazuje na różnice między zajęciami online a w sali.
Rozmowa skupia się na kulturze błędu w polskim systemie edukacji, gdzie przyłapanie studentów na niewiedzy jest elementem koherentnym. Autor podkreśla hierarchiczne i patriarchalne aspekty tego systemu.
Agneska Kozłowska omawia rozwój sztucznej inteligencji i jej wpływ na funkcjonowanie wykładowców, podkreślając konieczność nauczania wykładowców umiejętności korzystania z tych narzędzi.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dziś naszą gościnią jest Agnieszka Kozłowska, ekspertka w dziedzinie nauczenia i uczenia się. Agnieszka jest związana z uniwersytetem Merito, gdzie jest metodyczką.
A czego dotyczyć będzie rozmowa? Przede wszystkim jakości samego procesu dydaktycznego na studiach wyższych, ale poza tym:
- czym powinien się charakteryzować dobry wykładowca?
- czy prawdą jest, że polscy wykładowcy to amatorzy?
- czy wykładowcy są autorytetami dla studentów?
- dlaczego prowadzenie zajęć dla studentów jest trudne, a zarazem proste?
- po czym poznać, że zajęcia (wykład, warsztaty) były dobre?
….i czy egzamin musi polegać na „złapaniu” studenta na niewiedzy?
Napisz do nas:
Muzyka w intro Mubert