37: Nick Drake – Bryter Layter
Z metrykalnego punktu widzenia Nick Drake to dla nas prawie archeologia. Brytyjski muzyk zmarł bowiem zanim na świat przyszedł którykolwiek z nas, ponad pół wieku temu. Jeśli jednak mierzyć rzecz wpływem na muzykę ostatnich dziesięcioleci, to sprawy wyglądają już diametralnie inaczej. Drake jest sztandarowym przykładem artysty za życia zignorowanego, a odkrytego lata, jeśli nie całe dekady, po śmierci. Dziś jest to artysta niemalże święty, stanowiący żelazny punkt odniesienia dla każdej wrażliwej duszy wyposażonej w akustyczną gitarę. Dlatego pomimo 55 lat, które upłynęły od premiery jego drugiego albumu "Bryter Layter", rozmowa o twórczości Drake'a jest nadal zajęciem inspirującym. Płyta, którą wybraliśmy do omówienia z potężnej, liczącej zaledwie trzy sztuki dyskografii, jest swego rodzaju anomalią - Nickowi towarzyszy tu zwykle regularny zespół, złożony z uznanych instrumentalistów, zawodowy producent i utalentowany aranżer. Efektem jest jego najbardziej eklektyczny, bogaty brzmieniowo i urozmaicony muzycznie album. Zdaniem niektórych - także jego najlepszy. Choć zdaniem innych - najgorszy. Posłuchacie o tym w naszym odcinku.W naszej rozmowie przewija się kilkukrotnie też wątek depresji (nie mogło być inaczej), przypominamy że Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym udziela pomocy całodobowo przez 7 dni w tygodniu pod numerem telefonu 800 70 22 22. Rozmawiamy w podstawowym składzie: Ambrożewski, Sajewicz i Hoffmann, a grafikę jak zwykle przygotował Jacek Ambrożewski.00:34:40 Introduction00:47:50 Hazey Jane II01:02:30 At the Chime of a City Clock01:16:40 One of These Things First01:26:25 Hazey Jane I01:37:00 Bryter Layter01:44:40 Fly01:56:20 Poor Boy02:11:25 Northern Sky02:21:20 Sunday------------Nasze profile w social mediach:Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkastAmbrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocoreAfro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzinaPaweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel
No dobra, ja rozumiem, że pytanie brzmi dlaczego ten album Nicka Drake'a omawiamy, a nie, że w ogóle omawiamy Nicka Drake'a, to dlaczego ten z trzech? To ja mogę jakby powiedzieć w dwójnasób, jakby optyka moja prywatna jest taka, że to jest mój ulubiony album Nicka Drake'a po prostu i taki zdecydowanie najczęściej słuchany, to jest taki album, Który w przeciwieństwie do pozostałych dwóch jakoś zawsze mnie wciąga. Nigdy nie mam tak, że włączam sobie, tak jak mam czasem z Five Leaves Left, że włączam i tam po trzech numerach umyka mi ta uwaga i po prostu nie dociągam tego. Pink Moon to też nie jest płyta jakby na każdą sytuację, a Bryter Layter jest jakby wyjątkiem w tej dyskografii, długiej bardzo, trzyalbumowej, gdzie jednak jakby ja mam poczucie tego, że to jest bardziej album zespołowy, że to jest album bogatszy, to jest bardziej eklektyczny album i wydaje mi się, że do Płytkastu, gdzie jednak od początku szukamy płyt, które
Daje większe pole do zgłębiania tej muzyki na poziomie czysto muzycznym. Natomiast Pink Moon to jest płyta tożsamościowa. Świetne kompozycje, niezwykły jakby urok tego nagrania w takim też sensie realizacyjnym. To jak to brzmi bardzo dużo mówi o tym też czym to jest w istocie, ale jednak to jest taka płyta, którą się kocha poprzez romantyzowanie jej aury, a jeszcze romantyzowanie historii. Artystę się kocha trochę za to, o czym jeszcze powiemy. Aura audialna, to mam na myśli, że jakby nastrój, który ta muzyka tworzy jest opisujący bardzo często dla wielu ludzi na jakimś tam etapie ich życia to, kim oni są. Ja mogę tak powiedzieć, że jak zacząłem Nicka Drake'a słuchać, to w pierwszej kolejności właśnie to mnie uderzyło.
Boże, jak to do mnie przemawia. A dzisiaj nie jestem już dość daleko od tamtego miejsca i zdecydowanie wolę posłuchać Bryter Layter, natomiast myślę, że jednak to takie wciąganie w świat tego artysty, tę siłę przyciągania ma właśnie Pink Moon. Znaczy ja trochę innymi słowami może to co powiedziałeś, że ja bym się zgodził, że na tej płycie jest relatywnie najmniej Nicka Drake'a ze wszystkich płyt Nicka Drake'a, że to jest jakby płyta jednak bardziej kolektywna i taka płyta, na której on został trochę poprowadzony, trochę posterowany, Może trochę gdzieś tam nie zawsze zgodnie ze swoją wolą i intencją, bo tutaj jakby mocna rola producenta, aranżera i tych wszystkich muzyków, którzy się pojawili w studiu. Mogę słowo? Według mojego researchu jest to mit na temat tej płyty.
Też na żadnej innej płycie Nicka Drake'a nie ma tak potwornej amplitudy jakości, moim zdaniem. Tutaj ta amplituda jest naprawdę straszna. Jak słucham Pink Moon, to słucham jako całości, ona mi wchodzi jako całość, jako taka kanapka. Jest tam jedno czy drugie ścięgno w postaci jakichś kalekich instrumentali, ale one mi nie przeszkadzają. Natomiast tutaj są utwory, które mnie po prostu przeszkadzają. Może i tak potem będziemy o tym rozmawiać. Natomiast powiedziałaś, że to jest płyta, na której jest najmniej Nicka Drake'a. No właśnie. To jest chyba największy jej problem. I chyba dlatego ten wybór nie jest optymalny, ale jest jedyny, niż musimy teraz tę żabę wpierdalać.
Bo co to jest zrozumieć fenomen Nicka Drake'a po wysłuchaniu tej płyty? Ja go nie zrozumiałem. Zdefiniuj fenomen, czy to jest romantyzowanie jego aury i jego historii, czy to jest jednak pewna specyficzna metoda kompozytorska, która na tej płycie jest bardzo wyrazista i ja bym polemizował z tym co powiedziałeś, bo są też takie punkty widzenia na Pink Moon, że to jest demówka. Że gdyby on miał więcej przestrzeni w swojej głowie na to, żeby nad tym materiałem pracować, to on by pewnie go pociągnął w jakimś jeszcze dodatkowym kierunku. A kiedy nagrywał Pink Moon na jednym strzale praktycznie w remisji choroby depresyjnej, chociaż trudno nawet powiedzieć, czy rzeczywiście była to remisja, to po prostu zrobił tyle, ile mógł.
A jednocześnie, a jednocześnie. Ty wspomniałaś o Towncie Vanzancie, ale dla mnie artystą, którego nie sposób tutaj nie wymienić... Matka Nicka Drake'a. Też, owszem. Na jednej chyba z wydanych pośmiertnie płyt z jego materiałem jest utwór właśnie zagrany przez matkę. Fakt. Ja nawet tej płyty słuchałem i uważam, że ona jest dosyć ważna dla... Zrozumienia wizji tego artysta. Ja uważam, że jest ważne jako zrozumienia głównej inspiracji Nicka Drake'a do tworzenia muzyki i jego stylu układania melodii. Dojdziemy do tego. Ja chciałem wymienić nie matkę, ale Johna Martyna, przyjaciela Nicka Drake'a i również artystę folkowego, a potem folk, pop, rock, jazzowego tamtych czasów.
Ja nie będę teraz bardzo precyzyjnie polemizował z tym, Michał, co powiedziałeś, ale na pewno wrócę do tego przy poszczególnych piosenkach, bo są tropy na tej płycie, które wręcz dobitnie dowodzą, że skala inspiracji Nicka Drake'a jakby nie może być sprowadzona tylko i wyłącznie do brytyjskiego folku, a nawet w ogóle ta jego wizja, wersja brytyjskiego folku jest absolutnie niereprezentatywna dla folku czy nawet folk rocka brytyjskiego tamtych czasów. I totalnie pobrzmiewa w muzyce Drake'a fascynacja muzyką czarną i tak jak John Martin, który poszedł czy to w reggae, czy w jazz, na jakąś tam wersję inspirowaną jazzem, muzyki folkowej, czy wręcz w syntezatorowy pop w latach 80., tak jestem przekonany, że gdyby życie, a nie kariera, ale życie Nicka Drake'a potoczyło się w inny sposób,
Tak jakby taka figura tego typu. Potem mieliśmy Arturów, Russellów, tego rodzaju postacie, które były trochę spadkobiercami tego. Ale ta płyta jakby obala pewien taki, dla mnie przynajmniej, taki mit Nicka Drake'a jako outsidera wewnątrz tej branży muzycznej. Bo ktoś mógłby pomyśleć, że on był jakimś takim indie-ziomkiem, który tam po prostu siedział gdzieś w piwnicy, coś tam nagrywał na jakiś magnetofon. No i nikt się tym nie interesował, nikt nie chciał tego wspierać, właściwie on był zostawiony sam sobie, a potem wziął i umarł. Ale ja chciałem powiedzieć na przykładzie tego albumu, że to jest gówno prawda, no bo jak spojrzymy sobie na kredycy, to tam jest cała masa bardzo jakby znamienitych postaci, która z nim pracowała. On był otoczony kurwa wianuszkiem naprawdę tuzów. Joe Boyd, który produkował wcześniej Pink Floyd, produkował całą, długą listę tych wszystkich klasycznych albumów brytyjskiego folku na czele z Fairport Convention, muzycy właśnie Fairport Convention.
System muzyczny, przemysł muzyczny tak funkcjonował, że jednak ta wytwórnia, ten mainstream to było miejsce, do którego musiałeś trafić. Takie bedroom recording, które jakby jest kojarzone z całą tą kulturą indie, która potem wzięła właśnie Nicka Draka za swojego Mesjasza, no to w zasadzie jeszcze wtedy po prostu nie istniało. I mnie z kolei zaskoczyło, kiedy researchowałem materiał do tego odcinka, Jak jednak skrajnie, skrajnym brakiem zainteresowania się te jego płyty wówczas cieszyły? Mówiliśmy tutaj o takiej totalnej porażce komercyjnej, zasięgowej w jednym z poprzednich odcinków, jaką była płyta No Other, Gina Clarka. Ale zwykle, kiedy mamy do czynienia z taką płytą, która przetrwała, ale jednak nie odniosła sukcesu i została odkryta po latach, to mamy często do czynienia z artystami, którzy coś tam znaczyli, coś osiągnęli, gdzieś oddziałali, ale potem tworzyli dzieło, które przepadało ze względu na to, że świat nie zrozumiał.
A w przypadku Nicka Drake'a jednak jest dla mnie mimo wszystko zaskakujące, jak bardzo każda z trzech jego wydanych za życia płyt po prostu była gigantycznym flopem. Skala sprzedaży to były setki, Tysiące, ale nie powyżej dziesięciu tysięcy egzemplarzy. To są w tamtych czasach liczby porażająco małe jak na właśnie uczestnictwo w mainstreamowym przemyśle muzycznym. To jest dla mnie zaskoczenie. Ja nie byłem aż świadom tego jak bardzo go olano. Ale żeby sprzedać płytę również wtedy trzeba było mimo wszystko wykonywać jakiekolwiek Działania marketingowe, tak? Wiesz, jak ktoś kto gra koncerty, ale gra je w taki sposób w jaki grał je Nick Drake, które tam są opisywane jako jedne z najbardziej jakichś takich introwertycznych w ogóle koncertów w historii muzyki, że on tam stroił gitarę dłużej niż potem wykonywał dany utwór i nic nie mówił i siedział wpatrzony w podłogę.
I też z tym podobnym rodzajem kruchej wrażliwości, poetyckości połączonej z wykwintnością muzyczną, znacznie większą oczywiście w przypadku Joni Mitchell, ale jednak... I żelazną ręką w kierowaniu swoją karierą. Tak. Dużo bardziej ekspresyjna też. Oczywiście, ale jednak wydaje mi się, że... Takie dziewczyny z gitarą gdzieś tam funkcjonowały w tej przestrzeni na początku lat siedemdziesiątych i część z nich jednak miała większą widoczność i większy sukces od Nicka Drake'a, chociaż pewnie nieznacznie, ale to co mówisz jakby tak, Nick Drake trochę jakby jest też w pewnym sensie Jakimś takim protoplastą tej wrażliwości, która się pojawia w latach 80-tych w muzyce niezależnej, twii, indie-popu, tego całego takiego folk-indie, które po prostu od tamtego czasu tylko i wyłącznie narasta i narasta i narasta.
Dzisiaj jest już takim osobnym światem muzycznym. W którym Nick Drake jest absolutnie żelaznym punktem odniesienia po prostu od dekad. Ale nie było więcej takich artystów bez klaty. Nie wiem, jakiś Alexander Skip Spence czy Syd Barrett. To też była klata w muzyce? Syd Barrett jest liderem. Jest gościem, który wychodzi na front i pokazuje swoją osobowość. A Nick Drake chowa swoją osobowość, nie jest w stanie spojrzeć ci w oczy. Syd Barrett był przećpanym ziomkiem, a Nick Drake był zjaranym ziomkiem. To jest ta różnica. Słuchajcie, ja mam jeden taki zwrot, który myślę może powinniśmy jeszcze zrobić, bo weszliśmy bardzo ostro z buta wręcz w tę dyskusję, co pokazuje jak bardzo nienażarci tego formatu płytkastowego jesteśmy. Ale jeżeli ktoś nigdy Nicka Drake'a nie słuchał, a słucha teraz nas i my tutaj od razu tak z buta, to być może w ogóle nie wie jakie są... To nie wyłączy nasz podcast i pójdzie posłuchać.
Ale nie wie jakie są te punkty odniesienia. I nie mówię tutaj, żebyśmy jakoś bardzo analizowali biografię, skąd on, gdzie się urodził i tak dalej, ale jednak ten moment wejścia Nicka Drake'a w karierę muzyczną, jakby co on wnosi i jak się ta jego kariera toczy, to wydaje mi się ważne i powinniśmy gdzieś tam to osadzić w kontekście. No bo dobra, wchodzi w końcu lat 60. jako artysta folkowy, dostaje kontrakt, bo ktoś go rzeczywiście widzi podczas występu, co jest bardzo nietypową w jego karierze sytuacją. Chyba jedna z muzyczek Fairport Convention. Zagaduje go po koncercie i bierze od niego namiary, przekazuje je Joe Boydowi, temu wspomnianemu już impresario, ale też mocnemu producentowi. No i potem Nick Drake zaczyna tę swoją karierę prowadzić w tym kierunku właśnie o jakim tutaj mówimy.
Chcesz powiedzieć, że Nick Drake nigdy już jeszcze nie był na imprezie? Na pewno nie na swojej. I my tu już jakby zahaczyliśmy o te rozmaite wątki, ale dla zrozumienia kontekstu i też rozmaitych jego wyborów artystycznych to mi się wydaje bardzo ważne, no bo tutaj pojawiła się ta kwestia czy Bryter Layter ze swoimi aranżami, ze swoją powiedzmy przeprodukowaną aurą to jest wybór Nicka Drake'a czy też nie. I z kolei jedną z tych jakby teorii jest to, że absolutnie jest to jego wybór, bo on był właśnie tak jakby wsobny W tym swoim świecie, tak bardzo zanurzony w sobie, że trudno było w ogóle dotrzeć do niego z innym punktem widzenia. Moim zdaniem, może to ja teraz jakby kształtuje rzeczywistość za przeszłą, ale mi się wydaje, że po prostu widział czarny dół, widział wielki dół, był w tym wielkim dole i nie umiał się wydostać.
Płyta. Nie będzie kabaretu, będzie chór. Czyli jakby zmiana konwencji versus to, jak brzmiała muzyka Nica Drake'a wcześniej, bo jednak to Five Leaves Left, który nie jest w moim przypadku albumem tak osłuchanym na pewno jak Bryter Layter, ale wydaje mi się, że to jest płyta jednak O znacznie mniejszej jakby dynamice brzmienia, płyta właśnie taka trochę kameralno-folkowa, taka mała muzyka zamknięta w małym pudełeczku, a tutaj jednak mamy od razu zaakcentowanie, że będzie to rozmach i że w przeciwieństwie do tej pierwszej płyty, która jest właśnie tym takim folkowym, takim cichym, nieco takim może płaskim produkcyjnie też albumem,
Narracja jest dla mnie bardzo tutaj kluczowym słowem. Ponieważ z jednej strony te trzy instrumentale, które mamy na tej płycie, one pełnią kapitalną funkcję narracyjną i za to jakby absolutnie rozumiem, dlaczego one się tutaj znalazły i jakby chylę czoła przed uporem Drake'a, żeby je na tej płycie umieścić, a nie było to takie oczywiste, bo Nie podobały się one i jakby nie były chciane przez chyba nikogo poza Drake'iem. I jeśli potrzeba dowodu na to, że właśnie był to artysta totalnie wewnątrzsterowny, który sam chciał takiego brzmienia i wiedział jak ta płyta ma brzmieć, no to właśnie te instrumentale są dowodem na to, bo sam Joe Boyd, którego można by tu posądzić o to, że on go będzie popychał do co bardziej jakichś właśnie średnioklasowych, mieszczańskich klimatów, a takie te instrumentale bywają, zwłaszcza drugi.
To tutaj mamy słońce, mamy wiosnę, a może mamy wczesne lato, natura buzuje, to są jakieś brytyjskie wzgórza na południu, gdzieś nad kanałem. Skąpane w słońcu, energia, życie. No i jakże zwodniczy okaże się ten obraz. Miejsce? Miejsce szóste. Dwie rzeczy do tego bym dodał. Takie faktograficzne może, ale istotne do tego co powiedziałeś, bo chwaliłeś Roberta Kirby'ego. Kurczę, to był też zajebiście młody gość, w sensie on miał tam 22-23 lata w wieku Drake'a, więc to też warto docenić, że ogólnie to jest płyta zrobiona przez młodych ludzi. Kolega ze studiów w ogóle. A, okej. Joe Boyd też nie miał jeszcze trzydziestki nawet jak produkował tę płytę.
W sensie takiej dziewiątkowo-dziesiątkowej zajebistości nie znajduję tutaj, co jest moim największym problemem z tą płytą. Wszystko jest dobre, ale o niczym nie powiedziałbym, że jest zajebista. Okej, to moja linia zajebistości jest taka, że to jest mokra linia. To są takie dziewiątkowo-dziesiątkowe, ta pierwsza trójka. Ale będę o tym mówił w szczegółach, więc przejdźmy już do numeru drugiego Crazy Jane 2. Czy ja zaczynam? Tak. No to jest tak. Ja o Nicku Drake'u pierwszy raz usłyszałem gdzieś w okolicach, kiedy my się poznaliśmy. Miałem dwadzieścia parę lat. Ja miałem dwadaście. Ktoś mnie tam podhypował, że zacząłbym od Bryter Layter, że to jest taki świetny entry point do Nicka Drake'a.
Ale to nie byłem ja. Mogłeś być Ty i kiedy usłyszałem piosenkę Hazy Jane Part 2, mówię, rany boskie, tak, jakie kurwa, po prostu rekomendacja trafiona w dziesiątkę, kurwa, tak, po prostu Podczas pierwszej minuty miałem takiego rzędzia, kurwa, co to jest, Willie Nelson? Nie, kurwa, to jest Burt Buckarach. Nie, to jest Strydan, ja pierdolę, dokąd mnie wieziecie? Kurwa, dokąd mnie wieziecie? Na złamanie karku mnie za kurwa wieziecie. Są prawie 4 minuty, a mi się zawsze wydaje, że są 2 minuty. Tak to leci i się skrzy kurwa, jakieś prawie punkowe tempo w ogóle, bardzo szybki numer. Też jest to jedyny chyba kawałek Nicka Drake'a jaki spotkałem, gdzie jest melodia wokalu klawiszowa.
Willie Nelson i Bobby Bacarach. Oczywiście, bo Bacarach to jest tutaj, kurwa, to było umyślne, nie? Ja też próbowałem szukać, co mi to przypomina, a wcale nie jest to, moim zdaniem, aż tak oczywiste. Paradoksalnie, bo z jednej strony wydaje się, że jeżeli poprzedni numer umieścił nas gdzieś właśnie na jakichś zielonych wzgórzach, to my teraz trochę z tych wzgórz schodzimy i kurczę, w dolinie trwają dożynki. Jakieś trąbki, jakaś zabawa, jakaś potańcówka. I jest to lekko takie, wiecie, nie lekko, to jest mocno folk rockowe. Może nawet to jest odrobinę Laurel Canyonowe. Gdzieś tam to oko Nicka Drake'a ucieka ku Ameryce, ale trudno jest namierzyć bezpośrednie punkty odniesienia właśnie w tej takiej folk rockowej amerykańskiej scenie ówczesnej.
No i znowu jest to taki zwód, bo ostatnia fraza tekstu, która się w tym utworze pojawia, zresztą jedna ze słynniejszych, najczęściej cytowanych fraz Nica Drake'a, jest jak taki po prostu kop w brzuch. Tak. Kompozycję, taka fraza poentuję, która jest totalnie ponura, totalnie pozbawiona nadziei i bierze cię z zaskoczenia. If songs were lines in a conversation, the situation would be fine. Ten człowiek ma kompletną świadomość tego, jak bardzo nie jest w stanie się poza formułą piosenki skomunikować ze światem. Jej. Bardzo, bardzo to jest przykre. Formuła piosenki jest bardzo wygodną formą komunikowania się ze światem, ponieważ nie zakłada odpowiedzi, nie ma riposty.
Mi się wydaje, że ja miałem podobnie Michale jak ty, że to była też pierwsza taka albo jedna z pierwszych piosenek Nicka Drake'a, na pewno jedna z pierwszych dwóch, trzech, które świadomie jakby usłyszałem i od razu mnie to ujęło, mimo tego, że potem w dorobku Nicka Drake'a nie znalazłem nic podobnego, to ujęły mi inne rzeczy, ale to już jest odpowiedź na późniejsze minuty. Słuchajcie, no jest to rocker, jest to rocker. Jak na Nicka Drake'a jest to rockowy kawałek, ale jaki to jest rocker? Niby to jest solidne, takie no niemalże four to the floor, po prostu żwawe tempo, numer, jak na jego standardy to wręcz można by powiedzieć, że zapierdala. Chociaż oczywiście zapierdala bardzo subtelnie, delikatnie, to nie jest to galop, jest to raczej jakiś taki pląs, ale...
Niemniej chodzi mi o to, że Jest to jedyna kompozycja na tej płycie według mnie, w której gramy nie albo melancholią, albo jakąś właśnie pastoralnością, tylko gramy napięciem. Jest napięcie, jest suspens w tym utworze. Ja to generalnie w muzyce zawsze bardzo lubię. Muzyka ma być niebezpieczna, nawet jeżeli jest akustycznym folkiem. I może jest w ogóle dla mnie jakimś, jednym z problemów jakie po latach mam słuchając Nicka Drake'a, że on tak rzadko jest muzycznie niebezpieczny, nawet jeśli jego historia jest dramatyczna. A ta piosenka jakoś jakby niesie w sobie pewien ładunek suspensu, bo tak jak mieliśmy jasne, przejrzyste utwory poprzednio, to ten utwór jest nocny.
To jest oczywiście utwór zbudowany na jego O doświadczeniach życia w Londynie, w wielkim mieście. No i ta miejskość jest totalnie słyszalna właśnie w takich stereotypowych obrazkach, po prostu jak wieczorem czy nocą spacerujemy po mieście i nie wiemy co może nas spotkać za rogiem, ani co czai się poza kręgiem światła latarni. Słowo hunting wydaje się w przypadku tej kompozycji dość istotne i moim zdaniem trafne. Na pierwszej płycie Drake'a takim odpowiednikiem tej piosenki dla mnie jest trochę Riverman, ale tu jest z kolei dużo więcej Blue Note'ów. Jest podszyta blusem w ogóle ta kompozycja, stąd być może znowu jakieś moje ciągoty do tego, żeby ją przearanżować na doom metal, czyli po prostu ciężki blues.
Trochę to jest angielska podróba ta solówa na saksie. Ona jest okej, ale trochę też jest serowa. I ciekawe to jest dla mnie, bo jak sobie wymyśliliśmy, że będziemy tę płytę robić, to ja tak sobie pomyślałem, że to pewnie będzie mój numer jeden. No i kurczę, otóż nie. Im więcej słuchałem podczas researchu, tym bardziej ta piosenka spadała. Nie spadła na dno i tak dalej. Ona tylko na pośmiertnych się albumach powinna pojawiać. Nie, nie, tak źle absolutnie nie jest. No ale spadła, no spadła jakby do drugiej połowy stawki i mam ją na siódmym. A jest bardzo taką saizmatyczną piosenką moim zdaniem Nicka Drake'a.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Grupowe omówienie albumu Nicka Drake'a "Bryter Layter" i jego miejsca w dyskografii artysty.
Analiza emocji i stylu albumu, porównanie z innymi płytami artysty.
Diskussja na temat kollektowności albumu i potencjalnego wpływu producentów na jego tworzenie.
Analiza roli Nicka Drake'a na albumie i jego braku na nim.
Wyjaśnienie inspiracji artystycznych Nicka Drake'a i porównanie z innymi artystami.
Rozmówcy omawiają strategie marketingowe Nicka Drake'a i jego małą popularność komercyjną w czasach swojej kariery.
Rozmówcy analizują artystyczną karierę Nicka Drake'a, jego depresję i wybrane wyborze artystyczne.
Analiza utworów z albumu Bryter Layter, omówienie aranżacji, inspiracji i porównania z innymi artystami.
Analiza modyfikacji aranżacyjnych i interpretacji utworów, w tym 'One of These Things First' i 'Bryter Layter', podkreślając różnice w stylu i emocjonalnym tonie.
Analiza muzyczna utworów z płyty Bryter Layter, w tym omówienie aranżacji, wokalu i inspiracji artystycznej Nicka Drake'a.
Rozmowa o wpływie narkotyków na twórczość Nicka Drake'a, konkretnie heroiny, oraz analiza muzycznej zmian w utworach z płyty Bryter Layter.
Analiza utworu Poor Boy, jego muzycznych elementów i kontekstu twórczego, w tym wpływ Joe Boyda i Roberta Kirbya.
Krytyka stylu utworów Nicka Drake'a, koncentracja na popularności i stylu, a nie głębi muzycznej i emocjonalnej.
Podróżnicy analizują utwór Sunday, oceniając jego miejsce w katalogu Nicka Drake'a i podkreślając jego rolę jako zakończenia albumu.
Podczas rozmowy podnoszą temat rankingu utworów na albumie Bryter Layter, podkreślając różnorodność piosenek i ich oceny.
Podczas rozmowy rozmówcy komentują reakcje na ranking utworów, podkreślając znaczenie muzyki dla artystów i słuchaczy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Z metrykalnego punktu widzenia Nick Drake to dla nas prawie archeologia. Brytyjski muzyk zmarł bowiem zanim na świat przyszedł którykolwiek z nas, ponad pół wieku temu. Jeśli jednak mierzyć rzecz wpływem na muzykę ostatnich dziesięcioleci, to sprawy wyglądają już diametralnie inaczej. Drake jest sztandarowym przykładem artysty za życia zignorowanego, a odkrytego lata, jeśli nie całe dekady, po śmierci. Dziś jest to artysta niemalże święty, stanowiący żelazny punkt odniesienia dla każdej wrażliwej duszy wyposażonej w akustyczną gitarę. Dlatego pomimo 55 lat, które upłynęły od premiery jego drugiego albumu "Bryter Layter", rozmowa o twórczości Drake'a jest nadal zajęciem inspirującym.
Płyta, którą wybraliśmy do omówienia z potężnej, liczącej zaledwie trzy sztuki dyskografii, jest swego rodzaju anomalią - Nickowi towarzyszy tu zwykle regularny zespół, złożony z uznanych instrumentalistów, zawodowy producent i utalentowany aranżer. Efektem jest jego najbardziej eklektyczny, bogaty brzmieniowo i urozmaicony muzycznie album. Zdaniem niektórych - także jego najlepszy. Choć zdaniem innych - najgorszy. Posłuchacie o tym w naszym odcinku.
W naszej rozmowie przewija się kilkukrotnie też wątek depresji (nie mogło być inaczej), przypominamy że Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym udziela pomocy całodobowo przez 7 dni w tygodniu pod numerem telefonu 800 70 22 22.
Rozmawiamy w podstawowym składzie: Ambrożewski, Sajewicz i Hoffmann, a grafikę jak zwykle przygotował Jacek Ambrożewski.
Introduction
Hazey Jane II
At the Chime of a City Clock
One of These Things First
Hazey Jane I
Bryter Layter
Fly
Poor Boy
Northern Sky
Sunday
------------
Nasze profile w social mediach:
Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkast
Ambrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocore
Afro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzina
Paweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel