37: Nick Drake – Bryter Layter
Z metrykalnego punktu widzenia Nick Drake to dla nas prawie archeologia. Brytyjski muzyk zmarł bowiem zanim na świat przyszedł którykolwiek z nas, ponad pół wieku temu. Jeśli jednak mierzyć rzecz wpływem na muzykę ostatnich dziesięcioleci, to sprawy wyglądają już diametralnie inaczej. Drake jest sztandarowym przykładem artysty za życia zignorowanego, a odkrytego lata, jeśli nie całe dekady, po śmierci. Dziś jest to artysta niemalże święty, stanowiący żelazny punkt odniesienia dla każdej wrażliwej duszy wyposażonej w akustyczną gitarę. Dlatego pomimo 55 lat, które upłynęły od premiery jego drugiego albumu "Bryter Layter", rozmowa o twórczości Drake'a jest nadal zajęciem inspirującym. Płyta, którą wybraliśmy do omówienia z potężnej, liczącej zaledwie trzy sztuki dyskografii, jest swego rodzaju anomalią - Nickowi towarzyszy tu zwykle regularny zespół, złożony z uznanych instrumentalistów, zawodowy producent i utalentowany aranżer. Efektem jest jego najbardziej eklektyczny, bogaty brzmieniowo i urozmaicony muzycznie album. Zdaniem niektórych - także jego najlepszy. Choć zdaniem innych - najgorszy. Posłuchacie o tym w naszym odcinku.W naszej rozmowie przewija się kilkukrotnie też wątek depresji (nie mogło być inaczej), przypominamy że Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym udziela pomocy całodobowo przez 7 dni w tygodniu pod numerem telefonu 800 70 22 22. Rozmawiamy w podstawowym składzie: Ambrożewski, Sajewicz i Hoffmann, a grafikę jak zwykle przygotował Jacek Ambrożewski.00:34:40 Introduction00:47:50 Hazey Jane II01:02:30 At the Chime of a City Clock01:16:40 One of These Things First01:26:25 Hazey Jane I01:37:00 Bryter Layter01:44:40 Fly01:56:20 Poor Boy02:11:25 Northern Sky02:21:20 Sunday------------Nasze profile w social mediach:Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkastAmbrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocoreAfro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzinaPaweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel
To znaczy, dlaczego ten album? Dzień dobry Państwu, za chwilę sobie to wyjaśnimy, a teraz witają Was... Paweł Sajewicz, Kuba Ambrożewski i Michał Helpline, Suicide Helpline Hoffman. Czemu ten album, czyli Bryter Layter? Zaraz, zaraz. No powiedz, wyjaśnij, wyjaśnij. Ja wyjaśnię, po to, żebym mógł wygłosić zaraz oświadczenie postponujące ten makabryczny żart na początku. Ale serio się pytasz dlaczego ten album? Tak, pytam się serio dlatego, że jeśli przyjąć kryterium milionów odtworzeń na zielonym streamingu, to lepiej jest niż Five Leaves Left, czyli debiut z Bryter Layter, ale gorzej niż Pink Moon wyraźnie. Czyli to nie jest jakby jego album najpopularniejszy, a według serwisu Rate Your Music, który niektórzy z nas traktują jako azymut i głos Boga, jest to album i najmniej popularny,
No dobra, ja rozumiem, że pytanie brzmi dlaczego ten album Nicka Drake'a omawiamy, a nie, że w ogóle omawiamy Nicka Drake'a, to dlaczego ten z trzech? To ja mogę jakby powiedzieć w dwójnasób, jakby optyka moja prywatna jest taka, że to jest mój ulubiony album Nicka Drake'a po prostu i taki zdecydowanie najczęściej słuchany, to jest taki album, Który w przeciwieństwie do pozostałych dwóch jakoś zawsze mnie wciąga. Nigdy nie mam tak, że włączam sobie, tak jak mam czasem z Five Leaves Left, że włączam i tam po trzech numerach umyka mi ta uwaga i po prostu nie dociągam tego. Pink Moon to też nie jest płyta jakby na każdą sytuację, a Bryter Layter jest jakby wyjątkiem w tej dyskografii, długiej bardzo, trzyalbumowej, gdzie jednak jakby ja mam poczucie tego, że to jest bardziej album zespołowy, że to jest album bogatszy, to jest bardziej eklektyczny album i wydaje mi się, że do Płytkastu, gdzie jednak od początku szukamy płyt, które
Jakby mają wiele różnych kierunków gatunkowych, różnych brzmień, różnych instrumentacji i są po prostu różnorodne, no to wydaje mi się, że taki album jak Pink Moon, to po prostu byśmy się tutaj zmęczyli mocno. I Five Leaves Live trochę też, mimo tego, że tam jest więcej muzyków niż tylko sam Nick Drake. Ale jednak wrażenie jest takie, że to jest taki dosyć tradycyjny folkowy brytyjski album z epoki, a Bryter Layter jest jakimś takim dziwnym odbiciem w stronę trochę jakby bardziej takiego zespołowego, może rockowego momentami grania, ale jednak wciąż bardzo w jego stylu próby zrobienia jakiegoś takiego czegoś, co może będzie się lepiej sprzedawało, co może będzie bardziej przystępne pod kątem prasy muzycznej, radia, co się oczywiście nie udało, ale jednak jakby ta próba to jest słyszalna i to się przekłada moim zdaniem na to, że to jest album
Jakby najbardziej taki przystępny chyba dla szerokiego odbiorcy, taki na pierwszy kontakt z Nickiem Drake'iem to ja bym polecił właśnie tę płytę. A i tak diapazon emocji jest tutaj, powiedzmy, dość niewielki. To jest taka płyta i taki artysta, gdzie w tym naszym formacie płytkastowym my tu nie mamy takich wielkich przeskoków, że jeden utwór to jest galopada na riffach, a drugi spokojna ballada. Umówmy się. No nie, ale mamy jednak, wydaje mi się, że największa rozpiętość gatunkowa. Nie wiem, czy byście polemizowali z tym, że na któryś z pozostałych dwóch płyt jest większa rozpiętość brzmieniowa i taka stylistyczna niż na Bryter Layter. Absolutnie nie, chociaż polemizowałbym, czy tym entry pointem nie powinien być właśnie Pink Moon jako płyta najbardziej magiczna. Bryter Layter wymaga jednak pewnej interpretacji, co mnie osobiście finalnie wydaje się ciekawsze.
Boże, jak to do mnie przemawia. A dzisiaj nie jestem już dość daleko od tamtego miejsca i zdecydowanie wolę posłuchać Bryter Layter, natomiast myślę, że jednak to takie wciąganie w świat tego artysty, tę siłę przyciągania ma właśnie Pink Moon. Znaczy ja trochę innymi słowami może to co powiedziałeś, że ja bym się zgodził, że na tej płycie jest relatywnie najmniej Nicka Drake'a ze wszystkich płyt Nicka Drake'a, że to jest jakby płyta jednak bardziej kolektywna i taka płyta, na której on został trochę poprowadzony, trochę posterowany, Może trochę gdzieś tam nie zawsze zgodnie ze swoją wolą i intencją, bo tutaj jakby mocna rola producenta, aranżera i tych wszystkich muzyków, którzy się pojawili w studiu. Mogę słowo? Według mojego researchu jest to mit na temat tej płyty.
Ale jak się zedrze z Bryter Layter, która jest rzeczywiście płytą dość mocno aranżerską, te rozmaite warstwy, to tam słychać bardzo wyraźnie jakim on jest muzykiem. Nigdy bym nie przypuszczał, że wygłoszę taki statement, ale w przypadku tego artysty ten zespół jest w większości przypadków zupełnie niepotrzebny. Jakby Bryter Layter to unaocznia czy tam unausznia bardzo dobitnie. To jest taka płyta jakby taka zduszona, wykastrowana, na siłę upogodniona, wtłoczona w taką formułę, która tego śpiewaka troszeczkę gaguje. A śpiewak zawsze był sam i śpiewak ten akurat powinien być sam albo bardzo na froncie. Na pewno nie powinien śpiewać popowych piosenek kurwa, bo to się udało na tej płycie raz, jeden, jedyny.
Może był źle promowany gdyby Nacisk na to, że jest ekscencyczny i wycofany. Ale też zakładam, że on nie udzielał wywiadów, nie chodził po mediach. Udzielił jednego wywiadu, słownie jednego wywiadu w całej karierze. I szczerze mówiąc te utwory, ok, jestem sobie w stanie wyobrazić, że te utwory niektóre mogły być grane w radiach, ale to też nie są jakby oczywiste single. I on nie był promowany jako artysta singlowy. To jednak był świat albumowy. Niewątpliwie jest to artysta, może wątpliwie, ale ja tak bym postawił tezę, że jest to artysta o największej dysproporcji popularności za życia versus popularności po śmierci. W ogóle chciałem powiedzieć, że ten najgorszy Bryter Layter na It's Your Music to znaczy 3,98 średnia. 4,05 ma debiut, a 4,25 punkt. 4,20 kurwa! To są jakieś niewyobrażalne...
Chcesz powiedzieć, że Nick Drake nigdy już jeszcze nie był na imprezie? Na pewno nie na swojej. I my tu już jakby zahaczyliśmy o te rozmaite wątki, ale dla zrozumienia kontekstu i też rozmaitych jego wyborów artystycznych to mi się wydaje bardzo ważne, no bo tutaj pojawiła się ta kwestia czy Bryter Layter ze swoimi aranżami, ze swoją powiedzmy przeprodukowaną aurą to jest wybór Nicka Drake'a czy też nie. I z kolei jedną z tych jakby teorii jest to, że absolutnie jest to jego wybór, bo on był właśnie tak jakby wsobny W tym swoim świecie, tak bardzo zanurzony w sobie, że trudno było w ogóle dotrzeć do niego z innym punktem widzenia. Moim zdaniem, może to ja teraz jakby kształtuje rzeczywistość za przeszłą, ale mi się wydaje, że po prostu widział czarny dół, widział wielki dół, był w tym wielkim dole i nie umiał się wydostać.
Przechodzimy do... Bryter Layter. Ja mam tłumaczenie tego tytułu. Później będzie luźniej. Tym bardziej ponura. Bardzo dziękuję. I tak, jestem w gotowości do tego, by omówić ten drugi solowy album byłego członka formacji o znakomitej nazwie The Perfumed Gardeners. To zaczynaj. Tak? Introduction? Introduction. Kuba Ambrożewski. No dobra, dobra, dobra. Jingle? Nie. Zgnił przez pół roku.
Dobra, to ja mam... No nie, dobrze, będzie bez spoilerów. Są na tej płycie trzy utwory instrumentalne i one właściwie chyba nie będzie specjalną przesadą powiedzenie, że one przede wszystkim pełnią rolę taką organizacyjną, jeżeli chodzi o tą tracklistę, jeżeli chodzi o wprowadzenie do każdej ze stron oraz zamknięcie albumu. I są pewnymi jakby takimi łącznikami, są pewnym takim spójnym elementem, który właśnie nadaje trochę temu Bryter Layter taki pastoralny, angielski klimat. Tutaj w tym introduction to powiem tak, no jeśli wprowadzenia do albumów mają sens, to jako rodzaj jakichś zapowiedzi, określenia wizji, to mamy tutaj głównie smyki, co już jest ważną informacją, jaka to będzie
Płyta. Nie będzie kabaretu, będzie chór. Czyli jakby zmiana konwencji versus to, jak brzmiała muzyka Nica Drake'a wcześniej, bo jednak to Five Leaves Left, który nie jest w moim przypadku albumem tak osłuchanym na pewno jak Bryter Layter, ale wydaje mi się, że to jest płyta jednak O znacznie mniejszej jakby dynamice brzmienia, płyta właśnie taka trochę kameralno-folkowa, taka mała muzyka zamknięta w małym pudełeczku, a tutaj jednak mamy od razu zaakcentowanie, że będzie to rozmach i że w przeciwieństwie do tej pierwszej płyty, która jest właśnie tym takim folkowym, takim cichym, nieco takim może płaskim produkcyjnie też albumem,
W sensie takiej dziewiątkowo-dziesiątkowej zajebistości nie znajduję tutaj, co jest moim największym problemem z tą płytą. Wszystko jest dobre, ale o niczym nie powiedziałbym, że jest zajebista. Okej, to moja linia zajebistości jest taka, że to jest mokra linia. To są takie dziewiątkowo-dziesiątkowe, ta pierwsza trójka. Ale będę o tym mówił w szczegółach, więc przejdźmy już do numeru drugiego Crazy Jane 2. Czy ja zaczynam? Tak. No to jest tak. Ja o Nicku Drake'u pierwszy raz usłyszałem gdzieś w okolicach, kiedy my się poznaliśmy. Miałem dwadzieścia parę lat. Ja miałem dwadaście. Ktoś mnie tam podhypował, że zacząłbym od Bryter Layter, że to jest taki świetny entry point do Nicka Drake'a.
No i oczywiście jakby uzasadniające w pełni ten tytuł Bryter Layter. Jest lżej, jest pogodniej. Ale clue sprawy dla mnie kryje się w niuansach. Powiedziałeś o tej, o tym jak to się nam pięknie ten wokal rozjeżdża z tym rytmem. Ja tego tak nie ująłem trafnie jak ty, ale sobie próbowałem to metaforycznie zapisać, że ten wokal jest jak taka serpentynka, która spada ku ziemi, takim właśnie serpentynowym ruchem i wiatr ją za chwilę znowu podrywa w kolejnym ubiegu i znowu ona spada, spada, spada, spada i znowu spada, spada, spada. To jest bardzo celne, bo ta melodia jest zbudowana właśnie w taki kołowy sposób. Tak, tak, tak. Ale to jest wokal. Natomiast nie wiem, czy zauważyliście, bo ja w ogóle nigdy wcześniej na to nie zwróciłem uwagi i dopiero teraz, przedwczoraj chyba, zauważyłem, że tam jest rzecz w zwrotce, która się pojawia po tym instrumentalnym wstępie.
Że ona mimo tego, że została skrupulatnie tutaj rozpisana na nuty, na partie, to cały czas jakby pulsuje, jakby na bieżąco ona reagowała na emocje. To jest bardzo takie pulsujące, buzujące gdzieś tą jego poezją muzyczną, którą tutaj wyraża. Mówię, nie dam skrzywdzić, jest to moje podium, miejsce trzecie, 9 na 10, bardzo mocne. Dobrze, że ja dałem niżej niż zamierzałem. Byłoby nudno. Dobra, teraz o Bryter Layter. Na pięć rośnie. Cholera.
Tam jest taki moment w ogóle jakby w przebiegu tego utworu, że parę razy chciałem sobie, znaczy w głowie po prostu zaśpiewało mi się to takie please, które tam się pojawia w kolejnym utworze. Coś jest podobnego w rozwiązaniach muzycznych, ale jest to coś tak nieprzystającego nawet nie do tego albumu, ale do tego artysty. One są chyba w tej samej tonacji te numery. Perhaps. Można sprawdzić, ale nie wiem czy jest sens. Trudno odgadnąć o co tu chodzi, ale jest to utwór, który na pewno cieszy również w taki osobliwy sposób. Ale z pewnością miejsce 10, 4,5 na 10 ode mnie dla Bryter Layter. Z pewnością to ja zapisałem tak, że to jest soundtrack do niedzielnego przedpołudniowego serialu o życiu na Przedmieściach i że utwór oparty tym razem na motywach, że tutaj są kolejne motywy,
I rzeczywiście tu jest trochę takich kontrowersyjnych wyborów, które też sprawiają, że fani Drake'a lubią ten numer stawiać pod pręgierzem rozmaitych zarzutów, właśnie jako przykład tego, że Drake'a zmanipulowano, że Bryter Layter inaczej by brzmiało, gdyby nie Joe Boyd i Robert Kirby, ponieważ masz rację, pianista został wzięty w zasadzie z marszu, po prostu jakiś gość tam też nagrywał obok, Południowoafrykański pionista jazzowy Chris McGregor. I on po prostu został wzięty do studia, masz tu gra. Nie wiem, czy tam, nie pamiętam już, czy w jednym podejściu to zostało zarejestrowane, czy nie, ale sytuacja dość spontaniczna. A jeśli chodzi o to, że jest ten chórek w refrenie, to w oryginalnej wersji tego numeru, i gdzieś to można też wysłyszeć na jakichś demówkach, ja wprawdzie nie zdążyłem sprawdzić, ale czytałem o tym, Drake sam śpiewa ten, powiedzmy, refren, czy ten jakby zaśpiew pozornie refrenowy.
Chyba najpopularniejszy w jego dorobku obecnie internetowym. Co ty mówisz? Tak, na pewno najpopularniejszy z tej płyty. W filmach wykorzystywany. Te słowa, wiecie, właśnie kwintesencją są dla mnie te słowa, cała ta zwrotka, gdzie on śpiewał Would you love me till I'm dead. Właśnie ten taki umęczony, biedny chłopiec z gitarą, którego ten Nick Drake tutaj uosabia. Ten utwór sam w sobie nie jest niczemu specjalnie winny. Jakby on jest rzeczywiście naprawdę piękny, chociaż moim zdaniem dość daleko mu do najlepszych piosenek na Bryter Layter, ale śliczny jest ten mostek instrumentalny przed tym finałowym refrenem, gdzie naprawdę fajną barwę wprowadza John Cale z Hammondem.
Sunday. Powiem tak. Niedziela, poranek i humor zepsuty. Flat w roli głównej. Jest to lepsze niż utwór tytułowy, więc nie jest to muzyka do karmienia kaczek. Może bardziej muzyka z Robin Hooda albo soundtrack do jakichś takich średniowiecznych przygód. Ale mogę powtórzyć to, co powiedziałem przy Bryter Layter. Dla mnie to są jakieś takie szkolne rzeczy, które po prostu są mało ciekawe na poziomie samego tematu. Tylko i wyłącznie mogę docenić jakby tutaj rolę narracyjną. Chociaż gdyby ta płyta się skończyła na tym Northern Sky, to czy czegoś by tu brakowało? Ja wiem, przecież to jest dobry numer na Closer.
Oczywiście na 10. miejscu jest Sunday, ale sytuacja w górnej części tabeli jest bardzo ciekawa, więc przejdźmy tutaj od dołu. 9. Bryter Layter, 8. Introduction, a więc instrumentale zamykają tabelę. I teraz prawdziwe piosenki. O dziwo na miejscu siódmym jest, bo mi się wydaje, że to jest też jakiś taki fan favorite, One of These Things First. Miejsce siódme. Miejsce szóste to jest Northern Sky, które miało tyle samo punktów, ale u Pawła było na podium, więc na tego awansowało. Miejsce piąte to jest Fly. Miejsce czwarte to jest Poor Boy i miejsce trzecie to Hazy Jane Pierwsze, chociaż na płycie drugie w kolejności Hazy Jane One, o tym o którym mi chodzi.
Nie no, proszę, twór tytułowy z Bryter Layter uważam, że nie był beznadziejnie smutny, ale był inny. Więc do usłyszenia. Nie możemy się z Państwem dostać. My jeszcze będziemy. Do emerytury. Proszę nie wysyłać tych wiadomości, czy Płytkast będzie. Płytkast się nigdy nie skończy. Płytkast będzie zawsze. Tylko po prostu czasem musi odpocząć. Proszę się z tym pogodzić i słuchać nas dalej, wspierać nas. Wbrew pozorom myślimy. Też finansowo, proszę Państwa, też finansowo. Finansowo, ale nie przez żadne oficjalne kanały, tylko na lewo proszę nam przesyłać pieniądze. W kopeltach. Paczki z jedzeniem, z delikatesami, przyjmujemy. Kierowniku, pomóż.
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Grupowe omówienie albumu Nicka Drake'a "Bryter Layter" i jego miejsca w dyskografii artysty.
Analiza emocji i stylu albumu, porównanie z innymi płytami artysty.
Diskussja na temat kollektowności albumu i potencjalnego wpływu producentów na jego tworzenie.
Analiza roli Nicka Drake'a na albumie i jego braku na nim.
Wyjaśnienie inspiracji artystycznych Nicka Drake'a i porównanie z innymi artystami.
Rozmówcy omawiają strategie marketingowe Nicka Drake'a i jego małą popularność komercyjną w czasach swojej kariery.
Rozmówcy analizują artystyczną karierę Nicka Drake'a, jego depresję i wybrane wyborze artystyczne.
Analiza utworów z albumu Bryter Layter, omówienie aranżacji, inspiracji i porównania z innymi artystami.
Analiza modyfikacji aranżacyjnych i interpretacji utworów, w tym 'One of These Things First' i 'Bryter Layter', podkreślając różnice w stylu i emocjonalnym tonie.
Analiza muzyczna utworów z płyty Bryter Layter, w tym omówienie aranżacji, wokalu i inspiracji artystycznej Nicka Drake'a.
Rozmowa o wpływie narkotyków na twórczość Nicka Drake'a, konkretnie heroiny, oraz analiza muzycznej zmian w utworach z płyty Bryter Layter.
Analiza utworu Poor Boy, jego muzycznych elementów i kontekstu twórczego, w tym wpływ Joe Boyda i Roberta Kirbya.
Krytyka stylu utworów Nicka Drake'a, koncentracja na popularności i stylu, a nie głębi muzycznej i emocjonalnej.
Podróżnicy analizują utwór Sunday, oceniając jego miejsce w katalogu Nicka Drake'a i podkreślając jego rolę jako zakończenia albumu.
Podczas rozmowy podnoszą temat rankingu utworów na albumie Bryter Layter, podkreślając różnorodność piosenek i ich oceny.
Podczas rozmowy rozmówcy komentują reakcje na ranking utworów, podkreślając znaczenie muzyki dla artystów i słuchaczy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Z metrykalnego punktu widzenia Nick Drake to dla nas prawie archeologia. Brytyjski muzyk zmarł bowiem zanim na świat przyszedł którykolwiek z nas, ponad pół wieku temu. Jeśli jednak mierzyć rzecz wpływem na muzykę ostatnich dziesięcioleci, to sprawy wyglądają już diametralnie inaczej. Drake jest sztandarowym przykładem artysty za życia zignorowanego, a odkrytego lata, jeśli nie całe dekady, po śmierci. Dziś jest to artysta niemalże święty, stanowiący żelazny punkt odniesienia dla każdej wrażliwej duszy wyposażonej w akustyczną gitarę. Dlatego pomimo 55 lat, które upłynęły od premiery jego drugiego albumu "Bryter Layter", rozmowa o twórczości Drake'a jest nadal zajęciem inspirującym.
Płyta, którą wybraliśmy do omówienia z potężnej, liczącej zaledwie trzy sztuki dyskografii, jest swego rodzaju anomalią - Nickowi towarzyszy tu zwykle regularny zespół, złożony z uznanych instrumentalistów, zawodowy producent i utalentowany aranżer. Efektem jest jego najbardziej eklektyczny, bogaty brzmieniowo i urozmaicony muzycznie album. Zdaniem niektórych - także jego najlepszy. Choć zdaniem innych - najgorszy. Posłuchacie o tym w naszym odcinku.
W naszej rozmowie przewija się kilkukrotnie też wątek depresji (nie mogło być inaczej), przypominamy że Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym udziela pomocy całodobowo przez 7 dni w tygodniu pod numerem telefonu 800 70 22 22.
Rozmawiamy w podstawowym składzie: Ambrożewski, Sajewicz i Hoffmann, a grafikę jak zwykle przygotował Jacek Ambrożewski.
Introduction
Hazey Jane II
At the Chime of a City Clock
One of These Things First
Hazey Jane I
Bryter Layter
Fly
Poor Boy
Northern Sky
Sunday
------------
Nasze profile w social mediach:
Płytkast: https://www.facebook.com/plytkast | https://www.instagram.com/plytkast
Ambrocore (Kuba): https://www.facebook.com/ambrocore | https://www.instagram.com/ambrocore
Afro Godzina: https://www.facebook.com/afrogodzina
Paweł Sajewicz: https://www.facebook.com/sajewiczpawel