Mentionsy Mentionsy
Plik tekstowy
Plik tekstowy

Mikołaj Grynberg - "Rok, w którym nie umarłem"

26.07.2025 ·48 min 30 s

"Rok, w którym nie umarłem" to przejmująca opowieść o doświadczeniu balansowania na granicy życia i śmierci, napisana z charakterystyczną dla autora wrażliwością, ale też nieoczekiwanym humorem. Grynberg, znany z bezkompromisowego podejścia do trudnych tematów żydowskiej tożsamości i pamięci o Zagładzie, tym razem kieruje swoją przenikliwą uwagę na siebie samego. Jego zapiski z czasu choroby to nie tylko kronika fizycznego zmagania się z własnym ciałem, ale przede wszystkim głęboka refleksja nad tym, co w życiu naprawdę istotne. Autor z precyzją psychologa i wrażliwością artysty prowadzi nas przez swoje najbardziej intymne przemyślenia o strachu, miłości, rodzinie i przemijaniu.

Witam cię serdecznie. Dzień dobry. Mikołaj Grynberg, pisarz, ale także fotograf, także autor filmu dokumentalnego. Mam nadzieję, że o tych innych wątkach twórczości i o tym, jak one, na przykład te inne działalności wpływają na pisanie, że też porozmawiamy. Przypominam, że w 2018 roku nominowany do Nagrody Literackiej Nike za Rejwach. Natomiast za książkę Jezus umarł w Polsce, którą mam też przed sobą, został laureatem Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku i nominowany do Nagrody Literackiej Nike. A to jest oczywiście plik tekstowy. Ja się nazywam Max Cegielski. Audycja przygotowana we współpracy z Michaliną Bieńko.

Nie wiem. To jest bardzo nagradzający stan, w którym się znajduję teraz, bo on jest taki jeszcze z lekka maniakalny właśnie. Ta euforia dzika już. Ja ją mam za sobą, ale takiej radości życia to ja naprawdę, wiesz, dawno nie odczuwałem, więc nie wiem, czy w takim stanie jest się w stanie zawędrować w tamte rejony, o których wspominałeś. W rejonie mroku i do jądra ciemności. Taki fragment kolejny, żeby też dać naszym słuchaczkom i słuchaczom wyobrażenie o tym, jak brzmi nowa książka Mikołaja Grynberga. Rok, w którym nie umarłem. Na oddziale reanimacyjnym nie da się zobaczyć sąsiada.

Ona bardzo fajnie dryfuje, czy utrzymuje się na takich krawędziach emocjonalnych, ale to też jest taki temat, gdzie łatwo byłoby napisać go po prostu sentymentalnie, trochę w zasadzie poradnika, trochę popatrzcie. No to musiałbyś mieć w sobie, ja musiałbym mieć takiego, wiesz, poradnikowca, kogoś kto Ma ochotę radzić innym ludziom. Ja mam zerowy potencjał na to. W ogóle raczej bym posłuchał, co inni by mi radzili, a myślę, że tego niebezpieczeństwa nie było. Czyli, że nie napisałeś też żadnego fragmentu, który potem skreśliłeś, ponieważ uznałeś, że jest... Napisałem, ale one... Co innego było wadą.

Wadą były rzeczy, które mnie krępowały czy wstydziły, których się wstydziłem i je tak, wiesz, zgrabnie ominąłem. Ale te teksty potem nie działały. Więc... Od momentu, kiedy zdecydowałem się na szczerość, co zawsze jest ryzykowne, ale wiem dzisiaj, bo tę książkę przeczytało już sporo osób i mam sygnały od nich, że właśnie to działa. I dlatego tak, nie ma fałszu, nie ma pretensjonalności, której się potwornie boję i no nie da się powiedzieć, no nie, to jest nieprawda. To są niepodważalne, bo nie tylko mi się wydarzyły.

Tabu śmierci jest potwornie silne. Więc te starsze osoby, które mówią, tu jest takie ubranie, to w to mnie ubierzcie, dają sobie prawo do tego i w jakiś sposób realizują te swoje fantazje, jak to będzie wyglądało. Ale ci, którzy tego słuchają, no to są w festarapatach. I myślę, że to trzeba zrobić raz a dobrze. Z czego wynikają w polskiej kulturze samej właśnie ta nieumiejętność mówienia o śmierci i to jej stabilizowanie? Masz jakiś pomysł? Nie mam, nie wiem tego dokładnie. Natomiast to, co jest dla mnie tematem, to są te rzeczy, które się dzieją po śmierci.

Nie dziwota, że pan zawału dostał. Czy był to też jakiś rodzaj takiego szoku społecznego, że jednak przebywałeś bardzo długo z ludźmi, których możesz znać, no ale nie są odbiorcami twoich książek, bywalcami festiwali, nie chodzą do Muzeum POLIN, etc., etc.? No tak, ale mam prawie sześć dych, żyję w Polsce, nie jestem zamknięty w szklarni, aczkolwiek mam swoją bańkę. Ale to jest bardzo demokratyczna choroba. Lądujesz potem w sali takiej na oddziale kardiologicznym z pełnym przekrojem społecznym.

Siadają i mówią, to pani robi. Tutaj ja mam teraz tę godzinę, co pani chciała, to ja tu jestem i pani robi, żebym ja się lepiej miał. Ale to bardziej chodzi o to, że płacę i wymagam, czy bardziej o to, że sam nie potrafię, znaczy nie potrafią jakoś, nie potrafią przyznać, że nie potrafią też, prawda? No nie mają gotowości w ogóle uczestniczenia w tym, bo musieliby się zbliżyć do swojej słabości. A oczywiście, że w sytuacji, kiedy o diecie mówi im kobieta, w dodatku młoda, no to w tym momencie już się zaczynają głupie dowcipy i tak dalej. Kiedy młoda kobieta im mówi o życiu seksualnym po zawale, to dopiero jest jazda. To są takie koszary już pełną gębą, no, łamane przez poprawczak. Ja się tak cały czas podśmiewuję, ale dlatego, że być może trochę uciekam od powagi, ale też chodzi mi o to, że po przeczytaniu twojej książki nie zmieniłem jeszcze trybu życia, ale czuję się ostrzeżony, powiedziałbym, i to jest już całkiem sporo.

I w pewnym sensie stosujesz ten sam mechanizm już w mikroskali do samego siebie pisząc o zawale. Ja zaczynałem pisać o Holokauście z taką naiwną myślą, że Dopóki pamiętamy, to to się nie powtórzy. Ale to była debilna myśl, bo wtedy, kiedy ja to pisałem, już było po Bałkanach, po Rwandzie. Kolejne książki pisałem z taką nadzieją, że jak z kimś będę dyskutował i ten ktoś będzie mi mówił, co ty gadasz, to ja mu położę taką książkę. Więc ja nie mam tego imperatywu. Mam wielką wiarę w to, że osobiste historie, bardzo trudno jest się z nimi kłócić. Bo nie można podważyć czyjegoś życia, nie można powiedzieć, to co on ci opowiada o swoich przeżyciach, to jest nieprawda.

Jak to teraz jest z tym Mikołajem Grynbergiem fotografem w kontekście książek? No, dalej widzę, na szczęście. Mam oczy. Zostałem fotografem, bo jak robiłem tą pracę magisterską, której tytuł brzmiał Wizerunek Żyda w świadomości Polaków, początek 90-tych lat, Jak zacząłem robić te badania w szkołach, to zdarzało mi się dużo bardzo niesympatycznych sytuacji i nie dźwignąłem ich. Już uciekłem stamtąd, a w tym samym momencie nasze dziecko miało zaraz się pojawić na świecie i zrobiłem jedno zdjęcie Juno z tym brzuchem, drugie i odpłynąłem.

Moje życie pokazuje, że nie wiem, co będzie. I że nie przywiązuję się zbytnio do tego. Ale na razie mam wielką... Frajdę to już nawet nie jest to słowo. Wielką satysfakcję z pisania. Coś mi to daje. Czegoś się dowiaduję o sobie. Też służy mi. Ale czy robisz nadal zdjęcia? Sporadecznie. Będę miał wystawę pod koniec sierpnia. Taką malutką wystawę w Galerii Jednostka na Muranowie. Zapraszamy. Zapraszamy z takich miniatur, które robię od lat telefonem. No ale to wiesz, żarty takie. Coś, taka drobna przyjemność autora, no. Ale czy to jest tak, że to jest tylko kwestia zmiany narzędzia? Bo myślę też o twoim filmie dokumentalnym, dowód tożsamości, w którym są wypowiedzi ludzi.

Wydana przez Agorę tak samo, jak Jezus umarł w Polsce. Te z kolei Książki takie jak Oskarżam Auschwitz, opowieści rodzinne i tak dalej, to wydawnictwo Czarne, też oczywiście te książki polecamy. Mikołaj Grynberg był naszym gościem w Pliku Tekstowym. Dziękuję ci bardzo. Dziękuję, Max, bardzo. Dziękuję.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.