Pierwsza Młodość #168
Choroba jako towar. Z cennikiem. Choroba jako sposób na zaistnienie, zdobycie lajków, szumu medialnego, ale też „outowanie” osób, ujawnianie choroby na podstawie plotek i domysłów, bez woli zainteresowanego. Przy tym hipokryzja mediów i walka o newsa. Marszałek Szymon Hołownia coś o tym wie. A my udajemy, że nic się nie stało. A wszystko, na początku wieku, zaczęli celebryci. Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp 0:00:00 Intro 0:03:32 Hołownia 0:04:55 Choroba publiczna 0:22:04 Alicia Keys 0:26:55 Moja historia 0:33:06 Michel Sardou 0:36:32 Hołownia 0:49:00 SOKO 0:51:40 Outro 0:54:14 Wiosna
Będziemy niezwykle wdzięczni za informację zwrotną z wyrazami szacunku, bla, bla, bla. To jest 20 stycznia i moja odpowiedź o godzinie 13.45 tego samego dnia wysłana. I mam nadzieję, że Dorota Rabczewska postawi Elizie Kubarskiej pomnik, bo na to Eliza Kubarska zasługuje. No. No, ładny, ładny jest odcinek, kilkadziesiąt minut, myślę, że dobrej zabawy, a przy okazji trochę wiedzy na temat tego, jak to ja podobno miałam robić, nie, jak, przepraszam, jak miałam wjeżdżać na plecach, robić karierę dla pani Dody, a tak naprawdę ja robiłam łaskę pani Dodzie. Tam jest wszystko wytłumaczone. No dobrze, zostawmy sobie piosenkarki. Ostatnio sobie włączyłam wiadomości i dowiedziałam się o tym, że Szymon Hołownia został wyoutowany.
Został wyoutowany, bo dziennikarz Rzeczpospolitej Jacek Niedzienkiewicz napisał tekst, w którym napisał, że Hołownia ma depresję i jest pod opieką psychiatry. Jakby to było coś bardzo strasznego i bardzo złego i jakby to mogło być w 2026 roku w europejskim kraju powodem do jakiegokolwiek stygmatyzowania kogokolwiek. Oczywiście to wszystko było ubrane w takie słowa, No, że mamy Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją, takie pitu, pitu, śmitu, żeby trochę przykryć to, że jednak opowiada się o czyjejś chorobie bez tego, że ta osoba o tym powiedziała. Bo Hołownia nic nie mówił o swoim stanie zdrowia, aczkolwiek w niektórych podcastach politycznych, które ja, jak wiecie, słucham, dziennikarze mówili o tym, że on miałby jakieś tam problemy zdrowotne, natomiast żaden z tych dziennikarzy nie mówił o tym, jakiego rodzaju to są problemy.
No, ale to się okazało, że nagle Hołownię wyoutowano. I ja sobie wtedy pomyślałam, hm, ja nie lubię mieć racji. Szczególnie jeśli dotyczy to moich wypowiedzi z czasów, kiedy na przykład robiłam Magiel Towarzyski. I tam zwróciliśmy uwagę, robiąc ten program, Na pewne zjawisko, które przybierało wtedy na sile, zjawisko, które się zaczęło pojawiać w przestrzeni medialnej, mianowicie choroba. Choroba, niedyspozycja, która staje się towarem, która staje się pretekstem do zaistnienia, do przypomnienia o sobie, do tego, żeby udzielić wywiadu, zrobić sobie sesję. Choroba, która z rzeczy, to jest moje prywatne zdanie, rzeczy bardzo intymnej, wymagającej skupienia, wymagającej czasami schowania się do swojej nory.
No, mówię to po swoich doświadczeniach i swoich bliskich, a są one, wierzcie mi, niemałe. To jest taki stan, który chyba nie wymaga, żeby o nim krzyczeć. Tak mi się wydaje. Ale okazuje się, że mamy rok 2026 i świat niczego się nie uczy. Kompletnie. Myślę, że idzie w stronę jakiegoś wymuszanego ekshibicjonizmu. Jak to Hołownia napisał, wyoutowany został. Ale wiecie, to się nie bierze z sufitu. To, że oczywiście o chorobach zaczęli mówić celebryci, zaczęli się chwalić bądź wymyślać różne dolegliwości. Ja tu będę brutalna i niech wszystkim się to spodoba, ale mnie to naprawdę nie interesuje. Ale na przykład wiecie, są takie historie, no całkiem niedawno na Netflixie, bardzo wam polecam ten serial, serial Ocyt Jabłkowy o Belle Gibson, to jest taka australijska influencerka, która wymyśliła, okłamała cały świat, że ma raka mózgu.
Czyli ta choroba, gdyby nie ta choroba, dalej by siedział w tej szafie z tą naftaliną i molami, a tu się nagle okazuje, że można go wyciągnąć, bo jest na coś chory, a choroba niestety jest dzisiaj sexy. I to mnie zastanawia i to wszystko tak zbliża się do tego... Tej historii o Szymonie Hołowni, ale może najpierw to jest taka piosenka mojego dorastania trochę. Choroba z miłości, Michel Sardou. Usłyszycie ją, to będziecie wiedzieli o co chodzi. Bardzo często kiedyś grały ją radia i ja ją śpiewałam w domu jako pętana, co niestety mało mnie przyprawiało o chorobę nerwową mojej matki, ale cóż, posłuchajmy w oryginale.
No i teraz na koniec ten Szymon Hołownia, proszę Państwa. Tekstu redaktora Jacka Niedzinkiewicza z Rzeczpospolitej już nie znajdziemy w sieci, został on zdjęty. Ja ten tekst przeczytałam. Zapomniałam go skopiować, bo muszę przyznać, Niezbyt dobrze się poczułam czytając go. Bo myślę, że my żyjemy w ogóle w takim świecie pełnym kłamstwa i zaprzeczeń dotyczących depresji, epizodów depresyjnych i chorób związanych z emocjami, z głową. Bo z jednej strony oczywiście na prawo i lewo mówimy, że nie należy stygmatyzować, że Ja powtarzam takie zdanie, że jak się coś zepsuje, to można zreperować i są od tego leki, są lekarze, jest terapia i polecam, bo to działa i trzeba sobie umieć pomóc i osoby, które są w takim kryzysie psychicznym, po prostu wymagają większej czułości, uwagi i opieki i mają prawo do normalnego funkcjonowania, a leki, sama mam przyjaciół, którzy są na lekach czasami dość długo, te leki pozwalają im absolutnie normalnie funkcjonować i akurat im pomagają.
I niby jesteśmy tacy, wiecie, poprawnie politycznie do zesrania, że tak powiem, dość potocznie, ale nagle chochlik siada i mówi, sprawdzam. I wtedy się pojawia Jacek Niedzinkiewicz, który, jak napisał Szymon Hołownia, postanowił bez mojej wiedzy, zgody, bez rozmowy ze mną, przemocowo mnie wyoutować, ujawnić publicznie, na co choruję, na podstawie plotek, o których słyszał na mieście od mojego otoczenia. I tutaj czytam Państwu dalej ten wpis Hołowni. Newsa oczywiście spowija czuła zachęta, by w kryzysie szukać pomocy, przekuwać słabość w siłę oraz świętować wypadający dziś dzień walki z depresją. Tytuł, zdjęcie, wszystko podporządkowane jest jednak wyraźnie jednemu celowi. Sprzedać moją prywatność, dobrze na tym zarobić.
I tak jak czymś obrzydliwym było ujawnienie przez Gazetę Wyborczą leków, które kiedyś brał w polityce będący moim przeciwnikiem Sławomir Cenckiewicz, tak za nowotwór dziennikarstwa uważam demaskujący tekst w Rzeczpospolitej Pióra Jacka Niedzienkiewicza. I Hołownia pisze dalej na swoim Facebooku. Przewiduje rzecz jasna, że nastąpi teraz lawina tłumaczeń, iż opinia publiczna ma prawo wiedzieć. To jest takie zdanie po prostu, które jest wytrychem, które jest kocykiem bezpieczeństwa, które jest taką próbą koszmarnego przykrycia zwykłej inwigilacji i wścibstwa. Hołownia pisze dalej.
No bo pamiętajmy jedną rzecz. Jacek Niezienkiewicz dostał pieniądze za ten tekst. Gazeta zarobiła na klikach związanych z tym tekstem. On się niósł po internecie jak dziki. Jeżeli nawet ja go zobaczyłam, a ja, tak jak wam mówiłam, bardzo rzadko wchodzę w tematy polityczne, no to i parę osób zresztą mi go też podesłało, to też jest inna sprawa. I czytam dalej wpis Szymona Hołowni. Jacku, postąpiłeś podle. Oby wszyscy ci, którzy w międzynarodowym dniu walki z depresją odważają się wyjść z kręgu cierpienia, szukają swojej nadziei, nigdy dla nikogo nie stali się przedmiotem politycznej gry, towarem, przypadkiem do okazania, tekstu czy ploteczek. Za nich wszystkich trzymam najmocniej kciuki. Choroba nie odbiera wam człowieczeństwa, nikt nie ma prawa zabierać wam godności, kraść prywatności, zasypywać ciekawskimi pytaniami.
To jest bardzo dobre zdanie, bo to co mówiłam Wam wcześniej, o tym jak celebryci ujawniali w internecie na publicznych kontach swoje badania, o tym jak w wywiadach opowiadali ekshibicjonistycznie o bardzo intymnych szczegółach swoich chorób. To było przesuwanie granicy, to było zabieranie prywatności. Myśleli, że zabierają z prywatności tylko sobie, ale tak naprawdę przesuwali granicę wszystkim. Wszystkim, którzy chorują i o tym pisze Hołownia. Jeszcze raz przeczytam to zdanie. Nikt nie ma prawa zabierać wam godności, kraść prywatności, zasypywać ciekawskimi pytaniami. Otóż, no właśnie, to się stało, to się dzieje od początku lat dwutysięcznych, to jest choroba dzisiejszych czasów, bo to przesuwanie granic, opowiadanie na prawo i lewo o swoich różnych problemach życiowych, zdrowotnych, emocjonalnych,
Doprowadza do tego, że nie wszyscy z nas widzą, że granica została wielokrotnie przesunięta, a teraz już przekroczona. Hołownia pisze dalej tak. Macie prawo iść ku zdrowiu własną drogą w swoim tempie. Oby zawsze spotykała was na niej czuła wrażliwość, bezpieczne wsparcie. Obyście zawsze mieli odwagę szukać leczenia, nawet gdy wszyscy wokół będą zwalać Wasz brak napędu do życia, chęć ucieczki, skulenia się w sobie, nachandrę czy słabsze nastroje. Niech to wszystko będzie dla Ciebie, Jacku, lekcją, którą wyniesiesz z tego dnia. Choroba to nie towar. Choremu się towarzyszy. Nie plotkuję o nim. Choroba to nie towar. Choremu się towarzyszy. Nie plotkuje o nim. No to wystarczy wejść do internetu co się dzieje. I to nie jest kwestia ostatnich miesięcy.
To jest kwestia myślę, że ostatnich 20 lat. Kiedy drastycznie przesunęliśmy granice i okazało się, że choroba jest towarem. Choroba jest dzisiaj towarem. I dalej kończy wpis Szymon Hołownia. No tam jest czyten, to jest długi wpis, to są tylko fragmenty. Hołownia umie w słowa, umie w litery, umie w zdania, umie je tak zbudować, że czytałam ten wpis i mogłam się podpisać pod prawie każdym zdaniem jako osoba, która kiedyś odebrała taki telefon, czy to prawda, że pani ma raka.
Wiecie, dzisiaj bym pewnie odpowiedziała, a gdyby nawet to co? Kogo to obchodzi? Ale też wiem, że taka odpowiedź mogłaby być użyta przeciwko mnie, bo żyjemy w absolutnie chorych czasach. Celebryci, którzy dla jaj i zasięgów pokazywali swoje badania i opowiadali różne pierdololo w internecie na temat wyimaginowanych bądź też istniejących rzeczywiście chorób, Mają to gdzieś. Mają gdzieś to, że przesunęli granice nie tylko sobie, ale i nam wszystkim. Media naprawdę myślą, że mogą napisać dzisiaj wszystko. A dywagowanie na temat czyjegoś stanu zdrowia, ja myślałam, że to jest taka granica święta nie do przejścia, okazuje się, że nie do końca i że zaczyna być wykorzystywana w walce politycznej, bo kwestia Cenckiewicza, o którym Hołownia tutaj pisze, też parę miesięcy temu narobiła rabanu, też chodziło o leki związane z systemem emocjonalnym.
Zrobiła się, wiecie, burza w szklance wody i okazuje się, że Można. Że można kogoś stygmatyzować nazwaniem go osobą chorą na daną chorobę, która to jest stygmatem. Czyli można kogoś bezkarnie stygmatyzować bez żadnych uprawnień do tego. Można. Można też, jak widać, Hołowni wyciągać, autować go, jak on napisał, że ma problemy emocjonalne. Cenckiewiczowi też wyciągnęli. Ciekawe kto będzie następny. I ja jestem ciekawa, czy to się kiedyś zatrzyma, bo wiecie, wybory mamy w 2027. Myślę, że walka wyborcza za chwilę się rozkręci i ja nie wiem, do jakich oni szuflad, pawlaczy, tajemnych teczek będą sięgać, żeby wyciągać haki. Bo jeżeli się z jednej strony opowiada pierdololo, że mamy dzień walki z depresją i że mamy nie stygmatyzować ludzi, którzy mają problemy emocjonalne i walczą o swoje zdrowie, a z drugiej strony
Stygmatyzuje się ludzi, którzy naprawdę, bądź też w wyimaginowanej rzeczywistości są chorzy i biorą leki i idą do lekarza. No to na miłość boską, coś tu nie styka, coś tu nie działa. No i co ciekawe, redaktor naczelny Rzeczpospolitej Michał Szułdrzyński napisał przeprosiny w poniedziałek o godzinie 17. Napisał tak, w poniedziałkowej publikacji Rzeczpospolitej znalazła się informacja dotycząca zdrowia Szymona Hołowni ujawniona bez jego zgody, to nasz błąd. Ale też nie napisali, czy prawdziwa, czy nieprawdziwa. Sugeruje ten wpis, że to jest prawdziwa informacja. Wiecie, przepraszam, rzygać mi się chce. Znaczy, ja rozumiem, staram się zrozumieć, że świat się zmienia. Ale to, że niektórzy traktują media jak fotel u ginekologa, albo fotel u spowiednika, albo kozetkę u psychoterapeuty, to nie znaczy, że wszyscy tak mają.
Szyłdrzyński pisze też, jako redaktor naczelny Szymona Hołownia oraz czytelników za publikację, która nie powinna mieć miejsca. No to się obudził. Wyciągamy z tej sytuacji wnioski, by zapobiec podobnym błędom na przyszłość. No, on potem pisze, że publikacji nie usprawiedliwia próba zwiększenia świadomości dotycząca choroby. Artykuł został usunięty ze strony internetowej dziennika. Tak, sprawdzałam, nie ma go. Bo dana strona nie istnieje. To jest taki komunikat. Wiecie, mleko się rozlało, syf się rozlał. To jest kolejna tego typu historia w ciągu ostatnich miesięcy dotycząca polityka. Do tej pory myślałam, że oni są dość nietykalni, że rzeczywiście kwestie ich stanu zdrowia nie podlegają w ogóle jakiejkolwiek inwigilacji i ujawnianiu. A tu się nagle okazuje, że jednak nie są tacy nietykalni. No nie mamy tak jak w Stanach, że jest publikowany raport o stanie zdrowia prezydenta.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Choroba jako towar. Z cennikiem. Choroba jako sposób na zaistnienie, zdobycie lajków, szumu medialnego, ale też „outowanie” osób, ujawnianie choroby na podstawie plotek i domysłów, bez woli zainteresowanego. Przy tym hipokryzja mediów i walka o newsa. Marszałek Szymon Hołownia coś o tym wie. A my udajemy, że nic się nie stało. A wszystko, na początku wieku, zaczęli celebryci.
Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp
Intro Hołownia Choroba publiczna Alicia Keys Moja historia Michel Sardou Hołownia SOKO Outro Wiosna