"Antyhipokamp" z Adamem Kaczanowskim
Adam Kaczanowski wrócił z kolejną powieścią, a ja znowu zachwycona. "Antyhipokamp" to próba zmierzenia się z własną przeszłością za pomocą najciekawszych narzędzi, jakie daje literatura. W kolejnych krótkich tekstach autor obsesyjnie wraca do konkretnego wspomnienia z dzieciństwa - czasem, by nad nim medytować, a czasem, by rozpędzać je w stronę absurdu i horroru, podlanego sosem z popkultury. Autor opowiedział mi o procesie pisania tej książki, windach, paradoksach i atakowaniu kolejki wąskotorowej. Są też ze dwie trajektorie. Jingiel: Botanica
Jednym z elementów, bo w ogóle to też jest tak, że to moje dzieciństwo przebiegało w największym bloku Poznania i Wielkopolski w ogóle. Wiem, że z perspektywy Warszawy to macie większe bloki, ale niedużo. Takim długim bardzo dziesięciopiętrowcu, który jest nazywany deską przy browarze, bo obok są browary wielkopolskie. No i tam oczywiście są windy, to ten blok się ciągnie od 121 do 138 klatek, 10 pięter, więc to jest naprawdę 2000 osób mieszka, tyle miałem sąsiadów. Jak moje miasteczko. No tak, ale on jest właśnie dziwny o tyle, że Że windy stają na półpiętrach. To jest kompletnie bez sensu, bo jeśli na przykład jedziesz z wózkiem albo jesteś, jeździsz na wózku jako osoba z niepełnosprawnością, to i tak masz do pokonania półpiętra w górę lub w dół.
Nie do końca wiem z jakich to jest powodów, ale właśnie dlatego Filipowi, a ponieważ tam często występuje winda, Występują te klatki schodowe. To Filipowi tam się kompletnie nie zgadzało coś w opisach, co dla mnie było oczywiste, no bo dla mnie oczywiste było, że tam winda jest na półpiętrze, także musieliśmy to zmienić. I to jest takie małe kłamstewko, windy już tam są na piętrach i nie ma tej całej filozofii. Szkoda w sumie. Teraz nie mogę rozpoznać tej historii. Co to za blok? Kłamstwo. Jeszcze mogę o Windzie powiedzieć jedną rzecz. Wydaje mi się, że tam też są elementy wesołe dotyczące kontra
No bo tak rzeczywiście było, że to moje dziesięcioletnie życie to nie było jakieś tylko mrok i przekleństwo, tylko miałem kolegów, od dawna miałem ten swój blok, swoją klasę. No i tu jest też sporo życia takiego blokowego, Nie byłem jakimś wybitnym łobuzem, no ale... Trochę byłeś łobuzem. Trochę, trochę łobuzem byłem i właśnie tam jest wspomnienie między innymi takiego, teraz z perspektywy wiem, że to było Niedobrze robiliśmy. To już tak kończę temat windy. W tamtym czasie nie było upilnowane, było na parterze przy windzie, była taka dźwignia, która pozwalała w razie awarii ściągnąć windę w dół.
To jest mój ulubiony motyw tej książki. Może nie ulubiony, to jest przesada, ale bardzo lubiłam w tej książce. Oczywiście te szybki do tej dźwigni były powybijane i dzieci po prostu robiły takie dowcipy ludziom, że ktoś wjechał windą i nagle światło gasło i winda zjeżdżała. Można było się wtedy żegnać z życiem. Teraz już tak nie jest, ten blok stoi, ale oczywiście tam te rzeczy już są zabezpieczone i już tak się nie można pobawić i dobrze. Lubiłeś to, co? Działo się trochę, ale tak się działo w ogóle tym dzieciakom na tym osiedlu. Myślę, że od tego też się jest dzieciakiem na osiedlu, że takie rzeczy są chyba częścią tego procesu, tej trajektorii.
Nie, Kaczok Donald cały czas był w porządku. Jak byłam mała, to mieszkaliśmy w takim bloku, w którym windy były otoczone takimi malutkimi półściankami, że tworzyła się jakaś taka norka, gdzieś się otwierało i kiedy schodziłam pieszo w dół, bo mieszkałam na czwartym piętrze, za każdym razem byłam śmiertelnie przerażona, że za tą ścianką ktoś tam się kryje. Więc mam bardzo emocjonalny stosunek do Wind. No to tutaj rzeczywiście Winda gra swoją rolę. Mam nadzieję, że nie masz też jakichś złych historii z kolejkami do ZOO wąskotorowej. Jako dzieciak właśnie napadaliśmy na nie, to też o tym jest historia w książce. Napadaliśmy to za duże słowo. Wydawało nam się, że na nie napadamy.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Adam Kaczanowski wrócił z kolejną powieścią, a ja znowu zachwycona. "Antyhipokamp" to próba zmierzenia się z własną przeszłością za pomocą najciekawszych narzędzi, jakie daje literatura. W kolejnych krótkich tekstach autor obsesyjnie wraca do konkretnego wspomnienia z dzieciństwa - czasem, by nad nim medytować, a czasem, by rozpędzać je w stronę absurdu i horroru, podlanego sosem z popkultury. Autor opowiedział mi o procesie pisania tej książki, windach, paradoksach i atakowaniu kolejki wąskotorowej. Są też ze dwie trajektorie.
Jingiel: Botanica